Oferta

Mikołajki w nju mobile

6 grudnia 2018

Mikołajki w nju mobile

Pamiętaliście o wystawieniu buta? Znaleźliście w nim swój upominek? Jeśli nie, jeszcze nic straconego. Na Mikołajki nju mobile nie zwalnia tempa.

Choć nadal trwa promocja z przeniesieniem numeru, to żółty kolega zaprasza po kolejne prezenty. By je dostać, wystarczy być klientem sieci i polecić ją znajomemu. Jeśli kupi on plan nju podstawowy lub nju internetowy, bądź przeniesie swój numer do nju, to obaj zgarną taki sam zestaw nagród.

To pierwsza taka akcja w nju mobile. Zyskują obie strony: polecający i korzystający z tego polecenia, więc jeśli jesteście w nju lub chcecie zmienić swoją sieć to do dzieła. Do wygrania zestaw gadżetów: głośnik, smycz USB (ładuje telefony działające na iOS i na Androidzie), ring na smartfona oraz chustka marki „Buff”.

Jak się do tego zabrać przeczytacie w regulaminie promocji. W skrócie trzeba złożyć zamówienie przez WWW, zarejestrować je na stronie promocji podając jego numer i co ważne pamiętajcie o wpisaniu tam numeru telefonu klienta nju, który polecił Wam akcję. A potem noga na nogę i czekacie na prezenty 🙂

Udostępnij: Mikołajki w nju mobile

Urządzenia

Technologie przez lata – 10 lat Bloga

4 grudnia 2018

Technologie przez lata – 10 lat Bloga

„Rosiu, wybierz 5 najlepszych tekstów o technologiach, zlinkuj i coś o nich wspomnij” – Piotrek Domański postawił mnie przed nie lada wyzwaniem. 10 lat bloga, tysiące materiałów (dobra, nie wszystkie moje 😉 ), mnóstwo tematów, rozwój technologii… i co? I mam znaleźć jeden materiał na każde 2 lata bloga? Dlatego zrobiłem mu trochę na złość, ale ciii… 😉

Niezgrabne pierwsze kroki

Każdy kiedyś musiał zacząć, ale przyznam Wam szczerze, że gdy patrzę na moje wideo początki i test Samsunga Galaxy S5 (ktoś jeszcze pamięta ten telefon, może ktoś korzysta?) to nie wiem, czy wolę się śmiać, czy raczej włosy powinny mi stanąć dęba. Tak w ogóle to pierwszy był test Blackberry Z10, ale on był jeszcze w starym blogu, w jakimś dziwnym playerze i gdzieś go wcięło. Może to i dobrze? 🙂

Jak bardzo zmieniło się nasze blogowe wideo przez te lata, jak olbrzymią zmianę przeszedł nasz warsztat (i wzrosło moje doświadczenie) można zobaczyć na znacznie nowszym materiale wideo, z jednym z moich ulubionych telefonów w głównej roli (specjalnie linkuję Was najpierw do tekstu, każdy dodatkowy ruch na blogu jest dobry 😉 ).

Hity sprzed lat

Lubię zerkać w przeszłość i patrzeć jak przez te lata rozwijały się technologie. Co prawda po raz pierwszy zdecydowałem się podsumowywać rok w smartfonach zaledwie 4 lata temu, podobnie jak zacząć mój wyjątkowo nieregularny cykl „Co w gadżetach piszczy”, ale i tak ciekawie jest spojrzeć, czym się „jaraliśmy” zaledwie 4 lata temu.

A czasami – cóż, czasami zdarzało mi się pisać o technologiach… bez technologii. To chyba jeden z moich najbardziej udanych tekstów egzystencjalnych.

Nie jestem sam!

Najbardziej jednak w tym wszystkim chyba mnie cieszy, że od jakiegoś czasu nie jestem jedyną osobą, tworzącą na naszym blogu  materiały o technologiach. I nie chodzi mi wcale o Piotrka, bo informacje o tym, że coś wchodzi do sprzedaży, to nie technologie 😉 Poza tym on robi swoje świetne materiały o sieci, a o technologiach – tadaaaam! – Marta:

PS: Tak, umiem liczyć do pięciu. Może Piotrek nie zauważy 😉

Udostępnij: Technologie przez lata – 10 lat Bloga

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (27)

8 września 2018

Co w gadżetach piszczy (27)

Stęskniliście się za tekstem o gadżetach? Właśnie zdałem sobie sprawę, że dawno nie było, a faktycznie miałem w rękach parę rzeczy wartych opisania. Dzisiaj więc najpierw – w dość niestandardowy sposób – posłuchamy muzyki, potem pooglądamy telewizję (też na urządzeniu dość specyficznym). A na koniec – cóż, nie mogłoby zabraknąć smartfona 🙂

Trekz Air – Słuchawki, do których nie potrzeba uszu

Na pomysł słuchawek AfterShokz Trekz Air wpadł na przełomie XVII i XIX wieku… Ludwig van Beethoven. Brzmi szaleńczo, ale to genialny kompozytor, radząc sobie z objawami głuchoty, jako pierwszy używał przewodnictwa kostnego. Trzymał w zębach kawałek metalu, który przewodził muzykę bezpośrednio do jego czaszki. Technologia w zasadzie się nie zmieniła, ale czasy tak, więc słuchanie muzyki bez użyciu uszu jest na szczęście znacznie wygodniejsze 🙂

Trekz Air ważą zaledwie 30 gramów, a biorąc pod uwagę, że nie wkładamy ich do uszu, łatwo zapomnieć, że w ogóle je mamy! Pozycjonowane są jako słuchawki dla sportowców, z czym nie sposób się nie zgodzić. Ja np. jadąc na rowerze nie słuchałem muzyki, bojąc się, że nie usłyszę np. klaksonu samochodu. Jeśli np. biegamy wieczorami w słabo oświetlonej okolicy, to właśnie zmysł słuchu może nas ostrzec przed zagrożeniem.

Jak to działa? W zasadzie idealnie. Jeśli odpowiednio ustawimy głośność, nie odetniemy się od tego, co dzieje się wokół, jednocześnie słuchając muzyki. Sam dźwięk po części słychać również z otworów w słuchawkach. Tego, iż kluczem są drgania przetworników dotykających kości, dowodzi fakt, iż przy zatkaniu uszu… wszystko słychać nieporównywalnie głośniej i wyraźniej! Co więcej, zamiast zakładać Trekz Air nad uszami możemy równie dobrze przytknąć je do… czoła 🙂 Oczywiście możemy przez nie również rozmawiać, a jakość dźwięku z dwóch mikrofonów moi rozmówcy oceniali najlepiej ze wszystkich dotychczas używanych przeze mnie bezprzewodowych słuchawek.

O wyjątkowo wysokiej jakości oczywiście nie ma mowy, ale to nigdy nie miał być sprzęt audiofilski. Ja od Trekz Air oczekiwałem dobrej jakości muzyki, nie odcięcia od otoczenia, wygody noszenia (bez ryzyka, że spadną podczas aktywności fizycznej) i odporności na pot, czy deszcz. I dokładnie to dostałem.

Ferguson FBOX ATV – Prawie jak Shield, ale lepszy

Urządzenia FBOX od znanej od lat głównie z satelitarnych tunerów polskiej marki Ferguson testuję od pierwszego modelu. Gdy jakiś czas temu w moje ręce trafił model ATV (to było już jakiś czas temu, przyznaję, że trochę się u mnie przeleżał) od samego podłączenia zobaczyłem jak olbrzymią zmianę przeszła seria FBOX. Od urządzenia, które działało z trudem, ale nie było dlań alternatywy (wtedy Smart TV były rzadkością) do sprzętu, który działa tak, że mógłby zawstydzić wiele telewizorów.

Kluczowa zmiana w porównaniu do poprzednich modeli to fakt, że ATV nie korzysta z klasycznego Androida, lecz z systemu Android TV. Różnica jest kosmiczna. W połączeniu z 64-bitowym procesorem dedykowanym do obsługi multimediów i szybką pamięcią DDR4 daje „user experience” na poziomie systemu wbudowanego w telewizor. Systemu, który obsłuży każdą treść, włącznie z coraz popularniejszymi i częściej spotykanymi produkcjami w jakości 4K i w trybie HDR, a także dźwięk Dolby Atmos 9.1.2 (słabsze oczywiście też 😉 ). Nie ma mowy o „krztuszeniu” się i przycinaniu. W sporej części pomaga w tym też charakterystyczny „kafelkowy” interfejs Android TV. Ekran telewizora z podłączonym FBOXem ATV przypomina mocno Nvidia Shield i… wcale nie „do złudzenia”. Przy próbie połączenia z urządzeniami zewnętrznymi ATV przedstawia się bowiem właśnie jako „Shield” 🙂 Sprzęt współpracuje oczywiście z dyskami zewnętrznymi. Dzięki gniazdu USB 3.0 bez problemu radzi sobie nawet z plikami wielkości kilku gigabajtów.

O ile większości użytkowników wystarczy to, co powyżej, warto zaznaczyć, że na FBOXie ATV obok Android TV możemy równolegle uruchomić… Linuxa. Po co? Choćby po to, by uruchomić na nim aplikację wyszukującą filmy, która je pobierze, serwer Plex uruchomiony na tym małym urządzonku wrzuci plik do konkretnego katalogu, a oprogramowanie klienckie pod Android TV – zindeksuje, pokaże i pozwoli na jego streamowanie. Kosmos. Oczywiście nie musimy ograniczać się do kwestii multimedialnych, również dobrze na podpiętym do FBOXa ATV dysku, czy włożonej doń karcie SD możemy hostować WordPressa, czy postawić serwer FTP.

No i – last, but not least – mówimy o sprzęcie, zgrabnym, małym, nowocześnie – a wręcz futurystycznie – wyglądającym, w kolorze idealnej czerni, którego nie wstyd postawić w salonie.

LG G7 Thinq – Po prostu… jest

„Na grzyba komu ten notch!?” – taka była moja pierwsza myśl, gdy wziąłem do ręki najnowszego flagowca LG. Moda na wycięcia na górze ekranu wciąż mnie zadziwia, ale nie ukrywam, że począwszy w zasadzie od G3 „ci drudzy” (choćby pod względem sprzedaży) Koreańczycy mają u mnie duży kredyt zaufania. Aparaty z najlepszym światłem, pierwsza (nieudana) próba z telefonem modułowym, wreszcie drugi, szerokokątny obiektyw, czy profesjonalny Quad DAC – LG zawsze próbowało „macać” rynek czymś nowym i intrygującym.

Jakby tak przemyśleć powyższe to chyba G7 Thinq jest… najspokojniejszym modelem LG od lat. Bryła bardzo podobna do G6, ponownie drugi szeroki (acz z mniejszym kątem) obiektyw, ponownie świetny przetwornik muzyczny, nawet to „Thinq” z nazwy było już choćby w V30. G7 Thinq to w zasadzie jego wielu poprzedników zebranych w jeden telefon, którego mimo, iż jest bardziej ewo- niż rewolucją nie oddawałem przez ponad dwa miesiące. W nim po prostu wszystko jest na swoim miejscu. Idealnie leży w ręku, mimo zmniejszenia kąta drugiego obiektywu pozwala na zmieszczenie na zdjęciu znacznie więcej, a po podłączeniu przewodowych słuchawek (głośnik niestety tylko mono :(, choć całkiem niezły) jakość dźwięku wyrywa z butów. Zawarte w nazwie „Thinq” – jeśli nie zapomnimy go włączyć – po chwili namysłu automatycznie ustawia nam parametry aparatu przy robieniu fotografii i faktycznie miałem wrażenie, że wtedy fotki wyglądały ładniej.

G7 Thinq to pierwszy telefon z dedykowanym przyciskiem do wirtualnego Asystenta Google. Nie asystenta w ogóle (właściciele koreańskiej konkurencji coś o tym wiedzą), tylko tego od producenta systemu, który niebawem będzie mówił po polsku. W zasadzie już mówi i – hmmm, powiedzmy, że w tym zakresie „doszły mnie wieści” – wychodzi mu to nadspodziewanie dobrze. W takiej sytuacji używanie bocznego przycisku w celu wywołania „nasłuchu” jest intuicyjne i znacząca ułatwia korzystanie z Asystenta.

Gdybyście mnie poprosili o wymienienie trzech cech, które powodują, że tak przypadł mi do gustu LG G7 Thinq, chyba nie dałbym rady ich wymienić. On po prostu… jest, zgrał się ze mną idealnie i z żalem go oddawałem. Jeśli sami chcecie sprawdzić, w czym tkwi magia G7 Thinq, znajdziecie go w naszym sklepie.

 

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (27)

Oferta

Jeszcze więcej dobra od nju

4 czerwca 2018

Jeszcze więcej dobra od nju

W nju mobile bardzo lubią te wszystkie elektroniczne gadżety. Znowu dorzucają ich kolejną paczkę dla wszystkich, którzy zdecydują się przenieść numer do nju z rachunkiem. Wystarczy, że na www.njumobile.pl złożycie zamówienie na plan nju podstawowy, a później je zarejestrujecie na stronie www.njumobile.pl/oferta/gadzet-od-njumobile  przy okazji zaakceptować regulamin promocji. Po czym pozostaje Wam jedynie czekać na kuriera, który przyjedzie do Was po pełnym okresie rozliczeniowym. Do wyboru są trzy „zabawki”, a cała akcja trwa do momentu gdy się nie skończą. Więc, jak to u „Żółtego” jasne zasady gry. Trzeba pamiętać jednak o małym szczególiku – przenoszenie numerów z Orange i z nju na kartę się nie liczy.

Tym razem do zgarnięcia są kamerka samochodowa, smartwatch i myszka komputerowa. A teraz do szczegółów – wideorejestrator Prestigio Roadrunner 140, z szerokim kątem widzeniem, 4-warstwowym szklanym obiektywem, które zapewnia nagranie w jakości Full HD. Do tego dochodzi fajny silikonowy smartwatch, zbierający dane o kaloriach, ruchu, śnie. Do ma alarm i wyświetlanie połączeń przychodzących. Jak to było? Latam, gadam, pełen serwis 😉

A bezprzewodowa myszka jaka jest każdy widzi.

Udostępnij: Jeszcze więcej dobra od nju

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (1998)

23 marca 2018

Co w gadżetach piszczy (1998)

Dziś w specjalnym, wyjątkowym wydaniu „Co w gadżetach piszczy” znalazły się tylko dwa telefony. Dwa, ale nie byle jakie – jeden z nich cechują najnowsze rozwiązania technologiczne drugi zaś to wzór telefonu dla każdego, za niezłe pieniądze.

Siemens S10 – Komórka z innej epoki

Ciężko nadążyć za rozwojem technologii. Minęły zaledwie dwa lata od uruchomienia w Polsce sieci GSM, jeszcze niedawno cieszyliśmy się z pierwszego SMSa, a tymczasem na rynek wchodzi pierwszy telefon z kolorowym wyświetlaczem! Kto by się tego jeszcze niedawno spodziewał?

Siemens S10, bo to o nim mowa, to urządzenie wyjątkowo smukłe. Niecałe 15 cm długości, poniżej 5 cm szerokości, chude (ciężko tu mówić o grubości) na zaledwie 25 mm, waży tylko 185 gramów. Gdy przypniemy go do paska dołączonym do zestawu uchwytem, nie ma ryzyka, że upadnie. Mamy go pod ręką, wystarczy jeden ruch i odblokowanie zaczepu, by odebrać rozmowę.

Kluczem jest jednak kolorowy, sześciowierszowy (w zasadzie pięcio, najniższa linia to podpisy pod przyciski funkcyjne) wyświetlacz. Jego wymiary to 97×54 piksele, ze zmieniającym się dynamicznie, w zależności od potrzeb, rozmiarem czcionki. To namacalny dowód na to, że telefon nie musi być szaro-bury. Być może doczekamy czasów, gdy komórka będzie pełnić rolę nie tylko przenośnego telefonu, a stanie się również częścią naszego stylu życia? Oczywiście nie w taki sposób jak olbrzymie „cegły” w analogowym Centertelu, które wyznaczają status domorosłych „byznesmenów” tylko wtedy, gdy położymy je na widoku w modnej restauracji.

S10 w porównaniu do telefonów sprzed kilku lat to urządzenie subtelne, wręcz dyskretne. Dostępne w modnym kolorze klasycznego antracytu na upartego zmieści się nawet w wewnętrznej kieszeni marynarki. Mieści kartę SIM w standardzie mini (na standardową, dużą, jest po prostu… zbyt wąski). Jego książka telefoniczna pozwoli zapamiętać 50 numerów telefonów plus ostatnie 10 nieodebranych, wybranych i odebranych. W razie konieczności możemy nagrać maksymalnie 20 sekund notatki głosowej. Co więcej – Siemensa S10, w razie konieczności skorzystania w szczerym polu z internetu, możemy wykorzystać jako modem. Po podłączeniu kablem do komputera da nam połączenie o prędkości 9600 bps. Szkoda tylko, że bateria (w nowoczesnym standardzie Li-Ion bez konieczności formowania!) o pojemności 1800 mAh wystarczy tylko na kilka dni – cóż, chciało się kolorowego wyświetlacza, trzeba się liczyć z większym poborem prądu.

Motorola c160 – telefoniczny „Volkswagen”

Gdy w 1931 rozpoczęła się historia samochodowej marki Volkswagen, planem jej pomysłodawców było stworzenie – jak wskazuje nazwa – samochodu (Wagen) dla ludu (Volk). W ówczesnych czasach (w sumie niewiele się zmieniło) na przemieszczanie się własnym autem było stać tylko wyjątkowo bogatych. Tę analogię można zastosować również do telefonii komórkowej, gdzie – notabene podobnie jak w przypadku samochodów – nowoczesność pozwala obniżyć koszty i produkować sprzęty coraz lepsze i coraz tańsze.

Motorola c160 to właśnie przykład takiego komórkowego Volkswagena – urządzenia niedrogiego, przyzwoitego, dającego nam do dyspozycji podstawowe funkcje, których oczekujemy od telefonu komórkowego. Plastikowa obudowa, przypominająca może nieco zabawkę, zwieńczona jest dużym, generującym wyraźny i czysty dźwięk głośnikiem. Pod nim mamy dwuwierszowy wyświetlacz (12 znaków w linii), który przy dłuższych wiadomościach SMS uczy nas cierpliwości, musimy bowiem poczekać, aż cała treść majestatycznie się przewinie. Przyciski, choć gumowe, pod warunkiem naciśnięcia w środkowej części mają wyczuwalny skok. Jeśli nosimy telefon w kieszeni, torbie, czy plecaku – warto uważać na antenę. Przy próbie szybkiego wyjęcia i odebrania rozmowy możemy nią zahaczyć i uszkodzić telefon.

W zasadzie na koniec powinienem ponarzekać na baterię, która w wersji Ni-Cd wystarcza na ok. 3 godzin rozmowy i 2 dni czuwania, ale na koniec pora na hit. Co byście powiedzieli na to, gdyby baterie do Waszego telefonu dało się kupić w kiosku? Otóż to! Jeśli wyładuje Wam się akumulator Waszej c160 wystarczy w najbliższym kiosku kupić zwykłe baterie paluszki! Zestaw litowych ogniw AA przy dobrych układach wystarczy na 4-5 dni gotowości. Płacz, konkurencjo!

Co to jest?

Cóż, stawiam bitcoiny przeciwko orzechom, że wpadliście na to, iż podobnie jak Piotrek postanowiłem przygotować Wam podróż recenzyjnym wehikułem czasu 🙂 W przeszłości telekomunikacji polecieliśmy z oczywistego powodu – z okazji 20-lecia GSM Idea. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, odpalcie urodzinowe 20 GB. Wystarczy jeden SMS.

Zdjęcie: Ulli1105 (Own work) [CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (1998)

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej