Odpowiedzialny biznes

Jazda po bruku (0)

Bartosz Nowakowski

8 kwietnia 2010

Jazda po bruku
0

Chciałbym zaprosić na pewną przejażdżkę rowerem. Na przejażdżkę dość długą, bo liczącą ponad 200 kilometrów. Dla wyobrażenia dodam, że to dystans mniej więcej jak z Warszawy do Cieszyna. Zapomniałem jeszcze o jednej sprawie. Jakieś 60 kilometrów tej trasy będzie prowadzić po brukowanych odcinkach… Nie wiem ile w tym prawdy, ale jestem w stanie uwierzyć na słowo, że po tylu kilometrach jazdy po „kocich łbach”, ciężko jest wziąć cokolwiek w tak mocno trzęsące się ręce. Nie wspominając już o bólu tylnej części ciała, na której siedzimy. Można rzec, że to istne piekło i niewiele w tym pomyłki. Francuzi od dawna wołają na ten wyścig „Piekło Północy”. Mowa oczywiście o jednym z najstarszych kolarskich klasyków na świecie – Paryż-Roubaix.

Zwycięzca w geście triumfu podniesie do góry nagrodę w kształcie słynnej brukowanej kostki, o ile oczywiście będzie miał na to jeszcze siły. Samo zwycięstwo w tym wyścigu to wielki prestiż, wprowadzający między szeregi wielkich sław. A klasyk w przeszłości wygrywali wybitni kolarze, niestety wśród nich nie ma do tej pory Polaka…

I zapewne jeszcze długo nie będzie. Ponieważ po licznych aferach i skandalicznych decyzjach PZKol-u, polskie kolarstwo sięga dna. Narodowe szkolenie nie przynosi nam nowych perełek w peletonie. Niebiosom można dziękować za Sylwestra Szmyda, który godnie reprezentuję Polskę w światowym peletonie. Czasem odnoszę wrażenie, jakby to polskie kolarstwo jechało z trudem po podobnym bruku, po którym kolarze będą ścigać się w niedzielę. I tak ten polski peleton pod egidą związku pełznie, bo nawet nie można powiedzieć, że jadą słabym czy żółwim tempem. Problem w tym, że brukowane odcinki dla polskiego kolarstwa nie mają końca, a ból organizmu z każdym kolejnym kilometrem niesamowicie się nasila.

Tymczasem zostaje podziwianie zagranicznych kolarzy. Na trzecie zwycięstwo pod rząd, wielkie aspiracje przejawia Tom Boonen. W całej historii tego wyścigu udało się to tylko Francuzowi Octavowi Lapize (wygrał w latach 1909-11) i Francesco Moserowi (1978-1980). Wszystko okaże się w niedzielne popołudnie na starym welodromie w Roubaix.

bn.

Udostępnij: Jazda po bruku
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Dom. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Odpowiedzialny biznes

A po siedmiu latach tłustych …. (0)

Jarosław Konczak

8 kwietnia 2010

A po siedmiu latach tłustych ….
0

… następuje siedem lat chudych. My ten tekst znamy to z Biblii,  a Anglicy mogą go poznać z boisk.

Choć u nich tak naprawdę było sześć tłustych lat (a chudy rok dopiero jeden – chudy przynajmniej na warunki angielskie), w których co najmniej jedna drużyna grała w półfinale Ligi Mistrzów. W ostatnich pięciu sezonach było lepiej bo aż pięciokrotnie Anglicy występowali w finale, przy czym raz finał w Moskwie był wewnętrzną sprawą wyspiarzy (Chelsea przegrała wówczas z Manchesterem).  I teraz faworyzowany zespół United został wyrzucony z półfinału sprzed Bayern, który za jednym zamachem zemścił się za pamiętny przegrany finał sprzed 11 lat.  Nie będzie więc wymarzonego przez fachowców rewanżu za finał w Rzymie, kiedy Barcelona wygrała z Manchesterem. Łatwo można sobie dziś jednak wyobrazić finał Bayern – Barcelona, bo te drużyny są faworytami półfinałów. Oczywiście ani Lyon, ani Inter nie są bez szans, choć pechowiec Mourinho po opuszczeniu swojej macierzystej Portugalii w Lidze Mistrzów zatrzymywał się już dwukrotnie właśnie w półfinale. Czy teraz powtórzy losy swoich przygód z Chelsea czy też powróci do roku 2005 kiedy świętował wraz z FC Porto zdobycie najsłynniejszego trofeum klubowego?

Półfinały pokazały też jedno, że mimo doskonałej organizacji gry, wybitnej taktyce, najlepszych zawodników na swoich pozycjach w Europie o losach meczu dalej potrafią zadecydować wybitne jednostki. Nie piszę już o Messim, bo to przypadek nie dla komentatorów sportowych, ale dla badaczy zjawisk nadprzyrodzonych, ale o o takich graczach jak Wyane Rooney, którego kontuzja była jak utrata najcenniejszego diamentu na pierścieniu sir Alexa Fergusona, czy Arjen Robben, który choć kontuzjowany w Monachium to już na Old Trafford strzelił chyba najpiękniejszą bramkę ćwierćfinałów i dał awans drużynie z Monachium.

A na koniec wyrazy „współczucia” dla angielskich kibiców. Dwie drużyny w ćwierćfinale Ligi Mistrzów to rzeczywiście klęską. Myślę, że dobrze to czuje każdy polski kibic. I nie będę perfidny, żeby Anglikom znów przypomnieć o pamiętnym Wemblay.

Udostępnij: A po siedmiu latach tłustych ….
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Oferta

Pegaz w krainie Orange na kartę (0)

Wojtek Jabczyński

8 kwietnia 2010

Pegaz w krainie Orange na kartę
0

Przez ostatnie dwa dni skupiłem się na rewolucyjnej ofercie neo i przegapiłem sympatycznego Pegaza, który od dwóch dni pojawia się w telewizyjnej reklamie promocji Pogadajcie Sobie dla użytkowników Nowego Orange Go. Nadrabiam zaległości i zarazem przyznaję, że polubiłem nową konwencję reklam dziejących się w krainie rozmów Orange na kartę. Dla przypomnienia w Pogadajcie Sobie liczba dni na darmowe rozmowy zależy od wartości doładowania. Za 25 zł to 14 dni, 50 zł równa się 30 dni, a 100 zł i więcej 60 dni. Aktywacja usługi jest prosta i bezpłatna. Wystarczy wysłać nowy 14-cyfrowy kod doładowujący oraz numery telefonów wybranych osób w Orange pod numer 910. W 24 godziny będzie zwrotna informacja SMS-em o aktywacji usługi. Istnieje możliwość zmiany wybranych numerów i sprawdzania czasu pozostałego do wykorzystania.

Udostępnij: Pegaz w krainie Orange na kartę
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Samochód. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej