Odpowiedzialny biznes

Wygraj pan bluzę! (0)

Tomasz Sulewski

27 lipca 2011

Wygraj pan bluzę!
0

Dostałem na facebooku dziesiąte już zaproszenie do odebrania jednej z 300 000 bluz z logo FB (kto pierwszy, ten lepszy!). Konkurs jest niezwykle atrakcyjny – wystarczy kliknąć, że lubię i polecić znajomym. Wcześniej miałem już okazję w ten sposób wyjechać na super wakacje, dostać mega kubek, oficjalne buty Twittera, koszulkę, iPada… I znowu, przyznaję, szansa przeszła obok. Nie kliknąłem. Zupełnie inaczej niż cała masa moich znajomych. Mój wall zamienił się tym samym w sklep z bluzami.

Najpopularniejszy (wciąż, póki co…) portal społecznościowy na świecie coraz bardziej mnie spamuje. A to jakiś boski konkurs (najczęściej sprzeczny z regulaminem facebooka i zdrowym rozsądkiem), a to kolejny naprawdę-interesujący-filmik-OMG-!!!-sam-zobacz, który potem rozsiewa się po wallach wszystkich znajomych, a to przycisk „dislike”, który może być mój, jeśli tylko coś zrobię (a przecież wiadomo, że nie tęsknię za niczym innym, jak tylko „znielubiać” treści wstawiane przez moich znajomych). Pomysłowość spamerów zaskakuje mnie niemal co tydzień – tyle mniej więcej czasu mija między jedną, a kolejną falą spamowego szaleństwa.

Mechanizmy spamowe wykorzystują dwa naturalne ludzkie odruchy – ciekawość i… no cóż, chciwość. Na pewno miło jest dostawać za darmo gadżety. Ba, firmy od czasu do czasu robią konkursy „gadżetowe” – także nasza. Ale nigdy nie jest to związane z wymogiem „zapraszania wszystkich znajomych” albo ustawiania określonego statusu, a najczęściej wiąże się z jakimś, choćby prostym, zadaniem. Sprawa prosta –  inaczej jest nielegalne. Wystarczy przeczytać regulamin portalu, żeby widząc np. prośbę rozesłanie czegoś mieć jasność, że jesteśmy naciągani.

Po co powstają takie akcje? Choćby po to, żeby potem podmiot-organizator „konkursu” mógł np. niemałą bazę użytkowników sprzedać komuś innemu. A ten ktoś będzie mógł znowu nam wysłać mnóstwo ciekawych linków. I tak wkoło Macieju. Krótko mówiąc – zanim klikniecie na kolejny link, zastanówcie się przez moment. Dla własnego i Waszych znajomych dobra.

Udostępnij: Wygraj pan bluzę!
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Oferta

Statek Przygoda dopływa, a jutro nasze wyniki (0)

Wojtek Jabczyński

26 lipca 2011

Statek Przygoda dopływa, a jutro nasze wyniki
0

Dużo ostatnio promowałem nasze konkursy i zabawy, ale tego nigdy za wiele. Zwłaszcza, że wakacyjny czas sprzyja. Dlatego jeszcze o loterii Statek Przygoda, która kończy się w tym tygodniu. W III edycji losujemy 5 telefonów iPhone 4, 12 nagród pieniężnych, 7 iPadów oraz doładowania. W finale czeka voucher na wycieczkę warty 40 tysi. Szczegóły na http://www.statekprzygoda.pl A już jutro ogłosimy wyniki Grupy TP za II kwartał tego roku. Liczby zawsze budzą emocje, ale niestety nie mogę o nich dziś pisnąć ani słowa. Za to Wy możecie pobawić się w zgadywankę. Pierwszy, kto trafi ilu mamy klientów Orange po półroczu (z dokładnością do tysiąca) dostanie z szafy rzecznika plecak i koszulkę. Jeśli nikomu się nie uda, to nagrody przytuli, ten kto będzie najbliżej. Liczą się tylko strzały oddane dzisiaj i każdy ma jedną próbę. Rozstrzygnięcie jutro. Dla przypomnienia I kwartał 2011 zakończyliśmy z 14 mln 420 tys. klientów Orange.

Udostępnij: Statek Przygoda dopływa, a jutro nasze wyniki
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Flaga. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Odpowiedzialny biznes

Po chińsku (0)

Monika Kulik

26 lipca 2011

Po chińsku
0

Dziś coś z zupełnie innej beczki. Chcę pokazać Wam pozytywny przykład mojego kolegi z pracy – Andrzeja Hałasa z Lublina. Mimochodem wspomniał, że aby ćwiczyć swój umysł zaczął uczyć się… chińskiego. Spodobało mi się jego podejście. Ale zacznijmy od początku….

活到老学到老学到老学不了
Huo dao lao, xue dao lao; xue dao lao, xue bu liao

(Monika) Po chińsku to znaczy ….
(Andrzej) Powiedzonko, którego użyłem tu jako motto, w domu leży na moim biurku, gdyż bardzo mi się spodobało jako swego rodzaju życiowa prawda.  Można je przetłumaczyć: „Na naukę nigdy za późno; nigdy nie możesz powiedzieć, że nauczyłeś się już wszystkiego”.

Dlaczego akurat chiński?
Byłem ciekaw, czy uczenie się samemu języka tak odmiennego fonetycznie, gramatycznie i „wizualnie” ma szanse powodzenia i postanowiłem to sprawdzić. Dla mnie było to przede wszystkim ćwiczenie umysłu, aby spowolnić pewne nieubłagane procesy.

Jak się zaczęło?
Dwa pierwsze znaki chińskie, z którymi się zaprzyjaźniłem to 风 (feng) – wiatr i 水 (shui) woda tworzą słynne fengshui. Ponieważ wystrój wnętrz salonów Orange jest planowany zgodnie z kanonami Fengshui, mówiliśmy o tym jako ambasadorowie rebrandingu podczas spotkań z pracownikami dawnej Idei. Wtedy zapamiętałem też, że Orange swoją „prehistorię” ma związaną z Tajwanem. Zatem lekko naciągając mogę powiedzieć, że inspiracja do nauki chińskiego przyszła wraz z Orange 😉

Dlaczego „lekko naciągając”?
Były także dwie „inspiracje” dodatkowe. Pierwsza bardzo dziwna. Gdzieś przeczytałem, że synaps w mózgu przyrasta tylko do pewnego czasu, a potem już tylko ubywa (szybciej lub wolniej). Postanowiłem to sprawdzić. Kombinowałem tak: jeśli w przyswajaniu nowych rzeczy mózg człowieka starego musi wykorzystywać stare synapsy, to nie poradzi sobie w sytuacji, gdy trzeba nauczyć się języka tak różnego, jakim w stosunku np. do języków europejskich jest język chiński. Przez jakiś czas rzeczywiście szło jak po grudzie, ale okazało się, że po zbudowaniu dość podstawowej struktury skojarzeń, dalej wystarczy już tylko ciężka, wytrwała praca.
Druga inspiracja to wieści o problemach przyszłych emerytów, których grono niedługo zaliczę. Skoro emerytura będzie chuda, trzeba myśleć o dodatkowej aktywności. Kiedy pracy nie mogą znaleźć ludzie młodzi i zdolni, nie ma co myśleć o tzw. podstawowym rynku pracy, tylko trzeba myśleć o jakiejś niszy. Już trzy lata temu było dla mnie oczywiste, że zapotrzebowanie na osoby znające j. chiński w najbliższym czasie będzie gwałtownie rosło i początkowo nie zdołają tej niszy wypełnić osoby w wieku produkcyjnym.

Jak się uczysz?
W najbardziej chaotyczny sposób z możliwych. Kupiłem niemal wszystkie podręczniki do chińskiego, jakie ukazały się w Polsce. Aż trudno uwierzyć, że jest ich już kilkanaście. Do tego w Internecie istnieje wiele portali dedykowanych językowi i kulturze chińskiej – wiele z nich darmowych. Korzystanie równoległe z wielu materiałów daje jedno: satysfakcję, że zaczynając nowy podręcznik, czy nową stronę internetową coś już się rozumie i siatka skojarzeń się zagęszcza. Jednego pilnuję – by nie kończyć dnia bez choćby jednego spojrzenia na znak chiński. Dodatkowo słucham mp3. Słuchając tekstów najpierw wyławia się poszczególne wyrazy, potem niektóre wyrażenia i wreszcie dłuższe fragmenty. Ale by doszło do efektu „słyszę i rozumiem” (bez wewnętrznego mechanizmu tłumaczenia), trzeba przesłuchiwać teksty setki razy (przynajmniej w moim przypadku). Podobnie z pisaniem. By nabyć umiejętności – „słyszę/patrzę i piszę” bez zastanawiania się nad kolejnością poszczególnych „pociągnięć pędzelkiem”, trzeba poszczególne znaki napisać wiele razy. Tu przypomina mi się czas mojej pierwszej, drugiej klasy szkoły podstawowej i polecenia nauczyciela pisania setki razy wyrazu napisanego błędnie na dyktandzie. Rzeczywiście ma to sens i jest bardzo skuteczne.

A jakie efekty?
Sam zadawałem sobie od jakiegoś czasu to pytanie i zastanawiałem się jak sprawdzić skuteczność tej nauki. Najprościej byłoby poszukać kontaktu z rodowitym Chińczykiem. Ale okazało się, że jest jeszcze bardziej zobiektywizowany sposób. W Krakowie od kilku lat istnieje Instytut Konfucjusza, w którym prowadzone są kursy języka i kultury chińskiej i tam też organizowane są egzaminy certyfikowane przez Centralny Ośrodek Kultury i Języka Chińskiego (tzw. Hanban) w Pekinie. Egzamin w skrócie nazywa się HSK i ma 6 poziomów. 22 maja zdawałem poziom pierwszy i drugi. Maksymalnie można było uzyskać  200 punktów, a egzamin jest traktowany jako zdany przy osiągnięciu 120 punktów. Niedawno nadeszły wyniki i okazało się, że na pierwszym poziomie uzyskałem 195 punktów, a na poziomie drugim 184 punkty. Zdawałem też egzamin ustny. I na nim przy maximum 100 punktów uzyskałem 79 (do zaliczenia wystarczy 60). Oczywiście nie odpuszczam i w przyszłym roku planuję poziom III i IV oraz drugi poziom egzaminu ustnego.

Plany?
Chińskie znaczki przyciągają – od kilku miesięcy uczymy się wspólnie kolegami z firmy – Anią, Marcinem i Krzyśkiem, mając nadzieję, że grupka pasjonatów będzie rosła. Planujemy udział w konkursie Orange Passion dla pracowników – mamy szansę na zdobycie grantu na rozwój naszych zainteresowań.

Parę słów o sobie?
Wiele o sobie powiedziałem wyżej. Cecha, której nie chciałbym nigdy stracić to ciekawość. Zainteresowanie wszystkim co wokół. Miałem szczęście, że poznałem wielu ciekawych ludzi, od których mogłem i cały czas mogę się wiele uczyć. Oby tak pozostało jak najdłużej….

….

A ja musze jeszcze dodać, że Andrzej należy też do najaktywniejszych wolontariuszy w firmie. Właśnie pracuje nad stworzeniem placu zabaw dla dzieci w jednym z lubelskich szpitali.

Udostępnij: Po chińsku
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej