Sieć

Szczery raport z pompowania

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
10 sierpnia 2012
Szczery raport z pompowania

Wczoraj, zgodnie z obietnicą i w odpowiedzi na podaną przez T-Mobile liczbę ich kart SIM po II kwartale, przedstawiliśmy własne wyliczenia w oparciu o ich metodę. Wynik Orange - 16,935 mln; T-Mobile - 15,048 mln. Będziemy tak robić, aż powstanie jedna, wspólna zasada raportowania. Cieszę się, że media zauważyły ten problem, a w myśl zasady „uderz w stół, nożyce się odezwą”, głos zabrał nawet prezes T-Mobile Polska, który w Rzeczpospolitej powiedział, że: „Orange sztucznie nagłaśnia sprawę. Zrobiliśmy tylko to, co wcześniej Plus i Play, czyli dołączyliśmy do standardu rynkowego”. Pozwolę sobie na szybki komentarz. Problem absolutnie nie jest sztuczny, bo dostrzega go nawet DT w swoim raporcie giełdowym, mówiąc wprost, że baza SIM-ów T-Mobile w Polsce jest zniekształcona inną metodą raportowania, a gdyby nie ona, to prawie 2 mln kart nie byłoby wykazanych. Dla wnikliwych badaczy podaję link do tego szczerego wyznania: http://www.telekom.com/investor-relations, a dalej ostatni ich raport, a w nim excel z danymi back-up. Ponadto warto zwrócić uwagę na inne pikujące w dół wskaźniki naszego konkurenta: EBITDA, ARPU, czy MoU (wykorzystane minuty na klienta). Ten ostatni spada regularnie od 4 kwartału 2011, co moim zdaniem najdobitniej świadczy, że baza klientów jest pompowana, bo zwyczajnie nie generuje ruchu. Może i nagłaśniamy sprawę, ale czy rzeczywiście ją sobie wymyśliliśmy…

bd0a5a97c4b34cbb0e97abc60150f6c20d4


Odpowiedzialny biznes

Pisz sam – co działo się dalej

Krzysztof Swidrak Krzysztof Swidrak
10 sierpnia 2012
Pisz sam – co działo się dalej

f492c74e50b6ae2aae1bb274f6a6f6cb497

Historia naszych bohaterów - dzięki ziemowemu - ma ciąg. dalszy. I dobrze. O tym, co wydarzyło się w drodze na spotkanie z UFO przeczytacie poniżej. Życząc nowych wrażeń, czekam na kolejny odcinek. Piszcie jak zwykle: krzysztof.swidrak2@orange.com.

"Brzdąc" nie usłyszał wołania swojego kumpla, które nagle się urwało.

Chłopak odwrócił się jednak, by zmotywować swojego przyjaciela do szybszego biegu, ale "Piegowatego" nie było na moście. Nie było mostu!

Zamiast zawalającej się konstrukcji, całą przestrzeń wypełniało lśniące białe światło. Jego strumień wznosił się w górę na kilka kilometrów. Z wnętrza wydostawał się pulsujący dźwięk przypominający mikser do owoców, który co chwilę zmienia obroty.

-Co??!! Co tu się dzieje? - na twarzy "Brzdąca" budowało się zaskoczenie i przerażenie.

- "Piegowaty" gdzie jesteś? "Piegowaty"!  Kompan jednak nie odpowiadał. "Brzdąc" podszedł do skraju rzeki, w miejsce gdzie kiedyś znajdował się most.

- "Piegowaty" !! - powtórzył wołanie "Brzdąc".

- Jesteś tam? Żyjesz? - tym razem w krzyk "Brzdąca" wypełniony był jedynie strachem.

- Jeśli "Piegowaty" wpadł do środka, to nie mogę go zostawić! A co jeśli on nie żyje i mnie też to czeka skacząc do środka?! Z drugiej jednak strony nie mogę tu zostać, tunel może w każdej chwili zniknąć - przez głowę "Brzdąca" przewijało się tysiące myśli. Nie zastanawiając się jednak zbyt długo "Brzdąc" skoczył w sam środek światła. Pulsujący dźwięk nagle ustał, a białe światło zmieniło się najpierw w żółte, potem w błękitne, a ostatecznie otaczająca przestrzeń pokryła się ciemnością. "Brzdąc" poczuł przenikliwe zimne powietrze. Wiedział, że cały czas spada, ale nie miał pojęcia gdzie i kiedy skończy się ta "podróż".

- To był zły pomysł! Zginę tu! - próbował wykrzyczeć te słowa, ale uczucie zimna stawało się coraz bardziej intensywne i przeszywające.

Nagle poczuł pod stopami grunt, odczucie zimna zniknęło, a z ciemności zaczęło wyłaniać się światło.

-Tutaj! Tu jestem! Chodź szybko - "Brzdąc" szybko rozpoznał głos "Piegowatego" i pobiegł w jego stronę.

- Co się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Czy to?! To...to...jest przecież...niemożliwe!!!


Odpowiedzialny biznes

Legia ratuje honor polskiej piłki

Marcin Dąbrowski Marcin Dąbrowski
10 sierpnia 2012
Legia ratuje honor polskiej piłki

faf62f58ade1bd36a638d45f14974fe401c

Zastrzyk emocji na Pepsi Arenie! Zaczęło się od wspaniałej oprawy kibiców, upamiętniającej rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Przygotowana na tę okazję flaga wyglądała imponująco. Mecz zaczął się dla Legii pechowo - uraz zgłosił Michał Żewłakow i zastąpił go ten, któremu ostatnio nic nie wychodziło, czyli Szuler. Jak zwykle genialnie zastawiał się Ljuboja, bardzo widoczny był Łukasik - nie tylko z racji pomarańczowych butów - ale samego siebie przechodził Jakub Kosecki: był szybki i wściekły. Mijał rywali jak chciał, przyspieszał, był nieprawdopodobnie zwrotny. W ostatnim kwadransie nie zdobył bramki w doskonałej sytuacji sam na sam, a później jeszcze niecelnie podawał w polu karnym rywali, ale był już wtedy piekielnie zmęczony. Prosił o zmianę, lecz trener Urban jedynie rozkładał ręce, że limit został  wykorzystany.

3ca45cead82a226d5d6b49883140cf06f49

Legia wyszła na prowadzenie dzięki 4 bramce w czwartym meczu w pucharach Marka Saganowskiego. Podawał Ljuboja. Drugi gol to dzieło Radovica, który decyzję o tym, że zagra, podjął na treningu dla tych, którzy nie zmieścili się w kadrze meczowej... Kto podawał? Ljuboja! Trzeci gol to już majstersztyk w wykonaniu samego Serba, który w pełnym biegu perfekcyjnie przelobował bramkarza Ried. 3:0 i byłoby bardzo spokojnie, gdyby nie czerwona kartka dla Vrdoljaka. Opaskę kapitana założył kolejny piłkarz - Radović. Legia straciła bramkę i końcówka była naprawdę nerwowa. Dwukrotnie w polu karnym Kuciaka pojawiał się nawet bramkarz gości. Sprawę mogli skończyć najpierw wspomniany już Kosecki, a później Michał Żyro. Młody pomocnik wszedł na końcówkę i wniósł sporo ożywienia, mimo że przy dwóch pierwszych rajdach piłka plątała mu się pod nogami, z każdą minutą czuł się coraz swobodniej, stanął nawet oko w oko z Gebauerem, ale zabrakło mu zimnej krwi.

Legia zagra w IV rundzie eliminacji, decydującej o awansie do fazy pucharowej Ligi Europy. O awans powalczy również Śląsk Wrocław, po fatalnej przygodzie w elim. Ligi Mistrzów. Dramatycznie zaprezentował się Ruch Chorzów, który poległ z kretesem w Pilznie 0:5. Ciekaw jestem, co by było, gdyby teraz dokonywano nominacji na selekcjonera, a blamaż Ruchu firmowałby Waldemar Fornalik, a nie jego brat Tomasz. Lech nie odrobił strat ze Szwecji i wygrał tylko 1:0. W wyjściowym składzie Lechitów nie było nominalnego napastnika...

Losowanie ostatniej rundy eliminacji LE i LM już dzisiaj.

Scroll to Top