Bezpieczeństwo

Tożsamość też trzeba chronić, czyli jak bezpiecznie używać sieci społecznościowych

Rafał Jaczynski Rafał Jaczynski
21 września 2010
Tożsamość też trzeba chronić, czyli jak bezpiecznie używać sieci społecznościowych

Czy zdarzyła się Wam już sytuacja, gdy korzystając z Facebooka widzieliście, że Wasi znajomi „polubili” jakieś dziwne strony, użytkowników, czy aplikacje, a może przesyłają Wam jakieś dziwne linki? Nie musi to świadczyć o tym, że zyskali nagle dziwne zainteresowania – raczej o tym, że ich konto zostało przejęte i jego nowi „właściciele” usiłują przejąć Wasze.

"Zaproszenie" od złośliwej aplikacji

By ustrzec się wielu ataków, wystarczy po prostu myśleć, co się robi. Zaczyna się od przynęty: linku na Facebookowym czacie do „wyjątkowo ciekawej” aplikacji, czy też informacji, że „polubiła” ją osoba, którą znamy i której ufamy. Po kliknięciu może się zdarzyć, że Facebook każe nam się ponownie zalogować. Mało kto zastanowi się dlaczego, wiele osób po prostu pomyśli, że zostali wylogowani. Tymczasem po spojrzeniu na pasek adresu może się okazać, że strona, na którą się logujemy, tylko bliźniaczo przypomina portal społecznościowy, ma bowiem zupełnie inny adres! W efekcie padamy ofiarą phishingu i z własnej woli oddajemy cyber-przestępcy nasz login i hasło. W kolejnym kroku trzeba jeszcze tylko dać rzeczonej aplikacji prawa do korzystania z naszego profilu i załatwione! W najlepszym przypadku będziemy nieświadomi tego, co czynimy, rozsyłać spam znajomym. Napastnik jednak może wykorzystać informacje o nas do spreparowania ataku wyłącznie pod naszym kątem.

Warto też krótko wspomnieć o powiązanym z Facebookiem click-jackingu, nazywanym czasem like-jackingiem. Od momentu, gdy przyciskiem Like można oznaczyć również treści poza FB, crackerzy wykorzystując błędy w zabezpieczeniach popularnych stron internetowych, umieszczają pod „Like” niewidoczną, tzw. „pływającą ramkę”. Nieświadomy użytkownik, święcie przekonany, że właśnie poinformował Facebook’owy świat o tym, co lubi, tak naprawdę klika wtedy w podłożony przez przestępców link, którym może być np. trojan, albo inny, równie interesujący program...

Co zatem robić? Kilka rad: nie akceptować zaproszeń od osób, których nie znamy; być świadomym jakie informacje o sobie udostępniamy i komu; używać i systematycznie uaktualniać program antywirusowy i firewall; no i wreszcie... myśleć, w co klikamy! A jeśli już nasze konto zostało przejęte i jakimś cudem napastnik nie zmienił hasła, natychmiast zmieńmy je sami.

A na koniec ku przestrodze dwie historie celebrytów. Prezes jednej z amerykańskich firm zajmujących się ochroną przez efektami kradzieży tożsamości był tak pewny siebie, że na billboardach umieszczał swój numer ubezpieczenia społecznego, zaznaczając, iż dzięki jego firmie ten numer będzie bezużyteczny dla przestępców. Efekt? Jego danymi posłużono się skutecznie w celach przestępczych... trzynastokrotnie! Prezenter motoryzacyjnego programu TopGear Jeremy Clarkson po aferze z wyciekiem danych jednego z angielskich banków w swoim prześmiewczym stylu podał publicznie numer swojego konta, twierdząc, że nic nie może się stać. Trafił na porządnego człowieka, bowiem 500 funtów, o które kilka dni później stał się uboższy, trafiło do Brytyjskiego Stowarzyszenia Cukrzyków. To nie jedyna tego typu przygoda Clarksona, zdarzyło mu się bowiem kiedyś „zatankowanie” za 35 tys. funtów, gdy ktoś na stacji benzynowej w USA sklonował jego kartę, ale nie o takich kradzieżach tutaj mówimy :)

Źródło: http://www.net-security.org/


Odpowiedzialny biznes

Spowiedź

Bartosz Nowakowski Bartosz Nowakowski
20 września 2010
Spowiedź

Jarku,

To był dla mnie dziwny sportowy weekend. Wiesz przecież jaki mam zapał do wszelakich dyscyplin, a tu taka sportowa chandra. I co gorsza, nie wiem, czym to jest spowodowane. Ale nie ma co się użalać, wierzę, że nadchodzący tydzień obudzi moje sportowe emocje.

Wracając do ostatniego weekendu, pięknie opisałeś swoje przeżycia. Nie oglądałem relacji na żywo "gali", na której panowie wyrównywali porachunki. Jednak przez wzgląd na wielkie zainteresowanie obejrzałem powtórki, bynajmniej żeby wiedzieć wśród znajomych o czym dyskusja. W sumie gdziekolwiek się nie ruszyłem, czy to dom, fryzjer, sąsiedzi na parkingu, wszędzie było o tym głośno. Zainteresowanie sięgnęło chyba zenitu w moim osiedlowym sklepie spożywczym. Dyskusja kasjerek na temat szans gwiazdy z Białej Rawskiej była tak gorąca, że ta gala mogła się rozpocząć między tymi kobietami już w tym sklepie. Tyle, że ja nie mógłbym być w tej sytuacji sędzią, bo... nie potrafię założyć dźwigni. Swoją drogą nigdy nie widziałem kobiecego MMA. Także, Jarku ludzie żyją tym naprawdę mocno i my poniekąd też wpadliśmy w ten wir, pisząc o tym. Wracając jeszcze na chwilkę do tych "pojedynków". Zastanawiała mnie długo wypowiedź jednego z uczestników. Zdaję sobie sprawę, że adrenalina przy takich wydarzeniach musi być naprawdę na wysokim poziomie, ale żeby jeździć na motocyklu tuż przed walką i zaraz wsiąść na niego z powrotem po walce i jeszcze bez jednej nerki. Podziwiam kondycję i możliwości. Nie jestem wielkim znawcą w tej materii, ale zawsze wydawało mi się, że jakichś czas po takim "mordobiciu" trzeba być pod obserwacją lekarzy.

Jedynym wydarzeniem (w połączeniu z meczem Arsenalu, ale o tym za chwilę), które śledziłem przez ten weekend na żywo był mecz Legii Warszawa z Zagłębiem Lubin. Przemilczę tę kwestię, tak będzie najlepiej. W każdym razie mój brat operował pilotem od telewizora i przez to, po drugiej połowie w zasadzie przeniosłem się na boisko w Sunderlandzie, bo chcieliśmy obejrzeć grę w piłkę nożną, a nie kopaczy (Pamiętasz pewnie ten wpis? Zamień tylko piłka "reprezentacyjna" na "ligowa").

W ubiegłym tygodniu, pisałem, jak bardzo żałowałem zaniedbania mistrzostw Europy w wioślarstwie, tak w tym nie śledziłem mistrzostw Europy w tenisie stołowym. Warto wspomnieć, że w przyszłym roku mistrzostwa będą rozgrywane w Trójmieście - rodzinnym mieście Natalii Partyki. Możesz pomyśleć Jarek, że brzmi to trochę jak spowiedź, ale zaniedbałem jeszcze moją ulubioną dyscyplinę jaką jest kolarstwo. O Vuelcie napiszę coś w oddzielnym wpisie.

Na koniec Jarku mam coś na pograniczu sportu, podobnie jak MMA. Otóż nigdy nie interesowałem się szumnym programem o nazwie "Taniec z gwiazdami". Ale tańczy tam sportowiec, o którym nie sposób nie wspomnieć. Nie znam się na tańcu, ale Andrzej przechodzi z rundy na rundę i obiecałem sobie, że jak dojdzie do finału to wyśle na niego sms. A propos wiedzy o tańcu, to zawsze przypomina mi się wywód pana Tomka Jarońskiego, który kiedyś powiedział, że polskie społeczeństwo fascynuje się tańcem i ocenia, jak to te gwiazdeczki tańczą. Czy dobrze, czy źle. Tylko jakby tak spytać tych sympatyków, kto jest mistrzem Polski, Europy, świata w tańcu sportowym to mogłaby nastąpić długa cisza.

Kończę już te swoje nudne opinie i mam nadzieję Jarku, że za tydzień wymienimy kolejne nasze wrażenia z minionego weekendu.

Ps. Właśnie, miałem Cię zapytać, czy zapoznałeś się z zasadami futbolu amerykańskiego, które dołączył czytelnik bloga? Jeśli nie, to naprawdę polecam. W dwanaście minut możesz zrozumieć filozofię gry.


Odpowiedzialny biznes

Znamy zwycięzców Orange Cup

Liliana Kulesza Liliana Kulesza
20 września 2010
Znamy zwycięzców Orange Cup

Mimo jesiennej pogody weekend w Trójmieście był naprawdę gorący. Ponad 300 dziewczynek i chłopców (32 drużyny) z całej Polski walczyło w Gdańsku o tytuł Mistrza Polski 11-latków i wyjazd na obóz szkoleniowy w klubie Glasgow Rangers. W jubileuszowym, 15. finale Orange Cup im. Marka Wielgusa wśród dziewczynek bezkonkurencyjny był UKS Stilon Gorzów, a spośród chłopców  zwyciężył MUKS Dunajec Nowy Sącz.

Ponad 70 meczom rozgrywanym na gdańskim stadionie Lechii towarzyszyły olbrzymie emocje i muszę przyznać, że były pokazem spektakularnej gry młodych futbolistów. Były efektowne zagrania i piękne gole, których nie powstydziłby się sam Leo Messi.

Najlepsi pamiątkowe trofea i dyplomy odebrali z rąk Stefana Majewskiego, trenera reprezentacji Polski do lat 23 oraz Andrzeja Zamilskiego, trenera reprezentacji 21-latków, którzy na Orange Cup wypatrywali nowych talentów. Gościem specjalnym finału w Gdańsku był Josef Kliment, przedstawiciel UEFA. Z najlepszych zawodników i zawodniczek powołano też polską kadrę 11- latków.

Jeśli chcecie znaleźć więcej informacji z finału w Gdańsku to zajrzyjcie do internetu na stronę:www.orangecup.pl.

Scroll to Top