Oferta

Test lampki biurkowej LED WG. Świeci, gra i ładuje indukcyjnie

Karol Owczarek Karol Owczarek
12 maja 2023
Test lampki biurkowej LED WG. Świeci, gra i ładuje indukcyjnie

Ktoś może kiedyś zamarzył o połączeniu lampki, ładowarki indukcyjnej i głośnika Bluetooth w jednym urządzeniu. I to się ziściło! Na dodatek w stylu retrofuturystycznym. Urządzenie firmy Winner Group sprawdza się w każdej ze swoich ról.

Muzyki i podcastów z głośnika lub słuchawek Bluetooth słucham niemal bez przerwy, codziennie żongluję ładowarkami do swoich urządzeń, a wieczory często spędzam z książką i lampką. Myślę że nie jestem wyjątkowy w tych aktywnościach, więc produkt od Winner Group może zainteresować wiele osób. Jedynie jego design to nie do końca mój styl, niemniej jednak doceniam obiektywnie pomysł na tego typu hybrydę.

Chromowy zawrót głowy

Jakość wykonania lampki biurkowej jest na bardzo dobrym poziomie. W dużej mierze to plastik, ale imitacja chromu w połączeniu lekko kremową bielą dają wrażenie obcowania z urządzeniem z wyższej półki. Spód podstawki jest w całości pokryty materiałem, więc nie ma ryzyka, że porysujemy blat biurka czy szafki.

Po wyjęciu z pudełka lampkę należy wcisnąć w podstawkę, podłączyć do prądu (nie ma tu wbudowanej baterii) i sparować ze smartfonem, tabletem czy laptopem. Gdy połączenie Bluetooth nie jest aktywne, gałka potencjometru służy do włączania lampki i regulacji jej jasności, a gdy głośnik jest używany – sterujemy w ten sposób głośnością. By wrócić do regulacji jasności, wystarczy gałkę krótko nacisnąć.

Dużo energii

Na środku podstawki znajduje się pole do ładowania indukcyjnego, i to szybkiego, bo z mocą do 15W.

Głośnik, choć ma niewielkie rozmiary, gra dość donośnie i przyjemnie. Może nie jest wzorem, jeśli chodzi o czystość dźwięku, szczególnie przy większej głośności, ale brzmi akceptowalnie, a na pewno dużo lepiej niż głośniki wbudowane w urządzenia mobilne.

Lampka LED świeci i tyle można o niej powiedzieć, czyli wszystko jest w porządku.

Podsumowując, jeśli komuś odpowiada stylistka tego urządzenia, to powinien być z niego zadowolony. Kosztuje nieco ponad 350 zł, czyli mniej więcej tyle, ile lampka, głośnik i ładowarka tej klasy oddzielnie, więc raczej nie grozi nam w tym przypadku, że przepłacimy.

Lampka z ładowarką indukcyjną i głośnikiem Winner Group w sklepie Orange>>


Rozrywka

Co obejrzeć z Orange: #BringBackAlice

Beata Giska Beata Giska
12 maja 2023
Co obejrzeć z Orange: #BringBackAlice

Ostatnia kropka i enter. Recenzja opublikowana. Uff zamykam laptopa i lecę oglądać finał „#BringBackAlice”. Na ten moment czekałam już od wielu tygodni! Ale zanim to się stanie poznajcie Alę Stec. Pewnego dnia stanęła na mojej drodze. Dosłownie. A potem już tylko namieszała w głowie…

Parafrazując Quentina Tarantino – dawno temu, tylko że nie w Hollywood, a bliżej Miasteczka Orange, udając się niczym Hobbit w długą podróż (zamiast pierścienia ściskałam kartę wejściową do zameldowanie się w biurze) mym oczom ukazał się plakat. Wielki billboard – młodzi ludzie, różowe włosy; u niektórych przerażone miny, u innych oczy skrywające mroczne sekrety. W pierwszej chwili pomyślałam, że to kolejna amerykańska produkcja, sugerując się zagranicznym tytułem. Po bliższym przyjrzeniu się, postać głównej bohaterki wydała mi się dziwnie znajoma. Rozpoznałam Helenę Englert (tak, córkę tego Jana Englerta; znaną mi ze „Znaków” – recenzję tego serialu znajdziecie na blogu). Szybko sięgnęłam po smartfona, by sprawdzić co to jest. Tak zapowiadała się nowa, flagowa produkcja HBO – polski thriller w odcinkach. Zaintrygowana czekałam na premierę. Choć nie spodziewałam się, że będzie to moja bajka - dziś czekam na finał, który obejrzę wieczorem, po pracy. Odliczam już godziny, bo Alicja Stec zabrała mnie do swojej krainę czarów i tam przepadłam.

Czy to jest dobry serial?

Nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca, a serialu przed końcem, ale dziś jest finał sezonu więc już postanowiłam opowiedzieć Wam o tej produkcji. To też znaczy, że od teraz wszystkie odcinki są już dostępne! Można zrobić sobie weekendowy maraton. Ja nie byłam na tyle cierpliwa, by czekać na resztę. Choć przyznam, że podeszłam z dość dużą rezerwą do premiery. Seriale młodzieżowe, teen drama to nie mój klimat, a raczej nie mój vibe – jak powiedzieliby młodzi bohaterowie. Produkcję HBO okrzyknięto polską wersją „Riverdale” czy odpowiednikiem głośnej „Euforii”. Miałam już podejście do tego ostatniego tytułu, ale w moim odczuciu odbyło się bez euforii po seansie. Zbyt wulgarny, niepotrzebnie epatujący nagością, z przerostem formy nad treścią. Odpuściłam dalsze odcinki. W przypadku, mocno reklamowanego „#BringBackAlice” miałam zobaczyć tylko co to jest, z ciekawości. Po pierwszym odcinku Sopot pochłonął mnie, porwały bałtyckie fale Dawno nie oglądałam kryminału, który się tak szybko, energicznie rozkręca. Niekiedy zabierałam się za serial i czekałam 2-3 odcinki, aż akcja się rozwinie i niestety nie zawsze to następowało… Tutaj mamy od razu mocne uderzenia.

W Trójmieście, w nocy, na ruchliwej ulicy idzie pod prąd, w obdartym ubraniu, bosa dziewczyna. Mdleje. Policja odkrywa, że to Alicja Stec (Helena Englert), która rok temu zaginęła na imprezie. Zanim to się stało – młoda kobieta była popularną influencerką, internetową idolką, córką bogatych rodziców, uczennicą elitarnego liceum. Co działo się z nią przez ten czas? Gdzie była? Skąd teraz się nagle wzięła? Bliscy próbują pomóc w odzyskaniu pamięci, jednak jej przyjaciele chyba wiedzą w tej sprawie więcej niż się wydaje… A nic tak nie łączy, jak wspólna tajemnica. Do tego, feralnej nocy rok temu, na tej samej imprezie, zniknęła kolejna nastolatka. Tylko że ta pochodziła z biednej rodziny i jej tragedią nikt się nie interesował. Poza bratem dziewczyny. Tomek (świetny Sebastian Dela, który w ostatnim czasie robi błyskawiczną karierę) prosi Alicję o pomoc. Razem próbują odkryć co stało się z Weroniką, a w zasadzie z nimi obiema. W obsadzie zobaczymy również: Jowitę Budnik czy Mariettę Żukowską. Z paczki przyjaciół aktorsko wybijają się Mila Jankowska (filmowa Paula) czy Bartłomiej Deklawa (diler Patryk).

Nadeszła era influencera

Serial porusza modne, głośne, ale i istotne w ostatnim czasie tematy (świat social mediów, szukanie swojej tożsamości seksualnej wśród młodych, pragnienie tolerancji, problem internetowego hejtu itp.; jest też i przestrogą dla rodziców). Reżyser lubi opowiadać o nastoletnich tematach (Dawid Nickel – nagrodzony za „Ostatni komers”). Co prawda można mu tutaj zarzucić, że pokazuje stereotypowe oblicze polskiej młodzieży, snobistycznych bogaczy, że „#Bring..” jest robiony na modłę zagranicznych seriali. Z drugiej strony broni się wieloma aspektami. Jest to kryminał, który od pierwszych momentów wciąga, trzyma w napięciu, intryguje, z każdym odcinkiem się rozwija, zaskakuje. Wiele postaci jest bardzo dobrze wykreowanych. A widz powoli i z ciekawością odkrywa kolejne elementy układanki. To wszystko siedzi potem w głowie na długo po seansie. O to chodzi, by nie był nijaki – był wyrazisty, zostawiał uczucie niedosytu i niepewności, byśmy nie zapominali o nim tuż po wyłączeniu ekranu. Naprawdę czekam z niecierpliwością na finał. Czy zaskoczy? Czy historia się wyjaśni, czy będzie następny sezon? Mam już kilka wersji rozwiązania sprawy i bardzo jestem ciekawa, czy uda mi się trafić. Niektóre wątki wciąż jednak są dla mnie zagadką. Polecam Wam samodzielną konfrontację.

Myślę, że gdyby serial znalazł się na Netflixie – spokojnie mógłby figurować na liście produkcji najchętniej oglądanych w wielu krajach. Jest zrobiony na światowym poziomie. No i to kolejny, w ostatnim czasie film, którego akcja dzieje się nad polskim morzem (wcześniej np. genialny i nieco ambitniejszy „Klangor”), które jest po prostu piękne. Ten klimat, krajobrazy! Można więc poczuć namiastkę lata i wakacji, a żeby nie było za słodko, brokatowo – pamiętajcie i uważajcie, bo sopockie lasy kryją mroczne tajemnice.

„BringBackAlice” do obejrzenia w HBO w pakietach telewizyjnych Orange. Tam też znajdziecie więcej więcej ciekawych filmowych propozycji.
Mój serial zbiera w internecie wiele skrajnych recenzji – jedni go pokochali, a inni niekoniecznie. Ciekawe, jak zmieni się to po finale. Jak mawiała Alicja Stec – kochane osoby: jak jest u Was? W którym teamie jesteście? Czekam na komentarze i niezmiennie zapraszam #ComeBackOrangeBlog


Zielony Operator

Pożyteczni lokatorzy „na dziko”

Hanna Jaworska-Orthwein Hanna Jaworska-Orthwein
12 maja 2023
Pożyteczni lokatorzy „na dziko”

W naszej stacji bazowej w Milówce w województwie śląskim mamy niezwykłych lokatorów - gościmy ok. 200 podkowców małych. To jeden z najmniejszych nietoperzy żyjących w Polsce. Opiekujemy się nimi, żeby miały spokojne życie.

Stacja bazowa mieści się na wieży kościelnej w Milówce i w niej zamieszkały sympatyczne ssaki. I choć ich stanowisko było wcześniej znane i oceniane na ok. 20-30 osobników, to po udostępnieniu przez nas pomieszczenia z infrastrukturą sieciową, okazało się, że jest tam 10 razy więcej nietoperzy!

fot. Kraina Podkowca

Jak pomogliśmy nietoperzom

Eksperci z Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Przyrody „pro Natura”, którzy doglądali kolonię poprosili nas, abyśmy włączyli się w opiekę nad nietoperzami. Jak mogliśmy odmówić! W pierwszej kolejności zadbaliśmy, aby nasi mali lokatorzy nie zbliżali się do niebezpiecznych miejsc w pomieszczeniu. Potem, zgodnie ze wskazówkami chiropterologów, czyli naukowców zajmujących się badaniem życia nietoperzy, zabezpieczyliśmy wloty do obiektu. Zrobiliśmy to tak, żeby podkowce mogły z nich skorzystać, a dla innych zwierząt były niedostępne. Teraz mają spokój, o który dbają nasi pracownicy.

Podkowiec mały to przedstawiciel jednego z 28 gatunków nietoperzy, który występuje jedynie w rejonach górskich i wyżynnych na południu Polski. Nasz bohater jest wyjątkowo mały - jego korpus ma wymiary ok. 3,5 - 4,5 cm. Gatunek jest objęty ścisłą ochroną, jako zagrożony wymarciem, dlatego „nasza” kolonia jest tak cenna.

fot. Kraina Podkowca

Życie pogromcy komarów

Większość występujących w Polsce gatunków nietoperzy, przynajmniej przez część swojego życia, wykorzystuje obiekty zbudowane przez człowieka. Mało jest okazji, aby obserwować je w naturze, ponieważ unikają otwartych przestrzeni, preferując tereny zarośnięte, w pobliżu skał i wśród gałęzi. To z powodu echolokacji, czyli zjawiska wykorzystywania przez zwierzęta dźwięku do orientacji w terenie. Podkowiec emituje sygnały bardzo wysokiej częstotliwości (106-108 kHz), które są silnie tłumione przez środowisko i przez to nie docierają daleko. Podkowcowi do szczęścia nie jest to potrzebne, bo to gatunek łapiący ofiary z powierzchni, na których siedzą i tu ważniejsza jest precyzja, niż daleki zasięg.

Nietoperze w naszej strefie klimatycznej hibernują w okresie chłodów i wtedy nie żerują nocą ani nie przemieszczają się. Kolonie zimowe zakładają w miejscach o stałej, dodatniej temperaturze ok. 5-8 st.C i wysokiej wilgotności powietrza czyli w jaskiniach, grotach, starych podziemnych umocnieniach, piwnicach, lochach, czy sztolniach. A kolonie letnie - czyli dokładnie taka jak nasza - zakładają w miejscach bardzo ciepłych np. strychach, wnętrzach starych domów, wieżach kościołów itp. Podkowce małe unikają przemieszczania na duże odległości i są raczej przywiązane do swoich kolonii, wracając do nich corocznie.

Dajmy im spokój, a docenią

Pamiętajmy, że nietoperzy nie wolno dotykać ani zakłócać im spokoju. Co więcej, jest to prawnie zakazane. Warto też wiedzieć, że nietoperze nie atakują ludzi. Tylko w sytuacji, gdy będziemy chcieli je chwycić gołymi rękami, zwierzę we własnej obronie może ugryźć.

Scroll to Top