Oferta

Co w gadżetach piszczy (48)

Michał Rosiak Michał Rosiak
02 września 2023
Co w gadżetach piszczy (48)

Skoro już tak rozkręciłem się z pisaniem o gadżetach (i wciąż celuję w odc. 50 jeszcze w tym roku!) to pomyślałem, że zamiast czekać, kiedy wpadną kolejne, podzielę się z Wami opinią na temat dwóch sprzętów, które w mojej gadżetowej „stajni” zagościły drogą zakupu, a nie testów.

W sumie gdyby spojrzeć na wcześniejsze 47 odcinków, bez problemu znalazłby w nich kilka – jeśli nie kilkanaście – sprzętów, które po testach spodobały mi się tak bardzo, że zdecydowałem się je kupić. W przypadku dwójki z dzisiejszych bohaterów nie było jednak nawet testów!

Kindle Oasis 3. W sam raz na bezludną wyspę

Choć w zasadzie nie, w przypadku Kindla trochę kłamię. „Trochę” – bowiem fanem e-czytania jestem od bardzo dawno, a druga edycja Oasisa to już mój piąty czytnik ze stajni Amazona. Jednak pierwszy wodoodporny, a przede wszystkim z większym, bo 7-calowym ekranem.

Czasami, gdy pada pytanie, jakie gadżety wziąłbym na bezludną wyspę, jako pierwszy zawsze wymieniam czytnik e-booków. Nie wyobrażam sobie życia bez czytania! Rzadko zdarza się rok, po którym „na rozkładzie” mam poniżej 30 książek (a i ponad 60 się kiedyś trafiło). Czytnik daje mi wygodę (nieważne ile książek mam w plecaku, ważą tyle samo!), a mojej bibliotece mobilność wyjątkowo wskazaną, gdy mieszka się w kawalerce.

Dlaczego Oasis? Zastanawiałem się nad Paperwhite 5 Signature Edition z racji na złącze USB-C, jednak przeważyło przyzwyczajenie do pierwszej wersji „Oazy”, której używałem przez kilka ostatnich lat. Seria Oasis to bowiem czytniki o asymetrycznej budowie – bardzo cienkie, z wygodnym zgrubieniem, które mieści baterię oraz fizyczne przyciski zmiany stron. Dla mnie to bardzo wygodne rozwiązanie, sprawia, że czytnik wydaje się smuklejszy i nie trzeba brudzić paluchami ekranu. Bateria jest mniejsza niż w Paperwhite’ach, ale i tak wystarcza na sporo czasu.

No i 7-calowy ekran! Robert Drozd napisał na Świecie Czytników, że mieści o 30% tekstu więcej niż sześciocalowce, jednak ja mam wrażenie, że jest go dwa razy więcej! Oczywiście przesadzam, ale faktycznie rzuciwszy okiem na Paperwhite’y moich synów mam wrażenie, że czytają ze znaczków pocztowych. Moje oczy po zmianie podziękowały mi też za automatycznie zmieniającą się barwę podświetlenia.

Fani papierowych książek – umyliście kiedyś książkę, gdy się Wam przypadkiem ubrudziła? No patrzcie, a Oasisa 3 można ;)

Brother VC-500W. Uruchom wyobraźnię

Z tym niewielkim urządzeniem wiąże się ciekawa historia. Otóż poprosiłem o podesłanie mi go na testy, by... oznaczyć, który ekspres w naszej firmowej kuchni ma być przeznaczony do kaw służbowych, a który do prywatnych. Tam, gdzie normalny człowiek weźmie Post-ita i przyklei – ja widzę okazję do pobawienia się nowym sprzętem.

I tak jak na co dzień Brother VC-500W by mi się nie przydał, tak oczyma duszy widzę mnóstwo osób, którym na jego widok zaświeciłyby się oczy. Ja np. drukowałem mojemu najmłodszemu synkowi naklejki z postaciami z Psiego Patrolu, ale tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia. Ona, bo na pewno nie szerokość kaset z etykietami, dostępnych w pięciu rozmiarach, od 9 do 50mm. Naklejki na drzwi, na identyfikatory (np. konferencyjne), na pudełka do przechowywania różnych różności (Kubuś Puchatek byłby zadowolony), vlepki... No co tylko dusza zapragnie.

Przede wszystkim jednak Brother VC-500W to urządzenie mega intuicyjne, mam wrażenie, że Junior potrafiłby sam sobie tego Marshalla wydrukować. Aplikacja mobilna, wczytujemy obrazek, dopisujemy tekst, ustawiamy, wciskamy „Print”. Tyle. Nawet sama odetnie wydruk od taśmy. Nie miałem niestety możliwości sprawdzenia aplikacji na komputer – skonfigurowanie sprzętu zewnętrznego na firmowym komputerze to nie jest coś, co w dbającej o bezpieczeństwo korporacji da się łatwo zrobić.

Sama drukarka to sprzęt w zasadzie bezobsługowy. Nie ma mowy o tuszu, a jedynym materiałem eksploatacyjnym jest sama taśma. Tam dzieje się magia, bowiem pod wpływem ciepła ukryte w niej kryształy aktywują się, generując element w zażądanym kolorze. A efekt bez problemu da się pomylić z fotografią.

DJI Mavic Mini. Świat z innej perspektywy

W zasadzie nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy chciałbym mieć drona. Pewnie dlatego, że miałem wrażenie, że to sprzęt wielki, ciężki, drogi i wymagających jakichś licencji, czy egzaminów. I nagle, od słowa do słowa w rozmowie z kumplem okazało się, że na trzy z czterech kwestii odpowiedź brzmi: „nie”, a na czwartą: „nie tak bardzo”.

Drony DJI z serii Mini to bowiem bezzałogowe statki powietrzne/UAV (bo tak się formalnie nazywa dron), gdzie naczelnym celem inżynierów było stworzenie sprzętu ważącego... 249 gramów. Czemu tyle? Bo dopiero piloci UAV ważących 250g i więcej podlegają w Unii Europejskiej i USA bardziej rozbudowanym wymaganiom! Tymczasem „Miniaka” wystarczy zarejestrować i w widoczny sposób oznaczyć nadanym numerem. I tyle!

Zacznę od minusu. W zasadzie jedynego, bo nie mam wielkich wymagań w stosunku do drona. Jednak dopiero od Mini 2 DJI wyposaża swoje najmniejsze UAV w odrębną jednostkę sterującą. W moim niestety dron i aplikacja w telefonie tworzą sieć WiFi ad-hoc, a to znacząco ogranicza odległość, na jaką możemy odlecieć. Szczególnie w centrum miasta, gdzie elektromagnetyczny smog jest duży.

Poza tym to fantastyczna zabawka. Matryca 12 Mpix? Spoko. Filmy w 2,7k? A po co mi więcej, nie robię tego zawodowo. Słyszałem określenie, że Mini to „aparat smartfonu ze śmigłami” i absolutnie się zgadzam. Zabawa nim daje mi jednak mnóstwo radości i pozwala spojrzeć na świat ze znacząco innej perspektywy (dlatego zamiast zdjęcia gadżetu tutaj wolałem umieścić zdjęcie mojego wakacyjnego hotelu z wysokości 100m). Przez niemal pół godziny latania, bo na tyle wystarcza bateria, można zobaczyć bardzo dużo. A, że nie można oddalić się zbyt daleko? Cóż, prawo i tak wymaga, by UAV był zawsze w zasięgu wzroku.

A jeśli te gadżety Was nie do końca przekonują, ale zastanawiacie się, czy nie wzbogacić swojej floty „zabawek” – zajrzyjcie do naszego sklepu! Tam też znajdziecie sporo fajnych rzeczy.


Zielony Operator

Wszechmocne dla planety

Hanna Jaworska-Orthwein Hanna Jaworska-Orthwein
01 września 2023
Wszechmocne dla planety

Ruszył plebiscyt, w którym zostaną uhonorowane utalentowane i inspirujące kobiety działające w wielu dziedzinach: nauce, technologiach, sztuce, ale także w sferze odpowiedzialności za planetę. Orange jest partnerem kategorii #wszechmocnedlaplanety, a ja zachęcam Was do oddania głosu na jedną z pięciu kandydatek.

Wszechmocne to kobiety funkcjonujące w dziedzinach życia, w których kobietom zazwyczaj znacznie trudniej się przebić. Redakcja WP Kobieta poprzez plebiscyt chce je wesprzeć i docenić za szczególne działania, które podejmują każdego dnia. W plebiscycie w każdej kategorii jest nominowanych 5 laureatek.

#wszechmocnedlaplanety

W tym roku po raz pierwszy pojawiła się też kategoria #wszechmocne dla planety. Wyróżnione w niej kobiety dobrze wiedzą, jakie są i będą środowiskowe następstwa naszych działań, a w przestrzeni publicznej są edukatorkami dzielącymi się wiedzą. Udowadniają, że nawet drobne zmiany nawyków mogą przynieść pożądany efekt a globalną rewolucję warto zacząć od siebie. Zamiast od razu wymieniać auto z silnikiem spalinowym, pomyśl o elektrycznym, nie kupuj wody w plastikowych butelkach, segreguj sumiennie odpady, a jak potrzebujesz nowego smartfona rozważ model odnowiony. Te świadome kobiety troszczą się o planetę dla lepszego życia w przyszłości:

  • Areta Szpura - jedna z najbardziej znanych aktywistek, która od lat uczy Polaków, jak uratować świat;
  • Katarzyna Zajączkowska - eko-edukatorka, która prześwietla branżę fast fashion i ujawnia, co z nią jest nie tak;
  • Paulina Górska - od wielu lat inspiruje i zachęca innych, by żyć w bardziej zrównoważony sposób;
  • Sylwia Panek - sama siebie nazywa "ambasadorką octu i wody oczyszczonej";
  • Kasia Wągrowska - ekspertka od zero waste.

Doceniam wszystkie nominowane kobiety, obserwując ich działanie. Chętnie korzystam z ich podpowiedzi i lubię słuchać tego, co mają do powiedzenia w ważnych dla planety sprawach.

Zwyciężczynie plebiscytu otrzymają okolicznościowe statuetki z rąk wyjątkowych jurorek, w gronie których będzie Monika Tenerowicz - nasza doradczyni zarządu ds. strategii klimatycznej, Orange Polska dla kategorii #wszechmocne dla planety.

A tu link do głosowania, które potrwa do 5 października br. #Wszechmocne dla planety - #Wszechmocne 2023 - plebiscyt WP Kobieta


Oferta

Powraca studencka promocja w Orange Flex

Beata Giska Beata Giska
01 września 2023
Powraca studencka promocja w Orange Flex

W Orange Flex od dziś startuje kolejna odsłona promocji 6x50 GB za 0 zł. Do tego dorzucamy duże zniżki na nowości od Samsunga w Sklepie Flex w aplikacji.

Choć studenckie wakacje jeszcze trwają, czuć już klimat powrotów do nauki. Żeby nikomu nie zabrakło internetu na poszukiwanie nowego mieszkania, naukę do poprawek czy po prostu studenckie życie - warto skorzystać z oferty Orange Flex.

Plus 50 GB co miesiąc przez pół roku

Od dzisiaj do 29 lutego 2024 roku studenci korzystający z oferty Flex mogą w aplikacji pobrać kod promocyjny, za pomocą którego włączą sobie darmowy pakiet 6x50GB. Dzięki temu co miesiąc do podstawowego planu dodadzą dużą paczkę internetu.

Jak skorzystać z promocji

W aplikacji wystarczy znaleźć kafelek Odkryj, wybrać promocję dla studentów, a następnie wypełnić i wysłać formularz. Po otrzymaniu powiadomienia można aktywować pakiet GB w Klubie Flex. Jedna osoba może skorzystać tylko z jednego kodu.

Smartwatche i tablety do 21% taniej

Oprócz darmowych gigabajtów dla studentów w Sklepie Flex czekają również rabaty na urządzenia Samsunga. Różne modele z serii Galaxy Watch 6 i Galaxy Tab S9, są tańsze nawet do 500 zł.

Promocja trwa do 10 września do wyczerpania puli produktów objętych rabatami. Warto nie odkładać zakupów na później tym bardziej, że do 3 września dodatkowo można dostać do 400 zł zwrotu od Samsunga przy zakupie Watchy z serii 6.

Komentarze

Scroll to Top