Odpowiedzialny biznes

Mundialowe klątwy

Jarosław Konczak Jarosław Konczak
23 czerwca 2010
Mundialowe klątwy

Wczoraj gdzieś przeczytałem o kątwie Nike. To znaczy, ci którzy występowali w reklamie tej firmy na mundialu nie zachwycają (Cristiano Ronaldo, Fabio Cannavaro czy Wayne Rooney) lub ich nie ma jak Ronaldinho. Tych pierwszych trzech ma jeszcze szanse klątwę przełamać. Ale inna okazała się znacznie bardziej skuteczna.

To klątwa irlandzka (o ile oczywiście taka była), która dotknęła Francję. Po absolutnie żenującym występie Franców w RPA, chyba duża część ich kibiców żałuje, że wogóle tam pojechali, a nie przegrali honorowo z Irlandczykami w barażach. Trójkolorowi pod wodzą wroga publicznego nr 1 we Francji Raymonda Domenecha przegrali w gorszym stylu niż Polacy na MŚ 2006, choć podobnie jak my byli pierwszą druzyną, która odpadła z Mundialu. A to boli podwójnie. Chyba jednak najbardziej klęska boli Thierrego Henry, który teraz kończy reprezentacyjną karierę, a w wielu krajach zostanie zapamiętany jako oszust, a nie jako wirtuoz piłki. Z jednej strony szkoda takiego gracza, z drugiej może ktoś pamiętając jego przykład kiedyś uczciwie powie na boisku, że była ręka. Ale chyba sam w to nie wierzę.

Dziś mundialowa klątwa może dotknąć Anglików, którzy kiedyś w RPA rządzili i były to równie łagodne i sprawiedliwe rządy, co Rosjan w Czeczenii. Choć kiedyś w Afryce Południowej narodził się bohater Imperium Brytyjskiego Winston Churchill, który na czele konnego regimentu jako jeden z pierwszych wjechał do Pretorii. A pytanie kto dziś wjedzie z piłką do bramki Słowenii dając Anglikom awans i oszczędzając pilkarskiej hańby Francji.


Odpowiedzialny biznes

Najlepsi z branży

Marek Wajda Marek Wajda
22 czerwca 2010
Najlepsi z branży

TP zostawiło konkurentów daleko w tyle. Dialog, Netia, Exatel nie mieli szans. Zwyciężyło doświadczenie w trudnych warunkach, gdyż wiatr często zmieniał kierunek i ważna była współpraca zgranego zespołu. Dzięki temu wykorzystując wiatr halsowali z prędkością szerokopasmowego Internetu. W ten sposób załoga TP wygrała trzeci raz z rzędu IT CUP, czyli Międzynarodowe Żeglarskie Mistrzostwa Polski Branży Teleinformatycznej. W zawodach wzięło udział łącznie 16 ekip.

Nasza drużyna zdecydowanie zdominowała mistrzostwa w ostatnich latach. – To nasze To nasze 7 zwycięstwo w mistrzostwach na 10 startów. Raz byliśmy drudzy, raz trzeci i tylko raz poza podium” – mówi Robert Kozioł, sternik. – Tegoroczne, ponieważ było 3 z rzędu, uważamy za najcenniejsze.

Trzon ekipy tworzy razem z Piotrkiem Dąbrowskim i Michałem Michalakiem, z którymi pływają wspólnie 10 lat. 5 lat temu dołączył do nich Konrad Nowakowski.

Na co dzień pracują w różnych działach firmy. Robert jest kierownikiem wydziału analiz i robi właśnie analizy i raporty dla oferty detalicznej, Konrad i Piotrek zajmują się utrzymaniem neostrady a Michał zarządza kampaniami marketingowymi.

- Co roku startujemy właśnie na IT Cup oraz na regatach pracowników TP lub regatach grupy kapitałowej. Jeżeli finanse pozwalają reprezentujemy firmę na zewnętrznych zawodach. W 2002 startowaliśmy w żeglarskiej lidze biznesu czy w 2007 na regatach Big Biznes Cup w Mikołajkach gdzie wypływaliśmy 2 miejsce – opowiada Michał Michalak.

W zawodach wzięła udział również druga załoga z TP ze sternikiem Bogusławem Komorowskim. Zdobyli drugie miejsce i dzięki temu Grupa TP wygrała również w klasyfikacji zespołowej.

Wszystkim żeglarzom życzymy wiele udanych rejsów, zwłaszcza, że sezon w pełni. Stopy wody pod kilem : )


Bezpieczeństwo

Czy „skracarki” linków mogą być bezpieczne?

Rafał Jaczynski Rafał Jaczynski
22 czerwca 2010
Czy „skracarki” linków mogą być bezpieczne?

http://www.llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch.co.uk – ten uroczy URL to adres strony walijskiego miasteczka, miejscowości o najdłuższej oficjalnej nazwie na świecie. Wyobrażacie sobie wpisywanie go „z palca” za każdym razem, gdy chcecie komuś pokazać tę nazwę? Da się rzecz jasna, ale to trochę męcząca robota. O ile łatwiej byłoby po prostu wpisać http://tnij.org/llan. Ale czy to bezpieczne?

Bardzo szybko rosnąca popularność serwisów skracających adresy spowodowała, że stały się one również obiektem zainteresowania internetowych przestępców, podrzucających nam linki w mailach, czy na portalach społecznościowych. O ile bowiem czasami internauta może się zastanowić, widząc dziwny adres internetowy, kierujący do pliku z rozszerzeniem *.exe, czy *.scr, to można założyć – wskazują na to też badania psychologów – że widząc adres w znanej sobie domenie, może odruchowo, kierując się bardziej podświadomością, weń kliknąć. Sprawę utrudnia fakt, że „skracarki” także maskują faktyczny wygląd adresów (chyba, że wpiszemy im własną wersję), w efekcie czego zazwyczaj nie można powiedzieć, dokąd prowadzi dany link, dopóki go nie klikniemy...

Co więcej, link do pliku z rozszerzeniem .exe wcale nie musi wyglądać, jak .exe – wyjaśnia Karol Więsek, ekspert ds. zabezpieczeń systemów teleinformatycznych w Telekomunikacji Polskiej. – Trzeba jednak pamiętać, że żaden plik wykonywalny nie uruchomi się sam: w przypadku Windowsa system najpierw ostrzeże, że to plik wykonywalny, potem np. że nie jest podpisany cyfrowo. Nie klikajmy bezmyślnie, czytajmy to, co chce nam zakomunikować komputer! – zaznacza ekspert TP.

Na dobry pomysł poradzenia sobie z tym problemem wpadli specjaliści z Twittera, najpopularniejszego na świecie serwisu mikroblogowego. I dobrze zrobili, bowiem „ćwierkający” użytkownicy są ostatnio zarzucani nawałem notek, kierujących ich pod pozorem sensacyjnych wiadomości na strony ze złośliwym oprogramowaniem. Od trzech miesięcy, gdy użytkownicy Twittera przesyłają sobie linki w komunikatach bezpośrednich, nie są one skracane przez serwisy zewnętrzne, lecz przez system, otrzymując adresy w domenie http://twt.tl/. Najważniejszy w tym przypadku jest jednak fakt, iż link przed skróceniem jest weryfikowany i w przypadku, gdy wzbudza podejrzenie systemu, lub znajduje się na „czarnej liście” – nie może być użyty! Niebawem ten system zostanie przeniesiony do wszystkich tweetów, znacznie zmniejszając ryzyko złapania przypadkowej infekcji. Polski mikroblog Blip.pl co prawda nie filtruje wpisywanych linków, ale choć de facto skraca je przez rdir.pl, na stronie zamiast długiego linku pokazuje się nazwa domeny, np. [blog.tp.pl]. W efekcie przynajmniej nie klikniemy w ciemno.

Fot. Chris McKenna. Zdjęcie na licencji Creative Commons.

Scroll to Top