Urządzenia

vivo Y76 – #rzutokiem

13 kwietnia 2022

vivo Y76 – #rzutokiem

Vivo Y76 5G to telefon na który warto spojrzeć, jeśli potrzebujemy urządzenia przyzwoicie wyglądającego, robiącego przyzwoite zdjęcia i przyzwoicie radzącego sobie z większością zadań, stawianych ówczesnym smartfonom.

Kurczę, ten telefon jest taki… zwykły. To pierwsza myśl, która naszła mnie przy wyjmowaniu z pudełka vivo Y76 5G. W standardowej wielkości pudełku znajdziemy – oprócz telefonu 🙂 – szybką 44W ładowarkę, douszne kablowe słuchawki i coraz częstsze w średniopółkowcach miękkie etui.

Obiektywy jak we flagowcu

Obiektywy na dwustopniowej „wyspie”

W średniopółkowcach, takim urządzeniem jest bowiem vivo Y76, rzadko wygląda tak ładnie „część fotograficzna”. Gustowna, podwójna, lekko wyniesiona wysepka, robi super wrażenie, choć godzien naszej uwagi jest przede wszystkim główny obiektyw. To matryca 50 Mpix z autofokusem bazującym na detekcji fazy i – jeszcze kilka lat temu zarezerwowanym dla flagowców – jasnym światłem f/1.8. Domyślnie robi zdjęcia w rozdzielczości 12,5 Mpix, łącząc ze sobą cztery sąsiadujące piksele. Efekt jest bardzo przyjemny, nawet po ciemku, gdy algorytmy pomagają w doświetleniu detali. Nawet przy dłuższym czasie naświetlania nie ma mowy o efekcie drżenia ręki. To również efekt autorskiego systemu, kompensującemu w Vivo Y76 5G niechciane ruchy urządzenia. Nie jest to oczywiście poziom znanego z flagowej serii X gimbala, ale efekt widać – również na filmach (ale na 4K nie liczcie).

A reszta? 2*2 Mpix, standard dla średniej półki – jeden do pomiaru głębi (bardzo ładnie wychodzi bokeh), a drugi do zdjęć makro. No sorry, ale do makro ciężko mi się przekonać. Albo dajemy fajny obiektyw mikroskopowy, które daje wiele możliwości, albo… dajemy trzy obiektywy dlatego, że to zawsze ładniej, niż dwa.

vivo Y76 czyli jeden z wielu

Zestaw sprzedażowy vivo Y76 5G

Część z Was pewnie pomyśli, że ten śródtytuł jest negatywny. A ja odpowiem, że z 5-7 lat temu pewnie też bym go tak interpretował. Tymczasem – może to ja się sta… dojrzewam, ale nie potrzebuję już urządzenia, które krzyczy do świata jakie fajne jest. Smartfon już jakiś czas temu stał się po prostu elementem naszej egzystencji, jak kurtka, buty, słuchawki, czy bilet na komunikację miejską.

A urządzenie ważące 175g, o przekątnej niecałe 6,6”, cieniutkie (<8 mm), na dodatek takie z czytnikiem linii papilarnych w przycisku odblokowania (wystarczy dotknąć go RAZ, a nie stukać jak szalony w ekran, zastanawiając się w jakiej pozycji palec wreszcie odblokuje telefon) to bardzo przyjemny sprzęt. Do tego ekran w proporcjach 20:9 o rozdzielczości Full HD. Gdzie kompromisy? W częstotliwości odświeżania i nienajlepszym wyświetlaczu. W urządzeniach z półki cenowej vivo Y76 5G coraz częściej spotykamy już 120 Hz, a matryca – widywałem lepsze, ale może po prostu rozbisurmaniły mnie Amoledy?

Podsumowanie

Ekran vivo Y76 5G jest bardzo przyjemnym miejscem do oglądania multimediów

Nie ma jednak co przesadnie marudzić! Do oglądania filmów jest fajny, do grania też – chyba, że wrzucimy coś wyjątkowo wymagającego. Wtedy trzeba się liczyć, że może się czasami przyciąć. Co ciekawe, to nie wina procesora (MediaTek Dimensity 700), wspartego stającymi się standardem (o tempora, o mores 😉 ) na średniej półce 8 GB RAMu. To grafika czasami nie daje rady, ale to już po jakimś czasie aktywności na dużym obciążeniu.

Na co dzień jednak to kolejny smartfon w moim ręku, który po prostu – to pozytywne określenie – daje radę. Jeśli planujemy używać go dużo, warto wyposażyć się w powerbank (np. w sklepie Orange), choć mnie generalnie bateria 4100 mAh do końca dnia wystarczała.

To przyjemny, estetycznie wykonany, nie rzucający się w oczy telefon. Bez ryzyka kupiłbym go dziecku. W ogóle jeśli chodzi o średnią półkę to – przy świadomości ograniczeń rzecz jasna – vivo to pewny strzał. Nawet jeśli nie vivo Y76 to kilka innych, które możecie znaleźć w naszym sklepie.

Udostępnij: vivo Y76 – #rzutokiem

Zielony Operator

Dołącz do Re-generacji!

8 kwietnia 2022

Dołącz do Re-generacji!

Wystartowaliśmy z programem Re. Będziemy jeszcze bardziej zachęcać do dłuższego używania urządzeń, naprawiania ich, wybierania odnowionych modeli, a także odpowiedzialnego pozbywania się niepotrzebnych urządzeń, dając im szansę na drugie życie.

Idea programu Re skupia się na zadbaniu o planetę w czterech, konkretnych krokach. Wydłużaniu życia urządzeń (regeneracja – naprawa), zawracaniu ich do obiegu (recykling – zwrot, recykling – odkup) i dawaniu im nowego życia (renowacja – odnowa).

Dlaczego Re? Oryginalnie grupowy program Orange bazuje na angielskich słowach z przedrostkiem re (Return, Repair, Refurbish, Recycle). W Polsce musieliśmy się trochę nagimnastykować by je zrozumiale zaadoptować i aby były komunikacyjnie spójne.

Recykling – odkup

Warto skorzystać z oferty odkupu, dzięki której smartfony wracają do obiegu. Odzyskujecie część ich wartości, a urządzenie dostanie szansę na drugie życie. W Orange odkupujemy używane, sprawne smartfony. Wystarczy przynieść je do salonu Orange. Nasz pracownik wyceni urządzenie na miejscu i otrzymacie bon na zakupy w naszych salonach. Można też wycenić smartfon na naszej stronie, wysłać go bezpłatnie kurierem, a pieniądze otrzymacie przelewem.

Renowacja – odnowa

W naszej ofercie znajdziecie ciekawą ofertę i coraz więcej odnowionych smartfonów. Wyglądają oraz działają jak nowe, są objęte gwarancją i zdecydowanie tańsze. Nie dostrzeżecie różnicy a planeta Wam podziękuje. Odnowa sprzętów to niższe emisje CO2 niż te powstające przy produkcji nowych urządzeń.

Regeneracja – naprawa

Dzięki usłudze Orange Smart Care naprawicie urządzenie i będziecie mogli dłużej z niego korzystać. Oferujemy atrakcyjną ofertę napraw po- i pozagwarancyjnych. Jak skorzystacie z usługi, my pokryjemy koszty naprawy uszkodzenia mechanicznego lub zalania smartfona. Usługę możecie włączyć, kiedy podpisujecie lub przedłużacie umowę. Możecie ją aktywować także na dotychczasowym urządzeniu.

Recykling – zwrot

Recykling elektroniki pozwala wykorzystać materiały, z których są zrobione urządzenia w efektywniejszy i bezpieczniejszy dla środowiska sposób. Macie zużyty telefon, z którym nie wiecie co zrobić – wrzućcie go do specjalnego pojemnika w dowolnym salonie Orange. Przekażemy go do utylizacji.

Program Re przekłada się na Re-dukcję emisji gazów cieplarnianych w Zakresie 3, a więc generowanych przez naszych dostawców i klientów. Wpisuje się też w naszą strategię klimatyczną #OrangeGoesGreen, zgodnie z którą najpóźniej do 2040 roku osiągniemy pełną neutralność klimatyczną netto. W tym dla całości emisji w Zakresie 3.

Udostępnij: Dołącz do Re-generacji!

Oferta

TCL 30 SE #rzutokiem

24 marca 2022

TCL 30 SE #rzutokiem

Flagowce… Któż o nich nie marzy? Dla dużej grupy fanów technologii marzenia kończą się jednak po spojrzeniu do portfela. Przecież mówimy o sprzętach nierzadko droższych od używanego miejskiego samochodu!

A wtedy, na biał… Dobra, z koniem to trochę popłynąłem. Po prostu TCL 30 SE to urządzenie za ułamek ceny flagowca, które – przy pewnych kompromisach – okazuje się być całkiem ciekawym telefonem.

Plastic is (całkiem) fantastic

Obudowa, czyli kompromis nr 1. Pytanie jednak, czy tak naprawdę jest na co narzekać? Nie testowałem TCL 30 SE na upadki (dobra, raz – ale to było przypadkiem i z małej wysokości na parkiet!), jednak plastikowa obudowa wydaje się być dość wytrzymała. A że nie jest „elitarna” w dotyku? Bez przesady, to średnia wydajnościowo, a wręcz niska cenowo półka. Nikt tu o aluminium nie marzy. Poza tym ten plastik – zarówno na bokach, jak i z tyłu – jakoś przesadnie nie przeszkadza. Faktycznie łatwo się brudzi i palcuje, ale nie co marudzić.

Co pod plastikiem? Przede wszystkim Helio G25, procesor Mediateka równoważny Snapdragonowi 625. Z przerażeniem myślę, jak mogłem kiedyś korzystać z równoważnych TCL 30 SE nisko/średnio półkowców… Przecież one nie dość, że potrafiły mieć 1-2 GB RAM-u, to jeszcze pracowały na dużo gorzej zoptymalizowanych wersjach Androida. Teraz zestaw Helio G25, 4 GB RAM-u i Android 12 radzi sobie z grami bez większego problemu. Oczywiście w przypadku PUBG Mobile system radził wybór grafiki niższej jakości, sama gra z raz, czy dwa delikatnie „przysnęła”, ale ani razu nie kosztowało to życia mojej postaci.

Nowy Android szybciej, niż we flagowcach

Zastanawiacie się, czy aby nie pomyliłem się, pisząc o systemie w TCL 30 SE? Nie! Wiele flagowców wciąż czeka na najnowszą wersję systemu z robotem, podczas gdy nasz dzisiejszy bohater ma go prosto z pudełka! Co to oznacza dla zwykłego użytkownika? Poza sporą liczbą nowych możliwości graficznych, moją bezpieczniacką duszę raduje totalnie przebudowany panel prywatności. Android pozwala wreszcie, śladem iOS, przydzielać aplikacjom dostęp do szczegółowej bądź ogólnej lokalizacji (nawigacja musi dokładnie wiedzieć, gdzie jesteśmy, ale np. pogoda, czy gra już niekoniecznie). Gdy system udziela aplikacjom uprawnień wrażliwych (lokalizacja, kamera, czy mikrofon) informuje nas o tym ikona w pasku stanu, możemy też uprawnienia odbierać per aplikacja. Do tego wygodne drobnostki, w stylu przewijalnych zrzutów ekranu, czy wbudowanego wreszcie w rdzeń systemu trybu jednoręcznego i natywnego trybu gier.

Czytnik z tyłu? I bardzo dobrze

TCL 30 SE to krok do przodu po testowanym przez mojego syna w minione wakacje TCL 20. To telefony nie wyróżniający się z tłumu, ale w dobrym sensie. Ekran LCD jest całkiem niezły, acz rozdzielczość 720p przy przekątnej nieco ponad 6,5 cala daje rozdzielczość 269 ppi. To czasami widać, acz biorąc pod uwagę cenę – jest to kompromis na który byłbym skłonny pójść. To naprawdę fajny ekran, a dzięki proporcjom 20:9 jest bardziej „kinowy”, co pół roku temu docenił 12-letni tester, spędzający (zbyt) dużo czasu na YouTube. Na pewno w odbiorze materiałów wideo pomaga autorska technologia TCL, NXTVISION.

Oczywiście nie ma mowy o ogromnej tafli szkła i cieniutkich ramkach, ale ponad 82% powierzchni przodu to wciąż bardzo dobry współczynnik, bardzo przyjemnie oglądało mi się filmy np. podczas podróży metrem. Na co dzień jednak nieco przeszkadzał mi gruby „podbródek” na dole. No i skoro mamy matrycę LCD, nie ma mowy o czytniku odcisków palców w ekranie. I wiecie co? To bardzo dobrze. Ja wciąż nie mogę się do nich przekonać i o wiele bardziej wolę odblokowywać telefon z boku albo z tyłu. W przypadku TCL 30 SE mamy do czynienia z tą drugą opcją, a sam czytnik działa bezbłędnie.

Po prostu niezłe zdjęcia

Aparaty w TCL 30 SE to klasyczny „zestaw średniaka” – całkiem dobry główny (50 Mpix, f/1.9, autofokus z detekcją fazy) i dwa 2-megapikselowe, które… cóż, są. Jeden do zdjęć makro, drugi odpowiedzialny za analizę głębi i m.in. bokeh przy zdjęciach portetowych. Rozmycie nawet z przedniej kamery wychodzi całkiem przyzwoicie. Główna natomiast to naprawdę dobry standard na dzisiejsze czasy. Wybaczcie, że nie będę wchodził w szczegóły kolorystyki, flar i innych haseł, które na pamięć mają „wyryte” testerzy.

Nie znam się na tym i znać się nie zamierzam. Ja po prostu nie mam większych uwag do zdjęć z TCL 30 SE, biorąc pod uwagę o jakim sprzęcie mówi. Warto jednak pamiętać, że jak zawsze – z wyjątkiem flagowców – im ciemniej, tym uwag więcej. W tym przypadku jednak, biorąc pod uwagę cenę – nie na tyle wielkich, by jakoś strasznie przeszkadzały. Brakuje faktycznie zooma większego, niż x2, ale one zdarzają się w telefonach z wyższej półki. W sumie to brakuje też 5G, coraz częstszego w telefonach nawet z niskiej półki. Z drugiej strony jednak, choć już przyzwyczaiłem się do „5G” na wyświetlaczu – z prędkością internetu na tanim TCL nie było problemu.

Młodzieży – do TCLi?

Szukając pierwszego telefonu dla dziecka, nie wahałbym się ani chwili nad TCL 30 SE. Wydaje mi się, że podobnie jak w przypadku ubiegłorocznego modelu to właśnie młodzi ludzi będą głównym celem tego smartfona. I to im na pewno przydadzą się też słuchawki TCL MoveAudio S150, które – podobnie jak telefon – na rynku operatorskim dostaniecie tylko w Orange Polska! Jeśli jednak wolicie słuchać muzyki przewodowo – żaden problem, TCL 30 SE ma też gniazdo mini-jack. Bateria 5000 mAh pozwoli na sporo słuchania, ale na jej ładowanie trzeba zarezerwować nieco więcej czasu – obsługuje bowiem maksymalnie 15 watów. W sam raz na podpięcie wieczorem po pełnym aktywności dniu! Nieźle się nam rozwinęła ta niższa półka przez lata.

Udostępnij: TCL 30 SE #rzutokiem

Urządzenia

realme GT Master Edition – #rzutokiem

19 stycznia 2022

realme GT Master Edition – #rzutokiem

Zabójca flagowców? Zieeeew. Zabójcy flagowców skończyli się na Kill’em All. Jestem rzecz jasna w stanie zrozumieć tych, który kupują flagowce (renoma, marka, przyzwyczajenie przez lata, etc.). W dzisiejszych czasach jednak to, co flagowce robią znakomicie, telefony z wyższej części średniej półki robią wciąż bardzo dobrze. Więc zamiast czerpać radość ze znalezienia kolejnego „zabójcy”, cieszmy się, gdy trafimy dobry telefon za mniej, niż 1500 złotych. O, np. takiego realme GT Master Edition.

Kieszonkowa walizka

Plecki realme GT Master Edition przypominają walizkę

Co ma wspólnego telefon z walizką? Cóż, realme GT Master akurat ma. Na pewno w jednej z trzech wersji kolorystycznych, Voyager Grey. Jego plecki wykonano bowiem z wegańskiej skóry, a z ich przypominający walizkę wygląd odpowiada ceniony japoński projektant Naoto Fukusawa. Wiecie, taka paralela, jak to częsty podróżnik nie wypuszcza z rąk ukochanej walizki, a my w naszej podróży przez życie nie będziemy chcieli wypuścić naszego realme GT Master.

Hmmm… Chcieć to jedno, a móc to drugie, prawda? Charakterystyczna porowata faktura plecków wersji Voyager Grey faktycznie lepiej trzyma się w rękach. No i – co ucieszy wielu – nie ma mowy o palcowaniu! Czy taki realme GT Master jest ładny? Na pewno inny, wyróżnia się wśród szeregu takich samych smartfonów. Ale materiału plecków skórą bym nie nazwał. Mnie w dotyku przypomina mimo wszystko plastik, może taki bardziej wypasiony. W zestawie sprzedażowym znajdziemy jeszcze etui (oczywiście dla „walizki” – z przetłoczeniami) i ładowarkę Super Dart. Pozwala ona naładować urządzenie prądem 65W (rzadkość nawet we flagowcach) w niewiele ponad pół godziny!

realme Master GT szybki jak luksusowe auto?

Z taką nazwą nie mogłem – oczywiście po opisaniu „walizki” 🙂 – zacząć od czegoś innego. Skojarzenie nazwy z szybkimi autami nasuwa się od razu. Mogę bez żadnej przesady powiedzieć, że nie znalazło się tutaj przypadkiem. Z odpalania na telefonach benchmarków wyrosłem już z 8 lat temu, więc nie podzielę się z Wami liczbami. Po prostu realme Master GT to kolejny dowód, że Snapdragon 778 z 8GB RAM (+ coraz modniejszy 3-gigabajtowy swap file) to urządzenie, które bez żadnych problemów pociągnie nawet wymagające gry. Włączenie Trybu GT daje absolutny priorytet mobilnej rozrywce (bez niego PUGB raz, czy dwa mi „przysnęło”), którego nie zawstydziłyby się nawet flagowce. Oczywiście kosztem baterii (w aucie GT przy „ciężkiej nodze” też doświadczymy wiru w baku), ale:

  • 4300 mAh nie ucieknie aż tak szybko
  • 65-watowe ładowanie uzupełni ogniwo, gdy zrobimy sobie chwilę przerwy
  • jeśli nie chcemy robić przerwy, ładowarka SuperDart też uzupełni ogniwo, choć w wyraźnie wolniejszym tempie

Co więcej, przy ostrej grze urządzenie oczywiście się grzeje, ale przy sprzętach, które potrafiły parzyć w palce, lekkie ciepełko to miła odmiana. Producent pisze o „komorze parowej o powierzchni 1729,8 mm², połączonej z bardzo dużym radiatorem o powierzchni 13 217 mm²”. Nigdy nie patrzyłem na ten aspekt tak obrazowo, ale faktycznie, jest efekt. O throttlingu nie mam mowy, czułość ekranu też jest wzorowa. Granie na realme Master GT to sama przyjemność.

Aparaty w sam raz na ulicę

Wiem, wiem – aparaty. Nieodzowny element każdej recenzji… telefonu. I w większości przypadków dający się zamknąć w jednym zdaniu. Dają radę (czasami nawet trochę bardziej, niż dają), ale profesjonalny sprzęt to to nie jest. Cóż – nie każdy telefon może być takim Xiaomi Mi 11 Ultra, tym bardziej, że mówimy o urządzeniu kosztującym kilkakrotnie taniej!

64 MP, f/1.8, 25mm (szeroki), AF detekcja fazy
8 MP, f/2.2, 16mm, 119˚ (ultraszeroki)
2 MP, f/2.4, (makro)
32 MP, f/2.5, 26mm (szeroki – selfie)

Co potrafi ten zestaw? Tak naprawdę mówimy o dwóch aparatach, pierwszym i ostatnim, bowiem te środkowe, z takimi parametrami, są… Cóż, są bo tak wypada. Najmniejszy faktycznie robi ostre zdjęcia z bardzo bliska, ale to w zasadzie tyle, co można o nich powiedzieć. Ultraszerokokątny jest świetnym dodatkiem w jasnym świetle, ale im ciemniej, tym… Cóż, tym chętniej skłaniałem się ku używaniu głównej jednostki 🙂 A tę producent reklamuje m.in. jako przystosowaną do „fotografii ulicznej” – z trybem zapewniającym dynamiczną stabilizację obrazu, błyskawiczną ostrość i filtry do fotografii ulicznej. Potrzebuję jeszcze czasu, bo dokładniej rozkminić ten tryb. Na szczęście po zwrocie realme Master GT zostanę jeszcze z Neo 2 GT, dysponującym tym samym trybem. Będę mógł więc za dłuższy czas napisać Wam o nim nieco więcej. Z oczka 64 Mpix nawet w nocy zdjęcia wychodzą fajne (nieco wspomożone softwarem), ale generalnie czasami wydają mi się nieco przesycone kolorami.

realme GT Master - zdjęcie w trybie ulicznym

realme, czyli… Oppo?

Ale z tymi kolorami to może tak dlatego, że w cenie znacznie poniżej 1500 PLN realme Master GT daje nam ekran Amoled z odświeżaniem 120 Hz? Bardzo przyjemna rzecz, zarówno do gier, jak i do treści wideo. Pomyśleć, że kiedyś Amoledy były rzadkością, w zasadzie dostępną tylko w telefonach jednego producenta? Akurat nad tą zmianą nie płaczę 🙂 Biorąc pod uwagę, że cały nasz czas spędzany przy smartfonie to patrzenie w ekran to już ten jeden element znacząco zmienia naszą percepcję urządzenia ze średniej półki.

Z rzeczoną percepcją gdy idzie o realme Master GT wiąże się jednak spory dysonans. A to dlatego, że w wielu miejscach patrząc na interfejs realme, widzę… Oppo. Nie bez przyczyny, bowiem właścicielem obu marek jest ta sama firma, ale mam nadzieję, że przy zbliżającym się update’cie na Realme UI 3.0/Androida 12 drogi obu marek w aspekcie graficznym nieco się rozejdą. Samo UI jest jak dla mnie nieco zbyt cukierkowe, bywa niekonsekwentne (ikony raz kwadratowe, innym razem okrągłe), ale trzeba przyznać, że przede wszystkim jest lekkie dla procesora i intuicyjne dla użytkownika.

realme GT Master – telefon bez kompromisów

Poza tym dla fanów muzyki po kablu (ja kocham moje Jabry Elite 7 Pro, nie potrzebuję kabla) realme zapewniło gniazdo mini jack. Ale już przyciski głośności, chyba w każdym telefonie obecne na prawym boku – przeniosło na lewy. Po tylu latach ciężko się przyzwyczaić 🙁 Za to czytnik odcisków palców umieszczony w ekranie (jestem fanem tych w bocznym przycisku) jest najlepszy spośród telefonów testowanych przeze mnie od co najmniej roku. Konieczność ponownego dotknięcia zdarzała mi się raz na bodaj kilkadziesiąt prób! Do tego szybka łączność (5G, WiFi 6 – cudowna sprawa dla mojego domowego Funboxa 6) i BT 5.2.

No i cena! W naszym sklepie, zależnie od abonamentu, kupicie realme Master GT od 1248 do 1490 PLN. Co więcej, zakup tego smartfona objęty jest również naszą ofertą odkupu starych telefonów! Biznesmen być może wybierze coś innego (choć „walizka” to naprawdę designerskie klimaty!). Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie rzesze ludzi, którym zaświecą się oczy, gdy zobaczą Mastera GT. I o ile urządzenie w takiej cenie zazwyczaj oznacza konieczność kompromisów, tu jakoś ciężko mi je znaleźć. No może w aspekcie fotografii, ale wydaje mi się, że to wyjątkowe wymagania ma naprawdę niewielu.

Udostępnij: realme GT Master Edition – #rzutokiem

Gaming

Wild Rift to lekarstwo na nudę – sprawdzamy mobilne League of Legends

3 stycznia 2022

Wild Rift to lekarstwo na nudę – sprawdzamy mobilne League of Legends

Gdybym miał wybrać jedną grę, w którą miałbym grać do końca życia na swoim smartfonie, wybór byłby prosty – Wild Rift. Tak w jednym zdaniu mogę wypowiedzieć się na temat najlepszej gry MOBA, dostępnej na urządzeniach przenośnych. Jeżeli szukasz rozrywki na wiele godzin, to mam dla Ciebie świetną propozycję. Postaram się opisać grę, która skradła mi serce oraz wszelkie wolne chwile w minionym roku.

Zasady gry Wild Rift

Z pozoru są bardzo proste. Na niewielkiej mapie pięcioosobowe drużyny walczą o pozycję zwycięzców. Ich zadanie to dotarcie do bazy wroga przez zniszczenie wież obronnych, które stoją im na drodze. Sprawa się komplikuje, gdy spojrzymy na dostępne postaci, ich specjalne umiejętności, pozycje docelowe oraz czynnik ludzki – graczy, którzy za nimi stoją. Gdy uświadomisz sobie złożoność tej gry, nagle prosta zabawa zamienia się w partię szachów – na dodatek błyskawicznych!

Zacznijmy od postaci – ich obecny stan wynosi 79 grywalnych bohaterów. Każdy z nich posiada swoje cztery wyjątkowe umiejętności. Dostęp do nich otrzymujemy wraz z rozwojem bitwy na polu walki oraz ze zdobytym doświadczeniem. Za pokonywanie potworów nasza postać zdobywa złoto, za które może ulepszyć swój ekwipunek. Zarówno umiejętności jak i przedmioty grają ogromną rolę w rozgrywce. W celu zwiększenia szansy na wygraną warto poznać swojego czempiona, “skille” przeciwnika oraz sprzęt, który nas wzmocni, a oponentowi ukróci punktów zdrowia.

Na szczęście gra wspiera początkowych “przywoływaczy”. Każda z postaci niezależnie od klasy jest przypisana do odpowiedniej roli – zależnej od miejsca na mapie. Są to odpowiednio: duet, wsparcie – Aleja smoka, solo – Aleja Barona, jungle – dżungla. To kolejny z elementów, których warto się nauczyć – gdzie przypisani są konkretni bohaterowie oraz z kim radzą sobie najlepiej.

Free2play czyli gra fair play

Wild Rift to gra darmowa. Producenci nie zamieścili w swoim produkcie reklam. Z czego zarabiają na chleb? Z udoskonaleń przede wszystkim kosmetycznych. Jeżeli pragniesz zmienić wygląd swojej postaci, możesz kupić za prawdziwe pieniądze punkty, które wymienisz np: na tak zwaną “skórkę”. Dzięki niej Twoja ulubiona postać zmieni się wizualnie, ale jej umiejętności pozostaną takie same. Wygrana nadal zależy od Ciebie i Twoich towarzyszy – nie od tego kto zapłaci więcej.

Za pieniądze możemy również zakupić drobinki czyli walutę w świecie Wild Rift – tę wymienimy np: na dostęp do nowych postaci. Warto nadmienić, że otrzymujemy je również za inne aktywności takie jak: uzupełnianie misji lub zdobywanie kolejnych poziomów. Tak jak wspomniałem wcześniej, zakup nie jest konieczny do cieszenia się z rozrywki.

Jeżeli jednak chciałbyś zmienić wygląd swojej ulubionej postaci to skiny w grze Wild Rift możesz kupić za pomocą “Płać z Orange”. Jak płacić za gry w Appstore oraz Google Play – tłumaczę w tym wpisie na blogu Orange.

Ogromnym atutem Wild Rift jest zoptymalizowany system rankingowy. Jeżeli zamierzasz rozwijać swoje umiejętności e-sportowe warto rozpocząć grę, która ocenia jakość Twojego “skilla”. Tym są właśnie mecze rankingowe. Jesteś oceniany na podstawie rozegranych walk. Liczą się tylko wygrane i przegrane. Jeżeli popełnisz błąd, a co za tym idzie przeciwnicy rozwalą Twój zespół w drobny mak – ocena spadnie. Ta jest liczona w kryształach. Im większa ranga, tym musisz ich zdobyć więcej, ale to nie będzie łatwe. Gdy ty stajesz się silniejsi, przeciwnicy również rosną w siłę.

Jakie są rangi w Wild Rift? Żelazo, brąz, srebro, złoto, platyna, szmaragd, diament, mistrz, arcymistrz oraz pretendent. Warto wspomnieć, że każda z lig aż do szmaragdu dzieli się na cztery dywizje. Kolejne to poziom e-sportowy.

Co zrobić by awansować? Przede wszystkim rozegraj jak najwięcej meczy PvP. Poznaj bohaterów oraz ich umiejętności. Pamiętaj, że nie jest to gra solowa, a multiplayer. Twoi przeciwnicy korzystają z tych samych ataków – im wcześniej je poznasz, tym szybciej będziesz wiedział jak zareagować na dywersję.

Fabuła w Wild Rift istnieje, ale nie w samej grze

Mimo tego, że to gra multiplayer, to jesteś w stanie doświadczyć ciekawej historii. Każda z postaci ma swoją przeszłość – rozpisaną w formie tak zwanego LORE czyli kanonu Legaue of Legens. Przygody ulubionych bohaterów można poznać poprzez czytanie komiksów, oglądanie krótkometrażowych filmów, czy nawet pełnoprawnych seriali. Świat Wild Rift wciąga nie tylko przez grę, ale obecnie wszystkie media. To zabawa na wiele godzin, a doświadczysz jej we wszystkich formach np: na smartfonie Xiaomi Redmi Note 10S – świetnym urządzeniu multimedialnym. Ekran super AMOLED zamontowany w tym urządzeniu sprawdzi się przy oglądaniu seriali, czytaniu książek jak i komiksów oraz graniu w omawianą grę. Smartfon możesz kupić w poświątecznej wyprzedaży – taniej nawet o 288zł.

 

Mediateka

Udostępnij: Wild Rift to lekarstwo na nudę – sprawdzamy mobilne League of Legends

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej