Innowacje

To już naprawdę ostatnie chwile. Dołącz do Orange Fab (0)

Marta Cieślak-Krajewska

29 grudnia 2016

To już naprawdę ostatnie chwile. Dołącz do Orange Fab
0

To już naprawdę ostatnie chwile. Jeżeli jesteście początkującym start-upem lub macie u siebie rozwiązania, które warto pokazać na szeroką skalę, zgłoście się do programu Orange Fab. Czekamy do 31 grudnia br. Zgłoszenia przyjmujemy TUTAJ. Pomożemy Wam zaistnieć  i wejść do zbudowanej sieci dystrybucji. Korzyści jakie zyskujecie to:

  • warsztaty i wykłady prowadzone przez ekspertów Orange oraz mentorów zewnętrznych
  • wsparcie finansowe (do 40 tys. złotych na współpracę),
  • zaprezentowanie swojego produktu na Viva Technology w Paryżu, jednej z największych startupowych imprez w Europie
  • udostępnienie zasobów technicznych – infrastruktury sieciowej, otwartych interfejsów API
  • marketing – badania konsumenckie, dostęp do sieci sprzedaży Orange, nie tylko w Polsce, ale i zagranicą,
  • feedback i praca z ekspertami Orange nad modelem biznesowym,

Ze współpracy z nami skorzystali m.in.

  • OORT, którego żarówki Smart LED są sprzedawane w smart storach Orange na całym świecie.

  • iWisher, który zaimplementował rozwiązanie w sklepie orange www.orange.pl/telefonybezumowy

  • HOLLO, który rozbudował aplikację assistance i umieścił ją w Orange App Center

  • Wise Stories, które rozwija cyfrowe bajki dla dzieci i pracuje nad wersją na Androida

Dołącz do nas i spotkajmy się w Fabie w 2017 roku.

 

 

 

Udostępnij: To już naprawdę ostatnie chwile. Dołącz do Orange Fab
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Bezpieczeństwo

Administrator? Może niekoniecznie (0)

Michał Rosiak

29 grudnia 2016

Administrator? Może niekoniecznie
0

– Nie mam zamiaru korzystać z aplikacji do bankowości elektronicznej. Przynajmniej dopóki mnie nie zmuszą – powiedział mi ostatnio jeden z kolegów z pokoju. Powód jest oczywisty – obawia się, że jego dane wpadną w niepowołane ręce. Co więcej – po części może mieć rację.

Dlatego po części, że istotą znaczącej większości złośliwego oprogramowania na Androida jest to, że sami musimy je zainstalować. Nieważne, jaki program udaje, ostatecznie to my klikamy, zgadzamy sięna instalację i przede wszystkim potwierdzamy nadawane aplikacji uprawnienia. Może się nawet – choć bardzo rzadko – zdarzyć, że przez ciasne sita Google prześlizgnie się coś, co nie powinno się tam znaleźć, choć instalując aplikacje spoza oficjalnego sklepu znacznie łatwiej trafić na jakieś świństwo. Takie jak np. opisywany przez kolegów z Kaspersky’ego Trojan-Banker.AndroidOS.Faketoken.

Ten malware to swoista hybryda bankera i popularnego ostatnimi czasy ransomware. Potrafi wysysać wszelkie dane związane z używanymi przez nas aplikacjami bankowymi, generować okna phishingowe, przejmować SMSy i dane kart, by ostatecznie zaszyfrować nasze dane.

Jakim cudem to wszystko mu się udaje? Ano takim, że na to wszystko mu pozwalamy. Kto zawsze czytał jakich uprawnień domaga się Androidowa aplikacja, niech pierwszy rzuci kamieniem. Mnie w tym gronie – wstyd się przyznać – nie będzie, bo też parę raz zdarzyło mi się z rozpędu coś kliknąć. Generalnie jednak jeśli widzimy, że aplikacja domaga się możliwości wysyłania i odbierania SMSów, zastanówmy się, czy aby na pewno powinna (ta potrzebowała tego uprawnienia, by bez wiedzy ofiary odbierać SMSy autoryzacyjne do transakcji bankowych). Warto zwrócić uwagę, jeśli aplikacja chce uzyskać prawa do pisania na ekranie, może to bowiem oznaczać, że będzie nam wyświetlać np. okna do „płatności”, tam gdzie nie powinno ich być, licząc, że nieopatrznie wpiszemy tam dane naszej karty, a już absolutna czerwona lampka wraz z wyjącymi syrenami powinna nam się zapalić, gdy widzimy, że aplikacja domaga się praw administratora, czyli w zasadzie chce, by było je wolno… więcej niż nam. W takiej sytuacji rada może być jedna – jeśli jesteś zdziwiony/a, że pojawia Ci się takie okienko, oznacza, że nie powinno go tam być i absolutnie nie możesz „tego czegoś” instalować.

Oby takie przygody w 2017 roku zdarzały się Wam jak najrzadziej.

Bezpiecznego Nowego Roku!

Udostępnij: Administrator? Może niekoniecznie
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Dom. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (22) (1)

Michał Rosiak

27 grudnia 2016

Co w gadżetach piszczy (22)
1

Teksty o gadżetach zazwyczaj lądują na blogu w soboty, no ale tym razem czeka nas nie byle jaka sobota i nie sądzę, żeby ktokolwiek planował czytać cokolwiek w internecie przy wigilijnej kolacji. Tak więc jeszcze dziś – jeśli np. ogarnia Was przerażenie, bo nie macie dla kogoś prezentu – parę słów o gadżetach: do ręki (i z wigilijnym skojarzeniem), na rękę i na multimedialną szafkę 😉 A w kolejnym tygodniu tradycyjnie moje gadżety roku.

motorola1

Motorola Moto Z – Jak opłatek

„Jaki on cienki! Jak opłatek!” – to pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy zobaczyłem Moto Z, pierwszy flagowiec pod marką Motorola po jej przejęciu przez Lenovo. Po wzięciu słuchawki w dłoń okazuje się jednak – na szczęście – że wcale nie jest wątła i krucha, wizualnie i realnie wzmacniają ją mocne aluminiowe ramki. I choć z jednej strony z urządzenia o „cienkości” niewiele ponad 5 milimetrów korzysta się dziwnie, to każda inna słuchawka wydaje się po nim gruba niczym słoń.

Mała przestrzeń między przodem i tyłem musi wpłynąć na pojemność baterii i choć da się przeżyć na niej dzień roboczy, nie zaszkodzi trzymać w plecaku powerbanka. Ja miałem, a skoro bateria przestała być problemem, nic już nie przeszkodziło telefonowi w tym, by mnie bezgranicznie oczarować. Klasyczna bryła, szkło i aluminium, dual SIM, natywna obsługa Google Daydream, świetny 13-megapikselowy tylny aparat z optyczną stabilizacją i przedni 5 Mpix z fleszem, 5,5-calowy ekran QHD, preinstalowany Android 7.0 i płynność działania, potwierdzona wynikiem pod 100 tys. pkt w Antutu. Bardzo podoba mi się możliwość przejrzenia powiadomień bez odblokowywania telefonu. Wystarczy pomachać nad nim dłonią by ekran wybudził się do trybu czarno-białego, wtedy naciskamy widoczne na dole logo aplikacji, która ma dla nas powiadomienie, oglądamy część jego treści i możemy je od razu usunąć z ekranu.

Kluczowym elementem serii Moto Z mają być przede wszystkim Moto Mods. Dodatkowe moduły mają do mnie trafić w styczniu, wtedy możecie spodziewać się bardziej rozbudowanego testu!

fitbit

Fitbit Charge HR – Tracker w sosie własnym

Fitbit to jeden z prekursorów opasek fitnessowych, a model Charge HR, charakteryzuje – jak ostatnie dwie litery wskazują – optyczny czujnik pulsu. Bicie naszego serca jest mierzone nieprzerwanie – co 5 sekund, bądź co sekundę, gdy urządzenie rozpozna aktywność fizyczną, lub sami uruchomimy ten tryb.

Opaska, jak wszystkie produkty firmy z San Francisco, nie rzuca się w oczy na nadgarstku, a odczyty z niej możemy oglądać na małym, jednowierszowym wyświetlaczu, uruchamiającym się dopiero, gdy podniesiemy zdecydowanym ruchem nadgarstek z opaską. Na pewno pomaga to baterii, która wystarcza nawet na 5 dni (szkoda tylko, że nie poinformuje nas o tym sama, tylko… mailem). Na obudowie mamy jeden guzik, ale na upartego nie musimy go wciskać, wystarczy puknąć w ekran, by pokazał nam po kolei kroki, puls, zaliczone kilometry i najbliższy cichy budzik. Ten ostatni zasługuje na pochwały, bowiem Fitbit HR okazał się pierwszym urządzeniem, które zdołało obudzić mnie, bez wyrywania ze snu mojej małżonki.

Wyniki pomiarów możemy obejrzeć w bardzo atrakcyjnej wizualnie i funkcjonalnej aplikacji mobilnej, ale niestety… tylko tam. Fitbit zamyka swoje urządzenia ubieralne we własnym ekosystemie, więc o eksporcie aktywności fizycznej do najpopularniejszego od lat Endomondo można zapomnieć. Jeśli jednak nam na tym nie zależy – mnie się z Charge HR bardzo sympatycznie korzysta.

8159f966a588aaf5733ba4548fd0d2f656c

Ferguson FBOX 4K – Podkręć swój stary telewizor

Kiedyś telewizor był po prostu telewizorem – włączało się go, ustawiało konkretny program i oglądało to, co akurat było do obejrzenia. W erze post-PC tak jak pecet stał się dla niektórych urządzeniem muzealnym (toż mamy smartfony i tablety), tak telewizor coraz częściej pełni rolę centrum multimedialnego. A co, jeśli nasz stary odbiornik jeszcze działa i niestety kupiliśmy go przed erą Smart TV? Ratują nas przystawki telewizyjne.

FBOX 4K znanej przez lata głównie z satelitarnych tunerów poznańskiej firmy Ferguson to jedno z takich urządzeń, nie dość, że niedrogie, to na dodatek obsługujące coraz popularniejszą rozdzielczość 4K. Oparte – jak większość tego typu sprzętów na Androidzie. Mimo, iż jest to leciwy już Lollipop z procesorem i pamięcią, które wywołałyby parsknięcie przy zakupie telefonu, radzi sobie absolutnie bez zastrzeżeń, bowiem był tworzony pod kątem obsługi multimediów. Podłączenia go do sieci, telewizora i uruchomienie pierwszego nie powinno nam zająć więcej, niż 10 minut, również dlatego, że zapobiegawczy producent preinstalował na nim najpopularniejsze aplikacje VOD. Co więcej, dzięki temu, iż nie jest urządzenie oparte na platformie Android TV, zainstalujemy na nim aplikacje TVN Player, czy TVP VOD, których próżno szukać w dedykowanych urządzeniach. Dla tych, którzy nie zwykli polegać na gotowych rozwiązaniach pozostaje również preinstalowany multimedialny kombajn Kodi, a to rozwiązanie daje wręcz niezliczoną ilość rozwiązań. Bardzo fajny sprzęt za bardzo przyzwoite pieniądze.

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (22)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Dom. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    ola ola 10:39 03-01-2017
    Komentarz testowy do sprawdzenia komentowania
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej