Oferta

Niedzielna okazja: telewizor i projektor Samsung

Beata Giska Beata Giska
04 lutego 2024
Niedzielna okazja: telewizor i projektor Samsung

Mamy wielką promocję dla miłośników kina domowego. Możecie wybrać duży telewizor lub kompaktowy projektor. Każdy ze sprzętów Samsunga zapewni idealny obraz, dźwięk i masę rozrywki. Dziś kupicie sporo je taniej.

Urządzenia dostaniecie tylko w ofercie bez abonamentu. Cenę telewizora Samsung 65″ Crystal UHD 4K CU7192 obniżamy aż o 800 zł. Akcja obejmuje też projektor Samsung The Freestyle Gen 2 z etui - w cenie niższej o 450 zł. Warto się pospieszyć, bo oferta promocyjna trwa do północy. Szczegóły niedzielnej okazji dostępne są tutaj.

W smart TV system PurColor zapewni precyzyjnie dostrojone barwy i realistyczny obraz z wyostrzeniem detali. Ulubione filmy oraz seriale można oglądać w jakości 4K. Z technologią dźwięku, podążającego za obiektem Lite, doświadczy się brzmień niczym w kinowej sali. Minimalistyczna i elegancka obudowa sprawia, że urządzenie elegancko wkomponowuje się w otoczenie.

Projektor sprawdzi się w domu – nie zajmuje dużo miejsca, można obrazy oglądać na ścianie czy na suficie; a także w podróży. Jest mały, schowa się go w poręczne, eleganckie etui i zmieści się do torby, a potem już można się cieszyć własnym minikinem w hotelu, na imprezie, wakacjach czy podczas spotkań u bliskich.


Oferta

Co w gadżetach piszczy (49)

Michał Rosiak Michał Rosiak
03 lutego 2024
Co w gadżetach piszczy (49)

Dawno nie było o gadżetach, co? Zaręczam, że kolejny odcinek pokaże się dużo szybciej, bowiem na #50 mam pewien intrygujący pomysł.

A co dziś w menu? Trochę „dań”, z którymi już mieliśmy do czynienia, od tych samych „szefów kuchni”, jednak mocno innych. I jedno zupełnie nowe. To ostatnie to w ogóle rzadkość w tej serii – gadżet, który bez testów po prostu sobie kupiłem.

Xbox Series X. Skok w nadświetlną.

Zacznę od tego ostatniego. Tak jak Bartek ostatnio przyznał się, że uległ zakupowej pokusie i wzbogacił listę swoich sprzętów o PS5, tak jak - z okazji bożonarodzeniowo-urodzinowej - doszedłem do wniosku, że pora pożegnać się z sześcioletnim Xboxem One S. Następca mógł być tylko jeden - najmocniejsza obecnie konsola z Redmond!

Po miesiącu mogę powiedzieć jedno - było warto. Xbox Series X to urządzenie ze wszech miar futurystyczne. Smukłe, wysokie pudełko z twardego plastiku, z przypominającymi reaktor atomowy otworami wentylacyjnymi. Pracującego XSX'a w zasadzie nie słychać (One S szumiał jak szalony), a uruchamia się w zasadzie od razu. Do tego stopnia, że przy uruchomieniu grę, ekran dzięki funkcji Quick Resume pojawia się w zasadzie od razu. Nawet gdy nie korzystałem z konsoli przez tydzień, od razu mogłem... kontynuować grę (a nie wznowić save'a), którą katowałem tydzień wcześniej!

Daruję Wam specyfikację techniczną, nie o to w tym chodzi. Dość powiedzieć, że przystosowane do Series X FIFA 23, czy Madden NFL 24 to de facto zupełnie inne gry, niż na poprzedniku! Działające na lepszym silniku graficznym, z innym interfejsem, obrazem w 4K z odświeżaniem 120 Hz. Jeśli wyjątkowo "wkręcimy" się w grę, EA FC 24 da się pomylić z... prawdziwym meczem. Serio!

Wymiana z One S na Series X okazała się dla mojego domowej konsoli prawdziwym skokiem w nadświetlną. Bartek będzie się pewnie upierał, że PS5 lepszy ;), ale ja od X360 zostałem #TeamXbox i Xbox Series X, po wykupieniu Gamepassa, utwierdził mnie w tym przekonaniu. Jest płynnie, szybko, z wieloma możliwościami (szybki dysk SSD 1 TB pozwala zainstalować sporo gier - dzięki Światłowodowi Orange dzieje się to naprawdę szybko), sprawnie i cichutko, a opisywany 7 odcinków temu mój telewizor wreszcie może pokazać pełnię swoich możliwości.

Jabra Elite 10. O krok do ideału.

„Pchełek” od Jabry używam od sześciu lat, gdy na rynku pojawił się model 65t. Wtedy ostatecznie „zakochałem się” w dokanałówkach. Mają one chyba tyle samo fanów, co zaprzysięgłych wrogów. Ci drudzy nie wyobrażają sobie „czegoś w uchu”, ci pierwsi zaś – jak ja – potrafią zapomnieć o tym, że coś w małżowinach mają.

O jakości produktów Jabry świadczy, że z 65t wciąż korzysta mój syn, ja natomiast byłem bardzo ciekaw przeskoku z modelu Elite 7 na Elite 10. Od premiery siódemek upłynęły przeszło dwa lata, a ich następca miał być tym razem rewo- a nie tylko ewolucją.

Zacznę od tego, co mi się nie podoba. Jakiś czas temu testowałem model 85t i były to pierwsze Jabry, które niezależnie od doboru gumek robiły wrażenie jakby za chwilę miały wypaść mi z uszu. Elite 7 wsysały się w małżowinę niczym pasożyt idealny, a „dziesiątki”... Niestety, wrócił stres z 85t. W każdej testowanej opcji bałem się, że za chwilę je zgubię, mimo iż nowa forma wkładek ma być efektem skanu 62 tys. par uszu. Moich chyba tam nie było :(

Dźwiękowo są obłędne. Słuch mam - cóż - zwykły, ale zdecydowanie czuję różnicę między modelami 7 i 10. Już przy tym pierwszym nie było na co narzekać, jednak w „dziesiątkach” muzyka wydaje mi się kompletnie inna. Jakaś taka... miękka, otulająca, bardziej dźwięczna... Naturalna? Wyraźną różnicę słyszałem np. przy soundtracku z musicalu Tick, Tick, Boom. Marketingowe materiały producenta mówią o „technologii Dolby Atmos, dzięki której zawsze będziesz w centrum niesamowitego dźwięku”. Nie zwykłem łykać marketingu jak głodny pelikan ale to całkiem ciekawie oddaje mój odbiór Elite 10. To nie jest tak, że muzyka, którą słyszę, „gdzieś tam jest”. Ona jest wszędzie wokół mnie. Aczkolwiek opcja Dolby Head Tracking do mnie nie przemawia. Tak, po jej włączeniu muzyka zmienia brzmienie jeśli kręcimy głową, tak jak byśmy siedzieli na widowni. Ale brzmi to co najmniej dziwnie. Może kiedyś się przyzwyczaję.

Na koniec dwa zdania o mikrofonach. Po pierwsze z perspektywy ANC, redukcji hałasu reklamowanej jako totalnie nowa i zaawansowana. Czy jest lepsza niż w Elite 7? Tak. Czy idealna? Nie. Jednak ja jestem zdania, że idealna może być w słuchawkach over-ear. Dla mnie jest satysfakcjonująca, z potencjałem na poprawę przy aktualizacji oprogramowania. No i – last, but not least – rozmowy telefoniczne. To drugie ze słuchawek z których korzystam, gdzie od kilku miesięcy nikt nie zwrócił uwagi, że rozmawiam przez słuchawki. Każdy rozmówca twierdził, że słyszy mnie idealnie. Gdyby nie to niedopasowanie do moich uszu – byłyby idealne.

Brother MFC-L6710DW. Cielaczek biurowy

- Rosiu, po co Ci znowu taka wielka krowa? – pytali koledzy, gdy kurier wwoził do biura na testy nową drukarkę Brothera.

Oj tam zaraz krowa! „Krowy” faktycznie stały swego czasu u nas w biurze, bo ciężko inaczej nazwać drukarkę wielkości 10-letniego dziecka (i jeszcze większej wagi). Przy tych reliktach Brother MFC-L6710DW to co najwyżej cielaczek. Nieprzesadnie duży, mieszczący się na biurku, ważący po wyjęciu z pudełka niecałe 19 kg. Idealny na potrzeby niewielkiego biura.

Ja jestem raczej wielbicielem aktywności cyfrowych, dokumenty podpisuję e-dowodem osobistym i o ile w mojej opinii zapotrzebowanie na usługę druku jako taka powoli wygasa, wciąż istnieje spora grupa docelowa, która bez drukarki nie wyobraża sobie pracy. I im faktycznie MFC-L6710DW zaoszczędzi sporo. I czasu – i pieniędzy.

Zacznijmy od tego, że – jak przystało na cielaczka – drukarka jest czarno-biała. Kto widział kolorową krowę (ta reklamująca czekoladę się nie liczy)? Pytanie jak często potrzebujemy kolorowej drukarki? No właśnie. Jeśli jednak potrzebujemy wydrukować coś szybko, testowany produkt nie zawiedzie. 50 stron w ciągu minuty? 24 kartki zadrukowane po dwóch stronach(dla mnie drukarka bez trybu duplex to produkt niepełny)? Żaden problem. Skanowanie – niewiele wolniej. Ryzyko, że szybko skończą się materiały eksploatacyjne? Hmm, to zależy jak długo zajmie Wam wydrukowanie 6000 stron. Ja przez miesiąc testów nie zbliżyłem się nawet do 5% tego poziomu.

MFC-L6710DW to też – jak chyba każda „biurówka” Brothera w ostatnich czasach – bardzo duże możliwości konfiguracyjne i intuicyjny interfejs na dotykowym, kolorowym ekranie. Zastanawiałem się, czy ktoś miałby problem z podłączeniem tej drukarki do sieci biurowej (w naszej firmie drukarkę „zewnętrzną” można podłączyć tylko bezpośrednio do komputera, więc nie miałem jak przetestować). Chyba nie – możemy podpiąć kablem, przez WiFi Direct (również mobilnie), do serwera e-mailowego, po WiFi 2,4GHz i 5Ghz (ze wszystkim możliwymi zabezpieczeniami, moje serduszko bezpieczniaka jest ukontentowane).

Kurde, podobają mi się drukarki Brothera. Być może dlatego, że nie testowałem innych, tym niemniej gdyby prowadził własne biuro, gdzie taki sprzęt byłby mi potrzebny – na pewno MFC-L6710DW byłby jednym z kandydatów. Uroczy cielaczek biurowy.


Rozrywka

Zapraszamy na plan naszej kampanii reklamowej

Stella Widomska Stella Widomska
02 lutego 2024
Zapraszamy na plan naszej kampanii reklamowej

Za oknem już czuć wiosnę, ale w świecie reklamy trwa w najlepsze sezon komercyjny zima. A jak długie zimowe wieczory, to mamy dla Was nowe oferty i stojące za nimi kampanie reklamowe. I oczywiście perypetie z robotem Maxem oraz jego rodziną. Usiądźcie wygodnie - wszystko Wam opowiem. 

Na zimę mamy dla Was dużo ofert i promocji. Wśród nich tablet za złotówkę, światłowód za dodatkowe 35 zł miesięcznie i wyższą prędkość internetu w cenie niższej - to dla tych z Was, co połączą usługi w pakiet Love. Natomiast dla przenoszących numer do Orange mamy nawet 5 miesięcy bez abonamentu. A w Planie L z szybkim mobilnym internetem 5G jakości Orange także 3 miesiące Netflixa w prezencie. Więcej szczegółów zimowych nowości w ofercie Orange znajdziecie tutaj.

Co zobaczycie w mediach

No właśnie, bo jak nowa oferta, to jak zawsze także nowa kampania reklamowa. Spoty są dwa - jeden o światłowodzie, drugi o telefonie komórkowym. Ale w obu główne skrzypce gra uroczy i zabawny robot Max. Powiem więcej – mamy nawet bacę. Ale, nie będę Wam psuć zabawy – zobaczcie sami.

Kto za tym stoi

Za każdą kampanią stoi cały sztab ludzi. Kreacja powstała przy współpracy z Leo Burnett. Spot reżyserował Sebastian Pańczyk. Film wyprodukowało Dobro, a postprodukcją zajęło się studio Orka. Za udźwiękowienie odpowiada studio Lunapark. Planowanie i zakup mediów powierzono domowi mediowemu Value Media. Z kolei za kampanię w mediach społecznościowych odpowiada Follow Agency.

A jak to wyglądało od kuchni

To jasne, że nie mogło nas zabraknąć na planie. Tradycyjnie to, co się działo na miejscu relacjonuje dla Was #EkipaOrange, tym razem jest to Michał. Nasze zakopiańskie klimaty udało się stworzyć pod Warszawą, więc nie miał daleko ;-) Wiem, że zawsze jesteście ciekawi tego co dzieje się w produkcji od kuchni. Uwierzcie, że w krótkim filmiku wygląda to jak świetna zabawa, ale tak naprawdę to wiele godzin ciężkiej pracy kilkudziecięciu osób - obsługi technicznej, aktorów, obsługi planu zdjęciowego, charakteryzatorów, fotografa, reżysera. Jest też ktoś, kto wszystkich musi nakarmić albo przewieźć tony sprzętu. To gruba logistyka. Jest też magia - z dnia robimy noc i umiemy zmieniać kolory. Ale zobaczcie sami.

I jak, podobało Wam się? Jeśli tak, to zapraszam za tydzień na kolejny materiał z planu zdjęciowego. Tym razem kampanii Orange na kartę, której przyglądał się z bliska Bartek z #EkipyOrange.

Dobrej zimy i byle do wiosny!

Komentarze

Scroll to Top