Reklama

Letnia kampania od kuchni

21 czerwca 2021

Letnia kampania od kuchni

Dzień dobry w pierwszy dzień lata! 🙂 Ja wiem, że żar leje się z nieba, ale powiem Wam szczerze, że jak dla mnie to on tak może nieustannie do grudnia. Myślę sobie, że to jakieś nieporozumienie, że urodziłam się w kraju, gdzie przez kilka miesięcy w roku można spotkać śnieg i temperaturę poniżej zera. Bo śnieg, sanki i kożuchy lubię… na zdjęciach.

A jak już przy zdjęciach jesteśmy, to dziś będzie o naszej nowej letniej kampanii. Kręciliśmy ją całkiem niedawno nad Jeziorem Zegrzyńskim (zwanym również zalewem) na plaży w Ryni. Był piękny dzień, a w powietrzu już czuliśmy lato. Hamaki, leżaki, kampery, drewniany pomost, a w tle kumkające żaby. Uwierzcie mi, że choć dzień był długi i pracowity, to było naprawdę pięknie. Nasz challenge tym razem dotyczył tworzenia idealnego miejsca do relaksu, do czego namawiali Ulka i Michał, czyli nasi hości. O ofercie więcej przeczytacie o tu. A sam spot poniżej. Mam nadzieję, że czujecie w nim błogie i pełne relaksu lato i właśnie takiego urlopu Wam życzę w tym roku.


No i jak zwykle wysłaliśmy na plan naszego zwiadowcę, który zda Wam relację jak ten dzień wyglądał od kuchni. Tym razem w tę rolę wcielił się Kuba z Ekipy Orange. Poprzednio Kuba towarzyszył nam w zdjęciach w parku przy -16 stopniach Celsjusza, więc mam nadzieję, że Rynia to była dla niego miła odmiana. Sami zobaczcie czy ten dzień nie był trochę zwariowany.

No i na koniec garść informacji branżowych. Nad konceptem pracowała z nam agencja Leo Burnett. Produkcją zajęła się Tyrka. Postprodukcję powierzyliśmy Badi Badi. Spot wyreżyserował Marcin Filipowicz. Media kupił dom mediowy Initiative. A social mediami zajęła się agencja Follow. I z tym Was zostawiam, życząc żeby lato było dla nas łaskawe, bo po tym ciężkim pandemicznym roku chyba wszyscy potrzebujemy naładować baterie. Dużo słońca Kochani!  🙂

Udostępnij: Letnia kampania od kuchni

Reklama

Kampania reklamowa Orange od kuchni

12 kwietnia 2021

Kampania reklamowa Orange od kuchni

Tydzień temu pisałam Wam o naszej nowej kampanii, która ma dwie odsłony. Wtedy to ruszyła oferta Orange Love z telewizorem i HBO bez opłat przez 6 miesięcy. W ramach aktualnego sezonu komercyjnego mamy jeszcze drugi spot reklamowy. Ten opowiada o aplikacji Mój Orange, z której warto korzystać, bo to nie tylko wygodne zarządzanie swoimi usługami czy szybki dostęp do informacji o nowych ofertach. Teraz na użytkowników aplikacji czekają dodatkowe korzyści. Dla klientów indywidualnych są w niej Środy z Mój Orange, czyli cotygodniowe prezenty do odebrania w aplikacji. Więcej przeczytacie o tu. A teraz zachęcam do obejrzenia nowego spotu, w którym zobaczycie m.in. Ulkę i Michała z Ekipy Orange tradycyjnie w roli hostów.

 

 

I garść informacji branżowych. Pomysł z zespołem Orange Polska wypracowała agencja Leo Burnett. Produkcję zorganizowało Studio Tyrka. Za postprodukcję odpowiada Orka. Dźwiękiem zajął się Lunapark. A nasz spot (jak wszystkie wcześniejsze w ramach formatu Orange Challenge) wyreżyserował Marcin Filipek. Zakup mediów to oczywiście dom mediowy Initiative.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała Wam tego drugiego dnia zdjęciowego od kuchni. Na plan przyjechał Bartosz Graczyk z Ekipy Orange i chodził z kamerą za wszystkim, co uznał, że może być dla Was ciekawe. Także zapraszam do podejrzenia pracy na planie i życzę Wam dobrego i wreszcie w pełni wiosennego dnia, choć to poniedziałek! 🙂

 

Udostępnij: Kampania reklamowa Orange od kuchni

Reklama

Wiosna w Orange na kartę

7 kwietnia 2021

Wiosna w Orange na kartę

W świecie reklamy na dobre zagościła wiosna. Szkoda, że pogoda za oknem zdaje się tego nie zauważać. A skoro wiosna to Robert Górski i Mikołaj Cieślak przenieśli się do ogrodu, gdzie spotkali sympatycznego lemura, a może kota, a może… Oceńcie sami, bo co ja Wam tu będę opowiadać.

Kampania telewizyjna promuje naszą bestsellerową ofertę w Orange na kartę, w której za 15 złotych możecie kupić rozmowy, SMSy i MMSy bez limitu do wszystkich, a do tego 15GB i całość jest ważna przez 31 dni. O szczegółach przeczytacie tu. A z kim przygotowaliśmy nasza kampanię? Tradycyjnie za kreację odpowiada Leo Burnett. Produkcją zajęło się Graffiti. Postprodukcja tym razem po stronie Badi Badi. Reżyserię powierzyliśmy Łukaszowi Zabłockiemu. Media zaplanował i kupił dom mediowy Initiative Media. A po stronie social mediów nad całością czuwa agencja Follow.

To po części oficjalnej czas pokazać Wam relację z planu. Ulka z Michałem postanowili powspominać stare dobre czasy zanim zostali gwiazdami telewizji 😉 i porozmawiać ze starszymi kolegami po fachu, żeby się poradzić i czegoś nowego nauczyć. Robert Górski z Mikołajem Cieślakiem dają im kilka trafnych rad na przykład na temat tego, jakie miejsce na planie zdjęciowym jest najważniejsze (i wbrew temu, co sądzi Michał nie jest to barobus). My bawiliśmy się na planie świetnie (choć zdradzę Wam sekret – podczas wymazu Michał się popłakał), więc zapraszam już na naszą relację.

 

Udostępnij: Wiosna w Orange na kartę

Reklama

Zimowe kampanie z Ekipą Orange

5 lutego 2021

Zimowe kampanie z Ekipą Orange

Już chyba Was przyzwyczaiłam, że głównie bywam tu ostatnio w tematach wokół Ekipy Orange, więc zakładam, że nikogo nie zdziwi, że dziś napiszę o… Ekipie Orange. 😉

Pamiętacie, że Ulka i Michał byli obecni w naszych dwóch reklamach świątecznych? Ale święta, święta i po świętach, więc czas już było zabrać z telewizji choinki i prezenty (choć u Michała Dudzińskiego w domu choinka ma się wciąż bardzo dobrze. Moja niestety już umarła, ale wspierała mnie mocno podczas samotnej świątecznej izolacji w domu, więc miała prawo się poczuć gorzej ;-)). I dlatego od kilku dni mamy dwie nowe kampanie, a w nich Ulka i Michał rzucają nowe Orange Challenge.

O ofercie rozpisywać się nie będę, bo wszystko znajdziecie o tu, ale za to pokażę Wam jak wyglądała praca na planie od kuchni oraz jak prezentują się jej finalne efekty które od kilku dni możecie oglądać w telewizji. Zacznę od samej pracy na planie. Spoty były dwa, więc potrzebowaliśmy dwóch dni zdjęciowych. To był ten okres stycznia, kiedy mrozy były niemiłosierne, a my pół dnia spędziliśmy w parku w Konstancinie. Pobudka przed 6 rano, a na termometrze -16 stopni. Jest to ogromne wyzwanie dla obsługi planu, która po każdym ujęciu czeka na aktorów z ciepłymi kocami i maskuje makijażem sine od zimna nosy i usta. Ale powiem Wam, że daliśmy radę i o dziwo nikt się nie rozchorował. Ale co ja tu będę się przydługo rozpisywać. Sami zobaczcie jak to było. A materiał mamy dzięki Kubie z Ekipy Orange, który relacjonował dzielnie oba dni na planie.

Dzień pierwszy


Dzień drugi

Jak widzieliście to nie są łatwe czasy do pracy na planie zdjęciowym. Specjalne procedury, testy, reżim sanitarny, maseczki (poza aktorami), a jeszcze do tego wszystkiego prawdziwa zima. Ale jakoś daliśmy radę i powiem Wam, że to, co wyszło, prezentuje się bardzo dobrze. Sami oceńcie. I koniecznie napiszcie w komentarzu, który z dwóch spotów jest Waszym faworytem. Ja nie ukrywam wolę ten w parku, ale może dlatego, że na planie zobaczyłam największego drona w życiu (w mojej opinii mógłby śmiało poderwać do góry człowieka, skoro dał radę latać z dużą, profesjonalną kamerą) i mimo mrozu stałam jak zahipnotyzowana. Ponoć dzięki takim dronom nagrywany jest obraz z meczów piłki nożnej. No człowiek uczy się całe życie. Ale oto i spoty:

I na sam koniec garść informacji branżowych. Za kreację odpowiada jak zawsze Leo Burnett. Produkcja to Studio M5. Postrpodukcja Orka. Media zaplanował i kupił dom mediowy Initiative. Kampanię w mediach społecznościowych zaplanowała i prowadzi agencja Follow. Spot wyreżyserował Marcin Filipek (ten sam, który tworzył pierwsze świąteczne spoty z Ekipą Orange). A nad całością czuwał zmarznięty, ale nieustraszony zespół Orange Polska. 🙂

Udostępnij: Zimowe kampanie z Ekipą Orange

Reklama

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Michała

11 grudnia 2020

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Michała

Obiecałam Wam tu na blogu przybliżyć sylwetki członków naszej Ekipy Orange. Są z nami już dwa lata, a ostatnio zadebiutowali nawet w świątecznej kampanii Orange w telewizji, więc to już chyba czas najwyższy zdradzić Wam trochę ich sekretów. 😉 Tydzień temu mieliście szansę poczytać więcej na temat naszej jedynej dziewczyny w składzie Ekipy – Ulki Woźniakowskiej. Dziękuję za tak ciepły odbiór, bo to był w życiu blogowym mój pierwszy wywiad. Ale skoro się przyjęło, to idziemy dalej i dziś na ławkę przesłuchań trafia Michał Dudziński, który jest z nami jak Ulka od samego początku. Michał jest aktywny w mediach społecznościowych, gdzie możecie go podglądać na prywatnym kanale na Instagramie. Z wykształcenia aktor, który zarządza najmniejszym teatrem świata w mediach społecznościowych. Zawodowo zajmuje się castingami np. do seriali. Czasem też w nich grywa. Kocha podróże, zdrowy styl życia, dobre jedzenie, ale żeby Wam dozować emocje (jak w klasycznym filmie Hitchcocka) zacznę od najbardziej szokującego wyznania – Michał jest AFOLem! 😉

Świat z klocków

Stella: Michał, no to po takim wstępie pytanie nasuwa się samo. Kim jest AFOL?

Michał: To dorosły, który bawi się klockami LEGO. Ale to nie ja. Nigdy nie powiedziałem, że jestem dorosły.

S: Oj tak, bo niby widziałam datę urodzenia w Twoim paszporcie, ale potwierdzam, że żyjesz zgodnie z zasadą „Never grow up!”, co jest bardzo pozytywnym podejściem do życia, którego ja się na razie uczę. To jeszcze pozostając w temacie LEGO opowiedz wszystkim czym jest prowadzony przez Ciebie najmniejszy teatr świata i co się w nim dzieje na co dzień?

M: Na szczęście pandemia i lockdown ominęły mój teatr szerokim łukiem. Odwiedzając go nie trzeba zakładać maski ani zachowywać dystansu. Mojego miasta LEGO Covid na szczęście nie odwiedził. Teatr LEGO to mój autorski projekt – świat, który mieszka w mojej głowie. Od zawsze marzyłem, żeby zostać aktorem. Pochodzę z dosyć małej miejscowości w której hasło „teatr” kojarzone było z chałturami, pseudo spektaklami wystawianymi w salach gimnastycznych w szkołach lub domach kultury. Do najbliższego teatru miałem ponad 100km, nie mogłem sobie pozwolić na częste wizyty, a żyła wciąż we mnie jakaś taka wielka tęsknota i przyciąganie do tej instytucji. To były czasy, kiedy w polskich domach zaczęto zakładać pierwszy internet, stałe łącze, które nie naliczało już opłat jak modem telefoniczny. Całymi nocami siedziałem w internecie przeglądając strony wszystkich teatrów w Polsce i oglądałem zdjęcia ze spektakli. To mnie czarowało. Nie miałem dostępu do teatru, więc to musiało mi wystarczyć. Bardzo mnie kręciła scenografia, kostiumy, światła, ujęcia… aż pewnego razu zacząłem się bawić w teatr klockami LEGO (tego nigdy w domu nie brakowało, a pierwsze zestawy były z Pewex’u). Zacząłem układać jakieś scenki, bawić się światłem. I coś mnie natchnęło, żeby zacząć robić zdjęcia. Zabawa ewoluowała. Zbudowałem dioramę, czyli miniaturę profesjonalnej sceny, zacząłem przerabiać ludziki, rozpisywać ujęcia, projektować światła. Zdąża mi się „zrobić spektakl” na podstawie popularnych dramatów, natomiast większość historii jest wymyślana przeze mnie. Teksty i dramaty, które są w mojej głowie, ale nigdy ich nie napiszę, bo nie umiem pisać. Umiem je jedynie pokazać na zdjęciu. Bawię się tak od jakiegoś 17 roku, czyli przez pół życia.

 

Na co dzień

S: Jak wspomniałam na wstępie wiem, że zdarzało Ci się pojawiać w serialach czy programach telewizyjnych. W czym mogliśmy Cię zobaczyć i pracę, na planie którego z nich wspominasz najlepiej?

M: Właśnie sobie uświadomiłem, że pracuję w zawodzie od 14 lat. Debiutowałem w Teatrze Słowackiego w Krakowie, w tym samym roku w którym dostałem się na Wydział Aktorski w Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Przez ten czas zagrałem kilkadziesiąt ról w filmach, serialach i teatrze. Większych i mniejszych. A epizody zagrałem chyba w co drugim polskim serialu, z tych, które powstały od 2006 roku. 😉 Co do wspomnień z planu – nie zawsze te najprzyjemniejsze przynoszą te najlepsze efekty. Niestety zapamiętuje zazwyczaj te złe. Z jednym bardzo „modnym” reżyserem wspominam pracę koszmarnie. Nie wiem czy chciałbym z nim jeszcze kiedykolwiek współpracować. Oczywiście efekt pracy był taki, że usłyszałem, że to chyba moja najlepsza rola.

S: Aktor/ aktorka, którzy są dla Ciebie autorytetem w dziedzinie warsztatu zawodowego?

M: Nie miałem nigdy autorytetów. W żadnej dziedzinie życia.

S: Ulubiony serial, do którego chętnie wrócisz ponownie to?

M: „Sense8” na Netflix rodzeństwa Wachowskich. Widziałem ponad 10 razy. Dziwny serial. Ma swoich wyznawców jak i przeciwników. Jest w nim pewien rodzaj wrażliwości, emocjonalności, tęsknoty i samotności, której nigdy nie spotkałem na ekranie. Zakochałem się od pierwszej sceny, w której (uwaga spoiler, ale to pierwsza scena przypominam ;-)) Daryl Hannah popełnia samobójstwo. Ma elementy fantastyki i kręcony jest na wszystkich kontynentach. To był najdroższy serial w historii Netflixa. Po drugiej, niedokończonej serii, Netflix nie zrobił trzeciego sezonu. W wyniku petycji fanów po dwóch latach został nakręcony Finale Episode. I uwaga – przez jeden dzień oddychałem tym samym powietrzem co ósemka głównych bohaterów. Jeżeli ktoś jest spostrzegawczy może mnie wypatrzy w 1/3 sekundy na ekranie w odcinku finałowym Sense8. To była najmniejsza rzecz jaką kiedykolwiek zagrałem. Nawet ciężko to nazwać „graniem”, ale to był chyba mój najpiękniejszy dzień na planie zdjęciowym.

S: No też coś. Zawsze myślałam, że Twój najpiękniejszy dzień na planie zdjęciowym to ten, w którym kręciłeś pierwszą reklamę telewizyjną dla Orange. 😉 Ok, to wiemy już co robisz zawodowo w życiu równoległym do mediów społecznościowych. Ale śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że Twój kanał na Instagramie, to również miejsce pracy. Opowiesz nam o swoich początkach i pierwszych krokach w Internecie? Skąd pomysł, żeby tam się pojawić i kiedy to było?

Wielki świat influencerski

M: Zaczęło się 5 lat temu. Nie planowałem tego. Po tym jak straciłem ukochaną pracę we Wrocławskim Teatrze Współczesnym wylądowałem w Warszawie. Rzeczywistość była dla mnie bardzo trudna. Nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie. Przez przynajmniej rok znajomi namawiali mnie, żebym założył konto na Instagramie, bo to będzie dla mnie najlepszy i darmowy PR. W końcu założyłem. Bylem bardzo aktywny. Wierzyłem, że Insta pomoże mi w rozkręceniu wizerunku aktorskiego i znalezieniu roli. Oczywiście tak się nie stało. Przeobraziło się to w (nie lubię tego słowa) bycie influencerem. Nie mówię, że jest to złe, bo jest bardzo przyjemne. 😉 Chodzi mi o to, że mój kanał miał mieć w założeniu zupełnie inny cel. Prowadzenie profilu zajmuje mi mnóstwo czasu. Przy codziennym publikowaniu jednego wpisu/ zdjęcia mogę to porównać z pracą na pełen etat. Lubię to, pomimo tego, że często przechodzę Instagramowy kryzys, bo pracuję na swój wizerunek. Dodam również, że Instagram nigdy nie był i nie będzie celem. Jest tylko drogą do celu, narzędziem do budowania personal brandingu.

S: Ja potwierdzam, że dopiero przy Tobie zrozumiałam jaka to praca wstawić jedno zdjęcie. Do tej pory jak potrzebowałam jednego zdjęcia, to tylko jedno robiłam. Kiedy pojechaliśmy w lutym do Wietnamu i poprosiłam Cię o zrobienie mi zdjęcia, to dostałam… ponad 20. 😉 Ale teraz już rozumiem, że musisz mieć z czego wybierać, a czasem tego ujęcia nie da się już powtórzyć, bo jesteś w innym miejscu i czasie. Ale wracając do naszej rozmowy – czy masz jakieś dobre rady dla kogoś kto stawia w świecie social media pierwsze kroki?

M: Twórzcie ciekawe treści, dajcie ciut serca, pokażcie to, czego nie widzą inni i róbcie jakościowe zdjęcia. Najtańszym smartfonem można zrobić perełki. Content jest ważniejszy od ilości followersów.

S: To pozostając jeszcze chwilę w temacie pracy – jakie jest Twoje największe zawodowe marzenie? Gdzie widzisz się za kilka lat i co dawałoby Ci poczucie, że robisz to, co kochasz?

M: Chciałbym wrócić na stałe do zawodu. Grać w dobrym teatrze, mieć stałą rolę w serialu, a pomiędzy spektaklami, a serialem jeździć na plan zdjęciowy do filmów fabularnych. Mam takie przyziemne marzenia. Kiedy pracuję w zawodzie jestem po prostu szczęśliwy.

Życie na walizkach

S: To trzymam za to mocno kciuki. A teraz płynnie przejdźmy z pracy do czasu wolnego. Wiem, że uwielbiasz podróżować. Który kraj zapamiętasz najbardziej i dlaczego?

M: Mam swoje trzy ukochane kraje, do których na pewno wrócę: Brazylia, Tajlandia i (pomimo wielu kontrowersji) Singapur. Dlaczego akurat te? Brazylia, a konkretnie Rio de Janeiro – niepowtarzalny latynoski klimat, pazur, oddech, dusza. Do tego 40stopniowy upał, lodowaty ocean z wysokimi falami i przepyszne drinki na bazie świeżych owoców. I najpiękniejsi ludzie na świecie. Z kolei do Tajlandii wrócę za widoki, luz, przepyszne jedzenie, lokalne produkty i ciepło. A Singapur – państwo miasto, to z jednej strony królestwo zakazów, gdzie wielu rzeczy nie wolno, ale czułem się tam paradoksalnie wolny i bezpieczny jak nigdzie. To też multikulturowość i widoki jak z kosmosu.

S: A jakie kraje przed Tobą, czyli co masz na swojej liście „Wyprawy marzeń”?

M: Lubię uciekać z Polski, kiedy u nas jest jesień i zima. Omijam depresję jak tylko się da. Od dziecka marzy mi się Japonia, ale Japonia ma wiosnę i lato w tym samym czasie co Polska, więc jakoś nigdy się nie zgrało. Nie specjalnie mnie kręci Afryka. Uwielbiam Azję i Amerykę Południową. Chciałbym być teraz w Argentynie, tam jeszcze nie byłem. Niestety granice są zamknięte. BTW – Czy czytelnicy wiedzą, że zadajesz mi teraz pytania z Polski, a ja jestem w Meksyku? 😉

S: O, faktycznie, nie wspomniałam o tym, że pracujemy na odległość. W sumie od marca to jakby nic nowego, tym bardziej, że biuro można mieć gdzie się chce, byle był dobry internet i mała różnica czasu. Ja pracowałam już na przykład z Berlina i bardzo ten model pracy polecam – 8-10 godzin w pracy, a popołudnia i weekendy na eksplorowanie miasta. Teraz na co dzień mam calle np. z Reykjavikiem (pozdrawiam Dominikę! ;-)). Niesamowite jak ten rok zmienił naszą pracę i czasem zastanawiam się czy jeszcze kiedykolwiek (w czasach „po wielkiej zarazie”, kiedy się zaszczepimy i zyskamy zbiorową odporność) wrócimy do modelu pracy 5 dni w biurze. Myślę, że ten czas pracy z domu wielu niedowiarkom udowodnił, że jesteśmy równie (o ile nie bardziej) efektywni i przełożony nie musi mieć cię na oku, żebyś wykonał swoje zadania. Ale wracając do Ciebie w Meksyku – tu nam dochodzi jeszcze różnica czasu. I tak na przykład prawie każdy dzień witam „nocnymi” wiadomościami od Michała. Za oknem szara depresja, a Ty mi nagrywasz filmiki z białej szerokiej plaży spod palmy.  😉 A teraz temat, który pewnie wszystkim doskwiera od dłuższego czasu. Od marca nasze życie wygląda zupełnie inaczej. Jak już wspomniałam pracujemy z domu. Mniej podróżujemy. Mniej się spotykamy. Co Tobie w pandemii najbardziej dało w kość?

Czas wielkiej zarazy

M: Paradoksy. Rozumiem, że jest niebezpiecznie, musimy uważać, ale paradoksy zniszczyły mnie kompletnie. Największym paradoksem było zamknięcie siłowni. Jak mówi przysłowie „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Siłownie naprawdę przestrzegają reżimu sanitarnego. Na ogromnych przestrzeniach ćwiczyła garstka ludzi. Ryzyko zarażenia się było tysiąc razy mniejsze niż np. w supermarkecie. Chorzy ludzie nie chodzą ćwiczyć, bo dbają o swoje zdrowie, natomiast chorzy chodzą do supermarketów. Po zamknięciu siłowni myślałem, że zwariuję. Zacząłem źle się czuć, dostałem depresji, aż w końcu uciekłem z Polski.

S: A czy ten „inny” czas przyniósł też jakieś dobre zmiany w Twoim życiu? Podam Ci przykład. Ja nauczyłam się mniej przejmować, bardziej skupiać na sobie i być większą egoistką jeśli chodzi o to, czego ja chce i jakie mam potrzeby. I o dziwo te potrzeby stały się mniej materialne. Dziś zamiast nowej sukienki wolę bilet na samolot, a zamiast wizyty u fryzjera (nie to, że się zapuściłam 😉) czas spędzić na wartościowej rozmowie (niestety głównie przez telefon). Ten czas pokazał mi też kim są ludzie wokół mnie. Nie każdy zdał egzamin na przyjaciela (choć ta ławka i tak była dość krótka), ale co ważne wolne miejsca na mojej ławce zapełniły się nowymi, bardzo wartościowymi osobami. Tą metaforą daję Ci znać, że siedzimy na tej ławce razem, co jest dla mnie mocno zaskakujące, bo w „poprzednim” życiu starałam się mieć dwie ławki: zawodową i prywatną. Ale rozgadałam się, jakby to było moje show, a przecież dziś gwiazda jest tylko jedna (Mówiłam Ci już, że moje imię w tłumaczeniu na polski to gwiazda? 😉). Dlatego wróćmy do pytania – jest coś, za co chcesz podziękować losowi po tych 8 miesiącach?

M: Za Ciebie i za nasz wspólny home office w moim LEGO mieszkaniu. Innych plusów niestety nie widzę. Mam wrażenie, że przez ten czas nie rozwinąłem się w żaden sposób.

S: To szybko tłumaczę czytelnikom hasło „wspólny home office”. Oboje mieszkamy w Warszawie. I był taki moment, kiedy dotarło do nas, że dużo lepiej pracuje się, kiedy obok jest żywy człowiek, z którym można zderzyć myśli, wypić kawę czy razem zjeść lunch. Także mniej więcej raz w tygodniu pracowałam od Michała. Często to wyglądało tak (za co Cię Michał przepraszam, ale służba nie drużba), że się właściwie mijaliśmy i ja jadłam przy laptopie, przy którym pojawiały się tylko stawiane przez Michała kubki ze świeżą kawą, a jak miałam 5 minut przerwy, to nagle okazywało się, że jestem w domu sama, bo Michał poszedł po zakupy czy na siłownię, ale i tak świadomość, że obok jest ktoś bardzo mi pomagała. Ale wracam do naszej rozmowy i pytanie z kategorii telco (bo w końcu spotykamy się na łamach bloga telekomunikacyjnego) – Twój telefon marzeń to?

Kategoria „Telekomunikacja”

M: Od zawsze najważniejszy byl dla mnie aparat. Uwielbiam robić zdjęcia smartfonem. Idealny powinien mieć przynajmniej 4 obiektywy z tyłu i dwa z przodu. Do tego bardzo wysoka rozdzielczość i pamięć operacyjna. Nie może się zacinać, szczególnie przy robieniu zdjęć. Zdjęcie powinno być robione przynajmniej z dwóch obiektywów, bo dla mnie bardzo ważne jest używanie funkcji przysłony! Wszystko na androidzie, bo do jabłka raczej nigdy się nie przekonam. I teraz wisienka – nie podam marki, ale idealnie by było gdyby mój idealny telefon obsługiwał usługi Google. 😉

S: To już chyba wszyscy wiedzą jakiej marki masz telefon. 😉 Ja potwierdzam, że wszystkie moje najładniejsze zdjęcia robił telefonem Michał. Ale pozostając w kategoriach telefonicznych – wolisz zadzwonić czy napisać?

M: Pisać. Nie znoszę siedzieć i gadać na telefonie. Dzwonię jedynie wtedy, kiedy potrzebuję pilnej odpowiedzi.

S: Przed „wielką zarazą” miałam podobnie. Ploteczki przez telefon, to nie była moja bajka. A teraz się to lekko zmienia. Może przez to, że jestem zwierzęciem stadnym, to jakoś sobie tymi rozmowami rekompensuję brak żywych istot obok. Michał, to czego Ci życzyć na koniec naszej rozmowy?

M: Przecież wiesz, że kryształowej kuli Tańca z Gwiazdami, rozszyfrowania Agenta i tytułu polskiego LEGO Master 🤪

S: O tak, potwierdzam, że to prawdziwe marzenia, a nie żarty. Także jeśli czyta nas ktoś decyzyjny z Polsatu – halo, mam dla Was kandydata! 😉 Michał, bardzo dziękuję za poświęcony czas i otworzenie się przed naszymi czytelnikami.

Jeśli ktoś z Was ma niedosyt, to oczywiście niech pyta w komentarzach. A kolejny wywiad już za tydzień. Porozmawiam wtedy z Bartoszem, czyli jednym z trzech nowych członków Ekipy Orange. A może jego chcecie o coś zapytać? Śmiało piszcie w komentarzach, a ja będę go przesłuchiwać w Waszym imieniu. I do przeczytania/ zobaczenia za tydzień! 😊

Udostępnij: Ekipa Orange z bliska – poznajcie Michała

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej