Ponad 11 lat. Tyle minęło od premiery podstawowej wersji Wiedźmina 3. Na ich przestrzeni powstały pełnoprawne dodatki, była wersja na nowe konsole, a teraz przyszedł czas na remastera. Czyli ponowne wydanie tej samej produkcji, ale odświeżonej i dopasowaej pod dzisiejsze standardy.
Było tyle okazji by w pierwotną wersję Wiedźmina 3. I wiecie co? Skorzystałem z tego tylko raz. Za pierwszym podejściem. Ukończyłem, potem było kilka podejść, które mnie zniechęcały. A to słaba optymalizacja na konsolach, a to bardzo długa fabuła, do wciągnięcia się w którą zabrakło mi czasu. Teraz wszystko się zmieniło. Ten remaster odmienił moje podejście i obecnie w mojej biblioteczce widzę tylko tę grę. Tylko przy niej spędzam czas.
Co się zmieniło w Wiedźmin 3 Remastered
Lista graficznych zmian przynosi ogromną liczbę mniejszych i niezwykle dopracowanych technicznych usprawnień. Na konsolach obecnej generacji pojawił się upragniony tryb wydajności oferujący idealnie płynną rozgrywkę w sześćdziesięciu klatkach. Fani bezkompromisowej grafiki otrzymali natomiast opcję śledzenia promieni ze spektakularnym globalnym oświetleniem oraz ładniejszym cieniowaniem. Oficjalne wsparcie dla skalowania obrazu DLSS oraz FSR pozwala na stabilną zabawę przy zachowaniu wysokiej rozdzielczości. Do kodu gry zostały oficjalnie wdrożone uwielbiane modyfikacje fanowskie z teksturami o podwyższonej ostrości 4K. Otoczenie zyskało znacznie gęstszą roślinność, co nadaje wirtualnym lasom i bagnom niesamowitego, gęstego klimatu. Wydanie na PlayStation 5 zostało wzbogacone o pełne wsparcie haptyki oraz adaptacyjnych spustów kontrolera DualSense. Wbudowany tryb fotograficzny ułatwia uwiecznianie malowniczych zachodów słońca na szlakach Velen i Wysp Skellige.

Prawdziwą siłą odświeżonej wersji są genialne poprawki w mechanikach poruszania się oraz bezpośredniej walce mieczem. Twórcy dodali alternatywną kamerę zza ramienia, która pozwala poczuć starcia ze znacznie bliższej perspektywy. Rewolucją w potyczkach staje się natychmiastowe rzucanie wiedźmińskich Znaków bez uciążliwego pauzowania menu kołowego. Zioła i cenne składniki alchemiczne są teraz zbierane pojedynczym kliknięciem bez otwierania dodatkowego okna ekwipunku. Dynamiczny interfejs podczas swobodnej eksploracji sprytnie ukrywa minimapę, odsłaniając w całości piękny wirtualny świat. Mało tego - pojawiły się nowe zadania, ale nie będę Wam psuł zabawy. Odkryjcie je sami.
Wersja na Switcha w końcu ma sens
Biorąc pod uwagę moją ekscytację ze wstępu: jasne, że tak! Wybrałem grę na drugiej generacji Switcha i chyba właśnie to wpłynęło najbardziej pozytywnie na mój odbiór. W końcu mogę grać w "Wieśka" gdziekolwiek. W samochodzie, w wannie, w łóżku. Wszędzie tam, gdzie mam czas zanurzyć się w głębię ogromnego świata stworzonego przez Redów. Czy wersja na Switcha 2 dowozi? Oczywiście, że tak! Poprzednie wydanie na jedynce nie miało większego sensu. Fajnie, że istniało, ale gra była po prostu nieprzyjemna. Okropna grafika, na którą nie dało się patrzeć, ciągłe zacięcia.

A tutaj? Wreszcie stabilne 40-60 klatek na sekundę. Spadki stają się jednak odczuwalne szczególnie, gdy wchodzimy do Novigradu. Tam płynność może spaść nawet do 20 klatek. Nie jest to wygodną sprawą, ale nadal - da się to strawić, jeżeli daniem jest jedna z najlepszych gier RPG w historii. To wciąż bardziej odgrzanym danie z restauracji z gwiazdką Michelin niż podgrzany w mikrofali kotlet. Jestem zachwycony! Jeśli miałbym wybierać między słabszą grafiką, a niższą liczbą klatek wolałbym nie wybierać wcale. Na szczęście w końcu nie muszę. Tutaj wszystko pięknie śmiga.
Graficznie - też jest dobrze. Oczywiście to nie poziom PC, gdzie mamy wsparcie DLSS 4.5 czy nawet 5. generacji, ale wygląda to dobrze. Wielu graczy narzeka na zbyt dużą "pastelozę" obrazu. To właśnie to wielu tak mocno burzy. Rzeczywiście oprawa graficzna stała się mniej mroczna, bardziej przypominając ilustracje z kartek powieści. Mi to nie przeszkadza, a gdyby jednak zaczęło razić mnie w oczy, obstawiam, że w krótkim czasie pojawi się odpowiedni mod.
Mody na konsoli, czyli gamingowe zbawienie
Ci, którzy grają na padzie doznali gamingowego zbawienia, bo mody - choć jak na razie nie ma ich dużo, bo zaledwie kilka kart - mocno ułatwiają i wzbogacają rozgrywkę. Jak na razie w bibliotece nie ma dziwactw, ale możemy na przykład zamienić wygląd łodzi na taki jak z prezentacji E3 sprzed premiery gry. Jest też kilka udogodnień jak np. łatwiejsze sortowanie ekwipunku. Wiadomo - to nie otwarta biblioteka jak na PC, ale nadal uważam to za istotną rewolucję na rynku konsol.

CD Projekt Red ponownie dowiodło, że zależy im na graczach. Nawet jeżeli coś przeszkadza - pojawi się jakiś mod, a wybrzydzać też nie ma co, bo dla posiadaczy gry aktualizacja do Remastera była darmowa. Nawet na Switchu, gdzie za takie przyjemności do tej pory trzeba było płacić. Czekam tylko na naprawę niektórych błędów, jak zderzanie się postaci niezależnych z teksturami, czy nieodpowiednie hitboxy.

To ogromny świat, więc takie rzeczy mogą się zdarzać. Nic nie jest idealne, ale w dzisiejszych czasach poprawianie gry to problem. A póki co - dzięki za przeczytanie tekstu, ja wracam do grania na konsoli, a potem na PC dla porównania. Wiadomo - niczym Wiedźmin muszę mieć dwa osprzęty - w moim przypadku jeden do relaksu, a drugi do porównania ;)
Jeżeli też chciał(a)byś zagrać w nowego Wiedźmina, a Twój komputer niedomaga, sprawdź ofertę Orange Market, gdzie znajdziesz zestawy od zaufanych partnerów.
