Dziś tak nieco spontanicznie mi wyszedł kolejny odcinek gadżetowego nieregularnika. Spośród kolejnych trzech sprzętów dwa to standard, który raz na jakiś czas trafia do tego cyklu.
Ale zaczniemy od absolutnej nowości. Nie na łamach – bo o myszach czasami było. Ale w ogóle na rynku.
Logitech Mobi Fold. Nowy pomysł na (mobilną) mysz
Mysz. Mysz to mysz. Kiedyś z kulką, teraz z czujnikiem. Nie da się wymyślić myszy na nowo!
Tak? To potrzymajcie Logitechowi deskę kreślarską.

Żyjemy w świecie ze wszech miar mobilnym. Kiedyś pracując byliśmy "przywiązani" do biurka. Teraz biuro możemy mieć w dowolnym miejscu świata. I - co więcej - przewieźć je w plecaku. Nawet jeśli w tym plecaku mieści się tylko podręczny bagaż. Nawet jeśli nie dopchamy już myszy Logitech Mobi Fold, możemy po prostu ją złożyć i schować do kieszeni.
Gdy wyciągałem z opakowania najnowszego gryzonia od Logi, patrzyłem na niego mocno sceptycznie.
Za mały. Nieforemny. Będzie źle leżał w dłoni. Nienawidzę gładzików, a tu przecież nie ma pokrętła.
No tak - proporcje są zupełnie inne, niż w myszach do których przez lata się przyzwyczailiśmy. Tylko, że w biurze to ja używam MX Mastera albo zestawu Signature 650. Mobi Fold ma zupełnie inne zadanie i szybko okazało się, że świetnie się w nim sprawdza.
Mobilna mysz dla mnie ma np. działać na każdej w miarę stałej powierzchni. Biurko - jasna sprawa. Ale korzystając z komputera, czy tabletu (Mobi Folda jak wszystkie myszy Logi można sparować z trzema różnymi urządzeniami i przełączać je przyciskiem na spodzie) w biegu potrzebujemy użyć gryzonia na małym zaplamionym stoliku, hotelowym łóżku czy kanapie, książce, kolanie, ręczniku, czy pudełku po pizzy! No dobra, na wszystkich nie sprawdzałem, ale kombinowałem z przestrzeniami brudnymi, niestabilnymi, chropowatymi, itd. Żadna z nich nie stanowiła problemu.
Jasne, MX Master to nie jest, więc nie ma co oczekiwać, że będzie idealnie leżał. Do grania bym jej raczej nie używał, cały dzień pracy biurowej też może okazać się wyzwaniem dla nadgarstka, jednak nawet kilka godzin z Mobi Foldem nie stanowiło dla mnie problemu. Gładzika zamiast pokrętła też szybko zacząłem używać intuicyjnie.
To urządzenie o wielkości (po złożeniu) i masie (79g) połowy smartfona. Mechanizm składania działa z odczuwalnym oporem, nie miałem odczucia pracy z plastikową zabawką, która za chwilę pęknie. Po złożeniu mysz automatycznie się wyłącza, nie ma więc ryzyka przypadkowego kliknięcia czegokolwiek na połączonym urządzeniu. Bateria o symbolicznej pojemności 100 mAh ma wystarczyć na miesiąc korzystania, a jeśli przegapimy ostrzeżenia - wystarczy minuta ładowania by popracować z myszą kolejne 22 godziny. Jeśli potrzebujesz wrzucić kompa do plecaka i nie chcesz nosić ze sobą klasycznej, dużej myszy - Logitech Mobi Fold to bardzo ciekawe rozwiązanie. Poniekąd jednak udało się wymyślić mysz na nowo.
ZTE Pad 5G X1102N. Weź internet i seriale ze sobą
Chyba za każdym razem, gdy opisuję na tych łamach tablety, piszę o tym, że pogłoski o śmierci tego typu urządzeń mobilnych są mocno przesadzone. Tylko, że prowadzę mój nieregularnik od przeszło dekady i tablety - mimo zawirowań - wciąż mają swoje miejsce na rynku. Inna sprawa, że głównie te drogie - tym lepiej, gdy trafia się na sprzęt z łącznością 5G (!) na którego nie trzeba wydawać czterocyfrowej kwoty, a do większości zastosowań bardzo dobrze się sprawdzi.

Pierwsza myśl? Gdybym miał oceniać wyłącznie po wyglądzie powiedziałbym, że to sprzęt tak ze dwa razy droższy. Aluminiowa, przyjemnie chłodna w dotyku obudowa. Cieniutki (niecałe 8 mm), masa lekko ponad pół kilograma. Do tego 11-calowy ekran z odświeżaniem 90Hz. Nie no, IPS LCD. Gdzieś trzeba oszczędzić.
Do czego ZTE Pad 5G X1102N się nie przyda? No nie jest to na pewno urządzenie do grania. Inna sprawa, że przez ostatnią dekadę na jakimkolwiek tablecie odpaliłem grę... dwa razy. Zamachy, które muszę robić, by złapać stwora w Pokemon Go są absurdalnie wielkie, a próbując rywalizować w PUBG miałem wrażenie jakbym grał na telewizorze. Za pomocą dotyku. Do grania służy konsola (w domu) albo smartfon (w ruchu). A testowane urządzenie przy bardziej wymagających aplikacjach potrafi się nieco przycinać, zdarzają się spadki płynności, a 6 GB pamięci potrafi powodować, że nieużywane aplikacje zamkną się szybciej, niż byśmy chcieli
Tablet to dla mnie przede wszystkim korzystanie z szeroko pojętych internetowych treści. W moim wieku niestety łatwiej skorzystać z dużego ekranu (czy to tabletu, czy rozkładanego smartfona) niż mrużyć oczy albo powiększać litery na "małym", niespełna 7-calowym ekranie. Pamiętam jeszcze tablety o przekątnej 8 cali i faktycznie ta grupa urządzeń została skanibalizowana przez obecne smartfony. 11 cali - jak w przypadku ZTE Pad 5G X1102N to optymalny rozmiar dla ekranu takiego urządzenia. Wystarczająco duży, by dawać przewagę nad telefonem a jednocześnie wystarczająco mały, by trzymać go nawet jedną dłonią przeglądając Youtube'a, serwisy newsowe, sieci społecznościowe, czy oglądając film, bądź serial. Co więcej - dzięki łączności 5G nie musisz uruchamiać hotspota w telefonie, by korzystać z internetu.
To tablet wart swojej ceny. Co więcej - ZTE Pad 5G X110N znajdziesz w naszym sklepie.
Honor Magic V6. Prawdziwy flagowiec, tylko składany
Niesamowite jaką przemianę przeszły rozkładane smartfony. Pięć lat temu potrafiłem racjonalizować grubość i absurdalnie wąskie proporcje przedstawiciela jedynej ówcześnie marki sprzedającej tego typu urządzenia. Pewnie nie spodziewałem się, że wystarczy pół dekady, by jedynym co będzie różnić rozkładane smartfony od jednobryłowych flagowców będzie... cóż, możliwość rozłożenia.

Zorientowałem się, że od pewnego czasu coraz rzadziej recenzuję telefony, przede wszystkim te flagowe. Dlaczego? Bo każdy kolejny jest "wypasiony" do granic możliwości i ciężko znaleźć jakikolwiek wyróżnik! Gdybym miał się czegoś czepiać w Honorze Magic V6 to może tego, że w zasadzie wnosi niewiele nowego w porównaniu z poprzednią iteracją? Choć z drugiej strony - po co poprawiać coś, co rok temu działało świetnie? Tym bardziej, że tego, co faktycznie znacznie się polepszyło, na pierwszy rzut oka nie zobaczymy. Odporność na kurz i wodę wzrosła do niespotykanego w składakach IP 68/69 (choć i tak na plaży żadnego smartfona bym nie wyjął), zaś bateria wzrosła o 800 mAh (do 6660) i można ją ładować prądem 80W (do tej pory 66). Efekt? Przez dwa tygodnie korzystania nigdy nie doładowywałem telefonu w trakcie dnia a tylko raz podłączyłem go do prądu wczesną nocą z baterią na poziomie 3%.
Przede wszystkim jednak Honor Magic V6 to smartfon który proporcjami nie odstaje od jednobryłowców i zdarzało mi się... zapominać, że testuję składaka. Niemal ośmiocalowemu po rozłożeniu ekranowi proporcjami jest bliżej do kwadratu, więc przy filmach to nieprzesadnie pomaga. W sytuacji jednak, gdy musiałem pracować na kilku aplikacjach (choćby wspierać się LLM-em) możliwość korzystania z kilku okien bez przełączania znacząco wszystko przyspieszała. No i przeglądanie zdjęć na rozłożonym ekranie to coś czego na jednobryłowcu nie doświadczysz. Tym bardziej, że Honor Magic V6 potrafi je też całkiem ładnie, na flagowym poziomie, robić. Można dyskutować, że 64Mpix to nie 200 jak w Magic 8 Pro, ale megapiksele zdjęć nie robią, a 3-krotny zoom optyczny absolutnie wystarcza.
Do tego najszybszy obecnie Snapdragon 8 Elite Gen 5 wsparty 16 GB RAM - zestaw który powoduje, że aplikacje zamykamy kiedy my chcemy, a nie kiedy ma na to ochotę telefon. Nie robiłem Honorowi Magic V6 stress-testów, więc mogę zapewnić, że w normalnym używaniu komfort cieplny jest bez zarzutów. Jedno do czego Honor od kilku lat nie potrafi mnie przekonać, to wbudowane funkcje AI. Mam wrażenie, że jest ich za dużo i są nieco bezładnie rozsiane po całej nakładce Magic OS, w efekcie nie potrafię znaleźć pomysłu na ich użycie. Tu na pewno jest pole do poprawy.
A sam telefon oczywiście znajdziecie w naszym sklepie, w cenie - w chwili gdy powstaje ten tekst - wyjątkowo okazyjnej.

Michał Rosiak