Bezpieczeństwo

Precz z kartami bankomatowymi? (0)

Michał Rosiak

1 grudnia 2016

Precz z kartami bankomatowymi?
0

Szukając ciekawego tematu, a którym mógłbym dzisiaj napisać, standardowo przeglądałem moje ulubione witryny i blogi poświęcone technologiom i bezpieczeństwu. Zajrzałem m.in. do Briana Krebsa, zerknąłem na zamieszczony tam film o najnowszych modelach skimmerów i… a co ja będę mówił – sami zobaczcie i poszukajcie czegoś, co Was szczególnie zaniepokoi.

I jak? Nie wiem, jak Was, ale mnie – może nie zaniepokoiło, bardziej zdjęło klapki z oczu – gdy zauważyłem, że film „reklamowy” producenta nowoczesnych skimmerów został wykonany w Polsce! Przez większość czasu widoczne jest logo znanego w naszym kraju banku, a przy zbliżeniach widać logo systemu płatności mobilnych Blik i przez ułamek sekundy polskie napisy na ekranie urządzenia.

Słabo, co? Jedno to poczytać o „jakichś tam skimmerach”, a zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy zobaczymy je w swoim bankomacie? Co gorsza – jak widać na filmie – to nie jest skimmer, który widać, którego można rozpoznać, poruszając podejrzanie wyglądającym slotem na kartę. Złodziej wciąż musi w jakiś sposób dostać się do Twojego PINu, ale chowając skimmer do urządzenia zmniejsza ryzyko wykrycia przynajmniej o połowę!

No dobrze (czy raczej właśnie źle…) – skoro już wiemy, że są u nas, to jak sobie z nimi poradzić?

  • Na pewno ze zdwojoną uwagą przyglądać się klawiaturze urządzenia (np. czy nic nie odstaje)
  • Niezależnie od powyższego zawsze zasłaniać klawiaturę, gdy wpisujemy PIN
  • Omijać bankomaty wolnostojące w nieoświetlonych miejscach – jak sami widzieliście, włożenie skimmera to krótka chwila, łatwiej to zrobić, gdy nie śledzą nas oczy przechodniów
  • Szczególnie uważać, wypłacając w weekendy – przestępcy lubią zakładać skimmery w nocy z piątku na sobotę, wiedząc, że przez następne dwa dni banki są nieczynne
  • Analizujcie regularnie ruch na swoim koncie bankowym, najlepiej ustawcie powiadomienia po każdej transakcji

Powyższe to uwagi ze strony Briana, z którymi oczywiście w stu procentach się zgadzam i promuję. Sam dodałbym jeszcze jeden, bo gdyby nie on, musiałbym wymyślić inny tytuł. Nie bez przyczyny płatności mobilne, jak choćby BLIK, którego logo widać na okradanym bankomacie, cieszą się coraz większym powodzeniem. Wtedy nie ma ryzyka, że skimmer cokolwiek odczyta, a nawet jeśli na klawiaturze będzie nakładka, złodziej co najwyżej pozna sześciocyfrowy kod transakcji, który po chwili i tak nie będzie ważny. Na pohybel skimmerom?

 

Udostępnij: Precz z kartami bankomatowymi?
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Klucz. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Film

Na co do kina w grudniu? (0)

Kasia Barys

1 grudnia 2016

Na co do kina w grudniu?
0

Końcówka roku nas rozpieszcza, wybór jest spory i atrakcyjny! Stęskniliście się za Clintem Eastwoodem? „Sully” z Tomem Haknsem w roli głównej na pewno Was nie rozczaruje. Pewnie wielu z was czeka na kolejną część „Gwiezdnych Wojen”. Będzie to jednak inny film, niż te wcześniejsze. Na początku najpierw zobaczymy napis „A long time ago in a galaxy far, far away”. I kosmos. Ale nie będzie klasycznych lecących napisów na początku. Te są obecnie zarezerwowane dla filmów z sagi. Jednak na ekranie w jakiś sposób pojawi się tytuł filmu – „Łotr 1”. Jeszcze jedną ważną zmianą jest to, że w „Łotrze 1” każda planeta ma mieć napis informujący, gdzie jesteśmy. Polecam także świetną animację dla dzieci „Kubo i dwie struny”.

Pamiętajcie także o filmach na VOD w Orange TV. Do obejrzenia proponuje filmy, które całkiem niedawno gościły na dużym ekranie a być może je przegapiliście np „Złe mamuśki” czy „Boska Florance”.

52f362218f91518639bd50c2775c25a2739

A teraz konkurs. Napiszcie proszę jakie macie filmowe postanowienia noworoczne. Na jakie filmy 2017 roku czekacie i dlaczego. Ja szczególnie czekam na „La, la Land”. Będę miała dla Was nagrody: najlepsza odpowiedź wygra podwójny woucher do kina oraz klawiaturę do gier komputerowych, kolejna torbę na laptopa a trzecia zestaw gadżetów wylosowanych z Orangowej szafy 🙂 Piszcie do końca tego tygodnia.

 

Udostępnij: Na co do kina w grudniu?
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Sieć

Pierwsze przymiarki do 5G, czyli vRAN (0)

Piotr Domański

30 listopada 2016

Pierwsze przymiarki do 5G, czyli vRAN
0

Jako pierwsi w Polsce przetestowaliśmy zwirtualizowaną architekturę sieci RAN (Radio Access Network), czyli właśnie vRAN. Udało się to w jednym z obiektów Orange Labs oraz na dwóch ogólnodostępnych stajach bazowych pod Warszawą. Wszystkie testy przeprowadzaliśmy razem z firmą Altiostar. W telegraficznym skrócie oznacza to przeniesienie części funkcji, które do tej pory realizowała stacja bazowa (dokładnie eNodeB) bliżej sieci rdzeniowej. W przeciwieństwie do innych testów, tym razem „produktem ubocznym” nie był jednak kolejny rekord prędkości transferu. Tak było  wtedy gdy osiągnęliśmy 1,91 Gb/s w transferze mobilnym, odpaliliśmy stację bazową z MIMO 4×4 na wszystkich pasmach nośnych przy Politechnice Warszawskiej, czy też podczas szeregu innych testów w tym roku 😉

Testy vRAN oznaczają coś zupełnie innego – ta technologia jest tak ważna, gdyż stanowi nieodłączny element tego, o czym słyszeliście jako 5G, czyli sieci komórkowej następnej generacji. To jednak temat na tyle istotny, że najlepiej będzie jeśli głos zabiorą najbardziej kompetentni na tym polu.

vRAN, czyli serwery przejmują funkcje stacji bazowych

Pewnie pamiętacie teksty, które pisałem na temat sieci 4G LTE i 3G. Opisywałem w nich zadania stacji bazowych, bez których korzystanie z telefonu komórkowego byłoby niemożliwe. Pierwszym z nich jest nadawanie i odbieranie sygnału. Odpowiada za to antena oraz urządzenie nazywane RRU/RRH (czyli Remote Radio Head). Przetwarza ono sygnał elektryczny z kabla, tak by mógł on być następnie nadany jako fala elektromagnetyczna przez antenę. Kolejnym elementem konstrukcji nazywanej zbiorczo stacją bazową jest moduł systemowy. Fizycznie mieści się on, obok masztu, na przykład w małej metalowej budce. To właśnie to urządzenie zarządza radiem, tak by „wiedziało” ono co i jak ma nadawać. Odpowiada też, za zarządzanie sygnalizacją. Chodzi tu choćby o informowanie telefonu na jakiej częstotliwości oba urządzenia będą się komunikować lub wyszukiwanie telefonu w ramach komórki obsługiwanej przez daną stację bazową. Ostatnim zdaniem stacji bazowej jest łączenie się z sieć rdzeniowa poprzez kabel (światłowód lub Ethernet) lub radiolinię.

Technologia vRAN to mała rewolucja. O ile antena, radionadajnik i odbiornik pozostają na maszcie,  pozostałe elementy, jak już wspomniałem przesuwane są bliżej sieci szkieletowej. A teraz po kolei. Antena nadal pozostaje anteną, zmieniają się nieco jej parametry, lecz nie ma tu mowy o gwałtownym skoku. Również radionadajnik i radioodbiornik działają mniej-więcej po staremu, choć musi być to sprzęt z lepszymi parametrami, by obsługiwać więcej zadań. Kolejnym elementem jest router łączący te elementy z serwerem umiejscowionym w ramach „logiki” systemu oraz geograficznie bliżej sieci szkieletowej. I tyle zostaje przy „choince” i „bombkach” jak zwykli pieszczotliwie mawiać inżynierowie 😉

Pozostałe funkcje, które do tej pory pełniła stacja bazowa zostały przeniesione na serwer, a mówiąc bardziej precyzyjnie – do chmury obliczeniowej. Gdy przeprowadzaliśmy test „w terenie” przenieśliśmy obsługę dwóch stacji bazowych do jednej chmury. Oczywiście możliwości tej technologii są w pełni skalowalne, co oznacza, że do jednej chmury – serwera, będzie można w przyszłości przenieść obsługę nie dwóch, pięciu czy dziesięciu lecz kilkuset stacji bazowych. Oczywiście serwer ten jest połączony  z resztą sieci szkieletowej.

Krok w stronę 5G

Na tym polega główna przewaga vRAN – możemy w przyszłości zastąpić sprzęt znajdujący się obecnie na około 10 tys. stacjach bazowych rozsianych po Polsce kilkudziesięcioma serwerami z odpowiednim oprogramowaniem. Co to zmienia? Po pierwsze zmniejsza liczbę skomplikowanych systemów, a przy dość mocno eksponowanym na warunki zewnętrzne maszcie zostaje tylko to co niezbędne. Zmniejsza to awaryjność sieci. Pozwala to także sprawniej zarządzać zasobami pomiędzy stacjami. Z naszej perspektywy redukuje to koszty, zmniejszając choćby zapotrzebowanie na prąd, czy obsługę rozsianych po Polsce stacji bazowych.

vRAN jest także jednym ze sposobów na  agregację pasm nośnych między stacjami bazowymi. Oznacza to, że jeżeli z jednej stacji będziecie łapać sygnał na częstotliwości 800 MHz, a z drugiej 2600 MHz to pasma będą się agregować, a Wasz internet będzie śmigał odpowiednio szybciej. Magia, prawda? Inną możliwością jest wdrożenie Mobile Edge Computing – w skrócie MEC. To technologia pozwalająca przesunąć świadczenie usług bliżej Was – klientów. W ubiegłym roku taki eksperyment przeprowadziła Nokia, możecie o nim przeczytać tutaj. Na razie takie rozwiązania to pieśń przyszłości, lecz testy już trwają. Co z tego wyniknie? Zobaczymy wkrótce wszyscy.

Testy vRAN to jak wspomniałem na wstępie prawdziwy krok w stronę 5G. Pozwalają na zdobywanie niezbędnych doświadczeń i przygotowanie do wdrożenia systemu w Polsce. By dowiedzieć się więcej o możliwościach technologii 5G posłuchajcie wypowiedzi ekspertów:

Macie pytania dotyczące technologii vRAN? Zapraszam do komentowania.

Udostępnij: Pierwsze przymiarki do 5G, czyli vRAN
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej