W ostatnich miesiącach triumfy, pod kątem oglądalności, święcił „Gambit królowej”. Jednak wkrótce może zostać zdetronizowany! Teraz jest pora na „Lupina”. Poznajcie serial, w którym zakochał się świat.
Jest jednym z najpopularniejszych seriali Netflixa - najchętniej oglądanym w Polsce i nie tylko u nas. „Lupin” z Omarem Sy („Nietykalni”) w roli głównej to połączenie kryminału, komedii, kina akcji z… iluzją i miłością w tle. Będzie czarująco, jak to na dżentelmena przystało, tylko… pilnujcie swoich portfeli!
Po pierwsze literatura
Sama postać Arsena Lupina, czyli właśnie dżentelmena-włamywacza, stworzona została przez francuskiego pisarza Maurice’a Leblanca i wydana, jako powieść, w 1905 roku. Bohater w meloniku i pelerynie (jego znak rozpoznawczy), dzięki swojemu sprytowi i urokowi nieraz wychodził cało z opresji. Zyskał popularność nie tylko w swojej ojczyźnie – Francji. Książki o nim przetłumaczono na wiele języków. Powstawały też kolejne części jego przygód, które były już ekranizowane, ale jeszcze nie w takiej formie.
Serial „Lupin” można określić jako wariacja na temat słynnego bohatera, luźna adaptacja książki - przeniesiona w dzisiejsze czasy. Historia zainspirowana jest literackim oryginałem, jednak nie opowiada ona o Arsenie, tylko o jego czytelniku, który metody zaczerpnięte z książki wciela w swoje życie. A sama powieść Leblanca stała się dla niego praktycznym poradnikiem i wręcz świętością. Książką dostarcza mu pomysłów, rozwiązań problemów; cytuje ją, zna prawie na pamięć, czyta i analizuje wielokrotnie, a także przekazuje z pokolenia na pokolenie. Sentymentalny upominek od ojca wręcza własnemu synowi, jako lekturę obowiązkową. A wszystko to robi Assane Diop (Omar Sy) – współczesna wersja Lupina, jego wierny fan i naśladowca.
Skradnie Wasze serca. Dosłownie
Assane Diop też jest włamywaczem i swoje kradzieże wykonuje w zaskakujący, pełen uroku (o ile można tak mówić o przestępstwie…) sposób. Z gracją, elegancko ubrany, z finezyjnymi pomysłami, będąc przy tym czarującym. Magiczne sztuczki też nie są mu obce. Do tego jest po prostu poczciwym facetem, któremu niezbyt się w życiu udało, więc tym bardziej mu kibicujemy. W dzieciństwie jego ojciec został niesłusznie o coś oskarżony i poniósł śmierć. Po latach jego dorosły syn – Assan – postanawia wyjaśnić dawną sprawę, oczyścić dobre imię taty i dać nauczkę tym, przez których cierpiała jego rodzina. Opracowuje więc plan kradzieży brylantowego naszyjnika, przechowywanego w jednym z najsłynniejszych muzeów – w Luwrze. To rozpoczyna serię zaskakujących wydarzeń. Jeśli moje streszczenie brzmiało zawile, to wiedzcie, że nie chce za dużo zdradzać, by nie psuć Wam przyjemności z oglądania i odkrywania kart, bo będzie się działo…
Najbardziej w serialu podobało mi się to, że jest to świetnie zrobiony, dopracowany w każdym calu, nieprzewidywalny, wielowątkowy i taki… barwny. Jest widowiskowy, kradzieże przypominają sztuczki na pokazach iluzjonistów, a w tle piękny Paryż. Nie jest to też typowy kryminał, nie jest mroczny, krwawy czy jak czasem bywa – wręcz męczący. Tutaj mamy lekkość i płynność w sposobie narracji, mamy też ciągłą akcję – retrospekcje, różne plany, trzeba być cały czas czujnym i nieźle główkować. I to jest właśnie wciągające.
Do tego mocną stroną serialu jest bohater – Omar Sy ma charyzmę i radość, która od niego wręcz bije. Z uśmiechem na twarzy przyglądamy się jego poczynaniom. A jako ciekawostkę dodam jeszcze, że aktor – w ramach akcji promującej serial, sam rozwieszał plakaty (z własną podobizną, reklamujące „Lupina”), na paryskich stacjach metra.
Paryski szyk i styl
W ostatnich latach francuskie kino coraz bardziej było na topie. Ich komedie ponownie (po przerwie od filmów z Luis de Funes czy „Amelii”) podbijały zagraniczne kina. Teraz jest szansa, że serial znad Sekwany rozpocznie kolejny, nowy trend. Na razie pierwszy sezon zapewnia dużo akcji, rozrywki i niedosytu – w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Zanim to nastąpi warto sięgnąć po książki. Chociaż z nich nie dowiemy się co zrobi Assan, to możemy poznać tajemnice i metody prawdziwego Lupina, a także przypomnieć sobie literacki klasyk.
Serial "Lupin" obejrzycie mając pakiet telewizyjny w Orange Love z Netflixem. Warto w niego uzbroić się nim pojawi się kolejny sezon, bo naprawdę fajnie się to ogląda. I zanim znów będziemy jeździć po świecie i zwiedzać słynne muzea to już teraz możemy przenieść się do Francji – w zwariowaną, pełną przygód podróż. Nie zapomnijcie tylko melonika i peleryny.

Beata Giska
Komentarze
Serial Lupin – super produkcja. Obejrzałem u znajomych (pierwszy raz od kilku lat) dwa odcinki i muszę wykupić sobie Netflixa by obejrzeć kolejne 🙂 Tego się boję w przypadku Netflixa – że zamiast regenerować organizm po pracy będę siedział w nocy przed TV ;p
OdpowiedzŚredni serial, tak jak „dom z papieru”, są dużo lepsze na netflixie. Te 2 są tak nierealne, tak wszystko idealnie bohaterom wychodzi że po chwili niewiele może zaskoczyć. Polecam „uwięzione” albo chociaż „white lines”, nawet „ku jezioru” jest lepsze.
OdpowiedzTeż widziałam „Ku jezioru” i „Dom z papieru” – oba nierealne, ale może właśnie na tym polega ich urok i magia 😉 I cieszę się za opinię, za odmienne zdanie. Z tych dwóch ja wybrałabym „Dom…”, ale i jedna i druga pozycja warta uwagi.
Odpowiedzteraz w weekend to ja juz zacierałam raczki na festiwal ktory sie zacznie w poniedzialek, 100 fajnych pozycji do obejrzenia, kategorie zachecajace
OdpowiedzJakie tytuły polecasz?
OdpowiedzZależy co kto lubi tak naprawdę, festiwal był podzielony na kategorie. Każdego dnia coś innego. Mi się najbardziej podobała rekonstrukcja starych produkcji i filmy fabularne ?
Odpowiedz