Odpowiedzialny biznes

Ukraino, Anglio – Polacy potrafią strzelać bramki!

30 września 2013

Ukraino, Anglio – Polacy potrafią strzelać bramki!

Polacy za granicą udowadniają, że warto na nich stawiać! Bartłomiej Pawłowski w barwach Malagi pojawił się na boisku dopiero 72 min., ale potrzebował tylko czterech kolejnych, by zdobyć bramkę na wagę remisu. Przepiękną zresztą! Jeszcze mniej czasu na boisku spędził Arkadiusz Milik, ale niecały kwadrans wystarczył i jemu, by zapewnić punkt Augsburgowi, do którego jest wypożyczony. Polak podkreślał, że w trudnym momencie kariery, gdy nie mógł wywalczyć miejsca w pierwszym składzie Bayeru, pomocną dłoń wyciągnęli do niego zarówno działacze Leverkusen, jak i Augsburga, i – jak widać – opieka i zaufanie wobec piłkarza już procentują.

Nic dziwnego, że w Dortmundzie wolą nie zarobić na sprzedaniu Lewandowskiego ani grosza, ale utrzymać go do końca kontraktu. Dużo pisze się ostatnio o Robercie w kontekście transferu do Bayernu i ujawnionych pertraktacji menedżerów piłkarza z władzami Borussii.  Mówi się sporo o jego działaniach marketingowych, bo napastnik jest twarzą mającej właśnie premierę gry FIFA 14. Przede wszystkim jednak Lewandowski nie pozwala o sobie zapomnieć doskonałą postawą na boisku. Od początku sezonu jest w wyśmienitej formie, tym razem strzelił dwie bramki Freiburgowi i jest współliderem  strzelców (choć w czołówce jest niebywale ciasno), do tego dołożył asystę, wywalczył rzut karny, a jeden z goli padł po dobitce jego strzału. Słowem – Lewandowski miał udział we wszystkich bramkach zespołu! Jednego gola dołożył też Jakub Błaszczykowski, również wysoko oceniony przez media.

Przeciwko Milanowi w pierwszym składzie Sampdorii wyszedł Paweł Wszołek (grał do 52. min., porażka 0:1). Cały mecz rozegrał pominięty tym razem przy powołaniach Boenisch, pełne 90 min. zaliczyli też Polanski (żółta kartka) i Wojtkowiak, godzinę na boisku spędził Sobiech. Z trzech zawodników, których powrót do kadry odbił się szerokim echem, grał w weekend tylko Peszko (od 62 min.). Wasilewski siedział na ławce, a Mariusz Lewandowski gra dziś.

Bordeaux straciło bramkę po błędzie Obraniaka, Reims urwało punkty literującemu Monaco, w czym udział miał chwalony Krychowiak. Angielską Premiership podbijają polscy bramkarze: Arsenal ze Szczęsnym (cały mecz) i Fabiańskim (na ławce) przewodzi tabeli, a Southampton Artura Boruca jest piąte. Zespół stracił w tym sezonie tylko dwie bramki – to najlepszy obok Tottenhamu wynik w lidze! W derby Turynu wystąpił Kamil Glik. Kapitan Torino nie krył rozczarowania, że zwycięski gol dla Juventusu padł w kontrowersyjnych okolicznościach (sędzia nie zauważył spalonego).

Cały mecz rozegrali również Waldemar Sobota, Mateusz Klich, Artur Jędrzejczyk, Łukasz Szukała i Adrian Mierzejewski (asysta). Po dłuższej przerwie z ławki podniósł się Przemysław Tytoń – zastąpił w 52. min. meczu kontuzjowanego bramkarza.

Udostępnij: Ukraino, Anglio – Polacy potrafią strzelać bramki!

Odpowiedzialny biznes

Most, który udźwignął prawdę

8 maja 2013

Most, który udźwignął prawdę

Niektóre przeżycia muszą swoje przeleżeć w umyśle, by można było zamienić je na słowa. Oto refleksje po weekendzie, któremu towarzyszył mecz z Ukrainą i  Półmaraton Warszawski. Oba wydarzenia połączył most, który w ciągu trzech dni nie zawalił się pod naciskiem ludzkich łez. Tych cierpkich i tych radosnych. A miał do tego prawo.

ff1084bad7385355cdc983d1640ae466c38

Most. Most, a na nim tłum wściekłych ludzi, przemarzniętych, wyciszonych. Słychać tylko stukot butów, spokojne rozmowy. Wszyscy idą w nieproporcjonalnie szybkim tempie. Wiele osób po prostu biegnie. Mróz przedziera się przez najgrubsze swetry, żądli najprecyzyjniej utkane skarpety. Kurtka sprawdza się najwyżej kilka minut, bo zimno znajduje szczeliny, przelewa się górą, aż w końcu napiera z taką siłą, że zaporę zupełnie obala. Bronisz się, ruszasz, skaczesz, tańczysz, wiercisz. I nic. Tak było. Teraz, po przetrwaniu tego wszystkiego, po prostu idziesz niezrozumiałą siłą woli. Ze ściśniętym gardłem. Z niedowierzaniem. Most nie chce się skończyć. Musi z pokorą słuchać ciszy. Jeden do trzech. Zadaję sobie pytanie, czy kiedykolwiek zmarzłem bardziej. Kompletnie nieświadomy tego, że dwa dni później moje ciało doświadczy zimna dwukrotnie brutalniejszego.

Ten sam most, który był świadkiem wielkiego upokorzenia, który musiał unieść ściśnięte masy żalu i pytań bez odpowiedzi, teraz drga z radości. Dziesięć tysięcy ludzi. Wielu ubranych od stóp do głów, choć znajdują się śmiałkowie w krótkich spodenkach i bez czapki. Jednym z wolontariuszy jest chłopiec, który sięga mi do kolan. Bierze ode mnie plecak i spory worek, układa w rządku, systemem jakimś. Wioska dla biegaczy przypomina trochę scenę ze strategicznej gry komputerowej. Namioty porozstawiane w szeregu pełnią wszystkie ważne funkcje – poją, przechowują, informują. Niestety, nie gwarantują ciepła.

Półmaraton w miesiąc
Pamiętam dzień, gdy siedziałem przed telewizorem w czymś tam i bez sensu. Jakiś kanał dwudziestoczterogodzinny donosił o rzeczach nieważnych, których absolutnie nie chciałem pamiętać. Ale wtedy to przemknęła przez ekran informacja o półmaratonie. Miesiąc został, się uparłem i wybiegłem z domu. Dlatego tylko dobiec chciałem, bez walki o czas i bez ścigania, co zwykłem robić, zresztą zupełnie nieroztropnie, na krótszych dystansach.

Zatrzymuję się, choć jeszcze nie zacząłem biec. Tak jak Polacy z Ukrainą – stracili bramkę, choć jeszcze nie zaczęli grać. Moja grupa po dwóch metrach obija się o mur kolejnych uczestników. Ruszamy z obu stron jezdni na moście – to jeszcze nie nasza kolej. Teraz start właściwy, z uśmiechem. To już nie jest niekończący się most, lecz most szczęśliwości. Kibice, transparenty, wspierający nas wolontariusze. – Panie Zbyszku, niech Pan biegnie! – krzyczy jeden z nich, bo Pan Zbyszek ma pod numerem imię. Tysiące ludzi, tak różnych, gdyby oceniać ich z zewnątrz, a jednak identycznych w swoim uporze. Kucyki wystają z otworów w czapkach kobiet, oddechy słychać nierównomierne o każdym znanym tonie. Jedni gonią Kenijczyków, inni biją rekordy życiowe.

Polacy śpią, my marzniemy, a ja próbuję odczytać myśli Fornalika nie z twarzy – tej nie widzę – lecz z włosów na głowie. Stoi na krawędzi strefy dla trenera, ale jego głowa nic nie wyraża. Czy głowa trenera na dwudziestostopniowym mrozie przy wyniku 0:2 nie powinna czegoś wyrażać? Tak, to moje myśli. Zgłupiałem z zimna. – Cicho tam! – mówi podniesionym głosem, bo nawet nie krzyczy, starszy pan na trybunach. Mówi tak w kierunku sektora Ukraińców, maleńkiego, a jednego zagłuszającego Narodowy. Później, gdy część ludzi wychodzi, ten sam mężczyzna krzyczy: – Ludzie, co z Was za kibice?! A oni zwyczajnie poszli sobie.

Trasa wiedzie przez Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, ludzie przystają, spontanicznie podnoszą na duchu, choć pojęcia nie mają, kim jesteś. Robią zdjęcia. Nieudolnie próbują przejść na drugą stronę ulicy w tłumie. Jest ten facet, ubrany w głowę łosia czy jelenia, który wali w bęben i śpiewa coś, podskakując infantylnie. Ileż on dodał energii! Biegniesz i uśmiechasz się do świata. To jest atmosfera, którą chcesz wdychać. Nawet, gdy jesteś źle ubrany, gdy spocona bluzka przykleja się do ciała, żeby je oziębić i zadać pytanie, czy nie warto było jednak zmienić kanału.

Moja Ukraina
Warto, dla każdego uśmiechu wzdłuż trasy było warto. Po horyzont biegną ludzie. Odwracam się – nie widzę końca tego tłumu. Ależ to musi robić wrażenie z lotu ptaka. Taka chmara przeszczęśliwych wariatów. Zespół rozłożony na skrzyżowaniu, jakieś transparenty w oddali. Kolorowo. Zimno i pięknie. Nie biało. Na 15 kilometrze spotykam moją Ukrainę. To mój podbieg pod Alpe Cermis – Belwederska. Niektórzy pokonują ten odcinek drepcząc, ja zwalniam jedynie, pochylając się nieświadomie, czym utrudniam sobie oddychanie. Się udało. Ktoś krzyczy, że teraz będzie już tylko z górki. Jakoś tego nie odczuwam.

Wracam na most, biegnąc w kierunku przeciwnym do tego, w którym szedłem pospiesznie, roztrząsając w myślach porażkę z Ukrainą. Pewnie, mina z początku biegu – szeroki uśmiech – zmieniła mi się w nieco skwaszoną. Ale nie ma już w sercu żalu, nie ma goryczy i niedowierzania. Jest ból, ale inny taki, ciało krzyczy ze zmęczenia, a jednocześnie z radości śpiewa. Ten stukot finiszującego tłumu jest inny. Wszystkie łzy, które dwa dni wcześniej most gromadził mimowolnie, parują gdzieś. Nadmuchiwana konstrukcja przy mecie. Wpadam, ciasno, zakorkowało się, przez cały bieg zimno można było przetrwać, ale co teraz? Nie ma się stąd jak wydostać, wieje, szpile zimna maltretują ciało. Cierpliwość, w takim momencie, po dużym wysiłku, wzniecić niełatwo. Owijam się folią – chroni mnie od wiatru tak, jak chroniłby przed deszczem zamknięty parasol. Uczucie bezsilności, bo ogrodzenie sprawia, że nie możesz się stąd wydostać. Dobiegłem do mety, tak jak bym strzelił kontaktową bramkę, ale teraz już wiem, że nic nie zależy ode mnie. Być może przesadzę, bo zimno logikę zabiło, ale 10 minut w tej kolejce tkwiłem.

Przemarznięty widzę uśmiechniętą wolontariuszkę, zakłada mi na szyję medal. Taki sam dostał każdy z 10 tysięcy uczestników. Na mecie jestem siedem tysięcy „któryś”. Marnie? Miliony zostały w domu.

Most, który słyszy prawdę
Kiedy kompletnie nieświadomie, mechanicznie, instynktownie przebieram się pod foliowym namiotem, przypominam sobie przerwę w meczu na Narodowym, gdy ludzie przyklejali się do kaloryferów w łazienkach, aby tylko ukraść trochę ciepła na drugą połowę. Już w kurtce będąc, dygoczę w kolejce po gorącą herbatę. A most wciąż na to wszystko patrzy. Musiał udźwignąć rozczarowanie ponad 40 tysięcy ludzi, teraz powiew natchnienia dostał od 10 tysięcy biegaczy. Bilans jest więc ujemny.

Pobiegnijcie tam jeszcze dzisiaj i pomóżcie mu to wynagrodzić.

Udostępnij: Most, który udźwignął prawdę

Odpowiedzialny biznes

Jak motywować zawodników?

17 kwietnia 2013

Jak motywować zawodników?

Po przegranym meczu z Ukrainą na polskich piłkarzy spadły gromy. Kibice i piłkarscy eksperci zarzucali biało-czerwonym przede wszystkim brak zaangażowania i woli walki. Dlaczego Polacy nie walczyli o każdy metr boiska? Dlaczego aż tak dali się zdominować rywalom? Dlaczego zabrakło im zaangażowania? To były najczęściej zadawane pytania po blamażu z Ukrainą.

Może odgrzewam starego kotleta, ale postanowiłem wrócić do tego tematu, ponieważ ostatnio nagrywaliśmy z Piotrem Świerczewskim kolejny odcinek wideobloga, w którym „Świr” mówił o motywowaniu piłkarzy przed meczami.

Polacy w meczu z Ukrainą byli ospali, wolni i brakowało im woli walki. Zresztą sami piłkarze przyznawali to po spotkaniu. Z czego to wynikało? Trener Fornalik nieodpowiednio ich zmotywował a może biało-czerwoni byli przemotywowani?

Piotr Świerczewski sięgnął do zakamarków pamięci i przytoczył kilka fajnych przykładów. Nie da się ukryć, że Janusz Wójcik, Jerzy Engel i Czesław Michniewicz mieli oryginalne pomysły. Zresztą, zobaczcie sami.

Udostępnij: Jak motywować zawodników?

Odpowiedzialny biznes

Reprezentacja under construction

25 marca 2013

Reprezentacja under construction

Teraz wystarczy tylko wygrać wszystkie mecze z tym na Wembley włącznie. Do tego musi być kilka innych korzystnych dla nas wyników i jedziemy na Mistrzostwa do Brazylii. W innym wypadku jedziemy najwyżej na wczasy. Co jest bardziej prawdopodobne – chyba nie trzeba pisać.

Po wyborach jesiennych do władz PZPN nowy prezes, Zbigniew Boniek mówił, że to będzie dla niego niespodzianką jeśli awansujemy do MŚ 2014, a celem jest awans do ME 2016. Niespodzianki chyba jednak nie będzie a my przystępujemy do naszego ulubionego sportu – czyli do budowania reprezentacji narodowej. Mamy dużo czasu, bo najbliższy mecz o punkty eliminacyjne ME 2016 dopiero w sierpniu 2014 – więc za półtora roku. Pytanie czy tylko my musimy oglądać proces budowania. Może przez ten czas odpocznijmy od piłki i jak ktoś da sygnał, że reprezentacja jest gotowa do oglądania to wtedy dopiero zasiądźmy na trybunach.

Na razie oglądać tego się nie da. Mecze z Urugwajem, Irlandią i wreszcie z Ukrainą pokazuje, że jesteśmy tam gdzie wskazuje nas ranking FIFA, czyli bliżej setnego niz pierwszego miejsca. Każdym kolejnym meczem pokazujemy, że FIFA co do nas się nie myli.

Dziś jest czas na myślenie, a być może trudne decyzje, jak i z kim budować reprezentację na koniec eliminacji do MŚ 2014 i całe eliminacje ME 2016. We Francji zagrają aż  24 drużyny i chyba nikt nie wyobraża sobie, że miałoby tam zabraknąć Polski. W takiej jednak dyspozycji jak w piątek wszystko jest niestety możliwe. Tylko kibiców szkoda.

Udostępnij: Reprezentacja under construction

Odpowiedzialny biznes

„Dwóch napastników na Ukrainę”

21 marca 2013

„Dwóch napastników na Ukrainę”

Ze zgrupowania kadry docierają do nas różne informacje, ale wciąż nie wiemy, w jakim składzie Polacy rozpoczną spotkanie z Ukrainą. Wszystko wskazuje na to, że bluzę z numerem jeden otrzyma jednak Artur Boruc, który znajduje się ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji.

Dużą niewiadomą jest natomiast obsada środka defensywy – pewniakiem do gry jest Kamil Glik, ale Waldemar Fornalik będzie miał spory problem z wyborem drugiego stopera. Zagadkę stanowi także obsada pozycji nr 10 – selekcjoner w tym przypadku będzie wybierał między Obraniakiem a Majewskim.

Tomasz Iwan na swoim wideoblogu zastanawia się nad składem biało-czerwonych, a także mówi o taktyce na piątkowy mecz. Były reprezentant Polski uważa, że z Ukrainą musimy zagrać ofensywnie i sugeruje, że Waldemar Fornalik powinien wystawić dwóch napastników.

Udostępnij: „Dwóch napastników na Ukrainę”

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej