Nie chcę wracać do derbów Warszawy, bo stolica nie zasługuje na takie derby. Podobna kwestia dotyczy Krakowa oraz starcia Wisły i Cracovii w Sosnowcu. Aż się boję co będzie podczas jutrzejszych derbów Trójmiasta, bo oba kluby na razie prezentują się co najwyżej średnio.
Ale dziś nie o tym chciałem pisać ale o klubie, który pokazał jak wielki może być football. Liverpool, to jeden z najbardziej zasłużonych i utytułowanych klubów w historii europejskiej piłki. Wszyscy na świecie znają hymn z miasta Beatlesów You Will Never Walk Alone (oczywiście to hymn jeszcze innych klubów piłkarskich - pamiętacie jakich?). Wszyscy pamiętają niesamowity finał w Stambule i interwencje Dudka (to też dla mnie chyba najpiękniejszy mecz, który oglądałem trybun). A wspominam podopiecznych Beniteza dlatego, że dziś o ich losie w LM zadecyduje węgierski VSC Debreczyn, z którym The Reds zagra w Budapeszcie. A nawet jeśli wygra to i tak ich los zależy od Fiorentiny, która gra z pewnym awansu Olympique Lyon. To będzie głęboki upadek, tych, którzy do niedawna trzęśli LM, ale o kryzysie/upadku napisać będzie można dopiero jutro, bo już kiedyś do przerwy przegrywali 0:3…
