Bezpieczeństwo

Sprawdźcie, czy to na pewno raport!

Rafał Jaczynski Rafał Jaczynski
11 stycznia 2011
Sprawdźcie, czy to na pewno raport!

Media poinformowały kilka godzin temu o planowanej na jutro, tj. 12. stycznia, publikacji, m.in. w internecie, raportu MAK o katastrofie smoleńskiej. Do sieciowych przestępców ta informacja też zapewne dotarła, więc zanim klikniecie w środowe przedpołudnie jakiś link, zastanówcie się, czy na pewno prowadzi w bezpieczne miejsce.

Pamiętam sytuację po publikacji zapisów czarnych skrzynek, gdy czołowe polskie serwisy newsowe przeżyły trwający nawet kilkadziesiąt minut niezamierzony atak DDoS, gdy wszyscy rzucili się do ściągania związanych ze sprawą plików. Siłą rzeczy niektórzy zdecydowali się wybrać alternatywne źródła, dając tym samym pole do popisu twórcom złośliwego oprogramowania (malware). A tym wystarczyło odpowiednio spozycjonować swoje strony, bądź wrzucić odpowiednio dużo zarażonych plików PDF, by przynajmniej pewna część nieświadomych internautów padła ofiarą ataku. Najpopularniejszy od lat czytnik pdf’ów Adobe Reader od dawna cieszy się niechlubną opinią jednej z najbardziej dziurawych aplikacji, a zaimplementowany w najnowszej wersji mechanizm „piaskownicy” cierpi jeszcze na choroby wieku dziecięcego i nie zablokuje wszystkich możliwych ataków. Ciekawy przykład tego, co może zrobić spreparowany plik PDF podaje choćby Niebezpiecznik.

Jeśli więc będziecie odczuwać nieodpartą potrzebę zapoznania się z raportem, sugeruję powstrzymanie się od klikania w dziwne adresy i poczekanie aż „odetkają” się popularne serwisy. Nikt go stamtąd nie zabierze.


Oferta

W styczniu Orange San Francisco

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
11 stycznia 2011
W styczniu Orange San Francisco

Kolejny smarthone z Androidem na pokładzie jeszcze w tym miesiącu powinien pojawić się w naszej ofercie. Chodzi o Orange San Francisco, czyli de facto ZTE Blade. Niektórzy z was już dotarli do naszych materiałów promocyjnych z tym aparatem i napisali o nim w komentarzach na blogu. W tej chwili czekamy na pierwsze dostawy OSF do magazynów. Potem potrzebujemy kilkanaście dni, aby aparat był dostępny dla klientów. Zaoferujemy go od złotówki i tym samym dołączy do oferty innych smartphonów, które mamy w tej cenie.

Orange San Francisco


Odpowiedzialny biznes

Angielski sen Maradonny

Jarosław Konczak Jarosław Konczak
10 stycznia 2011
Angielski sen Maradonny

Diego Maradonna jedzie do Anglii. Ale nie na wycieczkę tylko do pracy i to do pracy w charakterze trenera. Dziś wie o tym już nie tylko Maradonna i na razie tajemnieczy pracodawcy, ale również cała Argentyna za pośrednictwem dzienników "La Nacion" i "Clarin". Z pewnością wiedzą też już o tym w Anglii i teraz wszyscy poszukują tajemniczego klubu Premiership, który chciałby oddać się Maradonnie w opiekę. Pytanie, tylko czy taki klub w ogóle istnieje. Ja jakoś nie wierzę.

Maradonna , który w swoim kraju ma status podobny Zeusowi w Grecji, w Anglii jest wciąż dla wielu piłkarskim wrogiem nr 1. (choć dla wielu tym wrogiem jest obecnie sędzia meczu Niemcy-Anglia z MŚ 2010). Po 20 latach Boski Diego przeprosił wprawdzie mówiąc, że nie była to ręka Boga (mecz Argentyna-Anglia w 1986 roku, 2:1 dla drużyny z Ameryki Południowej) tylko jego własna, która wepchnęła piłkę do angielskiej bramki. Jednak przeprosiny dla milionów fanów wypadły bardzo blado i dziś raczej nikt przy zdrowych zmysłach w całym Zjednoczonym Królestwie pracy Maradonnie nie zaproponuje, szczególnie trenera piłkarskiego.

Nawet jednak pomijając względy emocjonalne i historyczne trenerów lepszych niż Diego nie brakuje, za to gorszych pewnie znaleźć nie łatwo. Diego pracował do tej pory i to wiele lat temu  w I ligowym zespole argentyńskim Deportivo Corrientes (13 miejsce w lidze) i Racingu Club (12 miejsce), nie odnosząc żadnych sukcesów i jak widać plasując prowadzone prze siebie zespoły w ogonie argentyńskiej ligi. Szalony pomysł zatrudnienia Diego na selekcjonera reprezentacji albicelestes wynikał więc tylko z emocjonalnego stosunku Argentyńczyków do swojego bohatera narodowego.  Bo zagłuszona mniejszość prorokowała, że on tak zna się na trenerce, jak Hugo Chavez na gospodarce. Mniejszość miała rację. Wprawdzie ledwo ledwo Argentyna awansowała do MŚ 2010 (co nie jest żadnym sukcesem), by poźniej zostać upokorzona przez drużynę Niemiec.

Teeraz od 27 lipca 2010 bezrobotny Diego zapragnął znów zabłysnąć w mediach i niczym rasowy celebryta puszcza plotę, która z pewnością jeszcze obrośnie, da trochę zajęcia dziennikarzom nie tylko w Argentynie, a później samoczynnie zniknie. Aż pojawi się następna plota np. taka .... "Czy słyszeliście , że ponoć prezes Wojciechowski, chce zatrudnić Diego w Polonii....."

Scroll to Top