Jeszcze niedawno rozbudowa komputera była prostą sprawą i niekoniecznie drogą. Wrzucałeś nową kość pamięci, odpalałeś grę i czułeś, że sprzęt dostał drugie życie. Dzisiaj patrzysz na ceny i zastanawiasz się czy to na pewno nadal hobby, czy sport ekstremalny dla portfela.
Temat RAM-u wraca jak bumerang, bo pamięć zaczęła drożeć szybciej, niż wielu się spodziewało. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista: popyt jest ogromny, ale podaż bardziej ograniczona. Ale to nie wszystkie powody.
Pamięć potrzebna do wszystkiego
Zacznijmy od tego, że RAM brzmi mocno technicznie, a chodzi o coś bardzo prostego i jest praktycznie wszędzie. W komputerze, telefonie, czy konsoli. Nawet karta graficzna ma własną pamięć, tylko tam nazywa się VRAM. Dlatego gdy ceny pamięci rosną, to dotyka to całej elektroniki, a nie tylko osób, które składają gamingowe pecety. Jeszcze kilka lat temu RAM był jednym z najłatwiejszych upgrade’ów. Teraz coraz częściej, jeśli chcesz dołożyć pamięci, to nagle okazuje się, że ceny poszły mocno w górę, bo producenci podzielili swoje moce pomiędzy duże kontrakty na serwery i centra danych.

To nie jest jedyna magiczna przyczyna. To efekt domina, który zaczął się od tego, że pamięć stała się bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Największy apetyt mają na nią dziś centra danych i firmy zajmujące się sztuczna inteligencją, bo potrzebują ogromnych ilości pamięci do serwerów. A gdy wielcy gracze wykupują produkcję hurtowo, rynek dla zwykłych użytkowników robi się ciaśniejszy. Na świecie dominują trzy firmy, które kontrolują niemal cały rynek pamięci DRAM: Samsung, SK Hynix i Micron. To z kolei oznacza, że decydują o produkcji i cenach.
Pamięć jest produkowana, ale kierowana głównie tam, gdzie rentowność jest największa. Do tego producenci przestawiają fabryki na nowe technologie, głównie DDR5. A każda taka zmiana oznacza okres przejściowy, w którym podaż nie zawsze nadąża za popytem, więc ceny rosną jeszcze bardziej. Dodajmy jeszcze efekt psychologiczny. Ludzie widzą wzrosty, więc kupują szybciej. Sklepy reagują, promocji jest mniej, a rynek zaczyna się sam nakręcać.
Dla graczy efekt oznacza to, że składanie komputera jest coraz droższe. Budżet, który kiedyś wystarczał na mocny zestaw, dziś daje coś bardziej „na styk”. RAM nie daje tyle FPS co karta graficzna, ale daje komfort. Nowe gry coraz potrzebują 16 GB jako minimum, a 32 GB robi się standardem dla osób, które chcą spokój na lata. I teraz ciekawa rzecz. Jeśli pamięć będzie droga, twórcy gier mogą mocniej optymalizować tytuły pod mniejsze konfiguracje. Tak jak kiedyś gry były robione z myślą o konsolach, które miały konkretne limity, tak teraz może wrócić presja, żeby gra działała sensownie nawet na 16 GB.
Granie w chmurze jako alternatywa
Dostrzegam też drugi trend. Skoro sprzęt robi się drogi, a wymagania rosną, firmy zaczynają jeszcze bardziej patrzeć w stronę chmury. Gaming w chmurze nie jest już tylko ciekawostką, bo dla wielu graczy może być odpowiedzią na problem rosnących kosztów komputerów. W teorii wygląda to prosto. Zamiast kupować coraz droższe GPU i RAM, odpalasz grę na serwerze w chmurze, a do Ciebie leci tylko obraz. Sprzęt przestaje być barierą wejścia, a bardziej liczy się szybkie łącze i stabilność sieci - sprawdź ofertę Orange Światłowód. Wtedy grasz we wszystko i na wszystkim. Nawet na telewizorze, bez konieczności podłączenia do konsoli czy komputera.
Oczywiście chmura nie zastąpi klasycznego grania. Opóźnienia nadal potrafią przeszkadzać, a nie każdy chce być zależny od internetu. Ale trend jest widoczny, bo wysokie ceny komponentów popychają branżę w stronę usług i abonamentów.
Dlatego moim zdaniem dla gracza najlepsza strategia jest prosta. Kupować rozsądnie, nie panikować, polować na dobre momenty i pamiętać, że RAM to fundament komfortu. Mało tego, sam Windows 11 do sensownej, płynnej pracy coraz częściej realnie potrzebuje od 8 GB, jeśli nie chcesz, żeby system dusił się przy kilku programach naraz. Dodatkowo wgrane funkcje AI zaczynają poprawnie "śmigać" przy 16 GB, a skoro już system zjada sporą część pamięci, to tym bardziej widać, dlaczego gry i cały gamingowy świat będą musiały się do tych zmian dostosować.

Bartosz Graczyk
Beata Giska
Stella Widomska
Komentarze
Szanowni Panstwo, mam pytanie dotyczace aktualnej promocji Motorola Signature 5G w Orange Polska. Przepraszam za ostre slowa, ale kto wymyslil idiotyczny wymog, zeby do rejestracji telefonu aby otrzymac bezplatnie sluchawki trzeba bylo WYCINAC etykiete z numerem IMEI z pudelka? Mieszkam w Niemczech, pracowalem wczesniej dla Motoroli, mam informacje o tego typu akcjach promocyjnych – chyba tylko w Polsce mozna bylo wymyslic takie cos?
OdpowiedzSkoro i tak wymagacie oryginalnego dowodu zakupu, to po co takie cyrki? A co, jesli telefon ma byc np. na prezent? czy naprawde trzeba tak dziadowac?
Pozdrawiam.