Pamiętacie jeszcze te czasy, gdy mówiąc: „Dzień pracy”, mieliśmy na myśli dotarcie do biura, włączenie laptopa (nierzadko stojącego na stałe na naszym biurku), a po zakończeniu dnia roboczego trzaśnięcie klapką i wyjście do domu? Tęsknicie? Oczywiście niektórzy (macham do Was!) lubią przychodzić do biura, inni bardzo dobrze czują się, pracując z domowego biura. Co jednak, gdy los spotka nas z dala od jednego i drugiego, a tu wpada nagła robota?
Traf chciał, że mam tak ostatnio regularnie, a na tym, że jestem „gdzieś indziej”, nie może ucierpieć praca. Nosić laptopa? Mógłbym, ale akurat tak duży sprzęt przydaje mi się rzadko. W dzisiejszych czasach, gdy wiele rzeczy można zrobić przy użyciu chmurowych narzędzi biurowych (włącznie z zarządzaną przez pracodawcę przestrzenią dyskową), pecet przydaje się tylko wtedy, gdy niezbędne jest skorzystanie z intranetu. W przeciwnym przypadku wystarczy niewielkie etui i trzy urządzenia: dwa poniekąd kieszonkowe, jedno trochę mniej.
Samsung S10+, czyli 4 razy mniej i o kilogram lżej
Tablety umierają, nikt z tego nie korzysta!
Taką regularnie powracającą tezę słyszałem chyba z 10 lat temu i niezmiennie fundamentalnie się z nią nie zgadzam. Co więcej – uważam, że od czasu upowszechnienia pracy zdalnej te urządzenia zyskały drugie życie i – w opisywanym wyżej schemacie pracy – potrafią idealnie zastąpić komputer. Co więcej – wcale nie muszą być najnowsze.
Ja od jakiegoś czasu korzystam z tabletu Samsung Galaxy Tab S10+, podczas gdy w naszym sklepie znajdziecie już urządzenia od Koreańczyków oznaczone liczbami 11 i 12. Początkowo z mojego tabletu korzystałem głównie do nadganiania odcinków seriali w stołecznej komunikacji miejskiej, ale gdy okazało się, że będzie mnie czekać nieco więcej pracy w różnych miejscach, pomyślałem, że pora sprawdzić, jak jego możliwości biurowe współgrają z naszym firmowym Officem.
I przyznam szczerze, że po podłączeniu tabletu bezprzewodowym DeX-em do telewizora myślałem, że będzie lepiej. O ile bowiem aplikacje biurowe działają bez problemu, nie ma żadnych przycinek, przełączanie między nimi funkcjonuje bardzo dobrze, to niestety sam fakt bezprzewodowego udostępniania obrazu wiąże się z niewielkim, ale odczuwalnym input lagiem. No ale przecież nie po to korzystamy z urządzenia mobilnego, żeby podpinać je do telewizora! Przewagą tabletu jest to, że gdy wrzucę go do plecaka – nawet w miękkim etui – po pierwsze nie zajmie mi tyle miejsca w plecaku co komputer (objętościowo jest przeszło czterokrotnie mniejszy!). Po drugie zaś – mimo iż 12-calowe urządzenie jest dość spore, to wciąż niewiele ponad 500 g przy półtorakilogramowym laptopie. Gdy czeka Cię jazda po całej Warszawie wzdłuż i wszerz – ten ciężar daje o sobie znać.
Mysz i klawiatura w wersji kieszonkowej
Ale przecież nie będziesz stukał palcem w tablet? Co z tego, że jest mniejszy, skoro praca zajmie Ci trzy razy tyle!
No to potrzymajcie mi etui. To samo etui, do którego przedniej kieszonki włożę opisywaną w ostatnich Gadżetach mysz Logitech Mobi Fold i klawiaturę Keys-To-Go 2. O tej pierwszej już czytaliście, druga po złożeniu ma niecały centymetr grubości, a pod otwieraną klapką kryje pełnowymiarową klawiaturę QWERTY typu nożycowego. Nie jest to oczywiście sprzęt dający taką jakość jak standardowa klawiatura czy choćby ta w laptopie. Szczerze mówiąc, dostałbym świra, gdybym miał pracować na takiej nawet przez pół dnia. Ale godzina-półtorej? Żaden problem, szczególnie że moja praca nie polega na szybkim pisaniu, gdzie faktycznie niski w porównaniu do standardowych klawiatur skok przycisku byłby dyskomfortem.

Mając za sobą już kilka sesji z zestawem Samsung Tab S10+, Mobi Fold i Keys-To-Go 2, przyzwyczaiłem się do tego setupu tak bardzo, że zdarza mi się zapomnieć – jeśli jeszcze odetnę się dźwiękowo od otoczenia – że nie siedzę przy komputerze. Tablet to na pewno urządzenie o niższej wydajności niż mój służbowy laptop, ale te 20–25% jest niczym przy wygodzie korzystania z takiego mobilnego biura. Odpisywanie na maile, analiza danych w arkuszu XLS, dopracowywanie scenariusza czy pisanie tekstów na bloga – te wszystkie rzeczy da się bez dyskomfortu wykonać z takim „mobilnym biurem”. Żeby nie być gołosłownym – dwa z moich pięciu ostatnich tekstów powstały właśnie w taki sposób. Włącznie z generowaniem przez sztuczną inteligencję grafiki tytułowej, jej obróbką i całym tuningiem SEO z poziomu WordPressa.
Mobilne biuro nie na co dzień i nie dla każdego
Czy taka opcja to dobry pomysł na stałe? Nie no, w życiu nie. Mimo wszystko mówimy o pewnym poziomie kompromisu, na który musimy pójść za cenę możliwości pracy w dowolnym miejscu. Co najmniej dobrej klasy tablet pozwala na w miarę wydajną pracę biurową, zaś mobilna mysz i kieszonkowa klawiatura sprawiają, że taka robota w ogóle ma jakikolwiek sens (!). No i nie zapominajmy o pracodawcy, który musi zapewnić bezpieczną możliwość korzystania z pakietu biurowego niezależnie od miejsca pobytu.
Nie traktuję mojego mobilnego biura jako zestawu, który pomaga mi pracować zawsze i wszędzie. To dla mnie raczej taki „kocyk bezpieczeństwa”, który daje mi elastyczność i spokój, że niezależnie od miejsca, gdzie mogę nieoczekiwanie trafić (los bywa przewrotny), w ciągu kilku minut mogę się rozstawić i zrobić to, do czego jestem potrzebny, a komputer został w pracy albo w domu.

Michał Rosiak