;

Bezpieczeństwo

Psychologia i phishing: Jak łatwo nas oszukać (2)

Michał Rosiak

11 lipca 2019

Psychologia i phishing: Jak łatwo nas oszukać
2

Wakacje w pełni, przestępcy nieco spokojniejsi, więc i lektura na blogu nieco… inna. Pomyślałem sobie, że w zasadzie mógłbym tym z Was, którzy nie zaglądali do najnowszego Raportu CERT Orange Polska podsunąć niejako pod nos 🙂 jeden z moich tekstów z niego. Może przekonać Was do zapoznania się z treścią całego raportu (a także tych z lat wcześniejszych)? Skąd taki temat materiału? Cóż, czasami warto sięgnąć do podstaw naszego wykształcenia :), tym bardziej, że akurat phishing to ten aspekt, gdzie cyberbezpieczeństwo i psychologia spotykają się i mogą uścisnąć… hmm, dłonie?

Za dużo informacji

24 godziny. Jeśli liczyć, że na sen poświęcamy 1/3 doby, pozostaje 16 godzin, gdy funkcjonujemy na mniej lub bardziej szybkich obrotach. 960 minut, podczas których pierwsze informacje dostajemy zazwyczaj tuż po pobudce, biorąc do ręki telefon. Potem reklamy w radiu, kolejne newsy w sieci, przejrzenie mediów społecznościowych, zadania w pracy, rozmowy ze znajomymi, czasami jeszcze telewizja. Jest tego za dużo. To, że nie głupiejemy w natłoku atakujących nas zewsząd informacji to zasługa naszego mózgu. Ewolucja nauczyła go „chodzić na skróty”, co z jednej strony na co dzień przynosi nam wiele dobrego, z drugiej jednak – świadomość tego pomaga też cyberprzestępcom. Ludziom, którzy chcąc wykraść nasze loginy, hasła, czy wrażliwe dane po to, by w łatwy i szybki sposób się dorobić. I którzy są w pełni świadomi tego, jak łatwo oszukać nasz mózg.

Mózg jak… antywirus?

Jeśli przyglądaliście się dokładnie mechanizmom, jakie stoją za funkcjonowaniem oprogramowania antywirusowego, znane jest Wam pojęcie heurystyki (umiejętność wykrywania nowych faktów oraz znajdowania związków między faktami, zwłaszcza z wykorzystaniem hipotez. Na podstawie istniejącej wiedzy stawia się hipotezy, których nie trzeba udowadniać – za Wikipedią). W przypadku antywirusa błędne zakwalifikowanie pliku jako złośliwego skończy się co najwyżej false positivem, nie czyniąc nam wielkiej szkody. Z mózgiem nie jest jednak tak łatwo. Jeśli on użyje heurystyk, to w chwili, gdy zdamy sobie sprawę z tego, iż źle zakwalifikowaliśmy daną sytuację, może się okazać – i najczęściej właśnie tak będzie – że jest już za późno. Tu nie skończy się na false positivie, szkoda zapewne okaże się znacznie większa.

Dlaczego w ogóle nasz mózg wybiera „drogę na skróty”? Na wysokim poziomie po to, by uniknąć zalania informacjami (o tym wspominałem wyżej), na niższym zaś, by uniknąć czegoś, co nazywam syndromem „osiołkowi w żłoby dano”, jak w wierszu  Aleksandra Fredry o tym samym tytule. Sprowadźmy sytuację na najniższy możliwy poziom. Przychodzimy do sklepu po zakupy i wybieramy… niech będzie, że kiełbasę. Nie zdarza się przecież, że szczegółowo analizujemy skład każdej z nich, procent użytego mięsa, charakter wypełniaczy… Znaczna większość z nas, jeśli lubi podwawelską, to po prostu weźmie podwawelską! Przecież nikt się nad tym nie zastanawia. Po prostu pomaga nam w tym na poziomie podświadomości nasz mózg. Absolutnie niezależnie od nas.

„Takie maile już były”

Weźmy przykłady najpopularniejszych phishingów z 2018 roku:

  • „fakturę” od dostawcy usług telekomunikacyjnych
  • informację o opłaconej (sporą kwotą pieniędzy) przesyłce kurierskiej

Skoro regularnie trafiają do nas faktury od naszego dostawcy, to z jakiej racji ta ma być inna? Przypomnijcie sobie jak często faktycznie przyglądacie się mailowi, który do Was przyszedł? No bo przecież od Orange, obrazki takie same, termin podobny, co może pójść nie tak? Kojarząc podświadomie przychodzącego maila z podobnymi otrzymywanymi przez nas wiadomościami, mózg nie będzie marnował energii na zastanowienie się, czy aby na pewno jest on prawdziwy. Przesada? Pomyślcie więc zatem, co się stanie, gdy domniemanym nadawcą wiadomości, która do Was trafi, będzie firma, z której usług nigdy nie korzystaliście? Reakcja będzie zupełnie inna. Pomyślicie: „Czy oni oszaleli?”, a Wasza uwaga skupi się na wyglądzie i treści maila, co od razu pomoże wykryć oszustwo.

Efektywne radzenie sobie z phishingiem wymaga sporej samokontroli, a „sprawcą” jest heurystyka reprezentatywności, która powoduje, iż „klasyfikujemy obiekt na podstawie jego podobieństwa do typowego przypadku, który jest nam znany” (ponownie Wikipedia).

„Przecież ja nic nie płaciłam/em?”

Maile „od kurierów” to jedne z najpopularniejszych scamów ostatnich lat. Przestępcy dostosowują się jednak do rosnącej świadomości użytkowników, sięgając do coraz to bardziej wyrafinowanych psychologicznych tricków. Przyznajcie sami – sposób „na potwierdzenie wysłania przesyłki” działa już  na coraz mniej osób, a sytuacja, gdy dostajemy maila o przesyłce, której nie zamawialiśmy, wywołuje co najwyżej parsknięcie śmiechem. Co jednak, gdy trafi do nas mail o przesyłce, którą już opłaciliśmy? Co gorsza, „kosztowało” nas to kilka tysięcy złotych? Otóż to – klikniemy czym prędzej w link, bo może jeszcze da się to wycofać!

I tu wita nas heurystyka dostępności, czyli „przypisywanie większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które są łatwo dostępne świadomości i/lub nacechowane silnymi emocjami” (Wikipedia). Bo przecież w internecie tyle piszą, że ludzi okradli przez sieć, bo przecież znajomy znajomego też miał! Jeszcze gorzej, jeśli sytuacja kradzieży przy użyciu internetu zdarzyła się komuś z naszej rodziny, co tym bardziej uwiarygadnia w naszych oczach (czy raczej – oczywiście podświadomie – naszym mózgu) świadomość, iż musimy się czym prędzej ratować! Efekt będzie oczywiście odwrotny.

Jak sobie z tym poradzić?

Na pewno nie rezygnować z internetu i nie demonizować związanych z nim ryzyk, nie zmieniają one bowiem tego, że internet w olbrzymim stopniu ułatwia nasze codzienne życie. Kluczowym sposobem wydaje się być pozbycie się automatyzmu. Przez ostatnie kilkanaście lat do sieci przenieśliśmy istotną część siebie – co więcej, stało się to do tego stopnia automatycznie, że trzeba się chwilę zastanowić, zanim zdamy sobie sprawę, jak dużo rzeczy robimy w internecie. Uważajmy, a jeśli mamy wątpliwości, nie wstydźmy się ich skonsultować z kimś, kto lepiej ”umie w internety”. No i nie czytajmy długich informacji na szybko, albo gdy jesteśmy zmęczeni. Nic się nie stanie, gdy poczekamy nawet do rana, świat się nie skończy. Po prostu wyróbmy u siebie przyzwyczajenie, by we wszelkich potencjalnie podejrzanych sytuacjach po prostu zwolnić. Kilka minut więcej dziennie może oszczędzić wiele dni stresu.

Udostępnij: Psychologia i phishing: Jak łatwo nas oszukać
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Dom. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 21:09 11-07-2019
    Michał strażnik "Internetu" :)
    Odpowiedz
  • komentarz
    Mateusz 13:11 12-07-2019
    Ostatnio miałem nieprzyjemną sytuację na znanym portalu aukcyjnym. Otóż oszust zakupił ode mnie sprzęt, który wystawiłem. Przesłał do mnie podrobionego maila z informacją o płatności przez PayU. Sposób wysyłki to paczkomat. Zorientowałem się kilka godzin po zakupie, gdy przygotowywałem przesyłkę do wysyłki. W międzyczasie portal zablokował konto oszusta oraz cofnął prowizję od sprzedaży. Jednak nie zrobił najważniejszego, czyli nie poinformował mnie o oszustwie. Na szczęście wyrobiłem sobie nawyk sprawdzania wpłat na tym portalu, gdyby nie to, wysłałbym sprzęt wart niemałą kwotę. Co gorsza następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Od razu zgłosiłem fałszywy mail o wpłacie. Po pewnym czasie dostałem informację, że mogłem paść ofiarą oszustwa. Wychodzi na to, że sam muszę zgłosić prawdopodobne oszustwo by portal faktycznie mnie przed tym ostrzegł. PARANOJA.
    Odpowiedz

;

Oferta

LG Q60 z głośnikiem XBOOM w prezencie (2)

Marta Cieślak-Krajewska

9 lipca 2019

LG Q60 z głośnikiem XBOOM w prezencie
2

Dzisiaj mam dla Was kolejną nowość od LG. Po ogłoszonej w poniedziałek promocji: LG K40 z zestawem akcesoriów w prezencie, przyszła pora na kolejną premierę, LG Q60. Przy zakupie smartfona w sklepie orange dostaniecie bezprzewodowy głośnik LG XBOOM w prezencie. Dlaczego warto zwrócić uwagę na ten smartfon?

Cztery aparaty

Smartfony od LG kojarzą mi się z przestrzennym dźwiękiem, odpornością i niezłymi aparatami. Q60 ma ich aż cztery; trzy z tyłu – 16 megapikselowy, 5 megapikselowy z szerokątnym obiektywem 120 stopni i 2 megapiskelowy oraz jeden przodu – 13 megapikselowy do selfie. Aparaty wspiera sztuczna inteligencja, czyli technologia AI CAM, która pomaga dobrać najlepsze parametry do warunków oświetlenia.  Do wyboru jest 8 zdefiniowanych trybów, które dostosowują parametry do fotografowanych obiektów.

Wytrzymałość

LG Q60 ma wojskowy certyfikat wytrzymałości US MIL-STD 810G, który potwierdza, że smartfon jest odporny na uderzenia, temperaturę, wilgoć i inne czynniki.

Przestrzenny dźwięk

Smartfon jest wyposażony w system dźwięku przestrzennego DTS:X. Jak obiecuje producent, gwarantuje on brzmienie przypominające to z sali kinowej.W zestawie z głośnikiem LG XBOOM o mocy 16W otrzymujemy urządzenie, które pozytywnie zaskakuje jakością dźwięku i poziomem basów.

Duży ekran, czytnik linii papilarnych, asystent w przycisku

Co jeszcze oferuje LG Q60? Ekran Full Vision o przekątnej 6,26 cala, pozwalający na oglądanie seriali i filmów w dobrej jakości, przycisk wbocznej obudowie do uruchamiania asystenta Google i czytnik linii papilarnych, który umożliwia także szybkie odblokowanie ekranu, zrzut ekranu lub zrobienie zdjęcia.

Smartfon LG Q60 z bezprzewodowym głośnikiem XBOOM możecie mieć już za 46 zł/mc, w Planie Mobilnym 45. Szczegóły: sklep orange.

Udostępnij: LG Q60 z głośnikiem XBOOM w prezencie
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Ciężarówka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 14:32 09-07-2019
    Ciekawa propozycja :) Myślę że taki telefonik całkowicie zaspokoiłby moje potrzeby.
    Odpowiedz
  • komentarz
    Longmanus 10:20 12-07-2019
    Helio P22, ekran HD 720 x 1520 px, micro USB, brak szybkiego ładowania - za "jedyne" 1104 zł (plan mobilny 45). To kompromitacja nie telefon, tym bardziej że w dokładnie tej cenie (wg. gsmonline.pl 0 + 46 zł) macie niedługo mieć w ofercie Motorolę G7, która różni się od tego czegoś jak nowy VW Passat od VW Golfa II. Macie aż takie duże prowizje od LG, że opłaca się wam ładować klientów w taki crap ?.
    Odpowiedz

;

Urządzenia

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2) (9)

Marta Cieślak-Krajewska

8 lipca 2019

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)
9

Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj prezentuję Wam mój drugi typ telefonu na wakacje. Pierwszy wpis z serii znajdziecie tutaj: Telefon na wakacje : LG V40 ThinQ

Motorola Moto G7 dość długo czekał na swoją kolej. Od premiery tego modelu minęło parę miesięcy, a ja ciągle odkładałam testy na dogodny moment. I w końcu nadszedł, w czerwcu, kiedy wybrałam się w podróż do Azji. Nauczona doświadczeniem, w dłuższą podróż zawsze zabieram ze sobą rezerwowy telefon – na wypadek zgubienia, kradzieży, czy uszkodzenia mojego podstawowego telefonu. Drugi telefon przydaje się też jako GPS , interaktywny przewodnik, hot spot dla innych urządzeń, dodatkowy ekran do oglądania seriali, czy aparat fotograficzny. Podczas mojego urlopu nie oszczędzałam Moto G7 – na początku nosiłam go ze sobą awaryjnie, jednak szybko okazało się, że prawie cały czas z niego korzystam. Jak sobie poradził?

5000 mAh, czyli ładowanie baterii raz na dwa dni

Kluczowym parametrem dla podróżnego telefonu jest moc baterii. Według specyfikacji dla Moto G7 wynosi ona 5000 mAh, czyli dużo w porównaniu do popularnych smartfonów. I choć znałam specyfikację, to i tak byłam zaskoczona wydajnością baterii. Przy naprawdę intensywnym korzystaniu z internetu, robieniu zdjęć, oglądaniu filmów, używaniu telefonu jako hot spotu oraz GPS, ładowałam telefon raz na dwa dni. To naprawdę świetny wynik, biorąc pod uwagę, że przebywałam w gorącym i wilgotnym klimacie, który skraca żywotność baterii. Na plus zaliczam także funkcję szybkiego ładowania – w ciągu godziny ładowałam baterię do 100%.

Największe zaskoczenie: aparat

Nieodłączną częścią podróży są zdjęcia. Od dawna już nie zabieram ze sobą w podróż aparatu fotograficznego – tę funkcję spełnia smartfon. Podczas urlopu miałam pod ręką swój smartfon i to nim zamierzałam robić większość zdjęć. Postanowiłam jednak sprawdzić, jak radzi sobie aparat w Moto G7. I to było największe zaskoczenie. Nie wiem, jak to możliwe, ale pojedynczy 12 megapikselowy aparat Motoroli poradził sobie tak dobrze (a nawet lepiej), niż podwójny aparat w moim smartfonie. Zdjęcia przyrody? Proszę bardzo. Zabytki? Oczywiście. Jedzenie? Owszem. Zresztą, zobaczcie sami. Zdjęcia nie są poddane obróbce, ani potraktowane żadnym filtrem.

Street food na Khao San Road, Bangkok, Tajlandia

Plaża Cenang na wyspie Langkawi, Malezja

Plaża Tengah na wsypie Langkawi, Malezja

Supertree Grove w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Symulacja lasu deszczowego w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Plaża Kok Pulau, Langkawi, Malezja

Nie oczekiwałam po średniopółkowym smartfonie TAKICH zdjęć. Są ostre, wyraźne i wiernie oddają kolory. Moto G7 poradził sobie także ze zdjęciami nocnymi, które są bardziej wymagające. Smartfon ma także przedni, 8 megapikselowy aparat.

Pokaz świetlny w Marina Bay Sands, Singapur

Wyświetlacz do filmów

Podczas urlopu lubię nadrobić serialowe zaległości. Wieczorem w hotelu, czy podczas długiego oczekiwania na lotnisku zdarza mi się oglądać seriale na telefonie. Na co dzień wolę oczywiście ekran telewizora, ale nie można mieć wszystkiego na raz 🙂 Moto G7 dobrze sprawdził się w roli ekranu telewizyjnego. Smartfon ma 6,2-calowy wyświetlacz HD+, o współczynniku proporcji 19:9, na którym całkiem komfortowo można oglądać seriale.

Co ja widzę, czyli Google Lens

Moto G7 jest wyposażone w bardzo przydatną w podróży aplikację Google Lens. Appka zintegrowana z aparatem analizuje zdjęcia, rozpoznaje przedstawione na nim obiekty i wyszukuje powiązane zdjęcia i informacje. W praktyce służy jako interaktywny przewodnik, który podpowie wam, na jaki zabytek właśnie patrzycie i dorzuci garść informacji i opinii z przeglądarki. Wystarczy zrobić zdjęcie i kliknąć w ikonkę na dole, a aplikacja rozpozna obiekt i dopasuje  informacje.

Wiszący most na wyspie Langkawi, Malezja

I tylko szkoda, że nie jest wodoszczelny…

Zabierając ze sobą Moto G7 na plażę trochę obawiałam się, jak zniesie wysokie temperatury. Niepotrzebnie, bo podczas robienia zdjęć, czy filmowania w pełnym słońcu, nie przegrzewał się, nie zawieszał, ani nie wyłączał. Ale już przy zdjęciach w basenie trochę obawiałam się, czy wilgoć mu nie zaszkodzi – niestety Moto G7 nie jest wodoodporny.

Podsumowując: Motorola Moto G7 Power to zaskakująco dobry telefon ze średniej półki, z doskonałym aparatem, bardzo mocną baterią, sporym wyświetlaczem i przydatną funkcją Google Lens. Na plus zaliczam także bardzo płynne działanie – Moto G7 jest wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon 632 z 4GB RAMu.

Jeśli planujecie zakup telefonu, zdecydowanie zachęcam Was do przyjrzenia się temu modelowi. W sklepie Orange jest dostępny już od 37 zł/mc, przy wyborze Planu Mobilnego 45 na 24 miesiące. Sprawdź: Motorola Moto G7 Power

A jeśli przekonaliście się do Motoroli i jesteście ciekawi, co ciekawego oferuje producent jako rozszerzenie do swoich smartfonów, zajrzyjcie do tego wpisu: 3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

Udostępnij: Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Klucz. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    MAURYCY 08:24 09-07-2019
    Jakbym był w Singapurze to nawet na Androida bym wtedy nie narzekał ;-)
    Odpowiedz
    • komentarz
      Marta Cieślak-Krajewska 11:01 09-07-2019
      Maurycy, ale tylko tam? ;-)
      Odpowiedz
  • komentarz
    Agnieszka 09:28 09-07-2019
    Dużym plusem jest szybkość ładowania, za co wysoko oceniane są chociażby iphony. Cena smartfonu w stosunku do jakości super! #OrangeTeam
    Odpowiedz
    • komentarz
      Marta Cieślak-Krajewska 11:03 09-07-2019
      Agnieszka, dobrze powiedziane (Y)
      Odpowiedz
  • komentarz
    Ryś 11:22 09-07-2019
    Zdjęcie "Supertree Grove w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur" ma totalnie nienaturalne kolory i brak tła (niebo ? makieta ? - nie wiadomo, co było tłem, bo nie widać). Pytanie, czy to błąd w sztuce fotografującego, czy jednak coś z automatyką aparatu nie tak ?
    Odpowiedz
    • komentarz
      MAURYCY 12:45 09-07-2019
      Prześwietlone. HDR by się przydał.
      Odpowiedz
      • komentarz
        pablo_ck 14:13 09-07-2019
        Nie ma co narzekać jak na telefon tej klasy :) Szkoda tylko że nie jest wodoodporny. To stara Defy może kąpać się w szklance z wodą i nic się jej nie stanie ;p
        Odpowiedz
    • komentarz
      Marta Cieślak-Krajewska 14:52 09-07-2019
      Tło to niebo, zachmurzone, dlatego tak wygląda. To chyba rzeczywiście moje umiejętności tutaj zawiodły. Aparat ma HDR.
      Odpowiedz
  • komentarz
    Łukasz 16:35 09-07-2019
    Nigdy nie lubiłem Motoroli ale widzę że zdjęcia robi bardzo ładne..
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej