;

Bezpieczeństwo

Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku (2)

Michał Rosiak

15 sierpnia 2019

Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku
2

Sieć pełna jest badań, dotyczących tego, co dzieci i młodzież robią w internecie. Odrobina szukania i jesteśmy w stanie coraz dokładniej powiedzieć, co młodszych i nieco starszych „kręci” w sieci, co w niej robią, ile z niej korzystają… Ciekawe, jak bardzo to, czego jako rodzice się dowiadujemy, rozbiega się z tym, czego wcześniej oczekiwaliśmy?

Okazuje się, że rozbiega się całkiem mocno, co udowodnili autorzy ogólnopolskiego badania społecznego „Nastolatki 3.0”, przeprowadzanego rokrocznie przez NASK Państwowy Instytut Badawczy. Wpadli bowiem na przewrotny pomysł, poddając w tym roku badaniom nie tylko nastolatków, ale również… ich rodziców. W efekcie uzyskali zderzenie tego, jak my, jako rodzice, widzimy aktywność dzieci w sieci, z tym, jak wygląda ona naprawdę. Zderzenie dość bolesne.

Mobilnie czyli w tajemnicy

2,5 godziny. Tyle średnio dziennie spędza młody człowiek w internecie. W sumie nie jest źle, prawda? Zostaje jeszcze sporo czasu na inne aktywności, których dywersyfikacja w młodym wieku jest wyjątkowo istotna. Byłoby całkiem fajnie, gdyby nie fakt, że to nieprawda… 2,5 godziny to myślenie życzeniowe rodziców – dzieci zadeklarowały 4 godziny i 12 minut dziennie w sieci.

Skąd ta dysproporcja? Z rozwoju technologii, rzecz jasna. Gdyby 10 lat temu ktoś nam powiedział, że nawet średniej jakości smartfon będzie bił wydajnością większość pecetów, a pakiety internetowe od operatorów okażą się być nie do „przejedzenia”, znacząco popukalibyśmy się w czoło. A teraz? Powiedzcie drodzy rodzice, sami przed sobą, jak bardzo jesteście pewni tego, że Wasze dzieci mówiąc „dobranoc” idą spać, a nie przenoszą się w świat wirtualny w zaciszu ciemnego pokoju? Ja pierwszy kamieniem nie rzucę.

Pierwszoklasista na imprezie?

Otwierający prezentację wyników badania minister cyfryzacji Marek Zagórski sięgnął po świetną analogię, która otworzyła oczy nawet mnie. Zapytał bowiem słuchającą go przeszło setkę osób: „Kiedy najwcześniej puścilibyście dziecko na imprezę?”. Tak sobie pomyślałem, że ja moich synów pewnie w liceum. Przecież trzeba wiedzieć do kogo idzie, kto będzie na imprezie, czy rodzice są tego świadomi, kiedy wróci, sprawdzić, czy dobrze się ubrało, zapewnić, że będzie dostępny pod telefonem (tak na wszelki wypadek). Ma sens, prawda? A kiedy pierwszy raz daliśmy dziecku smartfon? Pewnie w pierwszej-drugiej klasie, na komunię już się nie kupuje smartfonu, bo większość dzieci już go ma. No właśnie. Czyli nie czekaliśmy do liceum – wypuściliśmy malucha w nieznany świat, gdzie nie wiemy, z kim będzie spędzać czas, jak się ubierze (np. wrzucając swoje zdjęcia do sieci), kiedy wróci i czy będziemy mieć z nim kontakt… Mnie – wybaczcie kolokwializm – opadła szczęka.

Nie zagub dziecka w sieci

Taką właśnie nazwę nosi rozpoczynana prezentacją opisywanego raportu kampania społeczna Ministerstwa Cyfryzacji. Wiecie, że 60 procent rodziców daje maluchowi smartfona, żeby mieć czas dla siebie? Gdy brytyjscy ojcowie w jednym z badań zadeklarowali, że w aktywne interakcje z dzieckiem wchodzą średnio bodaj przeszło 20 minut dziennie, sporą grupę tamtejszych rodzin poddano dokładnym badaniom. Takim z mikrofonami w domach i badaczami dokładnie analizującymi treści i formę rozmów. To nie było 20 minut. To nie było nawet 10. Ba, nawet 2 minut nie było.

Brytyjscy ojcowie poświęcali czas swoim dzieciom przez… 39 sekund dziennie.

Kto idzie spać, gdy gasną światła?

Co robić, by dziecko nie przesadzało z internetem? Zabierać telefon? To nic nie da, każdy rodzic wie. Każdy z nas był też kiedyś małym chłopcem lub dziewczynką i wie, że po zakazany owoc sięga się 10 razy chętniej, niż po coś, co leży pod ręką. A teraz wielu z nas woli schować głowę w piasek i udawać, że nie wie, że 7,7% dzieci korzysta z telefonu po godz. 22, naiwnie wierząc, że to zaledwie 1,8%. Zaledwie 1 na 5 rodziców zainstalował dziecku filtr kontroli rodzicielskiej (nie chodzi o zabawę w Wielkiego Brata tylko o zwykłe uchronienie przed groźnymi treściami!), niemal 58% dorosłych twierdzi, że ustalili z dziećmi zasady korzystania z internetu, podczas, gdy potwierdza to zaledwie 22,5% nastolatków. Mówimy o tych samych rodzinach, badanych podczas tego samego badania! Rodzice – co się z nami dzieje?

Kto pokaże dziecku świat?

Nie jest łatwo, jako ojciec piąto- i ósmoklasisty bardzo dobrze o tym wiem. W dzisiejszym pędzącym za – w sumie to nie wiadomo za czym? – świecie chyba jednym z najczęściej słyszanych zwrotów jest: „Nie mam czasu”. Jedni w końcu zrozumieją, że każda minuta spędzona z młodym człowiekiem zaprocentuje w tym, jaki będzie, gdy dorośnie, co dla niego będzie priorytetem, jak łatwo będzie mu/jej stać się tym mitycznym „dobrym człowiekiem”, o którym marzy każdy rodzic. Wszystko jest dla ludzi, smartfony też. Co więcej – nie trzeba ich używać tylko jako środka do pozyskiwania wiedzy, nie bójmy się tego, że nowoczesne technologie służą też do zabawy. Czasem można pograć z dzieckiem w sieci w tę samą grę, poprzeglądać Youtube’a (i zobaczyć, co ogląda, by móc odpowiednio wcześniej zareagować, miałem taki przypadek), czy obejrzeć serial na Netflixie. Jeśli jednak nagle dziecko, zapytane, czemu znów patrzy w ekran telefonu, powie: „nudzi mi się” to wiecie, kto będzie temu winny? Nie dziecko. Pan, Pani, ja, społeczeństwo. Bo to my mamy im pokazać, że świat cyfrowy jest fajny, ale życie offline też jest warte uwagi.

Nie zagub dziecka w sieci.

P.S. jeżeli jesteś klientem Orange i chcesz mieć narzędzia, które mogą Cię wesprzeć wejdź na stronę „Chroń dzieci w sieci” gdzie możesz dowiedzieć się o jednym z nich – aplikacji dla rodziców. Warto zajrzeć także na stronę Fundacji Orange, gdzie znajdziesz materiały edukacyjne dla rodziców związane z bezpieczeństwem dzieci w sieci.

Udostępnij: Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    Łukasz 09:01 16-08-2019
    Dobry artykuł.Co do tematu moim zdaniem dzieci nie powinny korzystać z komórek i Internetu.Mam chrzesniaka wiem co wyprawia z komórka czy tez co robi w Internecie niestety...
    Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 21:06 16-08-2019
    Świat się zmienia na gorsze. Mam nadzieję że uda mi się wychować swojego syna w dobie Internetu na dobrego i przykładnego człowieka. Wychodzę z założenia ze czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
    Odpowiedz

;

Odpowiedzialny biznes

Human Planet – konkurs fotograficzny (3)

Monika Kulik

14 sierpnia 2019

Human Planet – konkurs fotograficzny
3

Zapraszamy Was do międzynarodowego konkursu fotograficznego Orange – Human Planet. Prześlijcie nam swoje zdjęcia, które pokazują, w jaki sposób ludzie odpowiedzialnie korzystają z technologii jednocześnie chroniąc środowisko.

Skąd taki temat? Wierzymy, że technologie mogą mieć pozytywny wpływ społeczny i ekologiczny, dlatego staramy się praktykować i promować ideę zrównoważonego rozwoju.

Gdy mówimy o zrównoważonym rozwoju czy odpowiedzialnym biznesie często odwołujemy się harmonii trzech elementów – ekonomicznego, ekologicznego i społecznego. Dla uproszczenia mówimy o 3 x  profit, people, planet.

Dziś chcemy Wam zwrócić uwagę na część „Planet” i zachęcić Was do podzielnia się z nami Waszą refleksją nad podejściem do ochrony przyrody, zasobów naturalnych i całego ekosystemu.

Regulamin i zasady konkursu znajdziecie na stronie – https://photoeurope.orange.com/en/#contest.
Do wygrania vouchery na zakupy on-line o wartości do 1500 euro.

Na wasze prace czekamy do 15 września.

Obraz przyrody

Udostępnij: Human Planet – konkurs fotograficzny
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Samochód. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 09:57 15-08-2019
    Ciekawy konkurs, być może wrzucę jakąś fotkę, ale konkurencja będzie pewnie maga silna :) Są fani fotografii smartfonowej, ja na chwilę obecną robię to amatorsko.
    Odpowiedz
  • komentarz
    Mateusz 16:05 19-08-2019
    Witam od 12 lipca czekam na naprawę mojego internetu już chyba 20 raz termin naprawy został dziś przesunięty bez podania najmniejszej przyczyny. Ile będę jeszcze tak czekać ? w nieskończoność ? na infolinii nie mogę się nic dowiedzieć na czacie to samo bo zlecone jest to firmie zewnętrznej. Mój numer telefonu przypisany do Orange love na którym nie działa internet to xxx
    Odpowiedz
    • komentarz
      Piotr Domański 16:27 19-08-2019
      Mateuszu, przepraszamy za sytuację, oczywiście nie powinna mieć ona miejsca. Spróbuj, ponownie skontaktować się z czatem, zwróć proszę uwagę, na całą sytuację i zgłoś ponownie reklamację. Usunęliśmy Twój numer telefonu ze strony, by nie dostał się w niepowołane ręce - był tu ogólnie dostępny.
      Odpowiedz

;

Inne

Radiowywiad w Bitwie Warszawskiej (9)

Ryszard Kamiński

14 sierpnia 2019

Radiowywiad w Bitwie Warszawskiej
9

Gdy 13 sierpnia 1920 r. radiotelegrafiści ze sztabu radzieckiej XVI Armii nacierającej na Warszawę dostają rozkaz wysłania depeszy do sztabów podległych dywizji nie mają pojęcia, że za chwilę przypieczętują los swoich oddziałów. Spokojnie wysyłają szyfrogram, który zawiera rozkazy szczegółowo określające cele ofensywy, z podaniem kierunków natarć czy zadań zwiadowczych. Chwilę później depeszę odbierają czuwający na nasłuchu radiowym polscy łącznościowcy. Szyfrogram trafia do kryptologów z Wydziału II Sekcji Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego. Rusza walka z czasem.

Możecie sobie wyobrazić, z jakim napięciem zabraliśmy się do roboty. Szczęśliwie w niespełna godzinę szyfr zaczął się rozwiązywać. Jeszcze depesza ta nie była w pełni odczytana, gdy już wiedzieliśmy z fragmentów, że jest to wielki rozkaz o decydującym natarciu na samą Warszawę – opowie później porucznik Jan Kowalewski, dowódca Oddziału II.

Polacy zyskali wiedzę, która pozwoliła precyzyjnie zaplanować bitwę i całkowicie zaskoczyć Rosjan.

 

Nocny dyżur

Wszystko zaczęło się jednak rok wcześniej. W sierpniu 1919 r. porucznik Jan Kowalewski odczytał pierwszą radziecką depeszę. Zrobił to przez czysty przypadek, a właściwie przez wesele panny Sroczanki. W dzień ślubu jej bratu przypadł nocny dyżur w telegrafie warszawskim. Oficer szukał zastępcy i znalazł Jana Kowalewskiego, do niedawna szefa wywiadu 4. dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego, która dwa miesiące wcześniej wróciła z Rosji. Traf chciał, że Kowalewski miał talent lingwistyczny, doskonale znał francuski, niemiecki, rosyjski i ukraiński. Wspomnianą noc na dyżurze spędził na tłumaczeniu jawnych telegramów. Gdy skończył, z nudów zaczął rozwiązywać zaszyfrowaną rosyjską depeszę. Uznał, że w szyfrogramie musi się znaleźć słowo „diwizia”. W tym trzysylabowym słowie każda druga litera to „i”. Wyciągnął swój grzebień, wyłamał w nim zęby i przesuwając po tekście każdą literę zamieniał na dwie cyfry, szukając takiej sekwencji, by w wyłamanych zębach pojawiły się dokładnie takie same trzy grupy cyfr. Gdy odnalazł to słowo zwrócił uwagę, że telegram był wysłany z Odessy, która w języku ukraińskim zapisywana jest przez jedno „s”, a w rosyjskim przez dwa. Następnie szukał takiego miejsca, gdzie jest dokładnie zdublowany fragment. W innym miejscu sprawdził, że dowódca, który wysyłał ten telegram, raz został podpisany szyfrem, a gdzie indziej tekstem jawnym. To dało dodatkowe wskazówki. Dzięki temu w ciągu nocy rozszyfrował 50 proc. liter.

Był to początek rewolucji w polskim wojsku. Powołano biuro szyfrów w sztabie głównym a porucznik Jan Kowalewski został jego dowódcą. W pracy kryptologicznej pomagali mu wybitni matematycy, profesorowie: Stanisław Leśniewski, Stefan Mazurkiewicz i Wacław Sierpiński. Zorganizowano całą strukturę sieci nasłuchu radiowego, biura szyfrów w sztabie generalnym w Warszawie oraz komórki kryptograficzne w dowództwach na froncie. Chodziło o to, by maksymalnie skrócić czas od przejęcia depeszy do wykorzystania w bezpośrednim działaniu na froncie.

 

Polacy słuchają radia

Powstał świetnie działający system. Od sierpnia 1919 r. do października 1920 r. Polacy przejęli i rozszyfrowali klika tysięcy radzieckich depesz radiowych. Tylko w lipcu 1920 r. kryptolodzy odszyfrowali 410 depesz radiowych od Michaiła Tuchaczewskiego, dowódcy Frontu Północnego, Lwa Trockiego, sowieckiego komisarza wojny, dowódców poszczególnych armii i ich sztabów, np. dowódcy IV armii – Jewgienija Siergiejewa, dowódcy armii konnej – Siemiona Budionnego czy dowódcy 3 korpusu kawalerii Gaja. W efekcie niemal każda decyzja polskich sztabów była oparta na informacjach z komórek radiowywiadu.

Przed Bitwą Warszawską Polacy znali dokładnie rozmieszczenie, liczebność i zamiary nieprzyjaciela. Liczbę wojsk bolszewickich szacowano na około 277 tysięcy żołnierzy. Znając siły Rosjan naczelne dowództwo WP mogło rzucić do walki mniejsze siły. Do działań obronnych skierowano 15 dywizji piechoty – około 115 tysięcy żołnierzy. A duża grupa wojsk została skoncentrowana do kontruderzenia. Sowieci tuż przed bitwą, od 12 sierpnia zaczęli stosować nowy szyfr o nazwie „Rewolucja”. Nawet nie dopuszczono myśli, że Polacy mogliby go złamać. Tymczasem złamanie go zajęło porucznikowi Kowalewskiemu i jego ludziom zaledwie kilka godzin. Podczas bitwy warszawskiej rozszyfrowywano co najmniej 15 depesz dziennie. Biuro szyfrów pracowało dwadzieścia cztery godziny na dobę a marszałek Józef Piłsudski chciał, aby ważniejsze szyfrogramy przekazywano mu przez telefon bezpośrednio do Belwederu.

 

Bitwa warszawska w eterze

Armia Czerwona całą swą łączność opierała na wymianie szyfrowanych informacji przez radio. Rosjanie nie mieli pojęcia, że Polacy złamali ich szyfry. Nie uwierzyli w to nawet po II wojnie światowej, gdy zyskali dostęp do polskich archiwów. Tymczasem w czasie bitwy warszawskiej rosyjskie radiostacje nie nadążały za swoimi sztabami, odległości między poszczególnymi radiostacjami były rozciągnięte do granic możliwości i wypadnięcie jednego ogniwa stwarzało ryzyko utraty możliwości dowodzenia. Takim ogniwem okazała się utrata radiostacji IV Armii w Ciechanowie, zajętej w czasie lokalnego wypadu polskiej kawalerii. Ten epizod rozerwał łączność IV Armii, sparaliżował jej sztab i wyłączył ją z głównego nurtu bitwy warszawskiej.

Wkrótce polskim łącznościowcom udało się całkowicie sparaliżować komunikację pomiędzy poszczególnymi radzieckimi dowództwami. Od 17 sierpnia polskie radiostacje rozpoczęły operację zagłuszania rosyjskich sieci radiowych nadawaniem m.in. Ewangelii św. Jana. Prowadzone przez 36 godzin non stop zagłuszanie sparaliżowało sowiecką łączność radiową, uniemożliwiając dostarczenie rozkazów, dowodzenie i koordynację odwrotu. W efekcie radziecki głównodowodzący Michaił Tuchaczewski o polskiej kontrofensywie znad Wieprza dowiedział się w 36 godzin po jej rozpoczęciu. Wówczas było już za późno na skoordynowany odwrót. Radzieckie oddziały miały wroga z przodu i z tyłu swoich linii, nie docierały do nich rozkazy dowództwa, nie mogły się też porozumieć ze swoimi armiami na skrzydłach frontu. Oczekiwane łatwe zwycięstwo zamieniło się w klęskę.

 

Za wygranie wojny

Dla losów bitwy warszawskiej a w konsekwencji całej wojny polsko-bolszewickiej radiotechnika miała kolosalne znaczenie. Informacje z archiwum biura szyfrów wykazały, że wywiad radiowy był w latach 1919–20 kluczowym źródłem pozyskiwania informacji o Armii Czerwonej, a w szczególności o jej jednostkach na froncie polskim. I choć pozostało to ściśle strzeżoną tajemnicą, najważniejsi polscy dowódcy nie mieli wątpliwości. Gdy w 1921 r. odznaczano żołnierzy zasłużonych w wojnie polsko-bolszewickiej, wśród dekorowanych oficerów był porucznik Jan Kowalewski. Generał Władysław Sikorski dekorując go Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari cicho szepnął mu do ucha: „za wygranie wojny, panie poruczniku”.

Posiłkowałem się wieloma publikacjami. Do najciekawszych należy rozmowa PAP z prof. Grzegorzem Nowikiem z Instytutu Studiów Politycznych PAN i pracownikiem naukowym Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Zainteresowanych tematem odsyłam też do jego książki: „Zanim złamano „Enigmę” rozszyfrowano Rewolucję. Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920”.

Autor lub autorka zdjęcia pozostają nieznani, pochodzi ono ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego i jest udostępniane na wolnej licencji Creative Commons.

Udostępnij: Radiowywiad w Bitwie Warszawskiej
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Klucz. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    Grzesiek 13:49 14-08-2019
    Świetny wpis. Pozdrawia mieszkaniec Sulejówka :)
    Odpowiedz
    • komentarz
      pablo_ck 10:04 15-08-2019
      Dokładnie, wpis super. Chwała bohaterom bitwy warszawskiej.
      Odpowiedz
      • komentarz
        Ryszard Kaminski 09:44 19-08-2019
        Dzięki Paweł 👍
        Odpowiedz
    • komentarz
      Ryszard Kaminski 09:29 19-08-2019
      Dziękuję, cieszę się, że Cię zainteresował.
      Odpowiedz
  • komentarz
    Maciejka 07:56 16-08-2019
    Ta wiedza wymaga popularyzacji... O podobnych dzialaniach nie wiemy a szkoda. Dzieki za ciekawy tekst
    Odpowiedz
    • komentarz
      Ryszard Kaminski 09:47 19-08-2019
      Dokładnie po to powstał ten wpis. Szukamy ciekawych historii, które mogą Was zainteresować.
      Odpowiedz
  • komentarz
    mike278 19:14 17-08-2019
    Nawet nie wiesz Rysiu jakżeś mi zaimponował. Więcej, proszę więcej.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Ryszard Kaminski 09:33 19-08-2019
      Bardzo miło, dziękuję. Postaram się 🙂
      Odpowiedz
  • komentarz
    arthuriuss 13:43 20-08-2019
    dobrze, że wreszcie ktoś napisał, iż łamacze szyfrów byli decydujący w wygraniu bitwy warszawskiej i całej wojny 1920, szkoda tylko, a może i dobrze, że do świadomości zwykłych ludzi to nie dochodzi i dalej świętują "cud nad Wisłą", ot taki zaściankowy katolicki kraj: Przyznaję że Polska mi zbrzydła- za dużo święconej wody, za mało zwykłego mydła." — Tadeusz Boy-Żeleński.
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej