Wybrałem się na nostalgiczną misję

15 czerwca 2026
Wybrałem się na nostalgiczną misję

Maj i czerwiec kompletnie rozbiły mój spokój gracza. Trafiłem na dwa tytuły, które wywołały we mnie tak skrajne, wręcz wybuchowe emocje. Z jednej strony uderzyła we mnie fala nostalgii, która momentami bolała przez niedoróbki techniczne. Z drugiej, dostałem tak genialny, świeży powiew szpiegowskiej przygody, że do teraz zbieram szczękę z podłogi.

Na początek Gothic. Aby zrozumieć, dlaczego ta premiera wywołała w naszym kraju tak gigantyczne poruszenie, musimy cofnąć się do początków gry. Stary Gothic zdobył status kultowy z kilku powodów. Konkurujący z nim Morrowind miał ogromne wymagania sprzętowe i był dostępny wyłącznie po angielsku, co dla wielu było barierą nie do przejścia. Dzieło studia Piranha Bytes działało za to dosłownie na każdym, nawet przedpotopowym komputerze. Gra oferowała genialną, pełną polską lokalizację, która na zawsze zapisała się w pamięci graczy. Co ciekawe, oryginalny tytuł był naszpikowany błędami programistycznymi. Fani do dziś wykorzystują te glitche do speedrunów, potrafiąc ukończyć całą rozgrywkę w zaledwie siedem minut! Ciekaw jestem, kiedy społeczność odkryje na tyle dużo luk w Gothic Remake, aby bić podobne rekordy.

Czy współczesna wersja zdołała dźwignąć ciężar legendy i zachowała ducha pierwowzoru? Pod wieloma względami tak, chociaż ucierpiała dostępność. Gra ma dziś ogromne wymagania sprzętowe i fatalną optymalizację. Na szczęście polska gra aktorska ponownie daje radę, choć powrót Jacka Mikołajczaka jako Bezimiennego wywołał we mnie mieszane uczucia. Znany głos budzi olbrzymi sentyment, jednak reżyseria początkowych dialogów stoi na bardzo niestabilnym poziomie. W pierwszych godzinach czułem się tak, jakbym słuchał sztucznej recytacji w szkole podstawowej. Na szczęście później wszystko wraca do normy i aktor brzmi genialnie.

Powrót do przeszłości na własne ryzyko

Sama fabuła to nadal ta sama, brudna i bezwzględna historia, która przed laty skradła miliony serc. Trafiamy jako skazaniec do Górniczej Doliny - kolonii karnej odciętej od świata magiczną barierą. Król Rhobar II potrzebuje magicznej rudy do walki z orkami, a więźniowie przejęli władzę i stworzyli trzy rywalizujące obozy. Musimy zapracować na szacunek w tym brutalnym mikroświecie, co buduje niesamowity, unikalny klimat. Gdy okazało się, że gra utknęła na siedem lat w piekle produkcyjnym, szczerze wątpiłem, czy zobaczę tę opowieść w dzisiejszych standardach. Moje obawy rosły, gdy materiały promocyjne pokazywały źle skonfigurowane hitboxy i drętwe animacje. Niestety, niedociągnięcia przetrwały do premiery i początkowo mocno raziły w oczy.

Szybko jednak przestałem podchodzić do wad emocjonalnie. Dlaczego? Wygrała magia wspomnień! Górnicza Dolina wygląda dokładnie tak, jak działała na moją wyobraźnię w dzieciństwie. Wtedy oprawę wizualną uzupełniała genialna muzyka, a legendarne kompozycje Kaia Rosenkranza powróciły w odświeżonej wersji. Usłyszałem utwory i natychmiast przepadłem na 70 godzin, kończąc rozgrywkę jako mag ognia. Niby wiedziałem, jak się poruszać, jednak twórcy mocno rozbudowali stare zadania oraz dodali masę nowych wątków. Kiedyś o pewnych misjach krążyły tylko opowieści, a teraz mogłem je realnie wykonać. Zmieniły się też zasady przyjmowania do obozów, przez co zwykłe zadania już nie wystarczały.

Walka z błędami i trening z mistrzem

Niestety, koszmarny stan techniczny regularnie wyrzucał mnie z tej głębokiej immersji prosto do menu konsoli. Prawdziwą wściekłość poczułem, gdy po wczytaniu gry nagle wyłączył się cały dźwięk otoczenia. Słyszałem tylko dialogi, a wokół panowała nienaturalna cisza, którą naprawiało dopiero ponowne odpalenie gry. Producenci na szczęście już usunęli ten błąd, ale wypuszczenie niedokończonego produktu po 7 latach pracy budzi niepokój o przyszłość serii. Klimat psuli również graficy, bo podczas ceremonii u Magów Ognia Coristo świecił się na zielono przez niefortunny witraż. Na pocieszenie dostaliśmy genialny system handlu oparty na popycie i podaży.

Ceny spadają, gdy sprzedaję zbyt wiele towaru u jednego kupca, co zmusza do szukania odpowiednich rzemieślników. Eksplorację rozwinęły nowe umiejętności np. wspinaczka i nurkowanie. Sama walka to nadal tradycyjne "drewno", ale dynamika wzrasta, gdy opanujemy akrobatykę. Największą niespodziankę przeżyłem, ucząc się pięściarstwa od... Jana Błachowicza! Legendarny zawodnik MMA pojawia się jako nauczyciel, co stanowi genialny ukłon w stronę polskiej społeczności. Sprawiło mi to osobistą frajdę, bo sam kiedyś trenowałem boks i miło było - choćby wirtualnie - sparować z mistrzem.

007 First Light: narodziny agenta, na którego czekałem

Nigdy nie zaliczałem się do fanów Jamesa Bonda. Starsze filmy były dla mnie zbyt przerysowane, zaś nowsze zbyt mroczne. Gra 007 First Light okazała się jednak genialnym odświeżeniem, które zmieniło moje podejście do tego bohatera. Zamiast zmęczonego życiem starego wyjadacza dostałem 27-letniego faceta na początku jego drogi w MI6. Wreszcie mogłem utożsamić się z legendarną postacią - agent jest ludzki i popełnia błędy. Scenariusz genialnie pokazuje, jaki przypadek doprowadził go do szpiegostwa i jak bolesne doświadczenia ukształtowały jego charakter.

 Ta historia ma w sobie niesamowitą, młodzieńczą energię, której ogromnie brakowało mi w popkulturze od czasów zakończenia serii Uncharted. Koło historii pięknie się zresztą zatoczyło, bo kiedyś Nathan Drake inspirował się Bondem, a teraz młody agent czerpie z luzu i uroku Drake’a.

Przy rozgrywce poczułem się jak w najlepszych odsłonach Hitmana. Każda misja to genialnie zaprojektowana piaskownica. Twórcy wrzucają nas na mniejszy teren i mówią: "radź sobie sam", dając przy tym absolutną wolność wyboru. Podczas jednej z misji musiałem dostać się na strzeżone wydarzenie i kombinowałem na różne sposoby. Mogłem podpalić stertę liści, żeby odciągnąć strażników, albo podsłuchać rozmowę dziennikarki i ukraść jej legitymację prasową, by wejść główną bramą. Tylko od moich upodobań zależało, czy prześlizgnę się przez cały poziom jak cień, czy zrobię totalną rozróbę z pistoletem w ręku. W cichym działaniu bardzo pomagały mi nowoczesne, dopasowane do dzisiejszych czasów gadżety. Skanujące soczewki kontaktowe świetnie podświetlały elektronikę, a wielofunkcyjny zegarek i smartfon ze strzałkami odurzającymi ratowały mnie z opresji.

Co istotne, gra nie traktuje odbiorcy jak bezmyślnego widza. Każda interakcja ma konsekwencje w rozwoju intrygi. Dialogi z postaciami realnie wpływają na to, jak potoczy się misja, co natychmiast zrodziło we mnie potrzebę ponownego przechodzenia etapów. Mogłem cofnąć się do ukończonego rozdziału i rozegrać go zupełnie inaczej, sprawdzając alternatywne skutki podjętych decyzji. To niesamowita frajda, zwłaszcza że gra jest dynamiczna i technicznie dopracowana do perfekcji. W przeciwieństwie do nieszczęsnego Gothica - tutaj przez kilkadziesiąt godzin nie uświadczyłem ani jednego, nawet najmniejszego błędu. Warto dodać, że historia nie należy do oficjalnego kanonu filmowego, co pozwoliło scenarzystom na pełną swobodę. Stworzyli unikalną opowieść, która zachwyci każdego, kto jest już zmęczony poważnym Bondem i szuka po prostu doskonałej zabawy.

Wejdź na wyższy poziom rozgrywki

Oba tytuły gwarantowały niesamowite emocje, które warto przeżyć na własnej skórze. Jeśli chcecie sprawdzić, jak działają nowe mechaniki w Górniczej Dolinie lub poznać początki Jamesa Bonda, odwiedźcie sklep Orange. Możecie tam kupić konsolę PlayStation 5, która zapewni Wam niesamowicie płynną rozgrywkę na dużym ekranie. W ofercie znajdziecie również nowoczesne laptopy gamingowe, które poradzą sobie z ogromnymi wymaganiami gier. Zostały wyposażone w karty graficzne z serii RTX, dzięki którym uruchomicie najnowsze tytuły w najwyższych detalach. Technologie Ray Tracingu i DLSS zagwarantują Wam realistyczną grafikę, a także doskonałą płynność, by w pełni zanurzyć się w wirtualnym świecie. Obie produkcje są dostępne na PS5, PC oraz Xbox Series S/X. W przypadku tego ostatniego możecie odwiedzić sklep Microsoft, w którym kupicie gry przy pomocy “Płać z Orange", dodając koszt zakupu do rachunku w Orange.

Scroll to Top