Rozrywka

Open’er Festival Powered by Orange – relacja wideo

Kasia Barys Kasia Barys
11 lipca 2019
Open’er Festival Powered by Orange – relacja wideo

O Open’er Festival Powered by Orange nie da się powiedzieć krótko. To wydarzenie, które wykracza daleko poza definicję festiwalu wyłącznie muzycznego. Tam się dzieje tyle, że aby wszystko opisać potrzeba duuuużo czasu. Jeśli chcecie się sami przekonać, to już teraz zapraszam Was na kolejną edycję.

W przyszłym roku festiwal będzie trwał od 1 do 4 lipca.

Travis Scott, The Strokes, Stormzy, The Smashing Pumpkins, Kylie Minogue, aż wreszcie m.in. Lana Del Rey i Swedish House Mafia. Tak różne gatunki muzyki zgodnie połączyły ponad 110 tys. fanów. Co oferuje Open’er Festival Powered by Orange, poza koncertami? Są tam m.in. występy teatralne, pokazy mody, strefy atrakcji, różnorodne pyszne food trucki, a także ważne dyskusje i debaty.

Orange Strefa - serce festiwalu.

Na Open’er Festival Powered by Orange działała także Orange Strefa. Tętniła każdego dnia przez kilkanaście godzin, oferując między innymi zabawę przy rytmach serwowanych przez DJ’a. W strefie wykonano 5 tys. holotatuaży. Około 1500 osób przygotowało świetlne gify, a głodni ze specjalną zniżką od Orange Flex pochłonęli prawie 300 hamburgerów.

Zobaczcie jak było

Relację fotograficzną znajdziecie tutaj. Może odnajdziecie się gdzieś w materiałach? Dajcie znać.

Komentarze

pablo_ck
pablo_ck 19:08 11-07-2019

Widzę ze było mega 🙂 Tylko pogoda mogła być ciut lepsza 🙂

Odpowiedz
pablo_ck
pablo_ck 21:08 11-07-2019

Widzę ze było mega 🙂 Tylko pogoda mogła być ciut lepsza 🙂

Odpowiedz

Bezpieczeństwo

Psychologia i phishing: Jak łatwo nas oszukać

Michał Rosiak Michał Rosiak
11 lipca 2019
Psychologia i phishing: Jak łatwo nas oszukać

Wakacje w pełni, przestępcy nieco spokojniejsi, więc i lektura na blogu nieco... inna. Pomyślałem sobie, że w zasadzie mógłbym tym z Was, którzy nie zaglądali do najnowszego Raportu CERT Orange Polska podsunąć niejako pod nos :) jeden z moich tekstów z niego. Może przekonać Was do zapoznania się z treścią całego raportu (a także tych z lat wcześniejszych)? Skąd taki temat materiału? Cóż, czasami warto sięgnąć do podstaw naszego wykształcenia :), tym bardziej, że akurat phishing to ten aspekt, gdzie cyberbezpieczeństwo i psychologia spotykają się i mogą uścisnąć... hmm, dłonie?

Za dużo informacji

24 godziny. Jeśli liczyć, że na sen poświęcamy 1/3 doby, pozostaje 16 godzin, gdy funkcjonujemy na mniej lub bardziej szybkich obrotach. 960 minut, podczas których pierwsze informacje dostajemy zazwyczaj tuż po pobudce, biorąc do ręki telefon. Potem reklamy w radiu, kolejne newsy w sieci, przejrzenie mediów społecznościowych, zadania w pracy, rozmowy ze znajomymi, czasami jeszcze telewizja. Jest tego za dużo. To, że nie głupiejemy w natłoku atakujących nas zewsząd informacji to zasługa naszego mózgu. Ewolucja nauczyła go „chodzić na skróty”, co z jednej strony na co dzień przynosi nam wiele dobrego, z drugiej jednak – świadomość tego pomaga też cyberprzestępcom. Ludziom, którzy chcąc wykraść nasze loginy, hasła, czy wrażliwe dane po to, by w łatwy i szybki sposób się dorobić. I którzy są w pełni świadomi tego, jak łatwo oszukać nasz mózg.

Mózg jak... antywirus?

Jeśli przyglądaliście się dokładnie mechanizmom, jakie stoją za funkcjonowaniem oprogramowania antywirusowego, znane jest Wam pojęcie heurystyki (umiejętność wykrywania nowych faktów oraz znajdowania związków między faktami, zwłaszcza z wykorzystaniem hipotez. Na podstawie istniejącej wiedzy stawia się hipotezy, których nie trzeba udowadniać - za Wikipedią). W przypadku antywirusa błędne zakwalifikowanie pliku jako złośliwego skończy się co najwyżej false positivem, nie czyniąc nam wielkiej szkody. Z mózgiem nie jest jednak tak łatwo. Jeśli on użyje heurystyk, to w chwili, gdy zdamy sobie sprawę z tego, iż źle zakwalifikowaliśmy daną sytuację, może się okazać – i najczęściej właśnie tak będzie – że jest już za późno. Tu nie skończy się na false positivie, szkoda zapewne okaże się znacznie większa.

Dlaczego w ogóle nasz mózg wybiera „drogę na skróty”? Na wysokim poziomie po to, by uniknąć zalania informacjami (o tym wspominałem wyżej), na niższym zaś, by uniknąć czegoś, co nazywam syndromem „osiołkowi w żłoby dano”, jak w wierszu  Aleksandra Fredry o tym samym tytule. Sprowadźmy sytuację na najniższy możliwy poziom. Przychodzimy do sklepu po zakupy i wybieramy... niech będzie, że kiełbasę. Nie zdarza się przecież, że szczegółowo analizujemy skład każdej z nich, procent użytego mięsa, charakter wypełniaczy... Znaczna większość z nas, jeśli lubi podwawelską, to po prostu weźmie podwawelską! Przecież nikt się nad tym nie zastanawia. Po prostu pomaga nam w tym na poziomie podświadomości nasz mózg. Absolutnie niezależnie od nas.

"Takie maile już były"

Weźmy przykłady najpopularniejszych phishingów z 2018 roku:

  • „fakturę” od dostawcy usług telekomunikacyjnych
  • informację o opłaconej (sporą kwotą pieniędzy) przesyłce kurierskiej

Skoro regularnie trafiają do nas faktury od naszego dostawcy, to z jakiej racji ta ma być inna? Przypomnijcie sobie jak często faktycznie przyglądacie się mailowi, który do Was przyszedł? No bo przecież od Orange, obrazki takie same, termin podobny, co może pójść nie tak? Kojarząc podświadomie przychodzącego maila z podobnymi otrzymywanymi przez nas wiadomościami, mózg nie będzie marnował energii na zastanowienie się, czy aby na pewno jest on prawdziwy. Przesada? Pomyślcie więc zatem, co się stanie, gdy domniemanym nadawcą wiadomości, która do Was trafi, będzie firma, z której usług nigdy nie korzystaliście? Reakcja będzie zupełnie inna. Pomyślicie: „Czy oni oszaleli?”, a Wasza uwaga skupi się na wyglądzie i treści maila, co od razu pomoże wykryć oszustwo.

Efektywne radzenie sobie z phishingiem wymaga sporej samokontroli, a „sprawcą” jest heurystyka reprezentatywności, która powoduje, iż „klasyfikujemy obiekt na podstawie jego podobieństwa do typowego przypadku, który jest nam znany” (ponownie Wikipedia).

"Przecież ja nic nie płaciłam/em?"

Maile „od kurierów” to jedne z najpopularniejszych scamów ostatnich lat. Przestępcy dostosowują się jednak do rosnącej świadomości użytkowników, sięgając do coraz to bardziej wyrafinowanych psychologicznych tricków. Przyznajcie sami – sposób „na potwierdzenie wysłania przesyłki” działa już  na coraz mniej osób, a sytuacja, gdy dostajemy maila o przesyłce, której nie zamawialiśmy, wywołuje co najwyżej parsknięcie śmiechem. Co jednak, gdy trafi do nas mail o przesyłce, którą już opłaciliśmy? Co gorsza, „kosztowało” nas to kilka tysięcy złotych? Otóż to – klikniemy czym prędzej w link, bo może jeszcze da się to wycofać!

I tu wita nas heurystyka dostępności, czyli „przypisywanie większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które są łatwo dostępne świadomości i/lub nacechowane silnymi emocjami” (Wikipedia). Bo przecież w internecie tyle piszą, że ludzi okradli przez sieć, bo przecież znajomy znajomego też miał! Jeszcze gorzej, jeśli sytuacja kradzieży przy użyciu internetu zdarzyła się komuś z naszej rodziny, co tym bardziej uwiarygadnia w naszych oczach (czy raczej – oczywiście podświadomie – naszym mózgu) świadomość, iż musimy się czym prędzej ratować! Efekt będzie oczywiście odwrotny.

Jak sobie z tym poradzić?

Na pewno nie rezygnować z internetu i nie demonizować związanych z nim ryzyk, nie zmieniają one bowiem tego, że internet w olbrzymim stopniu ułatwia nasze codzienne życie. Kluczowym sposobem wydaje się być pozbycie się automatyzmu. Przez ostatnie kilkanaście lat do sieci przenieśliśmy istotną część siebie – co więcej, stało się to do tego stopnia automatycznie, że trzeba się chwilę zastanowić, zanim zdamy sobie sprawę, jak dużo rzeczy robimy w internecie. Uważajmy, a jeśli mamy wątpliwości, nie wstydźmy się ich skonsultować z kimś, kto lepiej ”umie w internety”. No i nie czytajmy długich informacji na szybko, albo gdy jesteśmy zmęczeni. Nic się nie stanie, gdy poczekamy nawet do rana, świat się nie skończy. Po prostu wyróbmy u siebie przyzwyczajenie, by we wszelkich potencjalnie podejrzanych sytuacjach po prostu zwolnić. Kilka minut więcej dziennie może oszczędzić wiele dni stresu.

Komentarze


Oferta

LG Q60 z głośnikiem XBOOM w prezencie

Marta Krajewska Marta Krajewska
09 lipca 2019
LG Q60 z głośnikiem XBOOM w prezencie

Dzisiaj mam dla Was kolejną nowość od LG. Po ogłoszonej w poniedziałek promocji: LG K40 z zestawem akcesoriów w prezencie, przyszła pora na kolejną premierę, LG Q60. Przy zakupie smartfona w sklepie orange dostaniecie bezprzewodowy głośnik LG XBOOM w prezencie. Dlaczego warto zwrócić uwagę na ten smartfon?

Cztery aparaty

Smartfony od LG kojarzą mi się z przestrzennym dźwiękiem, odpornością i niezłymi aparatami. Q60 ma ich aż cztery; trzy z tyłu - 16 megapikselowy, 5 megapikselowy z szerokątnym obiektywem 120 stopni i 2 megapiskelowy oraz jeden przodu - 13 megapikselowy do selfie. Aparaty wspiera sztuczna inteligencja, czyli technologia AI CAM, która pomaga dobrać najlepsze parametry do warunków oświetlenia.  Do wyboru jest 8 zdefiniowanych trybów, które dostosowują parametry do fotografowanych obiektów.

Wytrzymałość

LG Q60 ma wojskowy certyfikat wytrzymałości US MIL-STD 810G, który potwierdza, że smartfon jest odporny na uderzenia, temperaturę, wilgoć i inne czynniki.

Przestrzenny dźwięk

Smartfon jest wyposażony w system dźwięku przestrzennego DTS:X. Jak obiecuje producent, gwarantuje on brzmienie przypominające to z sali kinowej.W zestawie z głośnikiem LG XBOOM o mocy 16W otrzymujemy urządzenie, które pozytywnie zaskakuje jakością dźwięku i poziomem basów.

Duży ekran, czytnik linii papilarnych, asystent w przycisku

Co jeszcze oferuje LG Q60? Ekran Full Vision o przekątnej 6,26 cala, pozwalający na oglądanie seriali i filmów w dobrej jakości, przycisk wbocznej obudowie do uruchamiania asystenta Google i czytnik linii papilarnych, który umożliwia także szybkie odblokowanie ekranu, zrzut ekranu lub zrobienie zdjęcia.

Smartfon LG Q60 z bezprzewodowym głośnikiem XBOOM możecie mieć już za 46 zł/mc, w Planie Mobilnym 45. Szczegóły: sklep orange.

Komentarze

Scroll to Top