Reklama

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Ulkę

4 grudnia 2020

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Ulkę

Ja wiem, jeszcze trochę, a powiecie, że ze mną można tylko w kółko na jeden temat i to robi się nudne. Ale jak człowiek dorobi się dziecka (choć to dziecko ma dużo rodziców – Tomek, Dominika, Aneta, Gosia dzięki za wspólne potomstwo, które wyjątkowo nam się udało 😉) i ów potomek wypływa na szerokie wody zasięgów telewizyjnych, to ma się ochotę obdzwonić wszystkich krewnych, przyjaciół i koleżanki z pracy, żeby się pochwalić. Spieszę wytłumaczyć tą skomplikowaną metaforę. Nasze dziecko to oczywiście Ekipa Orange, czyli osoby, które przejęły już prawie dwa lata temu kanały Orange Polska w mediach społecznościowych.

I powiem Wam, że radzą tam sobie bardzo dobrze, bo Ekipa Orange, to nie tylko coraz lepsze wyniki naszych kanałów, nagrody (choć to nie dla nich człowiek żyje), ale ostatnio też nowy format reklamowy Orange Challenge, w którym Ulka i Michał wcielają się w rolę hostów i rzucają wyzwania. Jak choćby to, w którym prosimy Was o zapakowanie świątecznych prezentów tak, żeby swoim kształtem przypominały coś zupełnie innego. No i na fali tej rosnącej popularności zaczynam dziś cykl wywiadów z naszymi gwiazdami, aby przybliżyć Wam wszystkich pięciu członków Ekipy Orange. Na dobry początek na warsztat biorę Ulkę. W Ekipie od samego początku. Ona sama i czterech facetów i choć, to może onieśmielać, to Ulka radzi sobie z nimi zadziwiająco dobrze. Część z Was zna też jej lifestylowe oblicze z konta na Instagramie o nazwie Mymoodbook. Ale żeby nie przedłużać, oddaję głos naszej dzisiejszej bohaterce i strzelam pierwszym pytaniem.

Przeszłość

Stella: Zacznę klasycznie. Jak w prawdziwym show łowcy talentów. 😉 Skąd do nas przyjechałaś? Opowiedz nam coś o sobie.

Ulka: (perlisty śmiech XD) Do Warszawy przyjechałam z Krakowa jakieś 9 lat temu. Urodziłam się w Krakowie, ale płynie we mnie również góralska krew. Mój dziadek od strony mamy był rdzennym góralem, moja babcia była z Warszawy i razem z dziadkiem mieszkali w Bukowinie Tatrzańskiej. Spędziłam tam połowę swojego dzieciństwa. Z kolei krakowska część mojej rodziny od strony taty posiada dom w Zakopanem, więc można powiedzieć, że zarówno poprzez mamę jak i tatę związana byłam z górami od samego początku. Panuje powszechne przekonanie, że Krakusy nie znoszą Warszawy, a według znanego żartu ulubionym miejscem każdego z nich jest Dworzec Centralny, bo można kupić tam bilet do Krakowa. No cóż, w takim razie jestem przedstawicielką mniejszości. 🙂 W Warszawie zakochałam się od pierwszego wejrzenia, kiedy odwiedziłam ją w wieku 5 lat. Wynika to chyba z faktu, że od dzieciaka fascynowały mnie wielkie metropolie najeżone wysokimi domami i tętniące życiem, jakże odmiennym od krakowskiego. Kraków to w porównaniu z Warszawą wielkie sanatorium (no może wyłączając wysoki poziom smogu ;-)), czas płynie tam zupełnie inaczej. Lekko kiczowaty obraz tego miasta przedstawiany przez rozmaitą literaturę, na kartach której zamyśleni krakowscy poeci przechadzają się plantami, a pisarze siedząc w Bunkrze Sztuki, zapisują drobnym maczkiem kolejne stronice swych brulionów lub dyskutują od rana do nocy na palące tematy sztuki, nie odbiega wiele od prawdy. Po pierwsze: Kraków to rzeczywiście miasto literatów. Po drugie: w Krakowie nie ma czegoś takiego jak szybka kawa, czy spotkanie na pół godziny. Tutaj – w przeciwieństwie do Warszawy- zawsze ma się czas. I może się to wydać dziwne, ale właśnie tego wielkomiejskiego pędu i szumu od zawsze mi brakowało.

 

Teraźniejszość

S: Patrząc na Twoje konto na Instagramie można odnieść wrażenie, że jesteś kolorowym przybyszem z innej planety, gdzie Polska nie przytłacza codziennością, gdzie ubrania nie kłują w oczy szarością i nudą i puszczasz do nas kolorowe oko z zawsze nienagannym makijażem, jesteś otoczona pięknymi ludźmi, dobrym jedzeniem i muzyką. Ale mimo Twojej dużej aktywności tam, to przecież pokazujesz nam może jeden procent swojego życia. Jakie ono jest naprawdę? Czym zajmujesz się na co dzień, kiedy nie jesteś influencerką z internetu?

U: To bardzo dobre pytanie ponieważ blogowanie i influencing, to mój jedyny zawód i często bardzo trudno zachować mi balans pomiędzy pracą, a prywatnym życiem. W przypadku social media jedno i drugie silnie się ze sobą wiąże. Oczywiście na Instagramie pokazuję tylko część siebie, buduję pewnego typu personę stworzoną tylko z niektórych moich cech. Jestem więc prawdziwa, ale nie odkrywam wszystkich kart.  Na profilu @mymoodbook moi odbiorcy widzą kolorową istotę, która kocha modę, techno, kosmetyki z wysokiej półki i dobre wino. Bo tym chcę się z nimi dzielić i one są fundamentem mojej online persona. O tym, że lubię chodzić po górach, że jestem choleryczką, że miewam depresyjne stany, że wydałam kiedyś książkę i jestem w trakcie pisania drugiej, że najbardziej na świecie boję się śmierci, ciemności i samotności, że chciałabym zwiać z Polski do Berlina albo Londynu i o wielu innych rzeczach mówię rzadko, bo nie po to stworzyłam @mymoodbook. Tworząc ten profil  postanowiłam przede wszystkim odciąć się od polskiej szarości i bylejakości i pokazać ludziom, że można inaczej. Że dlaczego zawsze szaro i „klasycznie” (Polacy sięgają po słowo „klasycznie” często i z lubością, definiując nim – jakże przez siebie ukochaną – modową nudę i beznadzieję) skoro można lepiej, ciekawiej, inaczej? Dostaję mnóstwo wiadomości od swoich obserwatorek (czasem też od obserwatorów), że jestem dla nich modową inspiracją. Część pisze, że podziwiają mój styl, ale jest dla nich zbyt odważny, część z kolei, że dodaję im odwagi i że właśnie kupili sobie coś o czym zawsze marzyli, ale bali się założyć. Takie wiadomości są na wagę złota i sprawiają, że rosną mi skrzydła.

S: No dobrze, to zajrzeliśmy już do codzienności Mymoodbook, a teraz przenieśmy się do Twoich marzeń – co jest największym?

U: Osobna garderoba (perlisty śmiech XD). W mieszkaniu, w którym mieszkamy ciuchy ledwo mieszczą się już na wieszakach, jeden ostatnio załamał się pod ciężarem ubrań. A tak serio, to poza marzeniami dotyczącymi ogółu ludzkości i stanu naszej planety, takie moje własne prywatne dwa, to: pies i wielkie mieszkanie, najlepiej penthouse, w samym centrum Warszawy. Tak, żebym co rano mogła witać dzień z widokiem na moje ukochane miasto. Jedno z tych marzeń spełni się już na wiosnę, na penthouse będę musiał jeszcze chwilę poczekać. XD

Marzenia

S: A Twoja praca marzeń?

U: To właśnie to, co robię: blogowanie, pisanie i prowadzenie konta na Instagramie. Jestem jednym z tych szczęśliwych ludzi, którzy robią zawodowo to, co sobie wymarzyli.

S: To teraz zmiana tematu. Jak ładujesz akumulatory?

U: Chciałabym odpowiedzieć, że idę na wystawę albo sięgam po ulubioną książkę. 😉 Niestety… Ładuję na zakupach, bo dają mi niezły zastrzyk endorfin (uwielbiam zakupy, jestem taką typową babą), przy mało wymagających serialach dla nastolatek (najlepiej coś o wampirach, wilkołakach i tym podobnych :D), ćwicząc balet (zaczęłam rok temu i jestem uzależniona) albo na techno rave’ach, które w czasie pandemii niestety odpadają.

S: Introwertyk czy ekstrawertyk?

U: Ekstrawertyk, zdecydowanie.

S: No to teraz kategoria „Kuchnia”. Bez jakich pięciu potraw nie wyobrażasz sobie spotkań z przyjaciółmi w ulubionych warszawskich restauracjach (jak już je w końcu otworzą)?

U: 1. Śniadanie w Charlotte (potraktujmy to jako jedną potrawę ;-))
2. Pizza w Cudach na Kiju
3. Ramen w Vegan Ramen Shop
4. Ostrygi w Koszykach
5. Kanapka z Green Coffee Nero, najlepiej z burakiem i bryndzą 🙂

Ze „Złotych Myśli” 😉

S: Pamiętasz prowadzone w szkole tzw. „Złote Myśli”? Czyli takie zeszyty, gdzie autor wymyślał pytania i kategorie i na kolejnych stronach każdy wpisujący musiał umieścić swoje odpowiedzi. Pytania były typu: ulubiony kolor, ulubiony przedmiot w szkole, czy masz chłopaka i czy mnie lubisz. To ja trochę pozostanę w tej konwencji i zapytam: Twoja ulubiona muzyka to? (i teraz czekam w napięciu czy zdradzi Wam wszystkim, czego słuchamy ostatnio w kółko i dla ułatwienia dodam, że nie jest to piękna i długa reklama jednej z firm biżuteryjnych).

U: Jasne, że pamiętam 🙂 U mnie w szkole nazywano to Pele Mele. Nie wiem dlaczego. 😉 Muzyka? Techno. I wiesz co jeszcze… Bo dziś dość nisko jest niebo XD

S: A kolor (bo przecież nie wypada tu pytać czy masz chłopaka)?

U: Wiadomo!! Różowy! (mam męża XD)

S: Podzielam miłość do różu. U mnie przyszło z wiekiem. I jeszcze cekin. 😉 To jeszcze powiedz mi kim chciałaś zostać jak chodziłaś do wspomnianej już podstawówki?

U: Nie pamiętam kim konkretnie, ale wiem, że przede wszystkim chciałam być sławna :D, więc pewnie aktorstwo by mnie usatysfakcjonowało albo pisanie poczytnych książek 😀 Wtedy jeszcze YouTube nie istniał, więc taki zawód jak YouTuber był poza zasięgiem mojej wyobraźni. Ale gdyby coś takiego istniało, to bycie YouTuberem też byłoby OK, bo przecież oni bywają sławni. XDDDD Nie wiem skąd się wzięło to moje umiłowanie sławy w wieku 8 lat, może większość dzieciaków tak ma?

Inny czas

S: A teraz pytanie poważne. Bo za nami wiele miesięcy innego życia. Mam na myśli oczywiście pandemię. Ja na przykład na początku cierpiałam, bo spotkania, podróże, imprezy i generalnie Żuławy Wiślane (czyt. depresja) oraz „Halo, gdzie jest moje życie?”. Jestem ekstrawertykiem i jak nie mam widzów, to nie ma teatru, do którego byłam przyzwyczajona. Ale po tych 8 miesiącach wiem, że to czas z wielu powodów dla mnie dobry – pokazał mi co jest w życiu ważne. Dziś wiem na przykład, że żaden lew nie traci snu przejmując się opinią owiec. I piszę to zupełnie serio, bo kiedyś traciłam noce na rozkminianie problemów, a dziś tracę je już tylko z Netflixem i HBO i przyznam, że to dość stabilny trójkąt. 😉 Z dobrych rzeczy przestałam też obsesyjnie kupować sukienki i buty – wiem, to błahe, ale dla mnie ogromy postęp. Kto mnie zna, ten wie. Był nawet kiedyś taki konkurs dla pracowników „Ile sukienek miesięcznie kupuje Widomska?”. Jak się domyślacie wygrało go Zalando. Ale to najważniejsze, co pokazał mi ten czas, to wartość prawdziwej przyjaźni. Ba, on mi zdefiniował przyjaciół prawie zupełnie na nowo i co ciekawe odnalazłam ich w bardzo nieoczywistych miejscach. Dziś jak w czasach „przed wielką zarazą” też zaczynam dzień od kawy z osobami, które są blisko mojego serca (ja zwykłam na nie mówić druga rodzina – ta z wyboru), a z kolei inne osoby, bez których w czasach „przed zarazą” nie wyobrażałam sobie życia zwyczajnie rozpłynęły się we mgle. I to cenna lekcja. Ale dość o mnie, bo to wywiad z Tobą. Z czym było Ci najciężej w pandemii, a co zmieniła w Tobie i Twoim życiu na lepsze?

U: Ja też przestałam kupować sukienki, ale zaczęłam… dresy 😀 Serio, nie mieszczą mi się już w szafie 😀 Takie oversizowe sety dresowe w jednym kolorze, bluza + spodnie, oszalałam na ich punkcie 😀 Co do samej kwarantanny, najciężej mi było (i nadal jest) zmagać się z własnymi myślami w czterech ścianach mojego mieszkania. Miewam i zawsze miewałam stany depresyjno-lękowe i w momencie, kiedy ograniczyłam wychodzenie do ludzi i ilość rozproszeń, musiałam zmierzyć się ze swoimi lękami sam na sam. Nie było knajpy, do której w każdej chwili mogłam pójść na wino (wszystkie knajpy zamknięte), nie było galerii handlowej, w której mogłam poprzymierzać fajne ciuszki (wszystkie galerie zamknięte), nie było kin, nie było teatrów. Było puste miasto i ludzie pozamykani w domach. Kwarantanna to bardzo duże wyzwanie dla tych, którzy zmagają się ze smutkiem i lękiem, ale podobnie jak Ty czuję, że była mi potrzebna. Pomogła mi lepiej poznać siebie, postarać się zrozumieć genezę i znaleźć źródło lęku oraz wypracować nowe mechanizmy obronne. Poza tym utwierdziłam się w przekonaniu, że najbardziej na świecie lubię spędzać czas ze swoim mężem. Kwarantanna bardzo wzmocniła nasz związek ☺

Kategoria „Telekomunikacja”

S: To ostatnie wyznanie i odkrycie szanuję. Częściej słyszałam jednak pandemiczne historie, w których ludzie nagle budzili się w obcym domu otoczeni obcymi, z którymi nie umieli już dawno rozmawiać i od których nie mieli jak i gdzie uciec. Ale idźmy dalej. Rozmawiamy dziś sobie na łamach bloga telekomunikacyjnego, więc służbowa przyzwoitość (ale i ciekawość) każe mi zapytać Cię o telefon marzeń.

U: Jest taki i będzie mój już w styczniu. iPhone 12 PRO Max. 🙂

S: Z Twoimi kolejnymi odpowiedziami odkrywam coraz więcej cech wspólnych – róż, telefon marzeń, no i to muzyczne niskie niebo (zdradzę czytelnikom – był taki moment, że uzależniłyśmy się od słuchania w kółko nowego kawałka Pezeta „Nisko jest niebo”, gdzie gościnnie pojawia się Kayah, a muzyka urodziła się w głowie Auera. Polecam, choć ostrzegam – silnie uzależnia!). No dobrze, ale  ostatnie pytanie. Moje ulubione z rozmów rekrutacyjnych. „Gdzie widzi się Pani za 5 lat?”.

U: Za pięć lat widzę siebie siedzącą w kawiarni na Manhattanie i piszącą strony kolejnej książki. Nie wiem dlaczego taki akurat obrazek maluje wyobraźnia, kiedy myślę o niedalekiej przyszłości, ale nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć w to, że ta wizja skrystalizuje się w realu. 🙂 Bardzo bym tego chciała.

A ja bardzo Ci tego życzę. Jeśli się uda, to od razu zapowiadam swoją wizytę. Posiedzimy w tej kawiarni razem. Całe w różu. 😉 Ulka (zdradzę czytelnikom sekret – nigdy nie mówcie do niej Ula, bo nienawidzi  ) bardzo Ci dziękuję za naszą rozmowę. I słowa do tych, którzy dobrnęli do samego końca – jeśli czujecie niedosyt i chcecie Ulkę zapytać o coś jeszcze, to śmiało zadawajcie pytania w komentarzach, a ja będę je przekazywać naszej dzisiejszej bohaterce i odpowiadać na nie tutaj. A może macie od razu pytania do naszej kolejnej „gwiazdy” rubryki z wywiadami – Michała. To też piszcie śmiało.

Udostępnij: Ekipa Orange z bliska – poznajcie Ulkę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej