Oferta

Co to jest Zegar Stop?

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
13 września 2010
Co to jest Zegar Stop?

Zauważyłem, że podpytujecie o promocję "Zegar Stop", którą przygotowaliśmy dla Orange One. Mechanizm jest prosty. Po wydaniu 1 zł na połączenia do wszystkich sieci dostajecie 30 minut do wykorzystania w Orange do końca dnia. Inaczej mówiąc każde kolejne połączenie w Orange jest bezpłatne, aż do wyczerpania limitu w danym dniu. Koszt włączenia promocji to 1 zł, a okres ważności 30 dni. Aby ją uruchomić wystarczy wysłać SMS-a o treści „ZEGAR” pod numer 677. Tylko pamiętajcie, że One rusza od jutra, a Zegar stop planujemy odpalić do końca tego tygodnia.

orange-na-karte-b3.jpg


Odpowiedzialny biznes

Sportowe akapity – prolog

Bartosz Nowakowski Bartosz Nowakowski
13 września 2010
Sportowe akapity – prolog

Wszystkie ramówki telewizyjne jak i radiowe szumnie ogłaszają, swoją nową, jesienną ofertę. Wpadliśmy z Jarkiem na mało innowacyjny pomysł, ale postanowiliśmy wprowadzić poniedziałkową rutynę. Wszem i wobec ogłaszamy: W poniedziałki będziemy umieszczali post o dzwięcznej nazwie "Sportowe akapity", w którym podsumujemy weekendowe wydarzenia na sportowych arenach! Wiemy, barwnie i energicznie jak w tych ramówkach telewizyjnych nie było. Merytorycznie, może będzie lepiej. Na wstępie zaznaczamy, że większość obserwacji będziemy dokonywali z... domowego fotela. Po prostu połączenia lotnicze nie są w miarę dobrze zsynchronizowane. I jeszcze remont pasów startowych na Okęciu... Kolarskim zwyczajem rozpocznę prolog. Dobrze, zaczynamy!

Vojens, Dania, sobota, godziny wieczorne: Muszę przyznać, że polska liga żużlowa jakoś nie za bardzo mi wchodzi. Zdaję sobie sprawę z jej poziomu, bo ten jest jednym z najwyższych jak nie najwyższy na świecie. Lecz indywidualne mistrzostwa świata to w ogóle inna bajka. Bajka nie z tej ziemi. Jak bajecznie w sobotę pojechał pan Tomek. Komplet punktów i to drugi raz w tym sezonie. Nie mogło być inaczej, finał oglądałem na stojąco. Panie Tomaszu mam nadzieję, że do końca sezonu wystoję jeszcze dwa takie finały, oczywiście z pana udziałem i zwycięstwami.

Barcelona, Hiszpania, stadion Camp Nou, sobota, godziny wieczorne: Kiedy usłyszałem tę wiadomość, pomyślałem, że Eurysteusz wymyślił trzynastą ciężką, niewykonalną pracę, która jednak stała się możliwą do zrealizowania. Herkules pokonał Barcelonę i to na Camp Nou. Pozwolę sobie zacytować polskiego polityka, który powiadał, że "prawdziwych mężczyzn nie poznaje się po tym jak rozpoczynają, a po tym jak kończą".

Dzielnica Queens, Nowy Jork, korty Flushing Meadows, sobota, godziny nocne: Nowojorska publiczność podziwiała i skandowała po każdym zagraniu półfinałowego spotkania Rogera Federera z Novakiem Djokovicem. W niektórych momentach była głośniejsza od silników samolotów przelatujących nad Queens. Ja musiałem zachować spokój i ciszę z racji dość późnej godziny. Mam wielki szacunek do Szwajcara, ale byłem za Serbem. Może zadecydowała o tym słowiańska krew. Pamiętam również półfinałowy pojedynek tych panów w Australian Open sprzed dwu lat, w którym również zwyciężył Djokovic. Oni potrafią stworzyć teatr. Do tego muszą mieć strasznie żelazne nerwy. Wyjść z opresji jakimi są piłki meczowe to rzadko się zdarza. I to w półfinale. Tego dokonał właśnie Djokovic. Już czekam na finał, który przesuwany jest z powodu deszczu. A w nim dwaj aktorzy: Djokovic - Nadal. Będzie się działo.

Monza, Włochy, tor wyścigowy, niedziela, godziny popołudniowe: Robert Kubica zawsze wspominał, że perfekcyjnie zna i lubi ten tor. Też tak mogę powiedzieć, bo uwielbiałem na nim jeździć w grach komputerowych. Wracając do rzeczywistości. Wielki minus dla zespołu Roberta za taktykę w paddocku. Brak słów. Również wielki minus dla Lewisa Hamiltona. Czasem zastanawiam się jak udało mu się zdobyć mistrzostwo świata. Dziecinny błąd i szybki koniec. Takie postępowanie usprawiedliwia tylko wysoki poziom adrenaliny. A tak w ogóle to jaka stajnia mogła zwyciężyć we Włoszech? "Czerwona strzała" dla Włochów to bóstwo chyba zaraz po piłce nożnej.

Istambuł, Turcja, niedziela, godziny wieczorne: Wraz z bratem obejrzałem finał MŚ w koszykówce, który co chwilę szydził, porównując poziom europejski do tego zza Atlantyku. Nie wchodziłem w polemikę, bo różnica jest znacząca, mimo, że tytuł ponownie został wywyalczony po szesntastu latach. Miałem wrażenie, że Amerykanie przylecieli na ten turniej do Europy w celu solidnego treningu. Akurat przed sezonem NBA. Grali na luzie, mieli z tego dobrą zabawę i zabrali za „wielką wodę” złote krążki.

Z wielkim bólem serca przyznaję się, że nie oglądałem ani jednej relacji ME w wioślarstwie. Ten akapit powinien znaleźć się zdecydowanie wyżej. Wielki szacunek dla podwójnej czwórki. To już najwyższa półka i dla tych wioślarzy Parnas został zdobyty. Złoto olimpijskie - jest, złoto mistrzostw świata - też, a teraz mistrzostwo Europy. Zaraz ustawiam się panowie za chorwacką osadą i również kłaniam się Wam nisko w pas.


Odpowiedzialny biznes

A gdyby jednak „googol.com” ?

Bartlomiej Roch Bartlomiej Roch
13 września 2010
A gdyby jednak „googol.com” ?

W związku ze zbliżającą się rocznicą zarejestrowania domeny powszechnie znanej dziś jako „google.com” ( zarejestrowanej 15 września 1997 roku), przeczytajcie sobie tu jak ta nazwa powstawała. Czasami literówka może wiele zmienić. Obecnie pod adresem z tytułu jest jakaś nieaktywna stronka o matematyce. Ciekawe co tam będzie za tydzień... Inna znana „literówka”, tym razem w pełni świadoma i nie związana z netem, to nazwa zespołu „The Beatles” a nie The Beetles czy The Silver Beats. Więcej o tej historii tu.

Dziś, dzięki literówkom, które bezwiednie robimy wpisując adres żądanej strony internetowej, właściciele stron, na których przypadkowo „lądujemy” zwiększają sobie ilość odwiedzin i dzięki uzyskiwanej w ten sposób „klikalności” budują swoje biznesy poprzez na przykład dochody z zamieszczanych tam reklam.

A wam, czy zdarzyło się może „odkryć” przypadkiem jakąś ciekawą stronę internetową  robiąc właśnie taki literowy błąd w nazwie strony, którą chcieliście wtedy odwiedzić?

Scroll to Top