;

Oferta

Pakiet SMS-ów do wszystkich sieci w Orange One (0)

Wojtek Jabczyński

18 stycznia 2011

Pakiet SMS-ów do wszystkich sieci w Orange One
0

Kiedy startowaliśmy z Oranage One część z Was podchodziła do nowej oferty z dystansem. Teraz, po kilku miesiącach jej funkcjonowania mogę powiedzieć, że idziemy zgodnie z planem. Jest dobrze i taryfę będziemy rozwijać. Dziś startuje w niej pakiet 100 SMS-ów do wszystkich sieci. Ważność 10 dni, a cena 10 zł, co oznacza, że jeden SMS równa się 10 gr, niezależnie do kogo go wyślecie. Myślę, że to spore ułatwienie w kontrolowaniu kosztów, bo nie musicie się zastanawiać w jakiej sieci telefon ma odbiorca. Aby aktywować pakiet powinniście wysłać SMS-a o treści „SMS” pod nr 899 lub krótkim kodem *101*66# i zielona słuchawka. Sprawdzanie stanu konta to SMS o treści „ILE” pod nr 899 lub krótki kod *101*66*1# i zielona słuchawka. Nowy pakiet wyklucza się z pakietem SMS do Orange, dlatego przeanalizujcie co Wam się bardziej opłaca.

Udostępnij: Pakiet SMS-ów do wszystkich sieci w Orange One
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Drzewo. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Odpowiedzialny biznes

Czasami ludzie chcą zrobić kolejny cud świata i to robią (wywiad) (0)

Tomasz Sulewski

18 stycznia 2011

Czasami ludzie chcą zrobić kolejny cud świata i to robią (wywiad)
0

Czy jest wśród czytelników bloga ktokolwiek, kto nie słyszał o Wikipedii? Szczerze wątpię 🙂 Serwis w zeszłym tygodniu obchodził okrągłą rocznicę istnienia. Z tej okazji poprosiłem Sebastiana Skolika, socjologa i jednego z najbardziej znanych administratorów polskiej Wiki (znanego także jako Przykuta) o kilka zdań komentarza na temat tego zjawiska.

15 stycznia obchodziliśmy 10. rocznicę powstania Wikipedii. We wrześniu br. minie z kolei 10 lat istnienia polskiej wersji serwisu. Jak ten czas wygląda z perspektywy osoby bezpośrednio zaangażowanej w tworzenie portalu? Czy był to czas radosnej zabawy, czy trudnej pracy?

Gdy dołączyłem do projektu, dominowało nieformalne podejście do tworzenia Wikipedii, a używanie emotikonek, całego internetowego folkloru, było czymś oczywistym. Wikipedyści w latach 2004-2006 sporo czasu poświęcali na różne żarty, aczkolwiek oczywiście poza przestrzenią artykułów. I pewnie wcześniej też. Główne forum nazywa się „Kawiarenka pod Wesołym Encyklopedystą”, choć teraz wesołego podejścia do wikiżycia tam już nie widać. Coraz więcej osób, ulegając presji mediów, zaczęło zakładać, że powinno się projekt traktować bardziej poważnie. Na całe szczęście jesteśmy jeszcze ze sobą na ty, chociaż nie ma już teraz takiej euforii, jak 5 lat temu. Mimo wszystko to jest nadal aktywność dająca wiele satysfakcji. 

Na czym polega fenomen Wikipedii i jej popularność? Obecnie serwis odwiedzany jest przez 400 mln internautów miesięcznie – mają oni dostęp do ponad 17 mln artykułów napisanych w 270 językach. Czy to wszystko powstało w ramach pracy wolontariuszy? Skąd w takim razie ta energia?

Od dwóch lat nie grałem w żadną grę komputerową. Wikipedia po prostu daje więcej satysfakcji. Ludzie robią w ramach hobby różne rzeczy. Mamy własne komputery -> dojście do sieci -> kompletujemy sumę ludzkiej wiedzy. Przed Wikipedią było w sieci niewiele informacji, a na pewno niewiele użytecznych. A jeśli już użytecznych, to trudnych do znalezienia. Czemu więc tego nie uporządkować? Piramidy też zadziwiają, ale przecież nikt nie przyleciał z Marsa, by je usytuować. Czasami ludzie chcą zrobić kolejny cud świata i to robią.

Czy Wikipedyści spotykają się jakoś w realu? Czy pomiędzy użytkownikami nawiązują się jakieś głębsze relacje, czy też jest to zupełnie „bezemocjonalne” korzystanie z narzędzia (tak jak np. z wyszukiwarki)?

Człowiek nie jest robotem, więc nie da się współpracować bez emocji. Nawet w skostniałych, zbiurokratyzowanych firmach jest to nie pomyślenia. A co dopiero w projekcie, który nie zakłada żadnej specjalizacji pracy, planu dnia itd. Spotkania poza siecią jednak nie są zbyt częste. Dlatego tegoroczne obchody kilkuset miastach na świecie zaskoczyły, i to mocno, pomysłodawców i organizatorów. Ale karnawał tez tak się narodził. Nikt go wcześniej nie planował, gdy pojawił się po raz pierwszy.

Wikipedia coraz częściej jest źródłem zdobywania wiedzy, nie tylko przez nastolatków szukających u „Cioci Wikipedii” odpowiedzi na pytania za geografii, ale nawet niektórych naukowców. Jednocześnie mieliśmy w ostatnich kilku latach do czynienia z przypadkami fałszowania notek. Jak sobie radzicie z tym problemem? Czy osobiste przekonania i poglądy administratorów mogą jakoś wpływać na wykrzywianie niektórych treści?

Kiedyś będę musiał dotrzeć do źródła tego memu „ciocia Wikipedia”, nie używanego na pewno w samej społeczności 🙂 Tak naprawdę mamy niewiele kontaktów z czytelnikami. Jeżeli te kontakty się intensyfikują, czytelnicy stają się wikipedystami i włączają się w pracę. Jeżeli chodzi o wpływ przekonań administratorów na treści, to jest on taki, jak wpływ bramkarzy na meczu na strzelone przez drużynę gole. Admin jest od wyłapywania bubli, ale poza adminowaniem może pisać, jak każdy inny użytkownik. Fakt posiadania dodatkowych przycisków na zmianę treści wielki raczej być nie może. No, chyba, że spojrzymy globalnie i stwierdzimy, że są jakieś różnice kulturowe w postrzeganiu rzeczywistości (a dokładniej w selekcjonowaniu i uznawaniu danych źródeł za ważne i mniej ważne) w całej społeczności.

Nie ma jednak dnia, by nie było ostrych sporów o te właśnie modyfikacje, które dla jednych są uprawnione, dla innych kontrowersyjne. W Wikipedii łatwo nauczyć się zdrowego sceptycyzmu wobec pojawiających się informacji. Ktoś dodaje informację, że jakaś znana osoba nie żyje. Pierwsza reakcja wikipedysty – nie ma podanego źródła, a więc informację usuwam i proszę o podanie linku do źródła. Z okazji 10 lat Wikipedii w mediach pojawiło się mnóstwo komunikatów o projekcie. Prawie w każdym były błędy, w niektórych całkiem zabawne. Ale niestety, już raczej w nich zostaną.

Rocznice to też dobry moment na patrzenie w przyszłość. Jak będzie wyglądała Wikipedia w roku 2016 i 2021? Czy będzie nadal ważnym społecznościowym ruchem, czy też zostanie połknięta przez któregoś z gigantów w stylu Google albo Facebooka?

Nie życzyłbym im połykania. Nabawiliby się tylko niestrawności, a ludzie wypłynęliby razem z treściami, które są wolne i można byłoby sobie śmiało założyć forka w innym miejscu. Poza tym giganci wiedza, ze żaden tej kury znoszącej złote jaja nie powinien sobie przywłaszczać. Google kiedyś chciało robić konkurencyjny projekt, pod nazwą Knol z podejściem typu – każdy opracowuje własną wersję artykułu. Co z tego wyszło – śmietnik. Wikipedia powstała właśnie, aby ten wyrzucany przez wyszukiwarki śmietnik posprzątać. O ile nie dojdzie do jakiejś globalnej katastrofy, jeszcze przez lata będzie ona widocznym ruchem społecznym. I nie tyle sama Wikipedia – ona jest awangardą czegoś znacznie większego. Ruch wolnej kultury, wolnego oprogramowania przybiera na sile. Pewnie kiedyś się zinstytucjonalizuje i skostnieje. Ale myślę, że przez najbliższe 10 lat będzie miał dużą dynamikę.

Jak można pomóc w rozwoju Wikipedii?

Wikipedia opiera się na ludziach. To my sami ją rozwijamy. Miliony biografii, wsi, rzek, gwiazd, związków chemicznych, zwierząt, roślin… Każdy może znaleźć niszę dla siebie. Dwa lata temu, gdy polska Wikipedia miała pół miliona haseł poprosiłem o listę tzw. czerwonych linków, czyli tych do nieistniejących artykułów w napisanych już hasłach. Takich nieistniejących haseł, widniejących jako czerwone linki, było ponad milion. Im bardziej rozrasta się Wikipedia, tym więcej „czerwonych plam” w tym morzu wiedzy się uwidacznia – jest jak ciągle rosnąca ameba, jej horyzont cały czas się przesuwa i cały czas znajdują się ludzie, którzy poza ten horyzont potrafią spojrzeć. Takich ludzi właśnie trzeba. Ale równocześnie takich, którzy nie obrażą się pod wpływem sporu czy krytyki ich działań. Ci raczej długo nie zagrzewają miejsca. Osoby, które mają wizję zakrywania braków, ulepszania jakości, są wspierane. Wikipedii można pomóc poprzez włączenie się do pracy nad nią. No i trzeba pamiętać, że chrzest na OZetach czeka każdego, kto zechce się zaangażować. Co to takiego? Opisać to trudno, trzeba go przeżyć.

Udostępnij: Czasami ludzie chcą zrobić kolejny cud świata i to robią (wywiad)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Odpowiedzialny biznes

Stary człowiek i… już nie może, czyli koniec ery Favre’a (0)

Michał Rosiak

17 stycznia 2011

Stary człowiek i… już nie może, czyli koniec ery Favre’a
0

41 lat, 20 lat w wyczynowym sporcie, niezliczona ilość rekordów i innych wartych odnotowania osiągnięć. Brett Favre to ewenement nie tylko na skalę futbolowej (tej od jajowatej piłki) National Football League, ale też całego światowego sportu. Dziś ostatecznie zakończył karierę. Jak dla mnie, o rok za późno.

Dzieci kobiet, które zaszły w ciążę, gdy grał pierwszy mecz w NFL, są już prawie pełnoletnie – żartowali mówiąc o legendarnym rozgrywającym analitycy stacji NFL Network. Mnie, gdy myślę o Favrze, przypomina się stary dowcip, gdy naukowcom udaje się obudzić wykopaną przez archeologów mumię, a ta ich pyta: „Favre to jeszcze gra?”.
Zagrał 297 meczów z rzędu w pierwszym składzie, wychodząc na boisko nawet dzień po śmierci ojca, kiedy zaliczył najlepsze chyba spotkanie w karierze. Wracał na boisko po wstrząsie mózgu (potem o tym nie pamiętając), jedenastokrotnie został wybrany do Meczu Gwiazd, zaś trzy razy najwartościowszym graczem ligi. A to zaledwie odrobina z tego co osiągnął.
Z drugiej jednak strony nie wiedział „kiedy ze sceny zejść niepokonanym”. Po sezonie 2007 i siedemnastu (sic!) latach w Green Bay Packers, ze łzami w oczach oświadczył, że czas porzucić ukochany sport i skończyć karierę. Pół roku później grał w New York Jets. Po sezonie znów się żegnał, by później przejść do Minnesota Vikings, znienawidzonych przez kibiców Packers. I gdy wszyscy postawili na nim krzyżyk, w wieku 40 lat zagrał najlepszy sezon w karierze, bijąc wiele własnych, ustanowionych wcześniej rekordów. Zabrakło tylko kropki nad i, gdy kontrowersyjne decyzje sędziów odebrały Wikingom szansę gry w wielkim finale, Superbowl. Przed obecnym sezonem nikt już nie wierzył jego łzom – i słusznie, bo znów wrócił, mówiąc iż marzy o Superbowl. I to był ten „jeden most za daleko”. W kończącym się sezonie był cieniem siebie – grał katastrofalnie, a rywale bezlitośnie go poniewierali, co skończyło się m.in. złamaniem kostki, poważną kontuzją rzucającego ramienia i wreszcie wykluczającym do końca sezonu wstrząsem mózgu.
A mnie było Favre’a po prostu po ludzku szkoda. Nie widziałem w nim już cyborga z ubiegłego niesamowitego w jego wykonaniu sezonu, a jedynie biednego, co mecz regularnie niszczonego przez doprowadzających jego organizm do kresu wytrzymałości rywali (niektórzy spokojnie mogliby mówić do niego „tato”), starszego – jak na wyczynowy sport oczywiście – pana. Jasne, sir Stanley Matthews grał do „pięćdziesiątki”, trzeba jednak pamiętać, że futbol amerykański wymaga znacznie większej wytrzymałości, niż ten europejski… Dziś jednak Favre oficjalnie złożył w centrali ligi NFL dokumenty o przejściu na emeryturę. Kolejnego powrotu nie może już być. Wielka szkoda, że wracając na ten sezon zamiast „wśród tandety lśnić jak diament” na koniec swojej kariery sam trącił tandetą. Ale o wspaniałej historii tego sportu, tworzonej przez jedną z jego największych legend, na pewno będę pamiętał.

Udostępnij: Stary człowiek i… już nie może, czyli koniec ery Favre’a
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej