Oferta

Szalony weekend odcinek drugi (0)

Wojtek Jabczyński

15 lipca 2011

Szalony weekend odcinek drugi
0

Zgodnie z zapowiedzią dziś rusza szalony i przedłużony do 20 lipca weekend w naszym e-sklepie. Pierwsza edycja była sukcesem. Chętnie sięgaliście po zdecydowanie tańsze telefony, dlatego liczymy na powtórkę. Tym razem przygotowaliśmy dla Was do wyboru cztery, ciekawe telefony w Panterze: Nokię C7, abonament za 69,90 zł, umowa na 24 miesiące – 1 zł (stara cena w e-sklepie 129 zł); HTC Wildfire, abonament za 49,90 zł, umowa na 24 miesiące – 1 zł (stara cena w sklepie 149 zł); LG Swift Black P970, abonament za 69,90 zł, umowa na 24 miesiące – 1 zł (stara cena w e-sklepie 699 zł) i Samsung Galaxy Ace, abonament za 49,90, umowa na 24 miesiące – 1 zł (stara cena w e-sklepie 349 zł). Szczegóły znajdziecie tutaj

Udostępnij: Szalony weekend odcinek drugi
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Klucz. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Urządzenia

Kolejny smartphone – Samsung Galaxy 551 (0)

Wojtek Jabczyński

14 lipca 2011

Kolejny smartphone – Samsung Galaxy 551
0

Jutro wrowadzamy kolejnego smartphone`a na Androidzie – Samsunga Galaxy 551. To zgrabny i fajnie wyglądający boczny slider z klawiaturą qwerty, idealny do bycia online z przyjaciółmi. Dostępny będzie w ofercie dla biznesu i klientów indywidualnych w zwierzakach. Tradycyjnie od 1 zł w wyższych zobowiązaniach. A jutro napiszę o drugiej odsłonie szalonego weekendu w e-sklepie. Będą niezłe okazje na dobry telefon.

Samsung Galaxy 551

Udostępnij: Kolejny smartphone – Samsung Galaxy 551
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Dom. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Odpowiedzialny biznes

Rockmani czy filharmonicy? (blogerzy vs. dziennikarze) (0)

Tomasz Sulewski

13 lipca 2011

Rockmani czy filharmonicy? (blogerzy vs. dziennikarze)
0

Dyskusje pomiędzy dziennikarzami i blogerami odnośnie ich wzajemnych relacji przypominają mi kłótnię o to, kto jest lepszym muzykiem: czy osoba, która skończyła Uniwersytet Muzyczny, biegle czyta nuty i umie w środku nocy opisać czym się różni tercja wielka od małej, czy może gość w poszarpanych spodniach i z przetłuszczonymi włosami, który potrafi zagrać kilkanaście akordów na gitarze, za to z jakichś powodów przyciąga na koncerty dzikie tłumy. Międzyśrodowiskowy spór rozpoczął się od artykułu Małgorzaty Wyszyńskiej w Pressie. Autorka oskarżyła blogerów, że od momentu, gdy zaczęli na swoich blogach zarabiać „sprzedają się”, tracąc przez to wiarygodność i niezależność. Zrozumiałe, że kij włożony w mrowisko wywołał gwałtowne reakcje, których apogeum był panel dziennikarze vs. blogerzy, który odbył się podczas Social Media Day we Wrocławiu. Ponieważ na co dzień współpracuję z jednymi i drugimi, pomyślałem, że warto do debaty dorzucić kilka gorszy.

Porównywanie dziennikarzy i blogerów ma sens dość ograniczony – podobnie jak porównywanie filharmonika i rockowej gwiazdy. Muzycy klasyczni przez wiele lat ćwiczą swój warsztat i wiedzą, że trzymanie się pewnych nieprzekraczalnych standardów jest dla nich zawodowym „być albo nie być”. Muzycy rockowi warsztaty w większości mają co najwyżej w garażach, a swój wizerunek opierają na skandalizowaniu i prowokowaniu – a więc na czymś, na co „klasycy” nie mogą sobie pozwolić. To uproszczenie, ale pozwala zobaczyć problem w odpowiedniej perspektywie. No bo czy fakt, że rockowi muzycy nie wypełniają wszystkich standardów muzyków klasycznych oznacza, że należy ich w takie ramy wtłoczyć, a jeśli nie będą chcieli – zdyskredytować? Czy są złymi muzykami? Nie – po prostu są muzykami innymi. Ale mają swoją misję i swoich odbiorców. Tak samo blogerzy różnią się od dziennikarzy.

Wczytując się w argumenty dziennikarzy miałem chwilami wrażenie, jakbym słuchał piosenki Kultu: „Moje drogie dzieci może tego nie wiecie, że kiedyś nie było normalnie/ O tym jak możesz grać – decydował muzyk wykształcony profesjonalnie/ Czy słuchało cię dużo, czy mało osób – nie miało to znaczenia, o Jezu!/ Nieznane szerzej fakty z archiwum polskiego jazzu”. Zarzuty o brak kontroli wewnętrznej, o nierzetelność, o manipulanctwo – to w moim przekonaniu strzały z armaty do komara.

Bloger – podobnie zresztą jak dziennikarz – swoją pozycję buduje na wiarygodności. Częściowo ma łatwiej – nie musi spełniać standardów redakcji, sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem. Chce używać wulgaryzmów albo mieć design w żarówiastym różu? Jego sprawa. Jedynym weryfikatorem jego działań są czytelnicy, którzy głosują nogami (czy raczej klikami). Innymi słowy – blogowanie to czynność niezwykle demokratyczna. Tyle tylko, że z całym zestawem zalet, ale i kosztów. Bo jeśli autor bloga nie będzie interesujący, wiarygodny lub sprawi zawód swoim czytelnikom, jego reputacja w ciągu kilkunastu godzin poleci na łeb, na szyję. Dziennikarz ma „za sobą” markę redakcji, w której publikuje. Bloger tylko swoje nazwisko.

Od blogera czytelnicy nie oczekują, że będzie obiektywny – tylko, że będzie sobą (tak samo jak fani rocka nie oczekują od swoich idoli idealnego frazowania, ale tego, że będą autentyczni w swoim przekazie). Daje to blogerowi prawo do subiektywnych ocen, nawet tendencyjnych, o ile jest w tym szczery. Chwila, gdy daje on swoim odbiorcom cień wrażenia, że się „sprzedał” jest z reguły początkiem końca jego kariery. Moje doświadczenia kontaktów z blogerami są takie, że ich pierwszą i podstawową troską jest właśnie „zabezpieczenie” swojej niezależności – przy wspólnie realizowanych konkursach, testach, czy akcjach promocyjnych. Nie potrzebują do tego wieloosobowej redakcji, kodeksów czy wielopiętrowego systemu nadzoru. Tylko osobistej uczciwości. Inaczej będą publicznie uznani za kłamców i sprzedawczyków – co w środowisku internetowych geeków, chorobliwie wręcz czasem uczulonych na kwestie wolności i szczerości, jest szczególnie bolesne.

Medal ma jednak także drugą stroną, o której warto na zakończenie wspomnieć. Jeden z moich znajomych, mający własny „garażowy” zespół, po trzech latach grania w klubach uznał, że musi zacząć uczyć się teorii muzyki, bo bez tego się już jako twórca nie rozwinie. Dziś twierdzi, że bardzo mu to pomogło. Sądzę, że podobnie wyglądać mogą relacje pomiędzy blogerami i dziennikarzami. Dobre standardy tych ostatnich mogą być (i częściowo już są) punktem odniesienia dla sieciowych „samouków”. Uświadamianie sobie faktu, że jest się źródłem wiedzy, a czasem nawet budowania światopoglądu dla kilkunastu, czy kilkudziesięciu tysięcy ludzi powinno być jednym z fundamentów pracy dziennikarzy i blogerów. Niemniej w obu wypadkach ostateczną instancją będzie osobista uczciwość autora. Blogerzy nie są bardziej narażeni na pokusy, niż dziennikarze. W kontrolowaniu uczciwości obu grup większą wagę, niż zapisy prawne, ma presja środowiska i panujące w nim zasady. Tworzenie takich zasad powinno być polem do międzyśrodowiskowej współpracy – to lepsze, niż przepychanki.

Udostępnij: Rockmani czy filharmonicy? (blogerzy vs. dziennikarze)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej