Bezpieczeństwo

Oszustwo w oszustwie, czyli „inwestycyjna” incepcja

Michał Rosiak Michał Rosiak
19 lutego 2026
Oszustwo w oszustwie, czyli „inwestycyjna” incepcja

Oszustwa "na inwestycje" to przez ostatnie lata absolutna czołówka internetowych przekrętów w Polsce. Kryptowaluty na dziwnych giełdach? A może "inwestycje w Orlen" albo "zyski z Baltic Pipe"? Statystyki dowodzą, że mimo coraz bardziej rosnącej świadomości wciąż wielu internautów się na to łapie. A na tych, którzy się złapią, czekają ci, którzy chcą ich "ogolić" jeszcze raz.

W mojej prywatnej opinii Facebook już dawno przestał być wartościowym social medium. Teraz to słup ogłoszeniowy i - co gorsza - słup pełen fałszywych reklam. Raz na jakiś czas piszę o kolejnych przekrętach, które zaczynają się od reklamy "na fejsie". Nie inaczej było w opisywanym dzisiaj przypadku, którego rozbudowaną analizę znajdziesz na stronie CERT Orange Polska:

To oszustwo wygląda znacznie lepiej, niż pierwszy przykład

Nieprzypadkowo załączam zrzut z menedżera reklam Facebooka. Spójrz na sam dół. Najpierw 4 koszulki, a po nich dopiero fałszywa reklama. Dlaczego? Pierwsze 4 udają reklamę realnego produktu, by ułatwić ominięcie mechanizmów bezpieczeństwa Meta. Te pierwsze faktycznie kierują do dużego serwisu sprzedażowego, ale to ta ostatnia jest prezentowana internautom.

Klikamy i co dalej

Przede wszystkim link musimy otworzyć w telefonie. Na komputerze trafimy na "zaślepkę", będącą kopią prawdopodobnie rzetelnego serwisu. Na telefonie trafimy już na docelową witrynę oszustów.

Oszustwo działa tylko w przypadku korzystania z urządzenia mobilnego

Jak to zatem działa? Spojrzałem, żebyście Wy nie musieli:

Dałem się przekonać! No dobra, żartuję - ale ktoś to musiał sprawdzić. Wpisałem dane, odpowiedziałem na pytania weryfikacyjne, poprosiłem o "sprawdzenie list", wpisując imię i nazwisko, nr telefonu i adres e-mail. Oszuści zadzwonili dość szybko, ale chciałem wziąć ich nieco na przeczekanie. Kilka godzin później spojrzałem na do skrzynki e-mail mojego alter ego, gdzie znalazłem prośbę o kontakt od "pomocnika prawnika". Co ciekawe - nie telefoniczny. Przez WhatsApp lub Telegram. Brzmi jak legitna kancelaria prawna, prawda?

Ja napisałem, on zadzwonił. Nie odbierałem na Telegramie, więc użył klasycznej rozmowy telefonicznej. Choć opis z e-maila oraz numer telefonu podpięty pod Telegram sugerował holenderską kancelarię prawną - pokazał się stacjonarny numer warszawski. Sprawdziłem z kolegi z naszej obsługi klienta - od dawna nieaktywny, nie ma go nawet w naszych bazach.

Rozmowa trwała sześć minut, podczas których rozmówca pytał m.in. o kwotę, którą wpłaciliśmy, formę oszustwa (giełda, inwestycje w zasoby, kryptowaluty), nazwę strony/firmy oszustów, czy sposób, w jaki straciliśmy kontakt z giełdą. Pół godziny później zadzwonił już "prawdziwy prawnik", który bardzo starał się ukryć wschodni akcent, ale zdradziła go formuła

A u pana są potwierdzenia przelewów?

No nie, panie "Marku Om***ki". To jest konstrukcja charakterystyczna dla języków wschodniosłowiańskich i taki z pana Marek jak ze mnie... niech będzie, że Helmut. Tym razem rozmowa trwała niemal kwadrans, a pytania - w zasadzie - były podobne. Rozmówca na nic nie naciskał, zapewniał, że kancelaria prawna w której pracuje, nie pobiera pieniędzy zawczasu, a ich wynagrodzenie wynosi 8 procent od dopiero odzyskanej kwoty.

Gdzie zatem jest haczyk

Teoretycznie w tym, że "może się zdarzyć, iż w trakcie procesu odzyskiwania pieniędzy pojawią się dodatkowe koszty", wymagające dodatkowych płatności. Draft umowy który przysłał wygląda bez zastrzeżeń, sprawdziłem oczywiście pdfa na obecność złośliwego kodu.

A potem sprawdziłem serwisy opinii klienckich, szukając informacji na temat oznaczonej na umowie (a wcześniej w mailu od "pomocnika prawnika" kancelarii prawnej. TL;DR - w TrustPilot kancelaria ma średnią 1,9 z 13 opinii:

Ta firma to oszuści! Wpłaciliśmy 2300 dolarów i ukradli nam te pieniądze! [Imię i nazwisko] nie jest licencjonowanym prawnikiem! Dzwonił do 30 minut, żądając kolejnych pieniędzy.

Powiedzieli mi, że mam dużą kwotę pieniędzy do zwrotu, wysyłali mi fałszywe maila z banku i rzekomo dotyczące karty kredytowej. Do tego jeszcze odbierałem jakieś telefony od rzekomych oszustów. Koszmar i totalna strata czasu i pieniędzy.

To tylko jeden z serwisów, a nazwę firmy znaleźliśmy też na dwóch listach ostrzeżeń lokalnych regulatorów. Prawnik, informacje o tym, że odzyskanie naszych pieniędzy jest już blisko... Co może pójść nie tak?

Cóż - wszystko.

Dlatego:

  • nie ufaj reklamom na Facebooku; co do zasady, po prostu
  • masz czas - szukaj czerwonych flag; tutaj było ich sporo
  • a jeśli szukasz wsparcia prawnego - po prostu poszukaj kancelarii, a z prawnikiem spotkaj się najlepiej osobiście

I jeśli znasz kogoś, kto mógłby dać się tak oszukać - wyślij mu link albo do tego materiału, albo do rozszerzonej analizy mojego autorstwa na stronie CERT Orange Polska.

Scroll to Top