;

Oferta

Wygraj bilety na Open’er Festival! (1)

Ewa Przybylińska

7 czerwca 2022

Wygraj bilety na Open’er Festival!
1

W ostatni weekend fani muzyki delektowali się Orange Warsaw Festival, a już 29 czerwca startuje Open’er Festival powered by Orange. Z tej okazji przygotowaliśmy konkurs dla klientów korzystających z aplikacji Mój Orange. Do wygrania są 2 bilety na jeden z festiwalowych dni.

 
Aby wziąć udział w zabawie należy:

  • W dniach 7-10 czerwca zalogować się do aplikacji Mój Orange swoim adresem e-mail i hasłem.
  • Zgłosić się wypełniając formularz na stronie konkursu i odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego warto zabrać aplikację Mój Orange na Open’er Festival?”.
  • Na koniec zaakceptować warunki konkursu i wysłać formularz.

Więcej informacji o festiwalu tutaj. Szczegóły dotyczące konkursu są na stronie, a regulamin tu.

Powodzenia!

Udostępnij: Wygraj bilety na Open’er Festival!
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Flag. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 23:07 07-06-2022
    Konkurs fajny. Szkoda że nie na już spotkań blogowych. Ale.....mega pozytywne wspomnienia zostały. Kręgle, OWF, Sopot.....działo się.
    Odpowiedz

;

Gaming

Grałem w Diablo Immortal – pierwsze wrażenia (1)

Bartosz Graczyk

6 czerwca 2022

Grałem w Diablo Immortal – pierwsze wrażenia
1

Marki Diablo nikomu nie trzeba przedstawiać. Znana nie tylko z memów internetowych, ale również wysokiej jakości. Dla wielu graczy stała się obiektem kultu i wzorem perfekcyjnego hack’n slasha. W 2022 roku, niemal 4 lata po zapowiedzi możemy doświadczyć tej gry na urządzeniach mobilnych.

Pierwsze wrażenie było średnie, drugie już lepsze

Zacznijmy od tego, że większość graczy wyrobiło sobie opinię o Diablo Immortal już przed premierą. W dniu zapowiedzi w 2018 roku, gdy oczekiwali na czwartą część bohaterów z Tristram, otrzymali grę mobilną. Warto zaznaczyć, że Diablo to mocno PC-owy twór. W internecie, na każdym kroku czuć było zawiedzenie. Do tego stopnia, że premiera gry została przesunięta niemal o 3 lata. Dziś możemy jej doświadczyć zarówno na urządzeniach mobilnych jak i na komputerach osobistych. Czy sprosta oczekiwaniom hardcorowego gracza?

Dostępność gry

Gra jest dostępna za darmo na urządzeniach z systemem iOS, Android i na PC. Warto zaznaczyć, że w przypadku dwóch pierwszych urządzenie musi spełnić wymagania sprzętowe. To nie jest gra typu „minis”, a pełnoprawna wysokobudżetowa produkcja. Mimo to Diablo Immortal działa na moim podstarzałym już iPhone 11 oraz Xiaomi Redmi Note 9. Jeżeli posiadacie sprzęt z podobnej półki cenowej nie powinniście mieć problemu z uruchomieniem oprogramowania.

A mówiąc już o grafice…

Szczerze mówiąc jestem w szoku jak gra wygląda. Wizualnie nie odstaje od poprzedniej części, czyli trzeciej odsłony Diablo. Miłym zaskoczeniem jest to, że możemy zmienić ustawienia graficzne w trakcie gry, jeżeli działa zbyt płynnie. Mimo najniższych ustawień, gra wygląda nadal pięknie. Powodem jest mała przekątna wyświetlacza, z którego korzystamy na smartfonach. Większych detali nasze oczy nie są w stanie dostrzec. Kolejnym zabiegiem podbijającym wizualne doznania jest stylistyka oprawy, która nosi znamiona komiksowości. Nawet w momentach, w których przyglądamy się bliżej elementom graficznym np: w panelu zarządzania postacią – to ta stoi nadal na wysokim poziomie.

W tę grę po prostu gra się przyjemnie

Powodów przyjemnej rozgrywki jest kilka. Jednym z nich jest wygodne sterowanie. Moim zdaniem Diablo Immortal pod tym względem jest najlepszą odsłoną serii. Dlaczego? Ponieważ ten typ rozgrywki, czyli hack’n slash z izometrycznym rzutem na mapę jest idealnie przystosowany pod smartfony. Jednym palcem kierujemy ruchem postaci, a drugim zarządzamy akcją jaką wykonuje. Niezwykle intuicyjne. Na tym samym poziomie jest interfejs. Możemy zarządzać swoim ekwipunkiem ruchem jednego palca np: zaznaczając kilka przedmiotów na raz do wyrzucenia czy sprzedania.

Diablo to świetny gameplay

I nie ma co dyskutować. Tej formie rozgrywki, wyrabianej i sprawdzanej przez lata, niewiele brakuje do perfekcji. W końcu nie jeden gracz testował umiejętności w kafejkach internetowych ponad 20 lat temu przy pierwszej części. Formuła, która jest szlifowana przez długi czasu, nie ma prawa okazać się niewypałem. Podstawa gameplayu to Diablo w wersji miniaturowej. Nadal siekamy setki nieumarłych potworów na minutę, nadal powracamy do baz wypadowych, którymi są pobliskie miasta i nadal mamy możliwość ukończenia gry z przyjaciółmi lub samemu. Tutaj jednak jest usprawnienie – Diablo stało się grą mini MMO. W instancjach możemy spotkać się z losowymi graczami wrzuconymi na ten sam serwer i z nimi skończyć pobliskie misje. To jednak nie jest obowiązek i w każdej chwili możemy wyruszyć w samotną eskapadę po okolicznych dungeonach. Forma gry została przygotowana w taki sposób, że można w nią zagrać wszędzie, nie rezygnując z postępu. Możesz pokonać bossa jadąc autobusem albo czekając w kolejce. Większość aktywności nie jest czasochłonnych jak w przypadku pierwowzoru.

Dostępna za darmo

Gra jest dostępna za darmo do pobrania w AppStore, Battle.net oraz Google Play. Nie ma żadnego haczyka. Blizzard co chwilę nagradza gracza za aktywność np: poprzez darmowe przedmioty za codzienne logowanie albo połączenie konta z usługą Battle.net. Warto zaznaczyć, że nic na tym świecie nie ma za darmo, a deweloper z czegoś musi opłacać rachunki, dlatego w tej produkcji  zastosowano mikrotransakcje. Możesz zakupić ubrania dla postaci lub przyspieszyć w sposób nieinwazyjny jej rozwój. Z tego co zauważyłem, Diablo Immortal nie jest grą Pay to Win, co oznacza, że możesz wejść na 60, czyli ostatni poziom rozwoju postaci bez płacenia. Jeżeli jednak zdecydujesz się na przyspieszenie rozwoju postaci lub spodoba Ci się skórka możesz się w nie zaopatrzyć w sklepie Play lub AppStore za pomocą “Płać z Orange”. Twój zakup zostanie dodany do najbliższego rachunku abonenckiego.

Udostępnij: Grałem w Diablo Immortal – pierwsze wrażenia
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Cup. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 23:17 07-06-2022
    Zawsze jak czytam Twoje wpisy to przypomina mi się dość znany filmik z YT pt "bede grał w gry" ?. Pozdrawiam.
    Odpowiedz

;

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (42) (1)

Michał Rosiak

4 czerwca 2022

Co w gadżetach piszczy (42)
1

Przed Wami kolejna seria gadżetów. Tym razem z zupełnie różnych kategorii. Telefon, który miło mnie zaskoczył, „odchudzony”, ale wciąż bardzo dobry głośnik, a na koniec telewizor, który wyjątkowo długo czekał na opisanie.

Motorola Edge 30 Pro. Flagowiec pełną gębą

Niebanalna, w swoim wyjątkowym estetycznym stylu. Motorola Edge 30 Pro to telefon, którego nie da się przegapić. A jednocześnie prawdziwy flagowiec Chińczyków, który nie musi wstydzić się żadnej konkurencji.

Duże telefony to w dzisiejszych czasach standard i tu nie jest inaczej. 6,7” z wąską ramką, masa prawie 200g i – zacznę od przygany – niefortunnie umieszczony czytnik odcisków palców. Plus za to, że znalazł się w przycisku odblokowania (choć ekran to oczywiście pOLED, z odświeżaniem max 144 Hz). Minus – trzy przyciski (również te od głośności) są za wysoko. Przy krótszych palcach trzeba się nagimnastykować (albo wspomagać drugą dłonią).

Poza tym nie ma do czego się przyczepić. Edge 30 Pro to dla mnie w zalewie podobnych do siebie telefonów, ikona stylu. Wąziutkie ramki wokół wyświetlacza. Z tyłu delikatnie zaokrąglone półprzezroczyste szkło, nienachalna wyspa z aparatami, subtelnie wytłoczone logo marki. Wydajność? Snapdragon 8 Gen 1 i 12 GB RAM, ten sprzęt się żadnym wyzwaniom nie kłania. Czytałem o tendencji najnowszych Snapów do przegrzewania, w moim egzemplarzu jednak throttlingu nie doświadczyłem. Jajka na obudowie też nie dałoby ugotować.

Motorola to od jakiegoś czasu jedyne smartfony, robiące filmy slow-motion w 960 fps(!). Zgadzam się, że to tylko ciekawostka, ale dzięki niej w wieku 46 lat dowiedziałem się jakim cudem rozgrzany knot świecy potrafi się zapalić od zapałki umieszczonej nawet 2 cm nad nim 🙂 Przy aparatach zabrakło mi będącego standardem nawet w średniej półce teleobiektywu. Dwie 50-megapikselowe matryce (jedna ultraszeroka, 114 stopni) bardzo dobrze radzą sobie w dobrych warunkach oświetleniowych, ale im ciemniej, tym bardziej musimy poszukiwać jakiegoś źródła światła. No i 60 Mpix (!) do selfie.

To bardzo dobry, piękny telefon, który szybko naładujemy (jeśli dobrze pamiętam to pierwsza „Motka” z ładowarką 68W). Zagramy na nim we wszystko, obejrzymy film w HDR10 i będziemy regularnie korzystać z tych wszystkich imponderabiliów, za które kochamy Motorolową nakładkę na Androida. Tylko – kurczę – jak dla mnie trochę za drogi.

Telefony Motoroli – i nie tylko, oczywiście 🙂 – znajdziecie w naszym e-sklepie!

Poly Sync 10. Brak prądu mu niestraszny

Gdy przeszło rok temu w moje ręce trafił głośnik Poly Sync 20, myślałem, że to najlepsze, co można zrobić, jeśli chodzi o przenośny głośnik. Czasy mamy takie, że nie wiadomo, gdzie trzeba będzie na szybko urządzić biuro, więc mały sprzęt, który można wrzucić do plecaka/torby jest na wagę złota. Gdy dostałem propozycję przetestowania Poly 10, moją pierwszą myślą było: „Czy mniejszy głośnik może poradzić sobie tak samo dobrze?”.

Beeep! Błędne założenie. Numer niższy o poziom wcale nie oznacza, że sprzęt jest mniejszy! Poly Sync 10 ma o jeden mikrofon mniej (2 zamiast 3), a przede wszystkim zrezygnowano w nim z… baterii. W efekcie otrzymujemy sprzęt znacząco lżejszy (280g, przy 360g w Sync 20) i brak ryzyka niespodzianki, gdy zapomnimy o głośniku przez pewien czas, a potem, podłączający się do konferencji, usłyszymy smutny pisk, informujący o tym, że prądu już nie ma 🙁

Na co wpływa taka zmiana? Na pewno na obniżenie ceny, w zależności od oferty w sieci nawet o 20%. Brak konieczności parowania (skoro i tak musimy podłączyć Poly Sync 10 – integralnym – kablem do komputera, czy telefonu, bluetooth jest zbędny) paradoksalnie też ułatwia sprawę, bowiem niezależnie od urządzenia, do którego go podepniemy, sprzęt działa od razu. Ponieważ kabel kończy się klasycznym USB, w pudełku mamy też przejściówkę z telefonicznego USB-C.

A co z jakością? Rozmówcy nie narzekali na jakość mojego głosu. Niezależnie od tego, czy chodziłem po małym, zamkniętym pomieszczeniu, domowym salonie, czy średniej wielkości open space. Test porównawczy z Sync 20 pokazał, że jego „młodszy brat” jest wyraźnie cichszy. To jednak, co dało się odczuć przy słuchaniu muzyki, zupełnie nie przeszkadzało w telekonferencjach.

TCL 55C728. Dobre efekty za dobre pieniądze

TCL 55C728, telewizor nagrodzony tytułem Najlepszy Zakup 2021-2022 EISA, testowałem już sporo czasu temu. Spodobał mi się do tego stopnia, że jego inny egzemplarz stoi teraz w moim salonie 🙂

Powodów jest sporo. Choćby wygląd. Przecież patrzymy nie tylko na treści, ale i na sam telewizor. Wcześniej korzystałem z telewizora innej firmy, ze średniej półki. On był po prostu plastikowy. C728 jest idealnie spasowany, z delikatnymi, aluminiowymi ramkami. Kompatybilny ze standardem VESA. Wąski, wyraźnie grubszy na dole, gdzie – na co wskazuje małe logo w prawym dolnym rogu – znajdziemy głośniki, firmowane przez Onkyo. To nie byle jakie bzyczki, ale porządne przetworniki w standardzie Dolby Atmos. Dźwięki są wyraźne, soczyste, zbalansowane. Mój poprzedni telewizor płacze ze wstydu.

Z boku znajdziemy 12 (!) wejść. To m.in. 4 HDMI (2 w standardzie 2.1, tzn. 4K/120 Hz), USB (np. na zewnętrzny dysk). Do tego kablowe i satelitarne, czy LAN.

TCL 55C728 to urządzenie pozycjonowane głównie jako telewizor dla graczy. Podpięcie konsoli i przełączenie TV na odpowiednie gniazdo HDMI automatycznie uruchomiło tryb gier. A tam ALLM (auto low latency mode), odpowiadający za automatyczne uruchomienie trybu małego opóźnienia i VRR (variable refresh rate, częstotliwość odświeżania zmienna w czasie rzeczywistym). Czyli pełna paleta rozwiązań znanych ze znacznie droższych telewizorów, czyniących TCL C728 idealnym połączeniem dla konsol najnowszej generacji. Testowałem na FIFA 21, najnowszym Madden NFL i Sniper Elite 5 – grało się świetnie!

Produkcje pełne jaskrawych i soczystych kolorów, „promosy” 4K z Youtube’a – nie było się do czego przyczepić. Księżycowa czerń na For All Mankind w Apple TV+ była obłędna. Do aut w The Grand Tour na Amazonie, nieważne jak szybko pędziły, nie miałem żadnych zastrzeżeń. Natywne 100 Hz (i sporo możliwości „tuningu” ustawień, w dedykowanej zakładce Ruch), żadnych nienaturalnych soczystości (dzięki Ci, kwantowa kropko!), HDR i Dolby Vision – na tym telewizorze po prostu przyjemnie się ogląda. Wszystko.

W naszym e-sklepie znajdziecie zarówno telewizory, jak i urządzenia firmy TCL, z opisywanym jakiś czas temu przeze mnie TCL 30 SE w pakiecie z bezprzewodowymi słuchawkami.

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (42)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Flag. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 21:53 04-06-2022
    Motorola Edge 30 Pro.....kosmos. Ale ta cena....3799 zł....może za jakiś czas spadnie. Dołoży się parę stówek i można mieć iPhona ?
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej