Odpowiedzialny biznes

To nie są frędzle na czapce Małysza

Michał Rosiak Michał Rosiak
31 stycznia 2011
To nie są frędzle na czapce Małysza

Zanosi się na to, że Kamil Stoch zaczął siebie - i kibiców - przyzwyczajać do miejsc w czołówce Pucharu Świata, a i pozostali Polacy coraz systematyczniej wzbogacają swoje pucharowe konta o kolejne punkty. Jeszcze niedawno poważnie obawiałem się, że po zakończeniu kariery przez Adama Małysza skoki narciarskie wrócą w naszym kraju na sportowy margines, a tymczasem rosną nadzieje przed mistrzostwami świata w Oslo.

Jak Małysz skoczy w Zakopanem? Czy Małysz zbliży się do Morgensterna? Czy niesamowity doping zakopiańskiej publiczności doda skrzydeł Adamowi? Medialne tytuły przed konkursami na Wielkiej Krokwi skupiały się niemal w stu procentach wokół "Orła z Wisły", a tu nagle okazało się, że - to nie moje określenie, ale ładne - upadł król, niech żyje król. W miniony weekend okazało się, że na razie mamy nie tylko dwuwładzę, ale przede wszystkim - nie do wiary - realne szanse walki o medal nadchodzących mistrzostw świata w dru-ży-nie!

A jeszcze niedawno, gdyby wierzyć mediom, wydawało się, że mimo iż w biało-czerwonych barwach skacze wielu "młodych zdolnych", a wszystko miało być piękne, skończy się jak zawsze. Gdy kadrę prowadził Heinz Kuttin, dziennikarze potrafili mówić o nim jako o "trenerze Adama Małysza" (sic!), młodzież latała mocno chimerycznie, występami "grupy pościgowej" z liderem Stochem interesowano się w zasadzie tylko w przypadku konkursów drużynowych. Łukasza Kruczka odsądzano od czci i wiary, ironicznie komentując fakt, iż Małysz przeniósł się pod indywidualną opiekę Hannu Lepistoe. Ogólnie rzecz ujmując warunki nie najlepiej sprzyjające rozwojowi.

Tym milej było przyglądać się występom Polaków w Willingen. Małysz i Stoch na równym wysokim poziomie, goniący ich Hula i jeszcze chimeryczny, ale coraz częściej latający daleko Żyła - czy to jest drużyna na medal MŚ? Oceniając po liczbie skoczków w "10" Pucharu Świata to nawet na srebrny - po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mamy wśród najlepszych dwójkę skoczków, a z czwórką biją nas tylko bezkonkurencyjni Austriacy. Jedno jest pewne - wolałbym, żeby nikt nic nie mówił o medalowych nadziejach, bo wtedy - jak pokazuje przykład piłkarzy ręcznych - wszystko źle sie kończy. A najlepiej w ogóle dać chłopakom spokój. Jakoś sobie radzili, gdy przez te wszystkie lata traktowano ich jak ozdobniki Małysza, niczym frędzle na jego czapce, to teraz też sobie poradzą. A tym, którzy postawili na nich kreskę, będzie głupio.

Scroll to Top