Oferta

Domowy test routera NETGEAR DGN1000

Marek Krupa Marek Krupa
13 lipca 2010
Domowy test routera NETGEAR DGN1000

Od niedawna użytkownicy naszych usług Orange Freedom oraz Internet dla Firm mogą korzystać z niewielkiego routera NETGEAR DGN1000. Być może niektórzy z Was właśnie teraz zastanawiają się, czy  warto go wziąć, czy lepiej wybrać inne urządzenie. Dlatego chętnie podzielę się wynikami szybkiego testu, który zrobiłem sobie na własny użytek. Przedni panel routera wyposażony jest w diody sygnalizujące jego stan oraz dwa przyciski do sterowania siecią bezprzewodową. Pierwszy przycisk włącza i wyłącza sieć WiFi, drugi odpowiedzialny jest za jej zabezpieczenie. Z tyłu urządzenia znajdują się: antena WiFi, gniazdo RJ11, cztery gniazda RJ45, przycisk On/Off oraz gniazdo zasilania. Na spodzie routera umieszczono przycisk reset przywracający ustawienia fabryczne.

W zestawie brakuje rozgałęzienia niezbędnego do jednoczesnego połączenia telefonu i routera na jednym gniazdku i należy zaopatrzyć się w nie samodzielnie. Dołączona do zestawu płyta zawiera konfigurator urządzenia oraz dodatkowe oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej, które współpracują z Windows 7. Kreator konfiguracji w prosty sposób, krok po kroku przeprowadza przez proces podłączenia urządzenia do linii i komputera. Dodatkowe ułatwienie stanowią animacje pokazujące jak podłączyć i skonfigurować urządzenie. Domyślnie językiem panelu administracyjnego jest angielski, istnieje możliwość jego zmiany w ustawieniach na niemiecki, włoski lub francuski. Użytkownikom nieznającym tych języków pozostaje skorzystanie z płyty konfiguracyjnej. Dostęp do panelu uzyskamy zarówno przez LAN, jak również przez Internet, po uruchomieniu odpowiedniej funkcji. Menu zaprojektowano w przejrzysty i wygodny w użytkowaniu sposób, dodatkowo zostało zaopatrzone w rozbudowane okno pomocy. Zaletą jest to, że router samodzielnie weryfikuje dostępność nowego firmware na stronie producenta. Fabrycznie włączona sieć bezprzewodowa wymaga konfiguracji i zabezpieczenia.

Test zasięgu WiFi wyszedł nieźle. Router podłączyłem na parterze, na drugim piętrze zasięg osiągnął 2-3 kreski. Test prędkości połączenia wskazał 2Mb/s dla łącza ADSL przy pełnym zasięgu uzyskiwałem 4Mb/s. Jednak trzeba brać pod uwagę to, że pomiędzy piętrami jest patio i sporo szkła, stąd w innych budynkach może wyglądać to nieco inaczej. Do warunków domowych i małego biura NETGEAR DGN 1000 powinien sprawdzić się znakomicie.

Router posiada wbudowanego firewalla, a załączone na płycie oprogramowanie pozwala na zdalną konfigurację zabezpieczeń oraz blokadę stron i aplikacji. Podsumowując to dobry wybór dla początkujących jak i nieco bardziej zaawansowanych użytkowników.


Odpowiedzialny biznes

W zaciszu stacji narciarskiej

Bartosz Nowakowski Bartosz Nowakowski
12 lipca 2010
W zaciszu stacji narciarskiej

Upalny weekend we francuskich Alpach dał się we znaki kolarzom. Narzekali wszyscy, ale rację chyba miał Damiano Cunego, który stwierdził, że warunki były równe dla wszystkich. Właśnie, czy pierwsze starcie w górach pomogło w rozwiązaniu zagadki, kto będzie zwycięzcą? Z pewnością to wyścig pełen kraks. Dużo o tym może powiedzieć Lance Armstrong, choć może lepiej nie pytać i nie drażnić amerykańskiego kolarza. Teksańczyk już wie, że walka o triumf zakończyła się wczoraj na stacji narciarskiej Morzine-Avoriaz.

Okazało się, choć można było się tego domyślić, że o zwycięstwo będą walczyć Alberto Contador i Andy Schleck. Ten drugi pokazał próbkę swoich umiejętności i na ostatnim kilometrze do stacji Morzine odjechał Hiszpanowi. Można stwierdzić, 1:0 dla Schlecka. Może to nie jeszcze zyskanie przewagi czasowej, na pewno psychicznej, na zasadzie pogrożenia palcem: "Albercik, nie zapominaj o mnie".

Jak przysłowie powiada, "gdzie dwóch się biję, tam trzeci korzysta". Nie sposób nie wspomnieć, że liderem został Cadel Evans. Australijczyk trykot mistrza świata zamienił na żółtą koszulkę i pewnie teraz na Antypodach kibice mocno wspierają, by dowiózł ją do Paryża. Droga daleka, ale nie niemożliwa...

Zanim Evans i reszta peletonu wyruszy w dalszą podróż w stronę Paryża (a metropolia jeszcze zza alpejskich i pirenejskich gór niewidoczna), dziś wszyscy mają chwilę wytchnienia - dzień wolny w stacji narciarskiej Morzine, by jutro wyruszyć w wysokie partie Alp (może swoje umiejętności pokaże Sylwester Szmyd). Tak będzie to wyglądało:

Największą trudnością do pokonania będzie przełęcz Madeleine (2000m npm). Podjazd ma najwyższą kategorię. Pierwszy, który dotrze na szczyt z przewagą ma wielkie szanse na wygranie etapu. Pozostaje dobrze pokonany zjazd do Saint-Jean-de-Maurienne. To etap dla prawdziwych górali i walka o białą koszulkę w czerwone grochy. Czy po zdobyciu Mistrzostwa Świata w piłce nożnej przez Hiszpanię, Alberto Contador pokażę swoje możliwości?


Rozrywka

„Poznań, I love you”

Ryszard Kaminski Ryszard Kaminski
12 lipca 2010
„Poznań, I love you”

Jak możesz zrobić coś fajnego dla miejsca które cenisz czy kochasz? Czasami duże środki wcale nie są konieczne. Grupce poznaniaków wystarczyło pięć tysięcy zdjęć i dwa tygodnie pracy. Z tej mieszanki powstał film, który robi furorę w internecie. Od 2 lipca obejrzało go już 58 tys. internautów.

Piątka zapaleńców (dwie dziewczyny i trzech chłopaków) na pomysł zrobienia filmu o swoim mieście wpadła siedząc przy piwie. Idea filmu jest prosta, to migające stopklatki z różnych zakątków Poznania. Wykonanie robi za to wrażenie, to trzy minuty czarodziejskiej i nastrojowej wycieczki w najbardziej urokliwe miejsca, istotne dla historii i ducha miasta.

Dajcie znać czy Wy również realizujecie równie niecodzienne projekty, chętnie o nich napiszemy. Na mnie film i jego autorzy zrobili wrażenie, ziomale szacun od poznańskiej pyry.

Scroll to Top