;

Muzyka

Radiohead na Open’er Festival powered by Orange (0)

Kasia Barys

21 października 2016

Radiohead na Open’er Festival powered by Orange
0

Na to, żeby zagrali na Open’er Festival powered by Orange czekało bardzo wielu. Sami organizatorzy czekali na to 15 lat. Ich koncert będzie więc jak najbardziej historyczny. Panie i Panowie na festiwalu zagra Radiohead! To bez wątpienia jedna z najważniejszych współczesnych grup muzycznych, a z całą pewnością najbardziej wpływowa. Ostatni album zespołu ukazał się 8 maja tego roku. „A Moon Shaped Pool”, oczekiwany od co najmniej dwóch lat, a jego premiera została poprzedzona dwoma singlami: „Burn The Witch” i „Daydreaming”. Tegoroczna, już zakończona trasa promująca wydawnictwo, składała się z zaledwie 26 koncertów na całym świecie. Tym bardziej cieszę, że Radiohead będą koncertować także w przyszłym roku, a na ich trasie znajdzie się koncert na Open’er Festival powered by Orange. Bądźcie na ich koncercie we środę, 28 czerwca 2017 na lotnisku Gdynia-Kosakowo. Informacje o biletach znajdziecie na stronie open’er.

48891c4fb0606e5697373d74d09c619e771

Udostępnij: Radiohead na Open’er Festival powered by Orange
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Samochód. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Innowacje

Gdyby internet był samochodem, czyli porównanie prędkości (3)

Piotr Domański

20 października 2016

Gdyby internet był samochodem, czyli porównanie prędkości
3

W zamierzchłych czasach, gdy jeszcze Bill Gates zarządzał Microsoftem powiedział ponoć w jednym z wywiadów: „Gdyby General Motors dokonał takiego postępu, jaki miał miejsce w przemyśle komputerowym, wszyscy jeździlibyśmy dziś samochodami kosztującymi 25 dolarów i zużywającymi galon paliwa na 1000 mil”.

Jak głosi legenda rzecznik prasowy General Motors nie pozostał dłużny: „Gdyby GM rozwinął technologię tak, jak rozwinął Microsoft, wszyscy jeździlibyśmy dziś samochodami o następujących właściwościach…” I po wielokropku pojawiły się takie punkty, jak choćby pytanie „Are you sure?”, przed otwarciem poduszki powietrznej, czy konieczność  naciśnięcia przycisku start w celu wyłączenia silnika.

Grafika ilustracyjna - wóz ciągnięty przez osła

Spodobał mi się pomysł takich „licytacji” i stwierdziłem, że porównam rozwój szybkość przesyłania danych w kolejnych technologiach mobilnych, do prędkości różnych pojazdów. Wyobraźcie sobie, że w pierwszej, dostępnej w Polsce technologii mobilnej – NMT, zwanej również 1G, która jeszcze przecież kilkanaście minut temu była dominującym standardem możliwy był transfer danych z prędkością 1200 bit/s. I mówimy tu wyłącznie o przesyłaniu głosu – transfer danych nie był w NMT możliwy. Ale gdyby był, to strona bloga ładowałaby się … około 3 godzin i 45 minut. A zajmuje ona jedynie 2,06 MB. Oczywiście w tej technologii transfer danych, w znanej nam dzisiaj formie nie był możliwy jednak pozwala to wyobrazić sobie różnicę. Inna sprawa – większa część tego transferu wykorzystywana była do sygnalizacji, a tylko nieco mniej niż 10% do transferu głosu. Jeżeli to był wóz drabiniasty technologii mobilnej (i to ciągnięty przez leniwego osiołka), to kilka lat później przesiedliśmy się do…  Bugatti Veyron.

Różnica była zauważalna. Prędkość wzrosła bowiem do 64 Kb/s, a co najważniejsze, wreszcie mogliśmy wysyłać dane poprzez sieć komórkową.  W 2004 roku pojawiła się technologia EDGE, która pozwalała osiągnąć transfer rzędu 240 Kb/s. To mniej więcej 360 razy szybciej niż technologia 1G,choć trzeba pamiętać, że to warunki idealne, a na co dzień prędkość przesyłania danych wynosiła około 100 kb/s.  Trzymając się przykładu z wozem drabiniastym, to tak jak gdybyśmy przesiedli się do Thrust SSC, czyli pierwszego samochodu (wspomnianego wcześniej silnika odrzutowego z kołami), który pobił barierę dźwięku rozpędzając się do 1227,985 km/h .

Grafika ilustracyjna - satelita

Wracając do prędkości internetu, pozwolę sobie przypomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu internet stacjonarny o prędkości 512 kb/s był niczym błyskawica ;-). To też były inne czasy. Przypominam, że w 1998 roku strona Wirtualnej Polski wyglądała tak, posiadała niewiele grafiki i w związku z tym zajmowała bardzo mało miejsca. Żebyście mieli porównanie otworzenie strony bloga zajęłoby w maksymalnej dla technologii EDGE prędkości niewiele ponad… 70 sekund.

Kolejnym etapem rozwoju sieci mobilnej, było wdrożenie sieci 3G. Korzystamy z niej wszyscy, jest dostępna w prawie każdym regionie Polski (na szczytach Tatr mogą być problemy). Można przy jej pomocy osiągnąć prędkość nawet do 42 Mb/s (w technologii HSPA Dual Carrier), jednak średnie prędkości w sieci bliższe są 20 Mb/s. Nie zawsze tak było – pierwsze rozwiązania oparte o technologię 3G – 3G Rel’99 pozwalały osiągnąć prędkości w okolicach 200 – 300 kb/s, co i tak było ponad dwa razy lepszym wynikiem niż w technologii 2G. To była przesiadka do… myśliwca F-16, który rozpędza się do 2300 km/h. Kolejnym etapem była technologia HSDPA (High Speed Downlink Packet Access), która pozwalała osiągnąć prędkość rzędu 7,2 Mb/s, a potem 14,4 Mb/s (teoretycznie) i 3-8 Mb/s (praktycznie). Kontynuując motoryzacyjno-lotniczy wątek, intemet w telefonach przyśpieszył wtedy mniej więcej tysiąckrotnie, co oznacza, że rozpędził się do prędkości pozwalającej… umieścić satelitę na orbicie. Czyli postęp bardzo, bardzo duży. Po drodze była jeszcze technologia HSUPA, która jednak w Orange nie zagrzała miejsca, od razu przeszliśmy z 3G Rel’99 do HSPA Dual Carrier. Po drodze był jeszcze HSPA.

Wprowadzenie technologii 4G to kolejny skok jakościowy, choć nie tak duży, jak w przypadku na przykład przejścia z 2G na 3G. Jak już wspomniałem, w technologii HSPA Dual Carrier możliwe jest rozwinięcie prędkości transferu na poziomie 42 Mb/s, a w technologii LTE 150 Mb/s, przy paśmie 20 MHz. Na co dzień pozwala to na osiągnięcie prędkości maksymalnych rzędy 50-60 Mb/s, a średnio (zgodnie z danymi speedtest.pl) rzędu około 27 Mb/s. Oznacza to, że jeżeli zaczynaliśmy od wozu drabiniastego, to teraz osiągnęliśmy prędkość, pozwalającą wysłać satelitę poza Układ Słoneczny.

Oczywiście, potraktujecie ten tekst z przymrużeniem oka. Choć porusza on dość istotny temat, jakim jest niesamowity przyrost transferu danych w sieci mobilnej – zarówno ich ilości jak i prędkości, to życie, jak wszyscy wiemy nie jest takie proste.  Do tekstu zainspirowało mnie wdrożenie technologii VoLTE, o którym pisaliśmy kilka dni temu, a także wcześniejsze testy i osiągnięcie 1,91 Gb/s transferu w sieci mobilnej w Orange Labs. I choć osiągnięcie takiej prędkości w praktyce będzie trudne, to sądzę, że za kilkanaście lat transfery o prędkości liczonej w setkach Mb/s będą normą, a te, które dla nas są obecnie standardem staną się zupełnie niewystarczające. Pomyślałem, że są takie momenty, gdy o technologii można napisać nieco luźniej i bez stresu 😉

A jaka jest Wasza opinia o rozwoju sieci mobilnej? Czy faktycznie za kilka lat będziemy oglądać filmy w VR i „ciągnąć” olbrzymie ilości danych każdego dnia, czy trend ten się zatrzyma? A może wręcz przeciwnie, okaże się, że przesiądziemy się wszyscy na sieć 2G i 3G, lecz połączone z siecią będą wszystkie nasze elementy ubiory, transferując stale niewielkie paczki danych?

Udostępnij: Gdyby internet był samochodem, czyli porównanie prędkości
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Samolot. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    Excavator 19:35 18-09-2017
    Link do starej WP nie działa.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Piotr Domański 11:30 19-09-2017
      poprawione ;-)
      Odpowiedz
  • komentarz
    marcinek-m 23:20 08-03-2018
    150 MBit/s? Chyba jakbym mieszkał u Was na centrali! Bo na osiedlu Staszica w Gorzowie Wlkp. na modemie Huawei E3372 prędkość pobierania pliku (wyświetlana w programe) nie przekracza 2MB/s!
    Odpowiedz

;

Bezpieczeństwo

Atak krwiożerczych lodówek? (0)

Michał Rosiak

20 października 2016

Atak krwiożerczych lodówek?
0

Kilkanaście dni temu świat bezpieczeństwa IT obiegła informacja o największym w historii ataku DDoS. OVH, trzecia co do wielkości firma hostująca na świecie, została zarzucona tsunami zapytań o sile sięgającej w szczycie… 1 Terabita na sekundę! Ten niewyobrażalny do tej pory DDoS mógł się zdarzyć być może nawet dzięki Wam. Tobie, Tobie… o, a może nawet Tobie! A to dlatego, że jego źródłem były elementy tzw. Internetu Rzeczy (Internet of Things, IoT), w tym przypadku głównie kamery CCTV i domowe urządzenia IP!

A to tylko początek, biorąc pod uwagę, że wedle wielu raportów liczba podłączonych urządzeń IoT ulegnie co najmniej podwojeniu! Oznacza to przynajmniej 50 miliardów urządzeń, gdzie w znacznej większości przypadków nie ma mowy o przesadnych zabezpieczeniach tych niewielkich zazwyczaj urządzeń, gdzie praktycznie nikomu z użytkowników końcowych nie przyjdzie do głowy, by usiłować administrować żarówką, jednym z domowych czujników, czy nawet lodówką, a co dopiero zmieniać do nich… hasła dostępu. O ile w przypadku kamery jeszcze jest szansa, nawet spora, to tutaj – czarno widzę. Większość z nas nawet nie będzie świadoma, że one łączą się z internetem i o ile fakt, że ktoś połączy się z naszą żarówką może nie wzbudzać obaw (co najwyżej przerażanie, jeśli nagle zacznie zmieniać się barwa światła), to operując lodówką, czy termostatem, jak na obrazku z głównej strony bloga, można już zrobić poważną krzywdę. Dobrze przynajmniej, jeśli przestępcy nie zrobią jej nam, tylko DDoSowanej ofierze na drugim końcu świata, ale czyż okazja nie czyni złodzieja?

Udostępnij: Atak krwiożerczych lodówek?
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej