Odpowiedzialny biznes

Seniorzy uczą się w Miasteczkach Orange

Monika Kulik Monika Kulik
28 listopada 2023
Seniorzy uczą się w Miasteczkach Orange

Od kilku lat uczymy seniorów jak korzystać z nowych technologii. Tylko w tym roku z naszych kursów skorzystało już ponad 3 300 osób.

Najpierw przypominam, że na kursach on line spotykamy się co tydzień w poniedziałki. Nasi trenerzy pokazują jak wykorzystywać możliwości smartfonów oraz bezpiecznie i efektywnie z nich korzystać.

Po pandemii wróciliśmy też do kursów stacjonarnych w naszych salonach. W kilkunastoosobowych grupach pod czujnym okiem szkoleniowców seniorzy mogą na swoich telefonach zainstalować aplikacje, ustawić bezpieczne hasła czy uczyć się wysyłać zdjęcia.  Z zainteresowaniem słuchają i poznają też możliwości Maxa oraz Mój Orange.

Warsztaty w naszych miejscach

Teraz mamy nową inicjatywę. Członkowie Rad Miasteczek, Orange Team oraz doradcy obsługi klienta stworzyli zespół, który zajął się organizacją nowej edycji warsztatów odbywających się w naszych siedzibach. W nich do dyspozycji są większe sale szkoleniowe, co pozwala stworzyć liczniejsze grupy słuchaczy. Obecność wolontariuszy gwarantuje, że każdy senior otrzymuje pomoc podczas ćwiczeń. Miła i serdeczna atmosfera sprawiają, że nauka nowych technologii przychodzi im z łatwością.

Zaczęło się w Lublinie. W czerwcu i lipcu zorganizowaliśmy 3 spotkania, w których uczestniczyło 89 seniorów. Potem był Radom i Rzeszów. W sumie przekazaliśmy wiedzę blisko 150 seniorom.

Uczestnicy i uczestniczki kursu w Rzeszowie

W listopadzie 40 seniorów gościliśmy w naszej głównej siedzibie - Miasteczku Orange w Warszawie.  Zobaczcie relację z tego wydarzenia. 

Kolejne spotkania odbędą się w Łodzi, Ciechanowie, Katowicach, Krakowie i Olsztynie.

Seniorzy o naszych szkoleniach

Największą nagrodą dla nas są słowa uznania ze strony uczestników. W ankietach mogliśmy przeczytać: „Wykładowca w sposób jasny i przystępny tłumaczył tematy”; "Państwo, którzy sprawowali opiekę nad słuchaczami na 5+"; „Dowiedziałam się o aplikacjach, o których nie miałam pojęcia”; „Nie tylko teoria, ale i ćwiczenia z pomocą instruktorów”; „Jesteśmy dopieszczeni ”; ”Bardzo dobre i ciekawe informacje, wspaniała atmosfera, dobra pomoc”; „Warsztaty wspaniale zorganizowane, bardzo uprzejmi i kompetentni instruktorzy, bardzo cierpliwi dla starszych” ; „Będę polecał innym". Dziękujemy!

Na koniec anegdotka z warsztatów:

"Ja: Jakiej firmy ma pan telefon?
Senior: ja mam z owocowej ...
Ja:
Senior: no wie pani ugryzione jabłko "


Odpowiedzialny biznes

Przekazuję dalej dobro

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
28 listopada 2023
Przekazuję dalej dobro

W młodości był harcerzem, organizował wypady turystyczne i pomagał osobom niewidzącym. Zorganizowany wolontariat odnalazł w pracy, gdzie prowadził zajęcia dla dzieci z bezpiecznego korzystania z internetu. Teraz, dzięki jego wsparciu 70 zuchów i harcerzy ma harcówkę.   

Wojtek Dobrowolski pracuje w Orange od 1996 roku i jest ekspertem wspierającym nasze działania marketingowe na rynku hurtowym. Mieszka pod Poznaniem. 

Bezinteresowność wyniesiona z domu

- Pamiętam, że nasz dom odwiedzało wiele osób, które przychodziły po pomoc a potem podziękować za jej okazanie. Moja mama, nauczycielka WF i olimpijka z 1964 roku, wspierała wszystkich bezinteresownie. Zajmowała się wychowywaniem dzieci zawodowo, ale zawsze robiła dla nich więcej niż to wynikało z jej pracy. Zajmowała się m.in. grupą dzieci chorych na chorobę Heinego-Medina - wspomina.  

Wojtek szybko trafił do harcerstwa i został drużynowym. - To była super nauka odpowiedzialności i przywództwa. Nie tylko pożytecznie spędzaliśmy czas, ale uczyliśmy się bezinteresownej pomocy - przekonuje.

Na studiach zaangażował się w organizowanie grup turystycznych i był szefem koła PTTK przy Politechnice Warszawskiej. - Tutaj lekka interesowność już była - śmieje się. - Na jednej z wycieczek kolega powiedziałem mi, że w Telekomunikacji Polskiej szukają ludzi do pracy. Tak trafiłem do naszej firmy.

Wojtek był też krótkofalowcem i tak poznał niewidomego radioamatora. Zaprzyjaźnili się i zaczęli  razem podróżować. Został jego przewodnikiem. Świat można doświadczać na różne sposoby, a osoby niewidzące mają niezwykle wyostrzone inne zmysły.

- Miałem doświadczenie w organizowaniu wycieczek więc mogłem to wykorzystać. Ale sam nie wiedziałem, że moja pomoc będzie miała tak niezwykły finał - opowiada. - Córka mojego przyjaciela - też osoba niewidoma - miała swoją przewodniczkę. Kiedyś spotkaliśmy się wszyscy razem. Zaiskrzyło między przewodnikami i tak znalazłem… żonę.

Pomaganie z Fundacją Orange

- Kiedy dowiedziałem się, że Fundacja Orange szuka wolontariuszy by uczyć dzieciaki bezpiecznego internetu postanowiłem w to wejść. Mam trójkę dzieci i zacząłem od szkoły, do której chodziły. Materiały były dobrze przygotowane, wymagały jedynie adaptacji pod konkretne potrzeby - wspomina.

Od razu okazało się jak niezbędne są takie lekcje. - Podczas ich prowadzenia trafiałem na ukradzione lub utracone konta do gier, na które dzieciaki wpłaciły tysiące złotych poprzez karty zdrapki kupowane w sklepach. Były też sprawy z czatów w komunikatorach, które poleciłem, w porozumieniu z rodzicami, zgłosić na policję - mówi Wojtek.

Dzięki lekcjom udało się zaszczepić młodym ludziom podstawową wiedzę jak się bezpiecznie poruszać w necie. Dowiedziały się też, że nie są same i zawsze mogą poprosić o wsparcie dorosłych. - W szkole zostawiłem masę materiałów i linków do gotowych ćwiczeń. Sądząc po późniejszych plakatach i akcjach nauczyciele kontynuowali moją pracę.

Radość i spełnienie     

Chociaż minęło już wiele lat, Wojtek nie zapomniał gdzie dorastał. - Dzisiaj harcerstwo jest inaczej zorganizowane. Dopadły go typowe, komercyjne problemy. Dlatego teraz pochłania mnie organizowanie wsparcia, aby tam, gdzie mieszkam mogła istnieć harcówka z prawdziwego zdarzenia - opowiada. - Jestem społecznym szefem stowarzyszenia działającego na rzecz tych 70 młodych ludzi, aby mogli funkcjonować. Może uda się to jakoś w przyszłości połączyć z pomysłami Fundacji Orange.

- Oddając się wolontariatowi mam poczucie, że przekazuję dalej dobro, którego sam wiele doświadczyłem od innych ludzi. Pomagając bezinteresownie, niezależnie w jaki sposób, mam też poczucie radości i spełnienia. No i ten uśmiech szczęśliwych dzieciaków. Bezcenny - puentuje Wojtek.


Rozrywka

Czy VR to przyszłość gamingu? Na przykładzie Assassin’s Creed Nexus VR

Bartosz Graczyk Bartosz Graczyk
27 listopada 2023
Czy VR to przyszłość gamingu? Na przykładzie Assassin’s Creed Nexus VR

Jestem ogromnym fanem marki Assassin's Creed. Możliwość wskoczenia do świata przedstawionego w serii i dogłębne jego poznanie z pierwszej osoby pobudziła wszystkie moje szare komórki. Postanowiłem sprawdzić Assassin's Creed Nexus VR. Już pierwszy kontakt uświadczył mnie w przekonaniu, że jest to najlepsza gra w wirtualnej rzeczywistości dostępna na rynku, jednakże...

W trakcie krótkich sesji z założonym na głowie hełmem zacząłem się zastanawiać - czy VR to przyszłość gamingu? Czy może jednak to chwilowy trend, który niedługo przejdzie?

VR to żadna nowość

Już w latach 90. ubiegłego wieku testowano rozwiązania polegające na tworzeniu immersyjnej przestrzeni dziejącej się wokół gracza, Jednym z pierwszych takich rozwiązań był VirtualBoy, czyli gogle VR od Nintendo, które pełniły tę samą rolę co dzisiejsze zestawy. To nie oznacza jednak, że nic przez ten czas się nie zmieniło. Prawie trzydzieści lat temu technologia ta była niezwykle prymitywna. Mimo tego, że tak jak dziś obraz był wyświetlany oddzielnie na każde oko, to jego jakość nie wpływała pozytywnie na odbiór produktu. Po założeniu zestawu na głowę, cały otaczający gracza świat stawał się wektorowy i czerwony. To potrafiło spowodować mocne bóle głowy. Projekt okazał się klapą i zniechęcił do siebie zarówno graczy jak i twórców gier, bowiem powstało tylko kilka pozycji. Były to głównie gry z uniwersum Mario.

Po kilkunastu latach prób i błędów - którymi były głównie automaty w salonach rozrywki - światło dzienne ujrzał projekt Oculus. Środki na powstanie projektu autorzy zbierali poprzez zbiórki na platformach crowdfoundingowych. Tematyka VR odżyła wśród graczy, a wizja przeniesienia się do świata wirtualnego stała się bardziej realna niż wcześniej. Tematem zainteresowały się liczące się korporacje, jak Facebook, Valve czy HTC, które postanowiły zainwestować środki w realizację projektów, przenoszących nas do świata wirtualnego. Efekty tych inwestycji widzimy dzisiaj. Na rynku pojawia się wiele tańszych i gorszych produktów, które oferują nam VR - od kartonowych wstawek na telefon po mobilne maszyny, które pozwalają na swobodne przemieszczanie się po dowolnym otoczeniu. W ostatnich latach mogliśmy zauważyć również zwiększone zainteresowanie metaverse, czyli komputerowymi "wszechświatami" w rzeczywistości wirtualnej. Czy jest to jednak przyszłość?

Nie VR, nie AR, a MR

Rozgrywka w Assassin's Creed Nexus przekonała mnie, że przyszłością gier komputerowych nie będzie ani wirtualna rzeczywistość, ani ta rozszerzona, ale ich połączenie, czyli MR. "Mixed reality". Na czym to polega? Zjawisko te działa na zasadzie jednoczesnego działania w przestrzeni wirtualnej, ale również integracji jej w świecie prawdziwym. Mówiąc prościej - po założeniu hełmu na głowę możesz obserwować swoje prawdziwe otoczenie i zamieszczać na nim elementy ze świata wirtualnego. Potrzebujesz mieć w salonie duży telewizor? Żaden problem - ustaw go gdzie chcesz, przejdź się do kuchni, a kiedy już wrócisz do salonu - ten będzie stał tam gdzie go postawiłeś. To tyczy się dowolnego wirtualnego obiektu.

Brzmi jak science fiction? Nic bardziej mylnego. To jest już możliwe na urządzeniach z dnia dzisiejszego - zarówno na Meta Quest 3 jak i oczekującym na rychłą premierę Apple Vision. Nadal brzmi to nierealnie? Nie martw się. Miałem podobne podejście i nie wierzyłem w tę technologię do czasu uruchomienia wspomnianej wcześniej gry.

Assassin's Creed Nexus VR - Czy warto?

Według wielu jest to najlepsza gra VR. Też mam takie zdanie. Wykorzystuje wszystkie zalety tej technologii, bowiem możemy wchodzić w pełną interakcję ze światem przedstawionym - chwytać rzeczy, osoby a nawet uprawiać parkour. Wszystko w tej grze jest dopracowane do końca tak by użytkownik poczuł się jak w prawdziwy asasyn, wykonujący misję w walce o ludzką wolność. Nie brakuje tu też elementów znanych z serii czyli np. możliwości wykonania skoku wiary, albo użycia ukrytego ostrza. Gra sprawia ogromną frajdę, choć immersja w pewnych momentach jest zbyt głęboka. Głównie przez bardzo długie scenki dialogowe. Na komputerze mają one sens, bo wprawiają w nastrój i zachęcają do pogłębienia historii przedstawionej. Na zestawie VR efekt niestety jest odpychający. Przegadane scenki są dość długie, a gracz w tym momencie musi mieć założony na sobie hełm.

Istnieje coś takiego jak choroba VR. Oszukiwanie zmysłów przez dłuższy czas może przynosić niechciane skutki jak zawroty głowy, ból oczu, nudności czy nawet powiększoną temperaturę ciała. Tak było w moim przypadku, do czasu odpalenia pewnej sekwencji w grze. Otóż na ten moment efekty uboczne dłuższego obcowania ze światem wirtualnym są dla wielu nie do pokonania. Sytuacja się zmienia, gdy do gry wchodzą zadania oparte o rozszerzoną rzeczywistość. Wtedy widzimy otaczające nas środowisko, w którym się znajdujemy, a nieprzyjemne uczucia są minimalizowane. Minigierki polegające na ustawieniu odpowiednich klocków w przestrzeni są niezwykle przyjemne, choć bardzo proste.

No i były dla mnie ogromną ulgą, pojawiając się po minutach spędzonych na renesansowych dachach. Wydaje się to trywialne, bo jednak jest to tylko krótka mini gierka, ale pokazała mi jaki potencjał drzemie w rozszerzonej, mieszanej rzeczywistości. Jest ona po prostu przyjemniejsza dla ludzkich zmysłów.

Zmierzając ku końcowi...

Moim zdaniem, gdy osiągniemy odpowiedni poziom technologiczny, będziemy mogli cieszyć się w pełni wirtualną rzeczywistością, a raczej długo nie będziemy musieli czekać. Wystarczy spojrzeć na zapowiedzi najnowszego sprzętu. Co ciekawe, to gry są często motorem napędowym rozwoju technologicznego. Co najłatwiej sprowadza konsumenta oprócz użyteczności produktu? Rozrywka i to jak będzie się tym sprzętem bawić. A wy? Widzicie potencjał w MR, czy jest to tylko chwilowy trend?

Scroll to Top