Odpowiedzialny biznes

Nasze serca zostały w Ukrainie

27 października 2022

Nasze serca zostały w Ukrainie

W Polsce czują się jak w drugim domu, ale marzą by wrócić do Chersonia. Wierzą, że odbudują swoje miasto, jak my kiedyś Warszawę. Trzy nauczycielki – Ludmiła, Sasha i Tatiana uczyły ukraińskie dzieci w naszym ośrodku w Serocku. – Zżyłyśmy się z nimi, ale pomagaliśmy sobie nawzajem – mówią.

Przyjechały do Polski w lutym. Ich miasto zaatakowali Rosjanie. Musiały uciekać. Zamieszkały na warszawskiej Pradze. Właściciel mieszkania pozwolił korzystać z niego za darmo. Szepnął też dobre słowo koledze pracującemu w Orange, że nauczycielki mogą przydać się w ośrodku w Serocku, w którym gościliśmy kilkaset kobiet i dzieci z Ukrainy. To był dobry pomysł. Zaopiekowała się nimi również Fundacja Orange.

Nauczycielki z Serocka

W ośrodku dziewczyny nie prowadziły standardowych zajęć. Skupiły się na korepetycjach z informatyki, angielskiego i historii. Nie było innej możliwości, ze względu na różnice w wieku i poziomu wiedzy dzieci. Do Serocka przyjeżdżały dwa razy w tygodniu.

Doradzały też Fundacji w zakresie integracji społecznej i edukacji, w tym edukacji międzykulturowej dzieci i młodzieży. To miało ogromne znaczenie w kontekście przyjazdu do Polski tysięcy uczniów i uczennic z Ukrainy.

Korepetycje z informatyki, angielskiego i historii

– Najlepiej wiedziały, jak podejść do dzieci. Daliśmy im dużą swobodę – mówi Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange. – Mogły prowadzić zajęcia i pomagać nam według swojej wiedzy oraz doświadczenia. Chodziło o to, żeby najlepiej odpowiadały na potrzeby przyjaciół z Ukrainy.

Misja ośrodka w Serocku właśnie się skończyła. Większość gości wróciła do ojczyzny lub znalazła inne miejsce do życia w Polsce. Ponad 90 osób przeniosło się do Łodzi, gdzie w udostępnionym i przygotowanym przez Orange budynku zaopiekuje się nimi Fundacja Leny Grochowskiej. Nauczycielki będą tam dojeżdżać, tak samo jak do Serocka.

Praca pomagała żyć

Z Ludmiłą, Sashą i Tatianą pierwszy raz spotkałem pół roku temu. Poznałem ich historie i opisałem na blogu. Byłem ciekawy jak sobie poradziły.

– Uczymy się polskiego, dużo już rozumiemy, ale wygodniej będzie porozmawiać z pomocą Olgi – śmieje się Sasha. (Olga Kulyna to Ukrainka mieszkająca od 16 lat w Polsce, nauczycielka i tłumaczka, która także wspiera działania Fundacji). – Praca pomogła mi nie myśleć cały czas o tym, co dzieje się w Ukrainie – dodaje Sasha. – Wszystkie czułyśmy się w Polsce bezpieczne i akceptowane. Jesteśmy za to ogromnie wdzięczne.  

Praca pomogła mi nie myśleć o tym, co dzieje się w Ukrainie – mówi Sasha

Dziewczyny zgodnie mówią, że obawiały się, czy sobie poradzą w Serocku. – Szybko przekonałyśmy się, że nie chodzi tylko o nauczanie. Byłyśmy nauczycielkami, ale też po trochu psycholożkami – wspomina Tania. – Dzieci opowiadały nam swoje historie i potrzebowały, żeby je po prostu wysłuchać. Z perspektywy czasu uważam, że dużo z nimi rozmawiając pomagaliśmy sobie nawzajem. Ucząc się nie myśleliśmy o wojnie. Mieliśmy spokój.

– Miałam w sobie duże poczucie odpowiedzialności – dopowiada Ludmiła. – Rzuciłam się w wir pracy, żeby korepetycje zawsze były perfekcyjnie przygotowane. Byłam zaskoczona, że dzieci nawet latem chętnie się uczyły. Zwierzały się, a potem pytały, co słychać u mnie i mojej rodziny. Czy wszyscy bezpieczni. Mocno się wszyscy zżyliśmy. Było nam smutno, kiedy ktoś wyjeżdżał z ośrodka i wracał na Ukrainę. Chociaż tak naprawdę powinniśmy się cieszyć.

– W pamięci został mi ogromny stres i zaszczyt, że a naszej lekcji w Serocku była Pierwsza Dama, pani Agata Kornhauser-Duda. Wiem, że też była nauczycielką – wspomina Sasha.

Wizyta Pierwszej Damy Agaty Kornhauser-Dudy w Serocku

Wrócić do pracy w Chersoniu 

Chociaż Polska bardzo im się podoba nie planują, aby zostać u nas na stałe. Z drugiej strony zdają sobie sprawę, że upłynie jeszcze sporo czasu kiedy będą mogły wrócić bezpiecznie do domu. W tej chwili to niemożliwe.

– Moje serce jest w Ukrainie. Chcę wrócić do siebie, do szkoły i opowiedzieć uczniom jak było w Polsce. Jak nam pomogliście – mówi Tania. – Wiem, że przed nami długa droga. Wierzę jednak, że miasto pozostanie ukraińskie i je odbudujemy. Tak samo jak wy Warszawę.

– Wojna brutalnie nauczyła mnie nic nie planować. Marzę, aby czuć się bezpiecznie w mojej ojczyźnie i móc pracować. Nauczyciele historii na okupowanych terenach są represjonowani przez Rosjan. Wojna nas wszystkich zbliżyła i zjednoczyła – mówi Sasha.

Praca była ważna, bo pozwalała dziewczynom normalniej funkcjonować. Cieszyć się życiem na ile było to możliwe w tych okolicznościach.

Sasha: Dla mnie czas zatrzymał się w Żelazowej Woli, gdzie byłam z polską rodziną. Usłyszałam muzykę Fryderyka Chopina i poczułam się tak spokojna i zrelaksowana.

Tania: Do końca życia zapamiętam wizytę prezydenta Joe Bidena w Warszawie i to, że mogłam go zobaczyć na żywo.

Ludmiła: Często wychodziłam na spacery. Byłam na wycieczce w Krakowie. Zaczęłam bardziej doceniać piękno wokół mnie.

Udostępnij: Nasze serca zostały w Ukrainie

Odpowiedzialny biznes

Matka wariatka od wolontariatu

2 września 2022

Matka wariatka od wolontariatu

Ostrzegał córkę, że w życiu nie ma nic za darmo, ale nauczył bezinteresownego pomagania. Teraz dzięki niej pacjenci na chemioterapiach mają lepsze warunki na oddziale, a młode matki dostają wsparcie. Kiedy przybyli uchodźcy z Ukrainy, była jedną z pierwszych, która organizowała pomoc.

Aleksandra Kolęda-Lewandowska sprzedaje usługi dużym firmom we Włocławku. Umawiamy się przez Skype między kolejnymi spotkaniami z klientami. Uśmiechnięta i bezpośrednia. Nie muszę długo zagajać, żeby opowiedziała o byciu wolontariuszką.

Zaszczepienie po wojskowemu

– Mój tata był ważnym wojskowym i co roku na imieniny w domu lądowała masa prezentów. Taki klimat – zaczyna. – Wtedy mówił, abym wybrała sobie jeden prezent, a resztę rozdamy ludziom, którzy bardziej ich potrzebują. Nauczyłam się dzielenia tym, co mamy bez poczucia straty. Uważam, że na to kim jesteśmy wpływają nasze doświadczenia i wychowanie.

Tata Oli zabierał ją ze sobą, kiedy pomagał. Wspierał dzieci i dorosłych. – Pamiętam też akcję uwalniania łabędzi z lodu, kiedy zamarzła Wisła. Skrzyknął mnóstwo ludzi. Pracowali wiele godzin. W ten sposób zaszczepił we mnie wolontariat – przekonuje.

Prawdziwe pomaganie zaczęło się po urodzeniu pierwszego dziecka – 7 lat temu. – Zauważyłam, że wiele matek ma kłopoty nawet z podstawowymi rzeczami. Dlatego założyłam na Facebooku grupę „Matki wariatki”. Koordynowałam pomoc dziewczynom, które gorzej sobie radzą. Chodzi nie tylko o darmowe pieluchy, wózki czy ubranka, ale pomoc psychologiczną, czy zwykłą możliwość pogadania.

Grupa działa do dziś i ma 11 tys. członków. To największy taki profil pomocowy dla matek w regionie.

Telewizor na chemioterapii

Kiedyś w salonie Orange wpadł jej w ręce poradnik o bezpiecznym korzystaniu z internetu. – Moje dziecko akurat szło do przedszkola i pomyślałam, aby… prowadzić dla najmłodszych zajęcia na ten temat. Najpierw w przedszkolach, potem w szkołach.

O kolejnych akcjach wolontariackich znów zdecydowały własne doświadczenia Oli, chociaż pewnie tego nie chciała. – Trafiłam na chemioterapię. Czekaliśmy na swoją kolej patrząc w sufit. To specyficzne miejsce, ale nie musi być aż tak przygnębiające. Postanowiłam to zmienić – mówi.

Zebrała grupę wolontariuszy i wystąpiła o grant z Fundacji Orange. Chciała odnowić pomieszczenia i kupić telewizory. Niestety nie doczytała zasad i pieniędzy nie dostała. Nie poddała się. – Założyłam zrzutkę w internecie. Uruchomiłam kontakty. Odzew pozytywnie mnie zaskoczył. Dobro wraca – mówi.

Za zebrane pieniądze na onkologii pojawiły się dwa telewizory i „stoliczek”. – To stół, na którym pacjenci mają bezpłatne soki i napoje z witaminami. Regeneracja i prawidłowe odżywianie są ważne podczas przyjmowania chemii.

Potrzeby w takich miejscach są ogromne. Dlatego ucieszyła się, że ostatecznie grant „przeszedł”. Kupiła kilkaset specjalnych kocy jednorazowych. – Podczas chemii raz jest nam ciepło, raz zimno. Z kocami łatwiej. To był czas pandemii Covid-19, wszystko musiało być jednorazowe i „schodziło” błyskawicznie.

„Ładowarka” integruje

Pierwsi uchodźcy z Ukrainy pojawili się we Włocławku pod koniec lutego. Ola długo się nie zastanawiała. Współorganizowała zbiórki. – Ludzie przyjeżdżali z jedną torbą w ręku. Nie mieli nic – wspomina. – Zbieraliśmy dla nich najbardziej niezbędne rzeczy i kupowaliśmy jedzenie.

Fundacja „Ładowarka” od dawna prowadzi w mieście świetlicę, gdzie można przyjść, napić się darmowej kawy, coś zjeść, posłuchać muzyki i uczestniczyć w różnych zajęciach. Powstała z myślą o biedniejszych mieszkańcach. Zaczęli się w niej pojawiać też nasi goście z Ukrainy.

– I tak urodził się pomysł, aby wystąpić o duży grant z Fundacji Orange – 40 tys. zł i zorganizować kompleksową pomoc wspólnie z „Ładowarką”. Tym razem wszystko doczytałam i wypełniłam poprawnie – śmieje się Ola. – Teraz organizujemy nie tylko doraźną pomoc, ale wspieramy w znalezieniu pracy, mieszkania i udzielamy porad prawnych.

Ważnym aspektem są działania integracyjne. – Przygotowaliśmy warsztaty dla dzieci, koncerty, a nawet kino plenerowe. Kryzys humanitarny potrwa jeszcze długo. Działania mamy rozpisane do końca września – kończy.      

***

Spotkanie z Aleksandrą Kolędą-Lewandowską jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Matka wariatka od wolontariatu

Oferta

Przedłużamy specjalną ofertę dla obywateli Ukrainy

31 sierpnia 2022

Przedłużamy specjalną ofertę dla obywateli Ukrainy

Pamiętamy, że u naszych sąsiadów trwa wojna. Wiele osób z Ukrainy wciąż dzwoni do rodzin i znajomych. W sieci Orange ponad trzydziestokrotnie wzrosła liczba połączeń z Polski do Ukrainy, porównując do czasów sprzed wybuchu wojny. Dlatego do końca roku przedłużamy ofertę przygotowaną specjalnie dla przyjaciół z Ukrainy.

Przypominamy, że chodzi o ofertę, w której są:

  • Niższe ceny rozmów do Ukrainy – 29 gr za minutę połączenia wykonywanych z telefonów komórkowych Orange i nju na ukraińskie numery stacjonarne i komórkowe. Chodzi zarówno o oferty na kartę, jak i abonament dla klientów indywidualnych i biznesowych.
  • Pakiet 5 GB na internet dla osób, które przebywają na terenie Ukrainy. Dotyczy to ofert na abonament w Orange, także biznesowych.
  • Niższe opłaty za transmisję danych w roamingu na terenie Ukrainy dla użytkowników usług na kartę.

Nadal rozdajemy darmowe startery. Każdy ze specjalnymi pakietami usług. Najłatwiej odebrać je w placówkach Poczty Polskiej. Po aktywacji startera użytkownik automatycznie dostaje 100 minut do Ukrainy, 100 minut w Polsce oraz 30 GB do wykorzystania na miesiąc. Warunek jest jeden – starter musi być zarejestrowany na obywatela Ukrainy. Dotychczas aktywowanych zostało ponad 678 tys. sztuk takich starterów.

Specjalne oferty dla Ukrainy dotyczą także oferty Orange Flex. Aby ją przedłużyć należy skorzystać z nowych kodów:

  • 100 minut na rozmowy międzynarodowe do Ukrainy – kod: UKR1009
  • 5 GB – paczka roamingowa w Ukrainie – kod: UKR5GB09

Udostępnij: Przedłużamy specjalną ofertę dla obywateli Ukrainy

Odpowiedzialny biznes

Uwielbiam być wolontariuszką

11 lipca 2022

Uwielbiam być wolontariuszką

Na Jasełka w domach dziecka pisze scenariusze wierszem. Organizuje pomoc psychologiczną i jest „ciocią”, której można opowiedzieć o pierwszej miłości. Od 10 lat wspiera potrzebujących a wkrótce dołączy do fundacji, założonej przez jej koleżanki wolontariuszki. – Dojrzałam, aby to zrobić – przekonuje.

Marta Sas-Witko zajmuje się klientami biznesowymi w Jeleniej Górze. Kiedy łączymy się przez Skype widzę uśmiechniętą, pełną entuzjazmu dziewczynę. – Dlaczego pomagam? Może to wynika z otaczającej nas rzeczywistości – zastanawia się i szybko dodaje. – Daje mi energię do życia. Pozytywną energię.

Aniołki i diabełki

Pomagać zaczęła dekadę temu. – Nie pracowałam jeszcze w Orange. Koleżanka przekonała mnie, aby zaangażować się w akcję „Moje marzenie”. Chodziło o spełnianie mikołajkowych marzeń wychowanków domów dziecka – wspomina. Kilka lat później trafiła do naszej firmy i od razu wsiąkła w wolontariat. – Spotkałam dużo pomagających osób i dołączyłam się.

Marta jest urodzoną humanistką. Któregoś roku rzuciła pomysł: „Niech role się odwrócą. Napiszę Jasełka i zróbmy własne przedstawienie dla dzieci z domów dziecka”. Pomysł chwycił. Wykorzystali grant od Fundacji Orange.

Stworzyła scenariusz, koledzy i koleżanki wybrali sobie role. Uszyli kostiumy. Próby trwały 6 tygodni. – Dzieci były przeszczęśliwe, a my wykończeni – śmieje się. – Inspiracje do pisania brałam z życia i obserwacji moich współpracowników. Wśród nich są aniołki i diabełki.

Przez lata napisała kilka scenariuszy Jasełek i uczestniczyła w dziesiątkach różnych akcji. – Uwielbiam być wolontariuszką i pomagać – mówi. Niesieniem pomocy „zaraziła” także córki. – Jestem dumna, że są wrażliwe i chcą działać.       

Wyjątkowe miasto        

W Jeleniej Górze i okolicy mieszka dużo naszych wolontariuszek i wolontariuszy. Z zespołu Marty zaangażowana jest połowa pracowników. Od wielu lat skupiają się na pomocy dla domów dziecka.

– Placówki są już dobrze wyposażone. Bardziej potrzebna jest pomoc psychologiczna i nauka życia. Chodzi o to, żeby z młodymi ludźmi pobawić się, pograć w piłkę i słuchać. Jestem dla nich „ciocią”, z którą można o wszystkim pogadać. Z jedną z dziewczyn rozmawiałam o jej pierwszej, młodzieńczej miłości – wspomina. – To nie jest łatwe i dla wszystkich. Trzeba umieć „odkleić” się od własnej rzeczywistości.

Widząc potrzeby, zaangażowała się w przygotowanie wsparcia psychologicznego dla wychowawców pracujących w domach dziecka. Przekonała specjalistki – psycholożkę i pedagożkę, aby zaangażowały się w przygotowanie szkoleń. – Pomogliśmy już dwóm placówkom i chcemy to kontynuować. Wkrótce dołączy do fundacji, skupiającej się na wsparciu psychologicznym, którą właśnie powstała. Będę wspierać jej działania – zapowiada.

Animatorka dla uchodźców

Na Dolny Śląsk przyjechały tysiące uchodźców z Ukrainy, którym trzeba pomóc. Kiedy usłyszała, że Fundacja Orange przygotowała duże granty na pomoc dla naszych gości, szybko miała pomysł i znalazła organizację, której warto pomóc.

– Jak to w wolontariacie, zadziałał łańcuszek dobrych ludzi – przekonuje. – Kilka miesięcy temu pomagałam w organizowaniu pomocy dla 180 dzieci z ukraińskich sierocińców. Kontakty zostały, wystarczyło zadzwonić.

Wrocławski „Klaster COP” wspiera imigrantów w przemyślany sposób. Przygotowuje ich do pracy w Polsce i uczy, jak ją znaleźć. Prowadzi doradztwo prawne. Organizuje  też naukę języka polskiego i zajęcia dla dzieci. Marta będzie jedną z ich animatorek. – Wykorzystam moje doświadczenia w pomaganiu dzieciom. Zapowiadają się ciekawe wakacje – kończy.

***

Spotkanie z Martą Sas-Witko jest kolejnym z cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Uwielbiam być wolontariuszką

Odpowiedzialny biznes

Pierwsze rozmowy w telefonie zaufania dla dzieci z Ukrainy

6 lipca 2022

Pierwsze rozmowy w telefonie zaufania dla dzieci z Ukrainy

Od 27 czerwca działają dyżury w języku ukraińskim i rosyjskim w telefonie zaufania 116 111. To wsparcie, z którego korzystać mogą dzieci i młodzież z Ukrainy przebywające w Polsce. Co wiemy po pierwszym tygodniu doświadczeń, co jeszcze przed nami i jak możecie pomóc nam w tej inicjatywie?

Dla dzieci z Ukrainy pozostających w Polsce

Szacuje się, że w Polsce pozostaje około pół miliona dzieci z Ukrainy, które przybyły tu po 24 lutego. Często są na bieżąco z wydarzeniami w ich kraju i w kontakcie z tymi, którzy tam zostali, poprzez komunikatory, telefony. Wielu młodym ludziom towarzyszy niepewność, lęk, tęsknota, poczucie straty i inne emocje. Wiele z nich przeżywa bunt, że musi tu być, a jeszcze inni boją się o przyszłość. Wszystko to rzutuje na ich samopoczucie i relacje z innymi.

Dlatego Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę wspólnie z naszą Fundacją Orange uruchomiły dyżury w języku ukraińskim i rosyjskim w telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111. Prowadzą je psycholożki z Ukrainy od poniedziałku do piątku od 14:00 do 18:00. Do tej roli zostały profesjonalnie przygotowane. Telefon jest darmowy i anonimowy. O smutkach, obawach,  o nadziejach i o wszystkim, co dla nich ważne, dzieci mogą porozmawiać w swoim ojczystym języku. Bardzo nam na tym zależało.

Pierwszy tydzień dyżuru

W Polsce 116 111 działa od 2008 roku. W 2022 (od stycznia do maja) odebrał ponad 25 tys. połączeń, odpisał na 4 tys. wiadomości i ponad 400 razy interweniował w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia dziecka. Orange wspiera inicjatywę niemal od samego początku jej działania, także od strony technologicznej. Postanowiliśmy połączyć siły także teraz, aby wspierać dzieci z Ukrainy.

Już pierwszego dnia działania dyżuru konsultantki z Ukrainy odebrały 20 telefonów, a w pierwszym tygodniu odbyło się łącznie 96 rozmów. – mówi Monika Orkan-Łęcka, pedagożka, konsultantka telefonu 116 111.Pojawiły się tematy tęsknoty, relacji rówieśniczych i relacji z rodzicami – także w kontekście powrotu do kraju. Mogę powiedzieć, że dzieci w tym czasie testowały, jak działa taki telefon i do czego służy. Były ciekawe i sprawdzały, czy mogą zaufać. Podobnie działo się po otwarciu polskiej linii 116 111 ponad 13 lat temu. To dobry punkt startowy i nadal powinniśmy zadbać, by dotrzeć z informacją o telefonie bezpośrednio do dzieci z Ukrainy – dodaje ekspertka. 

Jak Ty możesz pomóc?

Mamy świadomość, że dla wielu młodych ludzi korzystanie z tego rodzaju wsparcia może być wstydliwe lub po prostu zupełnie nowe. Jeśli znacie w swoim otoczeniu osoby z Ukrainy, przekażcie im informację o możliwości skorzystania z telefonu zaufania za darmo i anonimowo. Powiedzcie, że to OK mieć z czymś trudność i to OK szukać i korzystać z pomocy, szczególnie w tych czasach.

Każdy, kto zadzwoni pod 116 111, może kontynuować połączenie w języku polskim, ukraińskim lub rosyjskim. Na ukraiński została też przetłumaczona strona 116111.pl (wersja UA) ,  z której można wysyłać wiadomości do konsultantek. Więcej informacji w języku ukraińskim jest też na stronie Fundacji Orange.

Jednocześnie dla dzieci pozostających w Ukrainie działa tamtejszy telefon 116 111 prowadzony przez lokalną organizację.

Z jakimi tematami dzwonić?

– Każdy problem, z którym dziecko dzwoni, jest ważny. My nie jesteśmy telefonem wyłącznie kryzysowym czy interwencyjnym. Ten telefon jest dla dzieci. Z czym do nas zadzwonisz, z tym cię przyjmiemy! – dodaje Monika Orkan- Łęcka  Nie zawsze ta rozmowa prowadzi do rozwiązań w „dorosłym” rozumieniu tego słowa. Jeśli dziecko jest na to gotowe, to wspólnie zastanawiamy się nad rozwiązanymi, szukając zasobów w nim samym i w jego środowisku. Oczywiście to wszystko w poszanowaniu dziecka i dawaniu mu przestrzeni na decyzje. Rozmowa w 116 111 ma służyć temu, żeby odciążyć dzieci na „tu i teraz”, pomóc im zrzucić emocje, doświadczyć bezpiecznego wsparcia dorosłego, który nie ocenia, a akceptuje i poszerza perspektywę patrzenia na problem.

13 lat doświadczeń

Na koniec chcę wyrazić nasz wielki szacunek do zespołu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, który zebrał siły i zasoby na to, żeby zorganizować dyżury 116 111 dla dzieci i młodzieży z Ukrainy. To wymagało zmian technologicznych, zrekrutowania i przeszkolenia psycholożek z Ukrainy do standardów 116stki, zapewnienia tłumaczeń, organizacji ich pracy i superwizji zespołu u-konsultantek. Stoi za tym ogromna praca i atencja wielu osób. A przede wszystkim piękna wiara w tę inicjatywę.

Wierzę i ja, i my wszyscy w Fundacji Orange zaangażowani w ten projekt. I mamy też nadzieję, że koszmar wojny wkrótce się skończy.

Udostępnij: Pierwsze rozmowy w telefonie zaufania dla dzieci z Ukrainy

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej