;

Odpowiedzialny biznes

CSR – globalne podobieństwa i różnice (0)

Monika Kulik

21 czerwca 2012

CSR – globalne podobieństwa i różnice
0

Dziś trochę wieści z Paryża, gdzie, jak co roku spotkaliśmy się z przedstawicielami innych krajów Orange ( jest ich 35), aby rozmawiać o społecznie odpowiedzialnym biznesie. Niezależnie od kraju mamy podobne wyzwania i problemy – jak najlepiej pogodzić oczekiwania społeczne z naszym biznesem.

W krajach europejskich coraz większym wyzwaniem jest polityka prywatności i kwestie bezpieczeństwa, szczególnie najmłodszych użytkowników internetu.
Dla krajów rozwijających się najważniejsze jest inwestowanie biznesu w rozwój społeczny. Ciekawym przykładem może być „Djamaa Phone” – projekt z Mali – „społeczny telefon”, który pozwala na łączność pomiędzy oddalonymi wioskami. Niby nic wielkiego – telefon, karta SIM, antena, bateria słoneczna, szkolenia dla „koordynatora łączności”– a jaka zmiana społeczna dla małej wioski odciętej dotąd od świata.

955ee9aec4870f22505ab601c20506ef672

A zamiast nudnego obrazka z konferencji – zdjęcie z wieczornego spaceru po Paryżu. Znów  miałam szczęście – tego dnia odbywał się Diner en Blanc. Tym razem ubranych na biało paryżan spotkaliśmy pod katedrą Notre Dame. Spotkanie trzymane jest do ostatniej chwili w tajemnicy, a znajomi powiadamiają się SMSami, gdzie tym razem jest miejsce pikniku.

Udostępnij: CSR – globalne podobieństwa i różnice
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Odpowiedzialny biznes

Iluzja zginęła w ciemności (0)

Marcin Dąbrowski

21 czerwca 2012

Iluzja zginęła w ciemności
0

Deszcz. Euro przywitał deszcz, jakby przestworza chciały za wszelką cenę ostudzić nas, obudzić rozsądek, ugasić tę przeklętą nadzieję. Nic z tego. Przed meczem z Grecją w strefie kibica taką niepohamowaną, ślepą wiarę w zwycięstwo można było przez przypadek połknąć, bo wypełniała całą przestrzeń, była widzialna, kształtna, do dotknięcia. Patrzę na tysiące ludzi, których normalnie minąłbym nieświadomie na ulicy, i czuję zadziwiającą więź. Dzielę z nimi iluzję, bo wpatruję się w ekran i całym naiwnym umysłem staram się skierować piłkę do greckiej bramki. Dzielę pragnienie, bo jest duszno, a wyczekanie w kolejce do piwa zajęłoby całą pierwszą połowę. Łamię wszelkie bariery intymności, ktoś się przeciska, ociera, odpycha. Wreszcie – rozciągam nad głową flagę i śpiewam hymn donośnie i nieczysto, i jeszcze jestem z tego dumny, bo śpiewam najlepiej jak potrafię, a że wszyscy robią to samo, hymn wraca do mnie, jakoś się we wnętrze wwierca i wywołuje gęsią skórkę. Zaczynam krzyczeć. Nie kibicuję – wydzieram się, wrzeszczę, drę. Kiedy Lewandowski trafia, skaczę jak wariat, obejmuję znajomych. Straciłem głos. Ludzie wspinają się na zadaszone wyjścia z metra, by lepiej widzieć telebim. Grecy wyrównują, a ja czuję się tak, jakby spadł na mnie fortepian. Czerwona kartka. Patrzę w oczy Szczęsnego na zbliżeniu i widzę w nich to, co czuję w sobie. Taki wielki zlepek emocji, frustracji, bezradności i wściekłości, że rzeczywistość tego nie wytrzymuje i powstaje pustka: Szczęsny nie mówi ani słowa. Zaciska zęby i znika w tunelu. Kiedy Tytoń broni karnego, cieszę się jak nigdy wcześniej w moim życiu, ze szczęścia zapominam wziąć oddech i czuję irytujący ból w brzuchu. Ani umysł, ani ciało tego nie ogarnia. Remis. Małymi kroczkami w tłumie wracamy do domu.

Drugi mecz oglądam w kinie. Atmosfera nijak nie przypomina tej ze strefy, ale za to jak na dłoni widzę, co dzieje się na boisku. Mijają co najmniej dwie minuty od szału radości, nim orientujemy się, że Polański był na spalonym i gol jest nieuznany. Harujemy w defensywie minutę, dwie, potem przechwyt, podanie – strata. I tak w kółko. Nie rozumiem, dlaczego nie utrzymujemy się przy piłce. Podanie, podanie – strata. Przechwyt – strata. Mimo to po meczu czytam statystyki i na pierwszy rzut oka wyglądają imponująco. 15 strzałów, dwa razy więcej niż Rosjanie, 9 w światło bramki. Posiadanie piłki tylko 57% do 43% na korzyść Rosjan. Może przesadzam i wcale nie było tak źle? Ale skoro było tak dobrze, to dlaczego jestem wściekły, że w ostatnich minutach nie walczymy o zwycięstwo? Dlaczego cieszymy się z 1:1 w drugim meczu, na własnym boisku? Nie wiem. Błysk Błaszczykowskiego zadowala media, zadowala fanów, zadowala i mnie. Rosja jest faworytem, remis to dobry wynik. No i Smuda zaczął robić zmiany. Choć akurat Obraniaka zmieniłbym już w pierwszej połowie. Później czytam, że w rankingu Castrol Edge po 2 meczach jest najlepszym Polakiem. Nie rozumiem statystyk.

Mecz trzeci. Na godzinę przed rozpoczęciem kolejka do strefy kibica jest potężna. Tłum stoi. Nie widzimy, że ochroniarze dwoją się i troją, a wszystko idzie tak wolno, bo ludzi są  tysiące. Każdy chce tu dzisiaj być. Pojedyncze osoby obrażają ochroniarzy, ludzie tracą cierpliwość. Grupka mężczyzn się rozpycha, ludzie jak domino wpadają na siebie i cała masa faluje. Utrzymujemy równowagę. Wchodzimy 5 minut przed rozpoczęciem meczu. Jesteśmy szczęściarzami. W trakcie pierwszej połowy pada komunikat o przepełnieniu strefy i zamknięciu bram. Leje nad wrocławskim stadionem, tak jak wcześniej przed meczem Ukraina-Francja. Czy to zły omen? Nad Warszawą niebo też robi się czarne. Aura apokaliptyczna, jak na zamówienie do wydarzenia, którego ludzie tak bardzo potrzebują. Ćwierćfinał, tuż tuż, na wyciągnięcie ręki. Boenish pięknie uderza z półwoleja, z tak trudnej piłki… Cech wybija. Lewandowski do końca wypychany przez obrońcę uderza lewą nogą – niecelnie. Tylko zwycięstwo daje awans. Ilu mamy napastników? Jednego. Defensywnych pomocników? Dwóch. Co tutaj się nie zgadza? No nic, zagęścimy środek pola, wyprowadzimy szybkie ataki. Lubimy taką grę. Przerwa. Chłopak z dziewczyną niosą koleżankę, trzymając jej nogi w górze. Zemdlała. Niebo coraz ciemniejsze, wiara, tak wyraźna w meczu z Grecją, tak niewzruszona w meczu z Rosją, teraz zaczyna drgać, jakby szykowała się do ucieczki. Nie takie rzeczy w piłce się działy. Mamy 45 minut. Zaczęli. Walka w obronie, przechwyt, podanie – strata. Już to gdzieś widziałem. Przechwyt, podanie – strata. Podanie – strata. Robimy zmianę. Grosicki, jedna akcja, żółta kartka – koniec. Grecja prowadzi. Polscy piłkarze nie znają wyniku drugiego meczu, nie wiedzą, że Czesi muszą wygrać. Bramka. Czy gdyby stał Szczęsny gola by nie było? Kolejne zmiany. Mierzejewski nie przypomina siebie samego z poprzedniego meczu. Brożek… Jeden strzał. Czas nawet pod wpływem woli milionów kibiców nie chce się zatrzymać, nie chce zwolnić. Dariusz Szpakowski konstruuje najwymyślniejsze zdania, by tylko nie pozbawiać nas nadziei. Toczę walkę z samym sobą. Z tym, co widzę, z tym, co czuję, z wizją wyrównującej bramki i może decydującej, gdzieś w ostatnich sekundach… Gwizdek. „Nic się nie stało”. Tylko iluzja umarła.

2637feba2660fda305d098c781c88e9636d

Udostępnij: Iluzja zginęła w ciemności
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Odpowiedzialny biznes

Polski Internauta opisany w cyfrach (0)

Krzysztof Swidrak

20 czerwca 2012

Polski Internauta opisany w cyfrach
0

Większość filmu „Historie kuchenne”, (który polecam) dzieje się w mieszkaniu. Tam w kuchni głównego bohatera „zagnieździł się” badacz, który z wysokiego krzesła śledzi każdy ruch mieszkańca domu. Skrupulatnie zapisuje nie tylko wykonywane czynności i godziny, kiedy miały one miejsce, ale kreśli również skomplikowaną siatkę każdego ruchu. A wszystko to w ramach programu naukowego dotyczącego nawyków domowych prowadzonego przez szwedzki Instytut Badań Domowych.

Film ten przypomniał mi się przy okazji opublikowanych właśnie przez CBOS badań dotyczących tego, w jaki sposób Polacy korzystają z Internetu i co tam robią. Pokazują one również nawyki użytkowników sieci. Czy oddają rzeczywistość? To oceńcie już sami. Żeby było Wam łatwiej podrzucam garść cyfr.

Według badań 59% internautów jest zarejestrowanymi użytkownikami portali społecznościowych, a 29% czyta blogi. Natomiast 56% ankietowanych regularnie, przynajmniej raz w tygodniu korzysta z Internetu. W wirtualnym świecie spędzają przeciętnie 12 godzin w tygodniu. Ponad połowa wszystkich osób, które wzięły udział w badaniu stwierdziła, że czyta elektroniczne wydania gazet, a 33 % ściąga z siec muzykę, filmy i darmowe programy.

Z badania możemy dowiedzieć się również, co najczęściej kupują w sieci polscy internauci. Zaskoczenia chyba nie będzie, ponieważ jest to odzież i obuwie. Dopiero na dalszym miejscu znalazł się sprzęt elektroniczny, sportowy, książki, czy kosmetyki. Dziwić może fakt, że – jak wynika z badań – rzadziej przez Internet kupujemy bilety lotnicze, kolejowe, czy muzykę. Taki w wielkim skrócie jest obraz nas, czyli polskich użytkowników sieci. Czy rzeczywiście taki jest ich / nasz obraz?

425476066b83d4228dfc84e5996e7b5d9ef

Udostępnij: Polski Internauta opisany w cyfrach
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Drzewo. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej