Fortnite ma już prawie dziewięć lat i wciąż jest... wszędzie? Czas leci szybko, a ja pamiętam jego start. Wtedy była to swoista ciekawostka, a dziś - globalny gigant. Gra nie stoi w miejscu i to czuć w każdym sezonie. Zmiany pojawiają się regularnie, więc czasami trzeba wręcz uczyć się grać od nowa. Nowe bronie wchodzą często, stare znikają. To źle? Nie. Bo nie ma stagnacji, a rutyna nie zdąży się wkraść.
To duża różnica względem Counter Strike. Tam uczysz się raz i grasz latami. Fortnite tymczasem burzy schematy i zmusza do adaptacji. Dlatego nie powinno się go określać mianem klasycznej gry e-sportowej, choć swoją scenę turniejową ma. Ale na niej liczy się świeżość, a nie perfekcja jednego stylu. Gra nagradza elastyczność i ciekawość.
Regularne współprace i marka większa niż sama gra
Fortnite od dawna nie jest tylko grą. To pełnoprawna marka popkulturowa. Epic bardzo szybko zrozumiał, że skórki to nie wszystko. Liczy się kontekst i emocja. Dlatego powiązane z marką współprace to nie byle dodatki - to wydarzenia. Marvel był tego najlepszym przykładem. Fortnite wszedł do jego uniwersum, a bohaterowie Marvela weszli do gry. Były sezony, fabuła i wydarzenia na mapie. Gracze nie tylko strzelali, ale też uczestniczyli w historii. To był moment, w którym Fortnite przestał udawać zwykłe Battle Royale.

Później pojawiło się Stranger Things w trybie Blitz. Klimat serialu dało się poczuć od pierwszej minuty. Był też Kill Bill i kultowa The Bride jako skórka. To nie były losowe wybory. To były ikony popkultury. Do tego cały sezon poświęcony Simpsonom. Teraz do gry wchodzi South Park, co pokazuje skalę zaufania do marki Fortnite. Takie współprace przyciągają nowych graczy, ale też utrzymują starych. Nawet jeśli ktoś zrobił przerwę - jest szansa, że wróci z ciekawości. Będzie chcieć zobaczyć jak dana marka wygląda w świecie gry. Fortnite stał się miejscem spotkań różnych uniwersów. Tryb LEGO jeszcze mocniej to podkreśla. To zupełnie inne tempo i inny odbiorca. Gra nagle staje się spokojna, kreatywna i bardziej przygodowa. Fortnite pokazuje, że może być jednocześnie chaosem i relaksem. Mało która marka potrafi to pogodzić.

Do tego dochodzi FOMO, które działa bezbłędnie. Limitowane skórki znikają szybko, a eventy są jednorazowe. Jeśli odpuścisz - po sprawie. Nie było Cię, zapomnij o korzyściach z tej konkretnej współpracy. To napędza powroty i utrzymuje tempo. To nie są zwykłe wydarzenia w grze. To festiwale czy premiery filmowe, gdzie na przykład w ostatniej współpracy poznaliśmy losy jednej z postaci z filmu Kill Bill, albo mogliśmy brać udział w koncertach znanych gwiazd.

Kreatywność graczy i gra bez końca
Jednym z najważniejszych elementów Fortnite jest kreatywność społeczności. Gracze mogą tworzyć własne mapy i tryby. To zmienia wszystko. Zawartość przestaje być ograniczona planami studia, a gra rozwija się oddolnie. Powstają mapy fabularne, wyścigi i horrory. Są też tryby logiczne i czysto imprezowe. Czasami nie przypominają strzelanki. Fortnite daje narzędzia, a gracze robią resztę. To buduje silną więź z grą. Najciekawszym przykładem jest tryb "Steal the Brainrot", w którym godzinami można kolekcjonować tytułowe brainroty, ale oprócz tego inwestować, czy okradać innych graczy.

Dzięki temu wielu graczy spędza więcej czasu poza Battle Royale. Wchodzą, żeby sprawdzić nowe pomysły innych ludzi. Każdego dnia można trafić na coś nowego. To sprawia, że Fortnite nie nudzi się nawet po latach, a system sezonów tylko to wzmacnia. Zmiany są częste, a nagrody jasno określone. Gracz wie po co gra i co może zyskać. Do tego dochodzą codzienne wyzwania i limitowane eventy. Mechanizmy są proste, ale skuteczne. Ciekawostką jest to, że Fortnite często testuje nowe pomysły na żywym organizmie. Jeśli coś działa, zostaje na dłużej. Jeśli nie, znika bez żalu. Dzięki temu gra żyje i reaguje. Specyfika Fortnite czy grę nie skończonym produktem, lecz... procesem. Takim, który trwa nieprzerwanie od dziewięciu lat.
Baw się, ale ostrożnie
Sam też wpadłem w tę spiralę. Po zakupie Season Passa odpalałem grę w każdej wolnej chwili. Nie dlatego, że miałem ochotę. Chciałem wbić kolejny poziom. Bałem się, że nie zdobędę nagród. Season Pass działa sprytnie. Nie płacisz za produkt, lecz za możliwość jego zdobycia. To ważna różnica. Kupujesz wejściówkę, a nie nagrodę. Jak na imprezę. Masz bilet, ale jeśli nie wejdziesz, nic z tego nie będzie, a to generuje dodatkową presję. Skoro już zapłaciłeś, to sam siebie przekonujesz, że grać po prostu musisz. Każdy dzień bez logowania boli. Każdy niewbity poziom wygląda jak strata. Gra nie mówi wprost, ale subtelnie pogania.

W pewnym momencie zauważyłem, że gram nie dla frajdy. Grałem z obowiązku. Chciałem zamknąć pasek postępu. To był sygnał ostrzegawczy. Fortnite daje ogromną satysfakcję, ale łatwo przekroczyć granicę. Dlatego warto to zauważyć wcześniej, a nie wtedy, gdy gra zaczyna sterować czasem. Dobrze ułożone systemy w grach to nie tylko zabawa ale potencjalnie zagrożenie. Dlatego na moim przykładzie warto obserwować schematy produkcji by nie wpaść w pułapkę regularnej rozgrywki kosztem kolejnych abonamentów, czy wręcz w charakterystyczną bardziej dla mediów społecznościowych pętlę dopaminową.
Baw się dobrze. Ale uważaj.

Bartosz Graczyk
Beata Giska