Sieć

Co nam zrobiły automaty i dlaczego je likwidujemy?

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
20 września 2016
Co nam zrobiły automaty i dlaczego je likwidujemy?

Nie ma miesiąca, aby media nie prosiły o informacje dotyczące likwidacji automatów telefonicznych, zwanych również budkami telefonicznymi. Powstają materiały na poważnie i wesoło. W ostatni weekend automatów szukał w Dzień Dobry TVN Filip Chajzer, a ich historię przybliżał Zygmunt Chajzer, pamiętający czasy ich świetności. Materiał "odjechany" i przy okazji zmotywował mnie do poszukania kilku ciekawostek.

Filip Chajzer w budce telefonicznej

Pierwsze automaty, znane również jako "budki telefoniczne" pojawiły się na polskich ulicach na początku lat 60. Pozwalały tylko na rozmowy lokalne i płaciło się monetą 1 zł. Na przełomie lat 60. i 70. Dało się połączyć nie tylko lokalnie, ale też międzymiastowo, a później również za granicę. W latach 80. inflacja wymusiła skonstruowanie aparatu, który łatwo można było przestawiać na różne monety, a następnie na żetony. W 1991 roku Polacy poznali automat na karty magnetyczne włoskiej firmy URMET, na karty elektroniczne (rok 2000) i wreszcie takie, z których można było wysyłać SMS-y i e-maile (rok 2003).

historyczne zdjęcie budek telefonicznych

Obecnie mamy ponad 4200 budek telefonicznych. Pozostały w więzieniach, szpitalach i po sztuce w gminie. Planujemy, że w przyszłym roku zdemontujemy wszystkie.

Na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, na prośbę organizatorów, zainstalowaliśmy na Błoniach 12 automatów telefonicznych na monety - złotówki i euro. Pielgrzymi wykonali z nich… 125 rozmów. W tym samy czasie tylko w sieci Orange mieliśmy 7,4 mln minut rozmów komórkowych i 31,145 mln wysłanych SMS.

Najwięcej automatów telefonicznych było w 2000 roku - ponad 95 tys. Największe przychody mieliśmy w 2001 roku - klienci wydzwonili ponad miliard impulsów. Średnio z każdego automatu wykonano ponad 12 tys. impulsów (1 impuls to 3 minuty rozmowy miejskiej, co oznacza, że średnio z automatu przegadano 36 tys. minut). Eldorado skończyło się wraz z upowszechnieniem telefonów komórkowych, tak mniej więcej od 2008 r.

W latach 2003-2015 realizowaliśmy program Telefon do Mamy, dzięki któremu dzieci przebywające w szpitalach bezpłatnie dzwoniły do bliskich, korzystając z zamontowanych aparatów telefonicznych na oddziałach oraz kart telefonicznych, które Orange dostarczał do szpitali. W tym czasie przekazaliśmy szpitalom 2 mln kart, z których wykonano ponad 100 mln minut rozmów.

Budka telefoniczna w ramach programu telefon do mamy

„Ciężką pracą” zasłynął automat pod Stadionem Dziesięciolecia w Warszawie za czasów, gdy był tam największy bazar w Europie. Przewijała się przez niego rzesza handlarzy z różnych krajów, najczęściej zza wschodniej granicy, żądna kontaktu z bliskimi. Dzięki temu automat miał miesięcznie na liczniku ok. 30 tys. impulsów. Cóż z tego, skoro 90 proc. z nich to były impulsy z klonowanych kart lub ładowanych nielegalnie "domowym sposobem".

W 2006 r. sprawdzaliśmy nowoczesny automat multimedialny z ekranem i dostępem do internetu. Testy odbywały się w budynku Urzędu Marszałkowskiego województwa podlaskiego w Białymstoku w ramach projektu e-govermment. Po kilku dniach od jego uruchomienia pojawił się na pierwszej stronie artykuł w lokalnym wydaniu „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Sex w Urzędzie Marszałkowskim’. Chodziło o to, że z automatu multimedialnego można było bez ograniczeń wchodzić na wszystkie strony, w tym również erotyczne…

To se nevrati :)

Komentarze

Wojtek
Wojtek 13:36 19-04-2018

Można gdzieś jeszcze odkupić kompletną sprawną budkę telefoniczną z automatem, najlepiej na kartę (ten ostatni – żółty)?

Odpowiedz
pablitos
pablitos 14:02 07-08-2018

Niby likwidujemy (chyba już wszystkie zlikwidowaliśmy) ale na szczęście znalazłem coś podobnego. Budka telefoniczna do biura http://halobudka.pl/ i to zastępuje stare budki. 😀

Odpowiedz
    Piotr Domański
    Piotr Domański 16:41 07-08-2018

    Idealna, by nikomu nie przeszkadzać w czasie rozmowy przez komórkę 😉

    Odpowiedz
Kuba
Kuba 22:31 23-01-2020

A możeby tak przywrócić budki, ale na monety? A nie karty?

Odpowiedz

Sieć

Sieć szkieletowa cz. 6 – Orange operatorem połączeń międzyoperatorskich

Piotr Domański Piotr Domański
20 września 2016
Sieć szkieletowa cz. 6 – Orange operatorem połączeń międzyoperatorskich

Zdumiałem się, gdy dowiedziałem się, że aż 18% całego ruchu sieci stacjonarnej Orange Polska stanowią połączenia pomiędzy klientami innych operatorów. Najczęściej zdarza się to, gdy sieci nie stykają się ze sobą, może być to jednak też decyzja biznesowa. Oznacza to, że każdego dnia około 9 mln minut rozmów telefonicznych dziennie przechodzi tranzytem przez sieć Orange na drodze między dwoma innymi operatorami. Warto jeszcze dodać do tego, że nieco ponad 80% całego ruchu głosowego w sieci stacjonarnej Orange stanowią rozmowy z udziałem innych operatorów. To 39 mln minut rozmów w ciągu dobry.

W swoich tekstach o sieci telefonię stacjonarną zostawiłem nieco z boku, skupiając się na bardziej „nowoczesnych” elementach – transferze danych w sieci mobilnej - 2G, 3G a także 4G, sieci szkieletowej ROADM czy IP. Było także dużo o światłowodzie. Ale w gruncie rzeczy wielu z nas w dalszym ciągu korzysta z takiego „prehistorycznego” (celowo piszę w cudzysłowie) urządzenia, jak telefon stacjonarny. Sieć stacjonarna to jak się okazało niezwykle ciekawy temat, a same łączenie rozmów międzyoperatorskich wymagało, dwóch tekstów. Dzisiaj będzie pierwszy z nich, kolejny – jutro.  Oczywiście ten tekst nie powstałby bez wsparcia kolegów zajmujących się jakością sieci.

Jako, że ostatnie lata to okres bardzo szybkiego rozwoju technologii telekomunikacyjnych opiszę zarówno rozwiązania w ramach nieco starszej, lecz nadal stosowanej technologii TDM oraz technologii IP. A więc do dzieła. Zaczynamy od grafiki, która będzie dobrym wstępem do reszty tekstu.

Graficzne przedstawienie połączeń sieci Orange Polska z sieciami innych operatorów

Wyjaśnienie wszystkich zawartych w graficie elementów znajdziecie w tekście poniżej, a także jutro. Dzisiaj będzie przede wszystkim o technologii TDM. Jutro zajmę się odpowiednimi rozwiązaniami w technologii IP, sygnalizacją, tranzytem poprzez sieć Orange i kilkoma innymi „detalami”.

Od telegrafu do łączy międzyoperatorskich

TDM, czyli Time-division multiplexing, to technologia, która powstała jeszcze w XIX w. na potrzeby telegrafu, a później była twórczo rozwijana w sieciach telefonicznych praktycznie aż do początku XXI w. W telegraficznym (nota bene) skrócie, metoda ta daje możliwość przesyłania wielu sygnałów jednym kanałem dzięki podzieleniu go na szczeliny czasowe.  Każda z nich może przenosić  np. jedną rozmowę między abonentami. I zacznę właśnie od opisu sytuacji w przypadku takiego właśnie rozwiązania sieciowego.

Jednak nie piszemy tu o technologii, tylko o łączeniu rozmów międzyoperatorskich. Zacznijmy od telefonu. Jest on połączony do centrali operatora, który obsługuje dany numer, załóżmy, że chodzi o Orange. Kolejnym urządzeniem jest przełącznica Orange Polska. To pasywne urządzenie pośredniczące między centralą, a teletransmisją. Kolejnym elementem jest wiązka łączy międzysieciowych, w skrócie WŁM. Jest to łącze logiczne (można by dziś powiedzieć wirtualne) spinające bezpośrednio centrale obu operatorów wykorzystując wspomnianą teletransmisję. A teraz będzie jeszcze trudniej!

Otóż w teorii jest to po prostu światłowód, łączący sieci dwóch operatorów, jednak diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Jak to określili koledzy, którzy pomagali mi pisać ten tekst „jest to struktura warstwowa”. Pierwszą warstwą jest wspomniany światłowód, którym przebiega światło, transferowane na obu końcach na sygnał elektryczny. Znacznie ważniejsza, dla poprawnego działania transferu jest warstwa druga – transportowa. Są to urządzenia teletransmisyjne, służące zorganizowanemu wedle określonego standardu przesyłaniu sygnałów elektrycznych, zamianie ich na sygnały optyczne, gdy te są wpuszczane do światłowodu oraz w drugą stronę, gdy opuszczają „światełko”.  I teraz w oparciu o te urządzenia tworzy się łącza logiczne, czyli takie, którymi może przebiegać sygnał zrozumiały dla urządzeń na obu końcach światłowodu.

Można to porównać do sytuacji w której dwie osoby nocą w górach dają sobie znaki latarką - mają pewien sposób przekazywania informacji – światło, w jednym przypadku biegnące w powietrzu, w drugim w światłowodzie. Mają także urządzenia do nadawania – są to latarki, oraz kontrolery tych urządzeń – palce na włączniku. Jednak do momentu, gdy nie obaj nasi bohaterowie (lub bohaterki) nie będą znały jakieś metody komunikacji, na przykład alfabetu Morse'a mogą sobie mrugać do rana, a i tak nic z tego nie wyniknie. W sieci telekomunikacyjnej jest podobnie – wszystko zyskuje sens, gdy urządzenia nawzajem się rozumieją.

A więc zbudowaliśmy owo łącze logiczne, nazywane strumieniem E1, którego przepływność wynosi 2 Mb/s. Oczywiście przepływność samego światłowodu jest znacznie większa, jednak zależy ono tutaj nie od światłowodu, lecz od łącza logicznego. Wracając do przykładu z latarką – Ci z pośród Was, którzy próbowali nadawać Morse’em wiedzą pewnie, że przekazanie sygnału trwa nieco czasu, nawet harcerzom z odpowiednią specjalnością. Jest tak, nawet pomimo tego, że w teorii sygnał można by nadawać znacznie szybciej – skrócić długość sygnałów, zredukować odstępy itp. Ale wtedy mogłoby się okazać, że nie nadążamy za notowaniem… Wracając do świata telekomunikacji. Gdy już mamy łącze logiczne E1, kolejnym krokiem jest wpięcie go do centrali i wykreowanie w niej portu o tej samej przepływności, czyli 2 Mb/s. Dopiero od tego momentu centrale mogą się wiedzieć. Każde z łączy E1 podzielono na 31 kanałów i dopiero z nich buduje się WŁM. Każdy z kanałów przenosi jedno połączenie/rozmowę między abonentami. WŁM może mieć przepustowość od 1 kanału do kilku tysięcy kanałów w pojedynczej WŁM (to zależy od liczby wykorzystanych E1). W praktyce bardzo rzadko działają WŁM o przepływności ponad 1 tyś kanałów.

Oczywiście na jedno połączenie pomiędzy sieciami, fachowo nazywane PSS – Punkt Styku Sieci może się składać więcej niż jedna WŁM. Możecie się także spotkać ze skrótem FPSS, którego rozwinięcie oznacza Fizyczny Punkt Styku Sieci. Jeżeli trochę poszperacie w internecie znajdziecie nawet adresy tych miejsc ;-) Zwykle PSS dysponuje w jednym z WŁM łączem sygnalizacyjnym umieszczonym w 16 szczelinie. Do tematu łącza sygnalizacyjnego, jak już zapowiadałem wrócę w jutrzejszym tekście. Kolejnym urządzeniem w ciągu jest przełącznica po stronie drugiego operatora. Następnie, analogicznie jak po stronie Orange sygnał biegnie przez centralę drugiego z operatorów do telefonu osoby, do której dzwonimy. Ciekawostka - WŁM jest w skali kraju bardzo dużo, blisko dwa tysiące.

Jak spotykają się dwie sieci?

Połączenie może być zestawione w ramach jednego z 5 trybów, które jednak mocno różnią się między sobą głownie rolą sieci Orange w procesie. Bo co tu dużo pisać  – to właśnie sieć Orange zapewnia styk pomiędzy sieciami innych operatorów telefonicznych w Polsce, więc procedury które stosuje się w naszym kraju dotyczą właśnie naszej sieci. Pierwszy z trybów – Tryb Kolokacji w którym drugi z operatorów zapewnia całą infrastrukturę telekomunikacyjną, między własną Siecią, a odpowiednim węzłem w sieci Orange. W takiej sytuacji punkt styku znajduje się w budynku Orange. Drugi – Tryb Łącza Dedykowanego polega na zapewnieniu przez Orange łączy pomiędzy węzłem własnej sieci, a węzłem sieci drugiego z operatów. Trzeci – Tryb Połączenia Liniowego, polega na połączeniu włókien światłowodowych kabla Orange z włóknami światłowodowymi kabla biegnącego do Sieci drugiego z operatorów. Kolejnym jest Tryb Realizacji Połączenia Sieci, zakładający fizyczne połączenie urządzeń drugiego operatora z urządzeniami Orange. Ostatnim jest Tryb Sieci Szkieletowej, polegający na udostępnieniu przez Orange na potrzeby innego operatora z tego trybu, łączy 2 Mbit/s pomiędzy uruchomionym FPSS i wieloma PDU. Skoro już pojawił się skrót PDU to tylko dodam, że oznacza on Punkt Dostępu do Usługi , czyli miejsce, w którym inny operator uzyskuje dostęp do sieci Orange Polska. W  miejscu  tym  jest  możliwa  wymiana  i rejestracja  ruchu  telekomunikacyjnego  i  sygnalizacji międzysieciowej.

I na tym skończymy na dzisiaj. Sądzę, że dwie strony tekstu mogą być nieco męczące. W kolejnym odcinku, już jutro, będzie o sieci IP, sygnalizacji, tranzycie przez sieć Orange Polska oraz identyfikacji abonenta i jego rozmów w sieci. A jeżeli chcecie znaleźć odpowiedź na pytanie: „Jak łączy się rozmowy w sieci mobilnej?” zapraszam do tego tekstu.


Bezpieczeństwo

Chroń swoje dzieci – w domu, w szkole, w sieci

Michał Rosiak Michał Rosiak
19 września 2016
Chroń swoje dzieci – w domu, w szkole, w sieci

Dzieci powoli przestają cierpieć i przyzwyczajają się na powrót do codziennego kieratu - to znak, że kolejny rok szkolny już się rozkręcił :) Żarty żartami, ale to właśnie ten moment, gdy znowu przez najbliższe 10 miesięcy znaczną część czasu będą spędzać z dala od nas, w grupie rówieśniczej, wśród dzieci, którym mogą wpadać do głowy różne, nie do końca mądre pomysły. To właśnie ten moment, gdy warto zainstalować aplikację "Chroń Dzieci w Sieci", którą dosłownie kilka chwil temu przedstawiliśmy podczas konferencji w stołecznym Smart Store. Materiału wideo z imprezy możecie się spodziewać na blogu w bezpieczniacki czwartek..

Stali czytelnicy wiedzą, że akurat bezpieczeństwo dzieci w internecie to jedno z moich głównych zainteresowań, głównie dlatego, że w opisywanej na wstępie grupie są moi dwaj synowie, zaczynający naukę w II i V klasie. Młodszy na swój telefon jeszcze poczeka, ale starszy obowiązkowo na swojej komórce ma aplikację, pełniącą wieloraką rolę.

- Przede wszystkim dzięki filtrowaniu treści WWW nie ma ryzyka, że wejdzie przypadkiem na stronę o treści nieodpowiedniej dla jego wieku, a także na witryny zawierające złośliwy kod

- Jeśli ktoś podsunie mu pomysł wyszukania jakiegoś dziwnego hasła w sieci, dzięki wymuszonemu trybowi Safe Search treści nieodpowiednie w wyszukiwarce po prostu się nie pokażą, Zdjęcia też nie.

- Dzięki kontroli czasu dostępu do internetu i do aplikacji, będę wiedział, że w porze robienia lekcji nic Młodemu nie zakłóci koncentracji.

- Konieczność akceptacji dostępu do każdej zainstalowanej aplikacji da mi jakieś poczucie kontroli nad tym, czego Młody używa.

- Aplikacja dla rodzica pozwoli mi zerknąć, próby wejścia na jakie strony zostały zablokowane, a także szybko i łatwo udzielić dostępu do zainstalowanych aplikacji i decydować, czy mają podlegać ograniczeniom czasowym.

I nawet wbrew pozorom nie było mi trudno przekonać syna, w dużej części pewnie dlatego, że bezpieczeństwa w sieci uczę go od momentu, gdy zaczął z niej korzystać, a kwestii ograniczeń czasowych nie narzucam mu prawem kaduka tylko (przynajmniej do pewnego stopnia) czas, w którym może grać i czas, który może poświęcić grze są efektem naszych wspólnych uzgodnień. Poza tym dzięki konstrukcji i intuicyjności obu aplikacji w ustawieniach można błyskawicznie wprowadzać zmiany - nawet jeśli siedzę w pracy, a Młody kliknie prośbę o dostęp z wewnątrz aplikacji, jednym kliknięciem mogę mu go przyznać, lub odmówić. Podobnie łatwo wygląda wstępna konfiguracja - jeśłi nie chcemy zagłębiać się w meandry menu, wybieramy wiek dziecka, a system ustawi zabezpieczenia domyślne dla tej kategorii wiekowej.

Aplikacja Chroń Dzieci w Sieci działa zarówno przy połączeniu komórkowym, jak i przy WiFi, nie ma więc ryzyka, że w gościnnym domu kolegi, bądź korzystając z publicznego WiFi, dziecko uzyska dostęp do niewłaściwych dla siebie informacji. Można ją zainstalować na urządzeniach z Androidem, iOSem i mobilnym Windowsem, szczegóły i cennik znajdziecie na tej stronie. Ja korzystam z Chroń Dzieci w Sieci od pierwszych testów i ze szczerym sercem ją polecam. Nie dlatego, że jest Orange'owa - dlatego, że robi swoje i jest intuicyjna w obsłudze.

Scroll to Top