Oferta

Co w gadżetach piszczy (26)

Michał Rosiak Michał Rosiak
13 czerwca 2018
Co w gadżetach piszczy (26)

Dawno nie było o gadżetach. Dzisiaj będzie więc monotematycznie, na temat: słuchawki. Gniazdo mini-jack, zwane również języczkiem u wagi ;) Mnie akurat jego brak nie przeszkadza, ale obserwując dyskusje w mediach społecznościowych przynajmniej połowa ludzi narzeka, że nie mają gdzie podłączyć przewodowych słuchawek. Tak się składa, że przez ostatnie miesiące miałem okazję przyjrzeć dwóm rozwiązaniom, dla których nie stanowi to problemu – słuchawkom Jabra Elite 65t i Bose QC30.

Słuchawki jakie są, każdy widzi

Nie wiem, jak Wy, ale ja akceptuję słuchawki bezprzewodowe wyłącznie w postaci dousznych „pchełek”. Szanuję pomysł na Airpods od Apple, ale nie poświęciłem im nawet chwili uwagi, bowiem słuchawki bez gumek wypadają mi z uszu. Zawsze i bez wyjątku. Dlatego wspólną cechą obu testowanych przeze mnie modeli są dopasowujące się do uszu gumki. W przypadku Bose z charakterystycznymi „haczykami” jeszcze lepiej trzymającymi się małżowiny. Rzecz faktycznie pomocna, tym niemniej nie niezbędna – Jabr też nie udało mi się ani razu „wyrzucić” z uszu, mimo, że bardzo się starałem.

Benedykt Chmielowski przeszedł do historii Polski określeniem: „Koń jaki jest – każdy widzi”. W zasadzie podobnie można by rzec o słuchawkach, gdyby nie to, że oba modele z wyglądu znacznie się różnią. QC30 to dość gruby pałąk, który zakładamy na szyję i podłączone do niego kablami (wystarczająco długimi) słuchawki. 65t natomiast to po prostu dwie oddzielne „pchełki”, tak jak wspominane wyżej Airpodsy. Warto jednak zaznaczyć, że niezbędne do ich działania jest jeszcze pudełko. Małe zgrabne, które można schować w kieszeni. Przy słuchaniu na szczęście nie jest potrzebne, ale przydaje się przynajmniej co 5 godzin.

Żegnajcie szumy

Oba testowane modele to sprzęt z aktywnym wyciszaniem szumów (ANC, Active Noise Cancelling). Gdyby patrzeć tylko pod tym kątem, wygrywa Bose. Powodu łatwo się domyśleć – w Jabrze ANC realizuje elektronika umieszczona w prawej, cięższej o... pół grama słuchawce, zaś w przypadku Bose za ANC odpowiada „chomąto” zakładane na szyję. W efekcie jeśli włączymy redukcję szumów w Bose, momentalnie słychać, jak elektronika odcina nas od świata. Jabry wyciszają inaczej, mam wrażenie, że bardziej... fizjologicznie, niczym stopery, odcinając fizycznie nasze uszy od świata.

W obu słuchawkach przy użyciu aplikacji na urządzeniu mobilnym możemy regulować poziom ANC, by np. nie przegapić komunikatu o przystanku, na którym musimy wysiąść, czy trąbiącego na nas na przejściu samochodu. A zagapić się można, bowiem jakość dźwięku (przynajmniej jak na moje „normalne” ucho) jest więcej niż dobra. Na pewno spory wpływ ma na to ANC, bowiem dzięki „odcięciu od świata” nasz mózg może skupić się tylko na muzyce. Wybaczcie, że nie będę pisał o górach, dołach i innych dziwnych rzeczach. Mnie po prostu dźwięki w obu słuchawkach wydawały się naturalne, głośne, czyste i niczego im nie brakowało. Może w Bose były nieco lepsze, ale z to Jabra, dzięki technologii Bluetooth 5.0, utrzymywała jakość dźwięku przy chodzeniu po całym mieszkaniu, bez konieczności brania ze sobą telefonu.

Asystent w uchu

Jeśli chodzi o wygodę korzystania – cóż, ilu ludzi, tyle opinii. Jestem w stanie zrozumieć tych, którzy będą preferować wiszące na szyi Bose QC30 (przynajmniej się nie zgubią) dla mniej jednak w tym aspekcie lepsze okazały się Jabry 65t. Po sparowaniu z moim LG G7 Thinq (wybrałem słuchawki BT, mimo, iż telefon ma gniazdo mini jack ;) ) nosiłem je po prostu w pudełku w kieszeni, a gdy zadzwonił telefon, miałem czas wyciągnąć je z pojemnika, włożyć do uszu, a one w międzyczasie automatycznie się włączały i ponownie łączyły z telefonem.

Oba testowane sprzęty można podłączyć na raz do dwóch urządzeń. W obu przypadkach gdy dzwonił telefon, automatycznie zatrzymywał się film, który oglądałem na tablecie i mogłem odebrać rozmowę. W ogóle mam wrażenie, że trendem staje się integrowanie ze słuchawkami asystentów głosowych, a testowane Bose i Jabra nie odstają od tego trendu. W pierwszym przypadku możemy skorzystać z natywnego asystenta telefonu (Google albo Siri), w drugim dostępna jest jeszcze Amazonowska Alexa. Skoro wspominamy o głosie – Jabra 65t może też powiedzieć nam, kto dzwoni, co jest wyjątkowo przydatne, jeśli słuchawki mamy w uszach podczas biegania, czy jazdy na rowerze. Potem wystarczy tylko nacisnąć guzik na prawej słuchawce (albo nie, zależy od rozmówcy ;) ). Guzików oczywiście nie brakuje na obu modelach – do przełączania utworów, zmiany głośności, czy spauzowania muzyki nie potrzebujemy wyciągać telefonu.

Baterii starczy do wieczora

Właśnie, rozmowy. Muzyka, czy filmy, to jedno, ale gdy korzystamy z podpiętych do telefonu słuchawek, może się zdarzyć, że odbierzemy w nich rozmowę. Jak spodoba się to rozmówcy? Podczas moich testów ci „po drugiej stronie” delikatnie bardziej stawiali na jakość Bose QC30. To też jest w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że w tym przypadku mikrofon mamy relatywnie blisko ust, podczas, gdy cztery (!) mikrofony w Jabrach (po dwa w każdej ze słuchawek) tkwią – było nie było – w naszych uszach.

Spytacie pewnie, na ile wystarcza bateria? Dla wielu to ten aspekt jest kluczową przeszkodą w korzystaniu z bezprzewodowych słuchawek, mnie jednak nie przeszkadzał. Bose faktycznie starczały, jak opisane w instrukcji, na ok. 8-10 godzin, zaś Jabry na 5. Tu jednak mamy kruczek, związany z opisywanym przeze mnie na początku pudełkiem. Służy ono oczywiście do tego, by nie zgubić małych słuchawek, ale przede wszystkim zawiera baterię, która wystarczy na ich podwójne doładowanie. W efekcie więc 65t starczają na 15 godzin słuchania, a o doładowywaniu w tym czasie nie musimy myśleć, przy założeniu, że wyciągając z uszu chowamy je od razu do pudełka (i w nim ładujemy, gdy ogniwo już dogorywa).

Które wybrać?

Jeśli ktoś twierdzi, że nie chce korzystać ze słuchawek bezprzewodowych ze względu na jakość dźwięku – cóż, nie za bardzo wie, co mówi. Bateria? Nawet przy nieprzerwanym słuchaniu w obu przypadkach starczy do końca dnia, a podpięcie wieczorem słuchawek do ładowarki nie jest przecież żadnym problemem. Cena? No to już można dyskutować, bowiem Jabra 65t to wydatek rzędu 700 PLN, zaś Bose QC30 – niemal 1300. Które wybrać? Jakość wykonania oba sprzęty mają wzorcową, jeśli chodzi o jakość dźwięku i ANC, faktycznie nieco lepiej wypadają Bose. Pytanie, czy różnica jest na tyle duża, by kompensować niemal dwukrotną różnicę cenową? Mnie Jabra 65t ujęła miniaturyzacją i wygodą korzystania, mogę więc tylko cieszyć się, że nie jestem audiofilem ;)

Komentarze

pablo_ck
pablo_ck 21:24 13-06-2018

@Mike278 pewnie wybrał by te droższe? Osobiście nie lubię słuchać muzyki na słuchawkach. Chyba ze wieczorem w domu gdy wszyscy śpią. Słuchanie muzyki na słuchawkach dousznych nie jest obojętne dla naszego słuchu. Ja uwielbiam słuchać muzyki na żywo na koncertach 🙂

Odpowiedz
    mike278
    mike278 05:53 14-06-2018

    Akurat nie Pablo. Jakoś „obroża” do mnie bardziej przemawia
    Moze kwestia przyzwyczajenia
    Zresztą moje słuchawki też nie są złe. To raczej telefon niedomaga. Brak np aptx. Inna rzecz że dobre DAC to raczej górna półka cenowa. Coś w stylu Huawei P20, LG V30 czy tańszy ale wcale nie gorszy Honor 10. (obowiązkowo niebieski ?)

    Odpowiedz
Astis
Astis 09:41 14-06-2018

700 zrta !!!! 1300 ?!! Wow. Szacun :/ no to mi zostają sluchawki na kabelek i od producenta telefoniku … życie.

Odpowiedz
    mike278
    mike278 12:29 14-06-2018

    Ja wiem? BTeki za 100 pln też są. Sensowne za 200 pln też. LG, Samsungi, ostatnio dobre opinie za słuchawki zbiera Xiaomi. Huawei też posiada BTeki w ofercie. 200 piechota nie chodzi ale wygoda spora i przed mandatem chronią. 🙂

    Odpowiedz
    Michał Rosiak
    Michał Rosiak 14:56 14-06-2018

    Faktem jest, że w obu przypadkach mówimy o produktach premium, co zarówno widać po jakości wykonania, jak i słychać po jakości dźwięku. Cena może zaboleć, ale przyznam Wam, że Jabry niemal od razu po prostu „stapiają się z jestestwem”. Stają się tak naturalne, jak – nie wiem – czapka w zimę?

    Odpowiedz

Rozrywka

Orange strefa na Orange Warsaw Festival 2018

Kasia Barys Kasia Barys
13 czerwca 2018
Orange strefa na Orange Warsaw Festival 2018

Zobaczcie jak bawiliśmy się w Orange strefie na Orange Warsaw Festival 2018. Przygotowaliśmy dla was sporo atrakcji. Mogliście oddać niepotrzebne już telefony komórkowe do recyklingu. Zebraliśmy ich 450 sztuk. W przerwie między zabawą można było naładować telefony. Do dyspozycji było 200 ładowarek. Były także atrakcje m.in. body marbling i mash machine. W Orange strefie  w ciągu 2 dni, bawiło się przy muzyce DJ’a 30 tysięcy osób. Podobna Orange strefa stanie także na Open'er Powered by Orange.

A poniżej możecie obejrzeć wcześniejsze materiały wideo z Orange Warsaw Festival 2018 m. in teledysk

Komentarze


Sieć

200 stacji dostało więcej 4G na wakacje!

Piotr Domański Piotr Domański
11 czerwca 2018
200 stacji dostało więcej 4G na wakacje!

Idą wakacje, a wraz z nimi masowe przemieszanie się narodu z miast na łono natury, nad morze i w góry.  Miejsca, w których masowo korzystacie z sieci – dworce kolejowe, przystanki autobusowe, wielkie osiedla, czy stacje metra pustoszeją, a gigabajty zaczynają masowo płynąć  z i do miejsc, gdzie przez większą część roku nie jest ona przesadnie wykorzystywana. A stacji bazowej nie da się zapakować na ciężarówkę w Warszawie i przenieść na przykład do Rewala czy Rowów.

Mobilna stacja bazowa. Jak to działa?

Cóż więc począć? Po pierwsze te stacje, które można przewozić należy rozstawić w miejscowościach, gdzie ruch będzie największy. Chodzi o tak zwane mobilne BTS, o których więcej dowiecie się z tego filmu.

Jak widzieliście rozstawienie takiej stacji to stosunkowo krótki proces, jednak poprzedzony przygotowaniami – trzeba znaleźć działkę, źródło prądu, przygotować radiolinie. Na Orange Warsaw Festival było to proste, w miejscowościach nadmorskich znacznie mniej. Z 10 takich stacji klienci Orange oraz T-Mobile (w ramach Networks!) będą mogli korzystać tego lata. Część stanie nad morzem, część w górach, a jedna nawet przy bramkach na autostradach, by uprzyjemnić Wam stanie w kolejce. Powiecie, że 10 to mało, ale ja odpowiem, że możecie już korzystać z ponad 10 tys. naszych stacji i generalnie tam gdzie powinniśmy być już najczęściej jesteśmy. Te mobilne stacje zapewniają wsparcie tam gdzie w innym przypadku sieć byłaby przeciążona, lub zasięg za słaby, a potrzeby duże. Chodzi szczególnie to te miejsca, gdzie przez okolice, które przez większość roku zamieszkuje niewielu mieszkańców, ale na kilka miesięcy zjeżdża populacja średniej wielkości miasta.

Mobilne stacje bazowe ustawione w miejscowościach turystycznych

Policzycie, powiecie, że na mapie jest 9 kropek, a nie 10. Otóż jest 10, dwie są bardzo blisko siebie (po lewej stronie mapy)

Więcej 4G na już działających stacjach

Jednak mobilne stacje bazowe to nie wszystko. W okolicach tłumniej odwiedzanych przez turystów klienci Orange będą mogli korzystać także z 4G na kolejnych częstotliwościach. W sumie jest to blisko 200 stacji, które zostały dodatkowo wyposażone w dodatkowe 241 systemów, obsługujących 4G na częstotliwościach 800, 1800, 2100 i 2600 MHz. Poniżej kolejna mapka z wyszczególnionymi okolicami turystycznymi. Mowa tu o agregacji w 4G, o której pisałem już na blogu.

Nowe systemy 4G LTE w ramach akcji wakacje w Orange Polska

Co to oznacza dla Was? Po pierwsze jeżeli traficie do miejsca, w którym dostawiliśmy mobilną stację bazową większy będzie lejek, przez który będzie przechodził ruch. W przypadku mobilnych stacji bazowych mówimy zarówno 2G, 3G i 4G, więc także zapewnienie odpowiedniego poziomu rozmów i SMS. Tam gdzie dostawiliśmy dodatkowe systemy 4G na już istniejących stacjach odczujecie (na stałe) szybszy transfer i lepsze parametry w budynkach. Na stacjach wyposażonych w 4 nośne mając odpowiednie urządzenie będzie można wyciągnąć w praktyce nawet ponad 200 Mb/s, a teoretycznie około 400 Mb/s. Oznacza to także, że nawet jeżeli ze stacji bazowej będzie korzystało więcej niż zwykle klientów to ona nadal podoła.

Komentarze

Scroll to Top