Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (26) (0)

Michał Rosiak

15 grudnia 2017

Co w gadżetach piszczy (26)
0

Idą święta, nie zaszkodzi więc wrócić z gadżetowym nieregularnikiem. Dziś postaram się wzbudzić Wasze zainteresowanie, opisując krótko i w miarę zwięźle jeden telefon (który jeszcze niedawno mogliście u nas wygrać, ale nieprzerwanie możecie kupić), przydatny sprzęt do samochodu i – już standardowo w „co w gadżetach piszczy” – inteligentny zegarek.

Huawei Mate 10 Lite – Cztery aparaty to nie wszystko

Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy o urządzeniach Huawei nie wyrażało się inaczej, niż (używając odpowiednio pogardliwego tonu) per „chińszczyzna…”? To już od paru lat se ne vrati, a znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa nie flagowców, ale świetnie wykonanym telefonom ze średniej półki, takich jak Huawei Mate 10 Lite.

Na pierwszy rzut oka Lite robi wrażenie „wysokopółkowca”. Nie ma czego się czepnąć – aluminium, szkło, czytnik odcisków – wszystko jest! Nawet ekran w proporcjach 2:1 z wąziutkimi ramkami. Można się czepnąć, że to IPS, a nie AMOLED, ale na czymś trzeba oszczędzić – w końcu dwa Mate Lite’y to cenowo jeden „bazowy” Mate 🙂

Jeśli by znaleźć jedno, czym Mate Lite się wyróżnia, byłyby to aparaty fotograficzne. To jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i jak Huawei zrobi bokeh, to nie ma… Hmmm, wielbiciele polskiego kina wiedzą 😉 A jak już go zrobi to i z przodu i z tyłu, a w obu przypadkach doświetli fleszem.

Huawei Mate 10 Lite na co dzień działa płynnie, nie zamula (w czym pomagają 4 GB RAMu), brakuje mu tylko (lub – w moim przypadku – aż) NFC. Ja jestem fanem technologii nie wyobrażam sobie płacenia czymś innym, niż Android Pay, ale jeśli Wy możecie bez tego żyć, to warto zajrzeć do naszego sklepu.

Ferguson EyeDrive FHD170 – I Ty możesz współtworzyć „Polskie Drogi”

Oglądacie Youtube’ową serię „Polskie Drogi”? Ja jestem jej fanem niemal od początku i mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy świadomość tego, co może wpaść do głowy innemu kierowcy, uratowała mój samochód od wizyty u blacharza i/lub mnie od wizyty w szpitalu. Czasami można mieć wrażenie, że kamera w aucie przyciąga takie sytuacje. Na szczęście u mnie, od czasów, gdy używam rejestrator Ferguson EyeDrive FHD170, nic złego się nie stało.

Sama kamerka jest raczej mała, dzięki czemu nie zasłania widoku. Wygląda na sprzęt z wyższej półki, a jedyne co na to nie wskazuje, to – na szczęście – cena. Menu z jednej strony jasne, ale z drugiej – nie całkiem przejrzyste, może się więc okazać, że po wybraniu opcji „mikrofon-włącz”, na ekranie pokaże się przekreślona ikonka mikrofonu. No ale potem można przełączyć 🙂 Wideorejestrator może się uruchomić automatycznie po włączeniu silnika, a gdy już zadziała, na górnym pasku widzimy wielkie czerwone kółko i jakość nagrania (maksymalnie Full HD_, zaś na dole – godzinę i datę. Jakość jest na tyle dobra, że widać, nawet po ciemku, rejestracje mijających nas pojazdów. Szerokokątny obiektyw zbiera dużo, auto stojące obok widać też na ekranie rejestratora. Oczywiście ten po chwili się wyłącza i widzimy tylko świecącą się lampkę. Nagrywamy ile chcemy – kasowanie najstarszych nagrań, gdy kończy się miejsce, to już standard. FHD170 sam zablokuje do edycji nagranie, jeśli czujnik wstrząsowy odnotuje „dzwona”, możemy też zrobić to sami, wciskając guzik z wykrzyknikiem. Urządzenie dysponuje też trybem parkingowym, uruchamiającym się w momencie wstrząsu i trzymającym w buforze nagranie z ostatnich chwil przed uderzeniem w nasze zaparkowane auto.

Irytują tylko dwie rzeczy – umiejscowienie wtyczki do ładowania na górze (!) urządzenia i dziwny standard plików wideo – nie poznaje ich domyślny odtwarzacz w Windows 10, Chromebook też nie, wyłącznie Windows Media Player. Ale, biorąc pod uwagę cenę, da się z tymi wadami żyć.

Fitbit Blaze – Trener na nadgarstku

Ostatnio co odcinek piszę o inteligentnych zegarkach, ale co poradzę na to, że lubię kwantyfikować swoje życie? Nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować nawet sam ze sobą. Dlatego na mój nadgarstek trafił Fitbit Blaze. Firma z San Francisco to prekursor fitness trackerów. Przypinany do ubrania klip Ultra wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu.

Młodszego o sześć lat (toż to epoka w technologii!) Blaze’a na upartego można by założyć do garnituru (po wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem). W sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Mocna, niezniszczalna aluminiowa ramka z kwadratowym trackerem wewnątrz wygląda intrygująco. Co więcej, mówimy o urządzeniu fitnessowym, nie sposób więc nie docenić dodatkowego wietrzenia spoconej ręki. Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku, ale przede wszystkim po uniesieniu ręki. Intuicyjny interfejs w soczystych kolorach, widoczny w pełnym słońcu, bateria wystarcza nawet na pięć dni. Pytanie jednak, czy to ostatnie to plus, skoro chcąc zapisać trasę treningu i tak musimy wziąć… telefon? A to dlatego, że Blaze „pasożytuje” na jego GPSie. No ale bateria starcza na dłużej.

Do obsługi instrukcja jest zbędna. Przesuwamy palcem w lewo i widzimy: Today (osiągnięcia z dziś), Exercise (bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar to trener fitness, Relax zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. Na ekranie widzimy polecenia, dotyczące predefiniowanych aktywności, a zegarek informuje nas wibracją, że mamy spojrzeć na ekran po kolejne polecenia. Fitbit Blaze przy swojej cenie to ciekawa alternatywa dla droższych lub „mniej mających” urządzeń.

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (26)
podaj nick
podaj poprawny adres e-mail
komentarz jest wymagany

Komentarze


Urządzenia

Testujemy LG V30 – smartfon filmowany smartfonem (5)

Michał Rosiak

5 grudnia 2017

Testujemy LG V30 – smartfon filmowany smartfonem
5

Idą święta, nie zaszkodzi więc wrócić z gadżetowym nieregularnikiem. Dziś postaram się wzbudzić Wasze zainteresowanie, opisując krótko i w miarę zwięźle jeden telefon (który jeszcze niedawno mogliście u nas wygrać, ale nieprzerwanie możecie kupić), przydatny sprzęt do samochodu i – już standardowo w „co w gadżetach piszczy” – inteligentny zegarek.

Huawei Mate 10 Lite – Cztery aparaty to nie wszystko

Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy o urządzeniach Huawei nie wyrażało się inaczej, niż (używając odpowiednio pogardliwego tonu) per „chińszczyzna…”? To już od paru lat se ne vrati, a znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa nie flagowców, ale świetnie wykonanym telefonom ze średniej półki, takich jak Huawei Mate 10 Lite.

Na pierwszy rzut oka Lite robi wrażenie „wysokopółkowca”. Nie ma czego się czepnąć – aluminium, szkło, czytnik odcisków – wszystko jest! Nawet ekran w proporcjach 2:1 z wąziutkimi ramkami. Można się czepnąć, że to IPS, a nie AMOLED, ale na czymś trzeba oszczędzić – w końcu dwa Mate Lite’y to cenowo jeden „bazowy” Mate 🙂

Jeśli by znaleźć jedno, czym Mate Lite się wyróżnia, byłyby to aparaty fotograficzne. To jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i jak Huawei zrobi bokeh, to nie ma… Hmmm, wielbiciele polskiego kina wiedzą 😉 A jak już go zrobi to i z przodu i z tyłu, a w obu przypadkach doświetli fleszem.

Huawei Mate 10 Lite na co dzień działa płynnie, nie zamula (w czym pomagają 4 GB RAMu), brakuje mu tylko (lub – w moim przypadku – aż) NFC. Ja jestem fanem technologii nie wyobrażam sobie płacenia czymś innym, niż Android Pay, ale jeśli Wy możecie bez tego żyć, to warto zajrzeć do naszego sklepu.

Ferguson EyeDrive FHD170 – I Ty możesz współtworzyć „Polskie Drogi”

Oglądacie Youtube’ową serię „Polskie Drogi”? Ja jestem jej fanem niemal od początku i mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy świadomość tego, co może wpaść do głowy innemu kierowcy, uratowała mój samochód od wizyty u blacharza i/lub mnie od wizyty w szpitalu. Czasami można mieć wrażenie, że kamera w aucie przyciąga takie sytuacje. Na szczęście u mnie, od czasów, gdy używam rejestrator Ferguson EyeDrive FHD170, nic złego się nie stało.

Sama kamerka jest raczej mała, dzięki czemu nie zasłania widoku. Wygląda na sprzęt z wyższej półki, a jedyne co na to nie wskazuje, to – na szczęście – cena. Menu z jednej strony jasne, ale z drugiej – nie całkiem przejrzyste, może się więc okazać, że po wybraniu opcji „mikrofon-włącz”, na ekranie pokaże się przekreślona ikonka mikrofonu. No ale potem można przełączyć 🙂 Wideorejestrator może się uruchomić automatycznie po włączeniu silnika, a gdy już zadziała, na górnym pasku widzimy wielkie czerwone kółko i jakość nagrania (maksymalnie Full HD_, zaś na dole – godzinę i datę. Jakość jest na tyle dobra, że widać, nawet po ciemku, rejestracje mijających nas pojazdów. Szerokokątny obiektyw zbiera dużo, auto stojące obok widać też na ekranie rejestratora. Oczywiście ten po chwili się wyłącza i widzimy tylko świecącą się lampkę. Nagrywamy ile chcemy – kasowanie najstarszych nagrań, gdy kończy się miejsce, to już standard. FHD170 sam zablokuje do edycji nagranie, jeśli czujnik wstrząsowy odnotuje „dzwona”, możemy też zrobić to sami, wciskając guzik z wykrzyknikiem. Urządzenie dysponuje też trybem parkingowym, uruchamiającym się w momencie wstrząsu i trzymającym w buforze nagranie z ostatnich chwil przed uderzeniem w nasze zaparkowane auto.

Irytują tylko dwie rzeczy – umiejscowienie wtyczki do ładowania na górze (!) urządzenia i dziwny standard plików wideo – nie poznaje ich domyślny odtwarzacz w Windows 10, Chromebook też nie, wyłącznie Windows Media Player. Ale, biorąc pod uwagę cenę, da się z tymi wadami żyć.

Fitbit Blaze – Trener na nadgarstku

Ostatnio co odcinek piszę o inteligentnych zegarkach, ale co poradzę na to, że lubię kwantyfikować swoje życie? Nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować nawet sam ze sobą. Dlatego na mój nadgarstek trafił Fitbit Blaze. Firma z San Francisco to prekursor fitness trackerów. Przypinany do ubrania klip Ultra wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu.

Młodszego o sześć lat (toż to epoka w technologii!) Blaze’a na upartego można by założyć do garnituru (po wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem). W sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Mocna, niezniszczalna aluminiowa ramka z kwadratowym trackerem wewnątrz wygląda intrygująco. Co więcej, mówimy o urządzeniu fitnessowym, nie sposób więc nie docenić dodatkowego wietrzenia spoconej ręki. Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku, ale przede wszystkim po uniesieniu ręki. Intuicyjny interfejs w soczystych kolorach, widoczny w pełnym słońcu, bateria wystarcza nawet na pięć dni. Pytanie jednak, czy to ostatnie to plus, skoro chcąc zapisać trasę treningu i tak musimy wziąć… telefon? A to dlatego, że Blaze „pasożytuje” na jego GPSie. No ale bateria starcza na dłużej.

Do obsługi instrukcja jest zbędna. Przesuwamy palcem w lewo i widzimy: Today (osiągnięcia z dziś), Exercise (bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar to trener fitness, Relax zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. Na ekranie widzimy polecenia, dotyczące predefiniowanych aktywności, a zegarek informuje nas wibracją, że mamy spojrzeć na ekran po kolejne polecenia. Fitbit Blaze przy swojej cenie to ciekawa alternatywa dla droższych lub „mniej mających” urządzeń.

Udostępnij: Testujemy LG V30 – smartfon filmowany smartfonem
podaj nick
podaj poprawny adres e-mail
komentarz jest wymagany

Komentarze

  • komentarz
    mike278 13:27 05-12-2017
    Niezły kawałek elektroniki. W szczególności ten dźwięk. Podejrzewam że nawet na starych LG HBS-730 brzmiałoby to nad wyraz dobrze. ;) Jeśli jakaś siła planuje zrobić cud dla mnie ;) to niech uwzględnia ten smartfon w swych planach. :P
    Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 16:35 05-12-2017
    Urządzenie zapowiada się super :) Mnie ciekawi jakość zdjęć - jako koneser fotografii smartfonowej jest to dla mnie bardzo ważny atut. Myślę że pablo_ck byłby zadowolony :) Michale video jak zawsze super ;) Myślę że gdybyś założył swój blog to telepolis.pl, antyweb.pl, etc....miałyby mocnego konkurenta :)
    Odpowiedz
    • komentarz
      Michał Rosiak 16:37 05-12-2017
      Robię co mogę, dzięki za dobre słowo, ale z tą konkurencją bym nie przesadzał :) Co do fotek z V30 to na <a href="http://instagram.com/rosiu36/" rel="nofollow">insta prywatne</a> wrzucałem ostatnio parę.
      Odpowiedz
      • komentarz
        pablo_ck 21:35 05-12-2017
        W wolnej chwili "luknę" :) Pozdrawiam.
        Odpowiedz
  • komentarz
    Astis 23:59 06-12-2017
    Michale . . . Szacun xD ;)
    Odpowiedz

Urządzenia

LG V30 – kolejna mocna premiera w Orange (4)

Zbyszek Drohobycki

17 listopada 2017

LG V30 – kolejna mocna premiera w Orange
4

Idą święta, nie zaszkodzi więc wrócić z gadżetowym nieregularnikiem. Dziś postaram się wzbudzić Wasze zainteresowanie, opisując krótko i w miarę zwięźle jeden telefon (który jeszcze niedawno mogliście u nas wygrać, ale nieprzerwanie możecie kupić), przydatny sprzęt do samochodu i – już standardowo w „co w gadżetach piszczy” – inteligentny zegarek.

Huawei Mate 10 Lite – Cztery aparaty to nie wszystko

Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy o urządzeniach Huawei nie wyrażało się inaczej, niż (używając odpowiednio pogardliwego tonu) per „chińszczyzna…”? To już od paru lat se ne vrati, a znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa nie flagowców, ale świetnie wykonanym telefonom ze średniej półki, takich jak Huawei Mate 10 Lite.

Na pierwszy rzut oka Lite robi wrażenie „wysokopółkowca”. Nie ma czego się czepnąć – aluminium, szkło, czytnik odcisków – wszystko jest! Nawet ekran w proporcjach 2:1 z wąziutkimi ramkami. Można się czepnąć, że to IPS, a nie AMOLED, ale na czymś trzeba oszczędzić – w końcu dwa Mate Lite’y to cenowo jeden „bazowy” Mate 🙂

Jeśli by znaleźć jedno, czym Mate Lite się wyróżnia, byłyby to aparaty fotograficzne. To jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i jak Huawei zrobi bokeh, to nie ma… Hmmm, wielbiciele polskiego kina wiedzą 😉 A jak już go zrobi to i z przodu i z tyłu, a w obu przypadkach doświetli fleszem.

Huawei Mate 10 Lite na co dzień działa płynnie, nie zamula (w czym pomagają 4 GB RAMu), brakuje mu tylko (lub – w moim przypadku – aż) NFC. Ja jestem fanem technologii nie wyobrażam sobie płacenia czymś innym, niż Android Pay, ale jeśli Wy możecie bez tego żyć, to warto zajrzeć do naszego sklepu.

Ferguson EyeDrive FHD170 – I Ty możesz współtworzyć „Polskie Drogi”

Oglądacie Youtube’ową serię „Polskie Drogi”? Ja jestem jej fanem niemal od początku i mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy świadomość tego, co może wpaść do głowy innemu kierowcy, uratowała mój samochód od wizyty u blacharza i/lub mnie od wizyty w szpitalu. Czasami można mieć wrażenie, że kamera w aucie przyciąga takie sytuacje. Na szczęście u mnie, od czasów, gdy używam rejestrator Ferguson EyeDrive FHD170, nic złego się nie stało.

Sama kamerka jest raczej mała, dzięki czemu nie zasłania widoku. Wygląda na sprzęt z wyższej półki, a jedyne co na to nie wskazuje, to – na szczęście – cena. Menu z jednej strony jasne, ale z drugiej – nie całkiem przejrzyste, może się więc okazać, że po wybraniu opcji „mikrofon-włącz”, na ekranie pokaże się przekreślona ikonka mikrofonu. No ale potem można przełączyć 🙂 Wideorejestrator może się uruchomić automatycznie po włączeniu silnika, a gdy już zadziała, na górnym pasku widzimy wielkie czerwone kółko i jakość nagrania (maksymalnie Full HD_, zaś na dole – godzinę i datę. Jakość jest na tyle dobra, że widać, nawet po ciemku, rejestracje mijających nas pojazdów. Szerokokątny obiektyw zbiera dużo, auto stojące obok widać też na ekranie rejestratora. Oczywiście ten po chwili się wyłącza i widzimy tylko świecącą się lampkę. Nagrywamy ile chcemy – kasowanie najstarszych nagrań, gdy kończy się miejsce, to już standard. FHD170 sam zablokuje do edycji nagranie, jeśli czujnik wstrząsowy odnotuje „dzwona”, możemy też zrobić to sami, wciskając guzik z wykrzyknikiem. Urządzenie dysponuje też trybem parkingowym, uruchamiającym się w momencie wstrząsu i trzymającym w buforze nagranie z ostatnich chwil przed uderzeniem w nasze zaparkowane auto.

Irytują tylko dwie rzeczy – umiejscowienie wtyczki do ładowania na górze (!) urządzenia i dziwny standard plików wideo – nie poznaje ich domyślny odtwarzacz w Windows 10, Chromebook też nie, wyłącznie Windows Media Player. Ale, biorąc pod uwagę cenę, da się z tymi wadami żyć.

Fitbit Blaze – Trener na nadgarstku

Ostatnio co odcinek piszę o inteligentnych zegarkach, ale co poradzę na to, że lubię kwantyfikować swoje życie? Nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować nawet sam ze sobą. Dlatego na mój nadgarstek trafił Fitbit Blaze. Firma z San Francisco to prekursor fitness trackerów. Przypinany do ubrania klip Ultra wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu.

Młodszego o sześć lat (toż to epoka w technologii!) Blaze’a na upartego można by założyć do garnituru (po wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem). W sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Mocna, niezniszczalna aluminiowa ramka z kwadratowym trackerem wewnątrz wygląda intrygująco. Co więcej, mówimy o urządzeniu fitnessowym, nie sposób więc nie docenić dodatkowego wietrzenia spoconej ręki. Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku, ale przede wszystkim po uniesieniu ręki. Intuicyjny interfejs w soczystych kolorach, widoczny w pełnym słońcu, bateria wystarcza nawet na pięć dni. Pytanie jednak, czy to ostatnie to plus, skoro chcąc zapisać trasę treningu i tak musimy wziąć… telefon? A to dlatego, że Blaze „pasożytuje” na jego GPSie. No ale bateria starcza na dłużej.

Do obsługi instrukcja jest zbędna. Przesuwamy palcem w lewo i widzimy: Today (osiągnięcia z dziś), Exercise (bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar to trener fitness, Relax zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. Na ekranie widzimy polecenia, dotyczące predefiniowanych aktywności, a zegarek informuje nas wibracją, że mamy spojrzeć na ekran po kolejne polecenia. Fitbit Blaze przy swojej cenie to ciekawa alternatywa dla droższych lub „mniej mających” urządzeń.

Udostępnij: LG V30 – kolejna mocna premiera w Orange
podaj nick
podaj poprawny adres e-mail
komentarz jest wymagany

Komentarze

  • komentarz
    Tomii 12:14 17-11-2017
    Ponawiam istotne dla mnie pytanie: Czy ten model będzie obsługiwał Orange-owe VoLTE i WiFi Calling? Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Zbigniew Drohobycki 18:02 17-11-2017
      W tej chwili nie mamy jeszcze 100% pewności. Telefon jest u nas nowością i zanim nie sprawdzimy, czy wszystko działa poprawnie nie chcielibyśmy składać żadnych twierdzących deklaracji.
      Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 19:39 17-11-2017
    Fajnie to wszystko się prezentuje :)
    Odpowiedz
  • komentarz
    art 20:23 17-11-2017
    A co z ofertą dla firm? Pod linkiem jest tylko oferta dla klientów indywidualnych
    Odpowiedz

Urządzenia

LG V30 – warto było poczekać (5)

Zbyszek Drohobycki

16 listopada 2017

LG V30 – warto było poczekać
5

Idą święta, nie zaszkodzi więc wrócić z gadżetowym nieregularnikiem. Dziś postaram się wzbudzić Wasze zainteresowanie, opisując krótko i w miarę zwięźle jeden telefon (który jeszcze niedawno mogliście u nas wygrać, ale nieprzerwanie możecie kupić), przydatny sprzęt do samochodu i – już standardowo w „co w gadżetach piszczy” – inteligentny zegarek.

Huawei Mate 10 Lite – Cztery aparaty to nie wszystko

Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy o urządzeniach Huawei nie wyrażało się inaczej, niż (używając odpowiednio pogardliwego tonu) per „chińszczyzna…”? To już od paru lat se ne vrati, a znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa nie flagowców, ale świetnie wykonanym telefonom ze średniej półki, takich jak Huawei Mate 10 Lite.

Na pierwszy rzut oka Lite robi wrażenie „wysokopółkowca”. Nie ma czego się czepnąć – aluminium, szkło, czytnik odcisków – wszystko jest! Nawet ekran w proporcjach 2:1 z wąziutkimi ramkami. Można się czepnąć, że to IPS, a nie AMOLED, ale na czymś trzeba oszczędzić – w końcu dwa Mate Lite’y to cenowo jeden „bazowy” Mate 🙂

Jeśli by znaleźć jedno, czym Mate Lite się wyróżnia, byłyby to aparaty fotograficzne. To jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i jak Huawei zrobi bokeh, to nie ma… Hmmm, wielbiciele polskiego kina wiedzą 😉 A jak już go zrobi to i z przodu i z tyłu, a w obu przypadkach doświetli fleszem.

Huawei Mate 10 Lite na co dzień działa płynnie, nie zamula (w czym pomagają 4 GB RAMu), brakuje mu tylko (lub – w moim przypadku – aż) NFC. Ja jestem fanem technologii nie wyobrażam sobie płacenia czymś innym, niż Android Pay, ale jeśli Wy możecie bez tego żyć, to warto zajrzeć do naszego sklepu.

Ferguson EyeDrive FHD170 – I Ty możesz współtworzyć „Polskie Drogi”

Oglądacie Youtube’ową serię „Polskie Drogi”? Ja jestem jej fanem niemal od początku i mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy świadomość tego, co może wpaść do głowy innemu kierowcy, uratowała mój samochód od wizyty u blacharza i/lub mnie od wizyty w szpitalu. Czasami można mieć wrażenie, że kamera w aucie przyciąga takie sytuacje. Na szczęście u mnie, od czasów, gdy używam rejestrator Ferguson EyeDrive FHD170, nic złego się nie stało.

Sama kamerka jest raczej mała, dzięki czemu nie zasłania widoku. Wygląda na sprzęt z wyższej półki, a jedyne co na to nie wskazuje, to – na szczęście – cena. Menu z jednej strony jasne, ale z drugiej – nie całkiem przejrzyste, może się więc okazać, że po wybraniu opcji „mikrofon-włącz”, na ekranie pokaże się przekreślona ikonka mikrofonu. No ale potem można przełączyć 🙂 Wideorejestrator może się uruchomić automatycznie po włączeniu silnika, a gdy już zadziała, na górnym pasku widzimy wielkie czerwone kółko i jakość nagrania (maksymalnie Full HD_, zaś na dole – godzinę i datę. Jakość jest na tyle dobra, że widać, nawet po ciemku, rejestracje mijających nas pojazdów. Szerokokątny obiektyw zbiera dużo, auto stojące obok widać też na ekranie rejestratora. Oczywiście ten po chwili się wyłącza i widzimy tylko świecącą się lampkę. Nagrywamy ile chcemy – kasowanie najstarszych nagrań, gdy kończy się miejsce, to już standard. FHD170 sam zablokuje do edycji nagranie, jeśli czujnik wstrząsowy odnotuje „dzwona”, możemy też zrobić to sami, wciskając guzik z wykrzyknikiem. Urządzenie dysponuje też trybem parkingowym, uruchamiającym się w momencie wstrząsu i trzymającym w buforze nagranie z ostatnich chwil przed uderzeniem w nasze zaparkowane auto.

Irytują tylko dwie rzeczy – umiejscowienie wtyczki do ładowania na górze (!) urządzenia i dziwny standard plików wideo – nie poznaje ich domyślny odtwarzacz w Windows 10, Chromebook też nie, wyłącznie Windows Media Player. Ale, biorąc pod uwagę cenę, da się z tymi wadami żyć.

Fitbit Blaze – Trener na nadgarstku

Ostatnio co odcinek piszę o inteligentnych zegarkach, ale co poradzę na to, że lubię kwantyfikować swoje życie? Nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować nawet sam ze sobą. Dlatego na mój nadgarstek trafił Fitbit Blaze. Firma z San Francisco to prekursor fitness trackerów. Przypinany do ubrania klip Ultra wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu.

Młodszego o sześć lat (toż to epoka w technologii!) Blaze’a na upartego można by założyć do garnituru (po wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem). W sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Mocna, niezniszczalna aluminiowa ramka z kwadratowym trackerem wewnątrz wygląda intrygująco. Co więcej, mówimy o urządzeniu fitnessowym, nie sposób więc nie docenić dodatkowego wietrzenia spoconej ręki. Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku, ale przede wszystkim po uniesieniu ręki. Intuicyjny interfejs w soczystych kolorach, widoczny w pełnym słońcu, bateria wystarcza nawet na pięć dni. Pytanie jednak, czy to ostatnie to plus, skoro chcąc zapisać trasę treningu i tak musimy wziąć… telefon? A to dlatego, że Blaze „pasożytuje” na jego GPSie. No ale bateria starcza na dłużej.

Do obsługi instrukcja jest zbędna. Przesuwamy palcem w lewo i widzimy: Today (osiągnięcia z dziś), Exercise (bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar to trener fitness, Relax zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. Na ekranie widzimy polecenia, dotyczące predefiniowanych aktywności, a zegarek informuje nas wibracją, że mamy spojrzeć na ekran po kolejne polecenia. Fitbit Blaze przy swojej cenie to ciekawa alternatywa dla droższych lub „mniej mających” urządzeń.

Udostępnij: LG V30 – warto było poczekać
podaj nick
podaj poprawny adres e-mail
komentarz jest wymagany

Komentarze

  • komentarz
    mike278 14:04 16-11-2017
    Piękny kawałek elektroniki. Poetycznie ujmując: niebieski obiekt pożądania. Premiera późna, ale parametry codo. Słuchawki i możliwości DACa coś wspaniałego dla takiego maniakalnego wielbiciela słuchania muzyki jak ja. I ten ekran, ależby się na nim ebooki czytało.
    Odpowiedz
    • komentarz
      mike278 14:35 16-11-2017
      Szlag: parametry cudo.
      Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 14:26 16-11-2017
    Możliwości filmowe po w/w materiale oceniam na 4+ :p Trochę za dużo w nim pomarańczy - chyba za Wojtek i Pan Jarek to "króliczki" wcinające codziennie marchewkę :) Urządzenie prezentuje się bardzo dobrze, ale jako "koneser" fotografii smartfonowej musiałbym przeprowadzić test tego urządzenia. Dla mnie jak na razie nr 1 pod względem fotografii jest HTC U11.
    Odpowiedz
  • komentarz
    Tomiii 17:32 16-11-2017
    Czy ten model będzie obsługiwał Orange-owe VoLTE i WiFi Calling?
    Odpowiedz
  • komentarz
    Astis 11:16 04-12-2017
    Mam LG V10 od dwóch lat i powiem, że NIGDY nie miałem tak długo smartfona 😁😈👿👹 co wskazuje wg mnie, że taki sprzęt to dobry kombajn ! Polecam LG i czekam juz z miesiąc na jakąś nową ofertę.... ktoś obiecał , ale zapomniał więc złożyłem wypowiedzenie tv, światłowodu bo tego czego nie pisze się tu zmieniono oferte tv i można bez kary rozwiązać umowę....
    Odpowiedz

Urządzenia

Pierwszy flagowiec nowej Nokii (17)

Piotr Domański

13 listopada 2017

Pierwszy flagowiec nowej Nokii
17

Idą święta, nie zaszkodzi więc wrócić z gadżetowym nieregularnikiem. Dziś postaram się wzbudzić Wasze zainteresowanie, opisując krótko i w miarę zwięźle jeden telefon (który jeszcze niedawno mogliście u nas wygrać, ale nieprzerwanie możecie kupić), przydatny sprzęt do samochodu i – już standardowo w „co w gadżetach piszczy” – inteligentny zegarek.

Huawei Mate 10 Lite – Cztery aparaty to nie wszystko

Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy o urządzeniach Huawei nie wyrażało się inaczej, niż (używając odpowiednio pogardliwego tonu) per „chińszczyzna…”? To już od paru lat se ne vrati, a znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa nie flagowców, ale świetnie wykonanym telefonom ze średniej półki, takich jak Huawei Mate 10 Lite.

Na pierwszy rzut oka Lite robi wrażenie „wysokopółkowca”. Nie ma czego się czepnąć – aluminium, szkło, czytnik odcisków – wszystko jest! Nawet ekran w proporcjach 2:1 z wąziutkimi ramkami. Można się czepnąć, że to IPS, a nie AMOLED, ale na czymś trzeba oszczędzić – w końcu dwa Mate Lite’y to cenowo jeden „bazowy” Mate 🙂

Jeśli by znaleźć jedno, czym Mate Lite się wyróżnia, byłyby to aparaty fotograficzne. To jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i jak Huawei zrobi bokeh, to nie ma… Hmmm, wielbiciele polskiego kina wiedzą 😉 A jak już go zrobi to i z przodu i z tyłu, a w obu przypadkach doświetli fleszem.

Huawei Mate 10 Lite na co dzień działa płynnie, nie zamula (w czym pomagają 4 GB RAMu), brakuje mu tylko (lub – w moim przypadku – aż) NFC. Ja jestem fanem technologii nie wyobrażam sobie płacenia czymś innym, niż Android Pay, ale jeśli Wy możecie bez tego żyć, to warto zajrzeć do naszego sklepu.

Ferguson EyeDrive FHD170 – I Ty możesz współtworzyć „Polskie Drogi”

Oglądacie Youtube’ową serię „Polskie Drogi”? Ja jestem jej fanem niemal od początku i mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy świadomość tego, co może wpaść do głowy innemu kierowcy, uratowała mój samochód od wizyty u blacharza i/lub mnie od wizyty w szpitalu. Czasami można mieć wrażenie, że kamera w aucie przyciąga takie sytuacje. Na szczęście u mnie, od czasów, gdy używam rejestrator Ferguson EyeDrive FHD170, nic złego się nie stało.

Sama kamerka jest raczej mała, dzięki czemu nie zasłania widoku. Wygląda na sprzęt z wyższej półki, a jedyne co na to nie wskazuje, to – na szczęście – cena. Menu z jednej strony jasne, ale z drugiej – nie całkiem przejrzyste, może się więc okazać, że po wybraniu opcji „mikrofon-włącz”, na ekranie pokaże się przekreślona ikonka mikrofonu. No ale potem można przełączyć 🙂 Wideorejestrator może się uruchomić automatycznie po włączeniu silnika, a gdy już zadziała, na górnym pasku widzimy wielkie czerwone kółko i jakość nagrania (maksymalnie Full HD_, zaś na dole – godzinę i datę. Jakość jest na tyle dobra, że widać, nawet po ciemku, rejestracje mijających nas pojazdów. Szerokokątny obiektyw zbiera dużo, auto stojące obok widać też na ekranie rejestratora. Oczywiście ten po chwili się wyłącza i widzimy tylko świecącą się lampkę. Nagrywamy ile chcemy – kasowanie najstarszych nagrań, gdy kończy się miejsce, to już standard. FHD170 sam zablokuje do edycji nagranie, jeśli czujnik wstrząsowy odnotuje „dzwona”, możemy też zrobić to sami, wciskając guzik z wykrzyknikiem. Urządzenie dysponuje też trybem parkingowym, uruchamiającym się w momencie wstrząsu i trzymającym w buforze nagranie z ostatnich chwil przed uderzeniem w nasze zaparkowane auto.

Irytują tylko dwie rzeczy – umiejscowienie wtyczki do ładowania na górze (!) urządzenia i dziwny standard plików wideo – nie poznaje ich domyślny odtwarzacz w Windows 10, Chromebook też nie, wyłącznie Windows Media Player. Ale, biorąc pod uwagę cenę, da się z tymi wadami żyć.

Fitbit Blaze – Trener na nadgarstku

Ostatnio co odcinek piszę o inteligentnych zegarkach, ale co poradzę na to, że lubię kwantyfikować swoje życie? Nie potrafię inaczej, kręci mnie to, lubię grywalizować nawet sam ze sobą. Dlatego na mój nadgarstek trafił Fitbit Blaze. Firma z San Francisco to prekursor fitness trackerów. Przypinany do ubrania klip Ultra wszedł na rynek w 2011 roku i mierzył kroki oraz jakość snu.

Młodszego o sześć lat (toż to epoka w technologii!) Blaze’a na upartego można by założyć do garnituru (po wymianie paska, co da się zrobić jednym ruchem). W sieci wygląd Blaze’a wzbudza kontrowersje, ale mnie się podoba. Mocna, niezniszczalna aluminiowa ramka z kwadratowym trackerem wewnątrz wygląda intrygująco. Co więcej, mówimy o urządzeniu fitnessowym, nie sposób więc nie docenić dodatkowego wietrzenia spoconej ręki. Kolorowy dotykowy ekran 1,58″ rozjaśnia się po wciśnięciu przycisku, ale przede wszystkim po uniesieniu ręki. Intuicyjny interfejs w soczystych kolorach, widoczny w pełnym słońcu, bateria wystarcza nawet na pięć dni. Pytanie jednak, czy to ostatnie to plus, skoro chcąc zapisać trasę treningu i tak musimy wziąć… telefon? A to dlatego, że Blaze „pasożytuje” na jego GPSie. No ale bateria starcza na dłużej.

Do obsługi instrukcja jest zbędna. Przesuwamy palcem w lewo i widzimy: Today (osiągnięcia z dziś), Exercise (bieg, chód, rower, bieżnia, stepper eliptyczny, cardio), Fitstar, Relax, timer, alarm i ustawienia. Fitstar to trener fitness, Relax zaś – pomocnik do ćwiczeń oddechowych. Na ekranie widzimy polecenia, dotyczące predefiniowanych aktywności, a zegarek informuje nas wibracją, że mamy spojrzeć na ekran po kolejne polecenia. Fitbit Blaze przy swojej cenie to ciekawa alternatywa dla droższych lub „mniej mających” urządzeń.

Udostępnij: Pierwszy flagowiec nowej Nokii
podaj nick
podaj poprawny adres e-mail
komentarz jest wymagany

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 15:58 13-11-2017
    O proszę to wpis dla mnie. Jako wieloletni użytkownik Lumii 920 - używam jej do dzisiaj chętnie wypróbowałbym nową Nokię :) Szkoda że zabrakło w niej WP - bo nadal uważam że do bardzo fajny system. Uwierzcie co do systemu - NIGDY mi się nie zawiesił!!! A Android na innych słuchawkach czasem robił figle.
    Odpowiedz
    • komentarz
      JarKen 20:07 13-11-2017
      Widzisz Pawle MicroSht nie chce dobrego systemu, bo na nim nie da się zarobić. Dlatego odpuścili WP. podobnie jest z Windowsami - siedem był bardzo w porządku - to musieli wyjechać z niedorozwiniętą dziesiątką i dzięki kolaboracji z producentami zmuszają co używania tego G.
      Odpowiedz
  • komentarz
    Tomi 08:39 14-11-2017
    No i skończyło się wasze bycie siecią nr 1. Play właśnie ogłosił wyniki za 3 kwartał. Nie macie już ani najwięcej kart SIM (fiolet ma więcej) ani nie jesteście najszybsi w speedtest (różowi są lepsi). Pora zmienić hasło, by nie wprowadzać klientów w błąd. Chyba, że chodzi o liczbę ogólnopolskich awarii - a to zgoda. Sieć nr 1 bezapelacyjnie.
    Odpowiedz
  • komentarz
    Ron 10:22 14-11-2017
    Już nie siec nr.1 - Play ma 14,889 mln kart SIM i wyszedł na 1 miejsce.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Piotr Domański 10:32 14-11-2017
      Telekomunikacja to nie tylko telefony komórkowe. Jest jeszcze sieć mobilna i jej klienci. Zresztą bardzo liczne grono. Aktualizacja: oczywiście chodziło o sieć stacjonarną ;-)
      Odpowiedz
      • komentarz
        Ron 10:53 14-11-2017
        Tak myślałem, że napiszesz o całej reszcie. Liczb nie oszukasz, ale ratuje Was jedno -=-=- JAKOŚĆ sieci, zasięg, na tym polu nawet nie ma co porównywać :) Natomiast musiałem o tym napisać, aby obiektywnie spojrzeć na GSM w Polsce.
        Odpowiedz
      • komentarz
        Marek 16:10 14-11-2017
        A nie miałeś Piotrze czasem na myśli sieci stacjonarnej? Bo ich klientów też chyba liczyliście w tej "sieci nr 1". Mniejsza z tym - ja też akurat cenię Was za jakość, wspieranie nowoczesnych technologii typu LTE. Ostatnio akurat zmieniłem Play na Orange ze względu na to, że mam Wasz BTS pod nosem, a niestety z Play miałem problemy z zasięgiem (gdyby działało im VoLTE to bym u nich został, bo LTE 800 MHz całkiem dobrze się do mnie przebijało, ale to tak na marginesie - ich strata, bo powinni dawno to wprowadzić. Wasz obraz dobrej jakościowo sieci psują trochę prześmiewcze komentarze o Waszych awariach, wyłączeniach VoLTE itp. - warto popracować nad tym, żeby uniknąć tego typu sytuacji w przyszłości i po prostu polepszyć jakość świadczenia usług, zmniejszyć ryzyko takich awarii (tak, wiem, że łatwo się pisze ;). Martwi mnie też czasem taka sytuacja - użytkownik opisuje, że dana stacja BTS jest przeciążona (niski transfer danych - konkretnie download o wiele mniejszy od uploadu), a Wy nic z tym nie robicie - wydawało mi się, że istnieje jakiś monitoring tych stacji pod kątem przeciążenia i możecie na to reagować - tylko wtedy człowiek może mieć zaufanie do Was i przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że jeśli zwiększy się liczba klientów w jego okolicy to nagle transfery nie spadną mu do 1 Mb/s. Powinno się każdemu zapewnić przynajmniej te kilkanaście Mb/s prędkości pobierania - tego wymaga przyzwoitość jeśli chodzi o LTE. Kolejna sprawa - nie rozumiem dlaczego na tak wielu stacjach - głównie Networks! - nie są odpalone inne pasma LTE niż 1800 MHz - jeśli jest mała miejscowość i "przylepione" do niej mniejsze wioski to aż się prosi, żeby uruchomić 800 MHz, żeby również je obsłużyć, a nie skazywać na "schodzenie" do HSPA+.
        Odpowiedz
        • komentarz
          Piotr Domański 16:49 14-11-2017
          Marek, mniej więcej wiem ile czasu zajmuje proces inwestycyjny w przypadku nowych stacji - od momentu, gdy chcemy zbudować stację, do momentu, gdy ona powstanie to około 1,5 - 2 lat. W przypadku dostawiania wyłącznie nowych anten do już istniejących stacji ten proces jest zapewne krótszy. Tylko, że nie jesteśmy w stanie zrobić tego z dnia na dzień, nawet z miesiąca na miesiąc. Ten proces trwa i jest planowany z dużym wyprzedzeniem. Wiem, że w czasach, gdy firma ma na swoim blogu czy Facebooku odpowiadać w przeciągu kilku minut, a zorganizowanie telekonferencji z kimś na drugim końcu globu zajmuje sekudny trwający kilka czy kilkanaście miesięcy proces inwestycyjny wydaje się czymś absurdalnie długim. Ale tutaj nie chodzi o przełączenie pstryczka w chmurze, tylko sprawdzenie możliwości (na przykład czy spełniamy rygorystyczne normy pola elektromagnetycznego), dokupienie sprzętu (nie ma go w każdym sklepie ;-)), montaż konfiguracja itp. To świat bliższy budowie autostrad niż mediom społecznościowym.
          Odpowiedz
          • komentarz
            Marek 19:59 15-11-2017
            Dzięki Piotrze za odpowiedź, oczywiście z przewlekłości procesu inwestycyjnego zdaję sobie sprawę - sam prowadzę tego typu sprawy tylko w innej branży, natomiast w tym wypadku chodziło mi wyłącznie o upgrade stacji z pojedynczego LTE 1800 MHz do stacji z agregacją (czyli najczęściej +800 MHz i +2600 MHz). Do tego potrzeba znacznie mniej wysiłku niż do stawiania nowych BTS i niestety z moich obserwacji wynika, że jesteście tutaj ostro wyprzedzani przez konkurencję jeśli chodzi o tempo tych prac. Przyczyny są pewnie różne, natomiast jedną z nich na pewno jest to, że nie musicie się tak bardzo starać, jak oni, bo macie już rozbudowane zaplecze techniczne i Wasza sieć po prostu działa, a jakieś LTE z agregacją to jest "bajer", który niekoniecznie musi być od razu. A oni to przy okazji wykorzystują marketingowo (nie ma się co dziwić). Oczywiście to moje zdanie. Ważniejsze według mnie od agregacji jest to, żeby np. działało LTE 800 MHz, bo jak wspomniałem to często decyduje czy "łapiecie" klienta na peryferiach, czy nie, ze względu na wiele lepszą propagację fali (=zasięg) niż przy wyższych częstotliwościach. Dopowiadając natomiast jeszcze w temacie kontrolowania jakości - konkretnie prędkości transferu dla użytkowników w czasie - to super gdybyście jako operator mieli możliwość porównywania w czasie średniej prędkości transferu osiąganej przez użytkowników danego BTS i reagowania wtedy, gdy ta średnia prędkość po jakimś czasie spadnie poniżej danego poziomu, natomiast zdaję sobie sprawę, że może to być kompletnie nierealne do wdrożenia - tylko takie moje przemyślenia :). Ale generalnie uważam, że nie powinno być tak, że Wy czekacie do momentu, aż nastąpi przeciążenie danego BTS i dopiero wtedy reagujecie - powinniście to robić z wyprzedzeniem i zawsze mieć zapas czy to pojemności, czy to transferu.
            Odpowiedz
  • komentarz
    Marek 16:17 14-11-2017
    Jeszcze jedna rzecz - na stronie WWW z tym telefonem nie ma informacji o Dual SIM - jeśli faktycznie zamówiliście egzemplarze bez tej funkcji to ja bym u Was nie kupił - nie wiem dlaczego tak się boicie tych telefonów z Dual SIM. Ciekawe co zrobicie, jak Apple kiedyś do iPhone wrzuci duala - zadzwonicie do nich, żeby usunęli drugie gniazdo, bo inaczej nie będziecie sprzedawać? ;). Dziwna jest ta sprawa z Dual SIM wśród operatorów - z flagowych i popularnych telefonów dopiero Note 8 wprowadził tutaj normalność i jest oferowany w wersji Duos - mam nadzieję, że to jakaś trwała zmiana. Nie znam nikogo komu obecność w telefonie Dual SIM w czymkolwiek by przeszkadzała, natomiast znam wiele osób, dla których byłoby to przydatne, bo muszą targać ze sobą 2 telefony - prywatny i służbowy. Myślę też sobie, że chyba operatorzy nie są na tyle naiwni, żeby myśleć, że jak nie dadzą mi Dual SIM to pobiegnę zaraz kupić u nich drugi telefon :). Cenowo również różnica prawie żadna, więc nie widzę argumentu przeciw.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Piotr Domański 20:08 15-11-2017
      Ten telefon ma Dual SIM.
      Odpowiedz
      • komentarz
        Marek 11:08 18-11-2017
        To szkoda, że na stronie z danymi technicznymi telefonu nie ma żadnej informacji na ten tema, a jest to dosyć istotna informacja. Coś widocznie szwankuje u Was jeśli chodzi o wprowadzanie danych technicznych urządzeń do serwisu WWW.
        Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 21:31 14-11-2017
    Czy to ważne czy się jest nr 1 czy nr 2 czy 3? Dla mnie liczy się jakość usług. Orange najwięcej inwestuje w siec i myślę że za jakiś czas będzie zbierał tego owoce.
    Odpowiedz
    • komentarz
      Tomi 09:11 15-11-2017
      Może i inwestuje, ale inwestycje Orange w sieć stacjonarną są o kilka lat spóźnione. Widać to po marnych wynikach sprzedaży światłowodu w miastach, gdzie jest gros inwestycji Orange a konkurencja dawno temu ich wygryzła. Operator robi dobrą minę do złej gry, ale wewnątrz słychać głosy, że sprzedaż jest mocno niezadowalająca wobec nakładów na budowę sieci i reklamę. Źle to wróży dalszym inwestycjom i samemu operatorowi.
      Odpowiedz
      • komentarz
        Marek 20:03 15-11-2017
        Jeśli jest sytuacja taka, że Orange ma kanalizację kablową i w porównaniu do konkurencji spadają im drastycznie koszty inwestycyjne, bo wystarczy w tej kanalizacji puścić światłowód, ewentualnie okablować od zera jakąś uliczkę, gdzie tej kanalizacji nie ma to ja się dziwię, że jest, jak jest.
        Odpowiedz
        • komentarz
          Piotr Domański 20:21 15-11-2017
          @Marek, pociągnięcie światłowodu kanalizacją to faktycznie żaden problem. Tylko że a) musi ta kanalizacja w danym miejscu istnieć b) musisz ten światłowód do czegoś na obu końcach podpiąć c) nie dasz rady zrobić tego jednocześnie w całej Polsce – to nie możliwe organizacyjnie i finansowo. Dlatego zaczęliśmy od dużych miast, przy okazji ucząc się jak to robić dobrze, a teraz kierujemy się w stronę mniejszych. @Tomi zawsze myślałem, że to ja jestem wewnątrz i żadnych głosów, które jakoby słychać nie słyszałem ;-)
          Odpowiedz
  • komentarz
    Astis 11:21 04-12-2017
    Dla mnie nokia to 3310 ;) inne Never
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej