Odpowiedzialny biznes

Dobre serce w Zespole Szkół Technicznych

Ewa Wróbel Ewa Wróbel
29 listopada 2023
Dobre serce w Zespole Szkół Technicznych

„Zrozumiałem, że piętnastolatkowie, którzy przychodzą do naszej szkoły, to geniusze. Wystarczy dać im przestrzeń, możliwości, pozwolić uwierzyć w siebie i postawić przed nimi ciekawe zadania”. – mówi o swoich uczniach Artur Tutka, laureat Nagrody Specjalnej w konkursie Nauczyciel Jutr@ 2023. W szkole, w której uczy, powstają protezy dłoni w druku 3D, bezdotykowe klawiatury dla osób z niepełnosprawnościami… i wiele więcej - rodzi się współpraca, poczucie własnej wartości oraz wrażliwość na potrzeby innych.

Za nami Gala 3. edycji konkursu Nauczyciel Jutr@, ale emocje jeszcze nie opadły. Wydarzenie zainicjowała Fundacja Orange z Głosem Nauczycielskim. Spośród zgłoszeń jury pod przewodnictwem prof. Stefana M. Kwiatkowskiego wybrało zwyciężczynię – Aleksandrę Janicką z Przedszkola Publicznego im. Misia Uszatka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym Nr 1 w Strzyżowicach. Moją rozmowę z Panią Aleksandrą znajdziecie tutaj. Więcej o samym konkursie możecie przeczytać w poprzednim wpisie.

Pierwszy raz w historii konkursu wręczono także Nagrodę Specjalną za szczególną postawę i działania na rzecz uczniów i uczennic. Otrzymał ją Artur Tutka, nauczyciel przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. Stefana Banacha w Jarosławiu. Pan Artur to nauczyciel z 25-letnim stażem. Od pięciu lat realizuje w szkole STEAM, wykorzystując na zajęciach technologię druku 3D.

To uczniowie są w centrum wszelkich działań edukacyjnych Pana Artura, który bardzo często pełni rolę przewodnika i doradcy życiowego. W wielu kwestiach daje im wolność i sprawczość, której tak często brak w polskich szkołach. Mogą na przykład samodzielnie korzystać z pracowni, doświadczać, ćwiczyć i eksperymentować. To tu powstają protezy dłoni 3D oraz klawiatury dla osób z niepełnosprawnościami.

Ewa Wróbel: Wszystko zaczęło się od tego, gdy do Pana klasy przyszła Kinga, uczennica bez części lewego przedramienia. Chciała zostać mechanikiem pojazdów samochodowych. Postanowił jej Pan pomóc oraz zaangażować w działania swoich uczniów.

Nie znaliście wtedy druku 3D, ale szukaliście informacji w internecie i na portalach społecznościowych związanych z drukiem. Protezę wręczyliście uczennicy na studniówkę.

Jak udało się Panu zmotywować młodzież do pomocy Kindze?

Artur Tutka: W budżecie jednego z grantów zostało mi 7 wolnych tysięcy. Umieściłem w nim, trochę spontanicznie, zakup drukarki 3D. W ten sposób pierwsze takie urządzenie pojawiło się w naszej szkole. Wtedy do szkoły przyszła nasza Kinga.

Kinga wiele przeszła. Bardzo dokuczały jej koleżanki, odrzucały ją, a ona spędzała czas na podwórku z chłopakami. Kochała motoryzację i samochody, marzyła, żeby zostać mechanikiem pojazdowym. To trudny zawód do wykonywania z jedną sprawna ręką. Tylko, jak to powiedzieć dziecku, które ma takie marzenia? Obiecałem jej mamie, że staniemy na głowie, żeby pomóc. A tak się złożyło, że jakiś czas późnej przyszli do mnie ambitni uczniowie i zapytali, co mogą zrobić na szóstkę. Powiedziałem - zróbcie Kindze „rękę”.

Wkrótce pojawili się z konkretnym pomysłem na protezę. Chcieli wykorzystać do tego drukarkę 3D. Pokazali mi drogę i otworzyli oczy na tę nową technologię.

Stworzenie ruchomej protezy to proces bardzo skomplikowany, ale w naszym zespole szkół uczy się kompletu zawodów, które razem mogą zrobić prawie wszystko: technik mechanik - projektował lej i elementy ręki, technik elektronik - zbudował odpowiednie układy elektroniczne, które uruchomiły rękę, technik programista i technik informatyk - zaprogramowali ją, natomiast technik cyfrowych procesów graficznych - odpowiedzialny był za wygląd całości. Powstał więc zespół uczniowski, który zrobił protezę 3D dla Kingi.  Dziś Kinga studiuje na politechnice, sprowadza samochody z USA i je remontuje. Ta proteza zmieniła jej życie.

Trafiają też do nas inne dzieci z podobnym problemem, którym pomagamy. Robimy to za darmo ponieważ technologia druku 3D jest bardzo tania. To istotne, bo taka ręka, gdy dziecko rośnie, musi być wymieniana co 2 lata, a mało kogo stać na bardziej zaawansowaną protezę. Nasz projekt nazwaliśmy „Szczęście z plastiku”.

Co najbardziej lubi Pan w swojej pracy? Co jest dla Pana najważniejsze w pracy z młodzieżą?

Zrozumiałem, że piętnastolatkowie, którzy przychodzą do naszej szkoły, to geniusze. Wystarczy dać im przestrzeń, możliwości, pozwolić im uwierzyć w siebie i postawić przed nimi ciekawe zadania i konkretne cele, które są związane z rzeczywistością.

Zupełnie zmieniłem swój sposób prowadzenia lekcji. Przyjmuję na zajęcia każde dziecko, które przychodzi do pracowni, nie stawiam ocen cyfrowych (na koniec roku wszyscy zaangażowani w projekty 3D mają 6), nie odpytuję i nie robię sprawdzianów oraz wychodzę z założenia, że to uczniowie „grają pierwsze skrzypce” – stawiają problemy, decydują, czym chcą się zajmować, a ja im tylko towarzyszę, wspieram i służę pomocą, jeśli jej potrzebują. Teraz wiem, że lekcje nie trwają 45 minut, tylko w pewnym sensie: 24 godziny na dobę, a program nauczania pisze nam samo życie.

Uczniowie są w naszych projektach głową, mamy grupy na Messengerze dedykowane każdemu zadaniu i tam rozwiązują problemy, dyskutują. Jeśli tylko sala jest wolna, przychodzą po lekcjach albo w wakacje i działają. Ja ich do tego nie namawiam, sami chcą, a ja tylko delikatnie nad tym czuwam. Do prowadzenia zajęć zapraszam także rodziców, którzy zawodowo zajmują się jakąś dziedziną związaną z profilem szkoły, np. elektroniką. To zawsze się sprawdza.

Jeśli chodzi o dzisiejszy świat i technologie – czy rozmawia Pan ze swoimi uczniami i uczennicami na temat ich aktywności i wyzwań w sieci?

Staram się też uczyć swoich podopiecznych miękkich kompetencji, które potem przydadzą im się w życiu i pracy zawodowej. Po pierwsze umiejętności pozyskiwania funduszy na rozmaitych zbiórkach crowfoundingowych, żeby móc dzięki temu realizować marzenia, wykorzystując do tego social media. Oni również obserwują w praktyce, jak zdobywam przez Patronite środki na projekt „Szczęście z plastiku” (choćby na zakup materiałów czy sprzętu do pracowni). Po drugie – komunikacji, która pomaga „sprzedać” projekt w szerszym świecie i mediach. Zachęcam młodych ludzi na przykład do kręcenia komórką wartościowych filmów ze swoich działań i udostępniania ich w sieci, podpowiadam, jak rozmawiać z dziennikarzami. Sam zresztą pokazuję w lokalnych mediach szkolne działania, co pomogło mi pozyskać patronat i finansowe wsparcie. Po trzecie – kładę nacisk na umiejętność pomagania słabszym.

Mówię im, że biorą udział w olimpiadach życia – tu nie staje się na podium, nie dostaje pucharu, ale nagrodą jest radość, że się komuś pomogło. Wiem, że wychodzą ze szkoły jako dobrzy ludzie wykorzystując sieć do celów pozytywnych. Po przejściu Olimpiady życia obcy w sieci jest im hejt, wyśmianie, krytyka, itp. Są bardziej wrażliwi na człowieka.

Człowiek + technologie = sukces?

Na pewno dzięki nowoczesnym technologiom osiągnęliśmy sukces. Filip to uczeń od genialnego projektu prezentowanego w Dallas. Gdy przyszedł do nas do szkoły był drobny i cichy, nikt nie przypuszczał, że to chłopak z takim potencjałem. W pierwszej klasie zapytał mnie, czy może użyć drukarki 3D, by zrobić klawiaturę i wystartować w szkolnym konkursie Explory. Pomyślałem, że to kolejne urządzenie, które już wszyscy na świecie mają, ale pokazałem Filipowi, jak używać drukarki, technologii przyrostowej i ten przygotował projekt.

Na finał konkursu zaprosiłem przedsiębiorców, by dać szansę najlepszym pomysłom na ich wdrożenie. Jeden z biznesmenów podszedł do mnie i powiedział, że mam geniusza na sali. Chodziło mu o Filipa i jego pomysł, który był w zasadzie gotowy do sprzedaży. Była to klawiatura, ale nie zwyczajna, tylko zaprojektowana dla osób z niedowładem kończyn górnych, sterowana wysięgnikiem zamontowanym na opasce zakładanej na głowę. Chłopak połączył w niej druk 3D i kontaktron, urządzenie, o którym dowiedział się od dziadka majsterkowicza, które po zbliżeniu magnesu zachodzi reakcja. Dodał do tego patent kolegi taty, który chorował na stwardnienie rozsiane. Ponieważ nie mógł używać rąk, by wciskać komputerowe klawisze, przywiązywał do czapki patyk i robił to nim.

W urządzeniu Filipa podobny, tylko znacznie bardziej skomplikowany mechanizm, działa bez zarzutu. Chłopak wygrał nim konkurs szkolny, później wojewódzki, a następnie ogólnopolski Gdynia Explory Week i dostał akredytację na największe wydarzenie dla młodych naukowców na świecie Regeneron ISEF Dallas 2023, które odbywało się w USA. Zdobył tam 2 miejsce i nagrodę specjalną od IEEE, 3 miejsce w kategorii Embedded systems od Microsoft.  Otrzymał też stypendium inwestycyjne od Rafal Brzoska Fundation. Przyznano mu mentora, to Petros Psyllos, absolwent MIT. Na studia Filip prawdopodobnie wyjedzie za granicę, ale o tym zdecydują rodzice.

Do tej pory zastanawiam się co by było, gdybym wtedy powiedział: nie, nie bierz udziału w konkursie, nie poświęcę Ci czasu na pokazanie drukarki 3D. Albo gdybym wygłosił zdanie, które często pada ze strony nauczycieli: dobrze, ale może za rok…teraz mam przerwę lub idę do domu.

Czego mogę życzyć Panu oraz Pana uczniom i uczennicom na przyszłe lata?

Te metody pracy i osiągnięcia uczniów pokazują, że STEAM może zdziałać cuda. Udowodniliśmy to, że można zrobić prawie wszystko nawet w Jarosławiu na Podkarpaciu, w małej piwniczce z drukarkami 3D, a wybór średniej szkoły technicznej to dla wielu młodych ludzi najlepszy sposób na rozwinięcie potencjału i ciekawą przyszłość zawodową.

Czego nam życzyć? Więcej Patronów, abyśmy mieli na pizzę na zajęciach dodatkowych, gdy rozwiązujemy problemy ludzi. Przychylnego spojrzenia przyszłej lub przyszłego Ministra Edukacji na szkolnictwo zawodowe, które jest bardzo kosztowne.

Co Pan chciałby Pan powiedzieć (może doradzić) innym nauczycielom i nauczycielkom, być może przyszłym uczestnikom i uczestniczkom kolejnej edycji konkursu Nauczyciel Jutr@?

Szkoła + Uczeń + Rodzic + Media = Sukces!


Odpowiedzialny biznes

Seniorzy uczą się w Miasteczkach Orange

Monika Kulik Monika Kulik
28 listopada 2023
Seniorzy uczą się w Miasteczkach Orange

Od kilku lat uczymy seniorów jak korzystać z nowych technologii. Tylko w tym roku z naszych kursów skorzystało już ponad 3 300 osób.

Najpierw przypominam, że na kursach on line spotykamy się co tydzień w poniedziałki. Nasi trenerzy pokazują jak wykorzystywać możliwości smartfonów oraz bezpiecznie i efektywnie z nich korzystać.

Po pandemii wróciliśmy też do kursów stacjonarnych w naszych salonach. W kilkunastoosobowych grupach pod czujnym okiem szkoleniowców seniorzy mogą na swoich telefonach zainstalować aplikacje, ustawić bezpieczne hasła czy uczyć się wysyłać zdjęcia.  Z zainteresowaniem słuchają i poznają też możliwości Maxa oraz Mój Orange.

Warsztaty w naszych miejscach

Teraz mamy nową inicjatywę. Członkowie Rad Miasteczek, Orange Team oraz doradcy obsługi klienta stworzyli zespół, który zajął się organizacją nowej edycji warsztatów odbywających się w naszych siedzibach. W nich do dyspozycji są większe sale szkoleniowe, co pozwala stworzyć liczniejsze grupy słuchaczy. Obecność wolontariuszy gwarantuje, że każdy senior otrzymuje pomoc podczas ćwiczeń. Miła i serdeczna atmosfera sprawiają, że nauka nowych technologii przychodzi im z łatwością.

Zaczęło się w Lublinie. W czerwcu i lipcu zorganizowaliśmy 3 spotkania, w których uczestniczyło 89 seniorów. Potem był Radom i Rzeszów. W sumie przekazaliśmy wiedzę blisko 150 seniorom.

Uczestnicy i uczestniczki kursu w Rzeszowie

W listopadzie 40 seniorów gościliśmy w naszej głównej siedzibie - Miasteczku Orange w Warszawie.  Zobaczcie relację z tego wydarzenia. 

Kolejne spotkania odbędą się w Łodzi, Ciechanowie, Katowicach, Krakowie i Olsztynie.

Seniorzy o naszych szkoleniach

Największą nagrodą dla nas są słowa uznania ze strony uczestników. W ankietach mogliśmy przeczytać: „Wykładowca w sposób jasny i przystępny tłumaczył tematy”; "Państwo, którzy sprawowali opiekę nad słuchaczami na 5+"; „Dowiedziałam się o aplikacjach, o których nie miałam pojęcia”; „Nie tylko teoria, ale i ćwiczenia z pomocą instruktorów”; „Jesteśmy dopieszczeni ”; ”Bardzo dobre i ciekawe informacje, wspaniała atmosfera, dobra pomoc”; „Warsztaty wspaniale zorganizowane, bardzo uprzejmi i kompetentni instruktorzy, bardzo cierpliwi dla starszych” ; „Będę polecał innym". Dziękujemy!

Na koniec anegdotka z warsztatów:

"Ja: Jakiej firmy ma pan telefon?
Senior: ja mam z owocowej ...
Ja:
Senior: no wie pani ugryzione jabłko "


Odpowiedzialny biznes

Przekazuję dalej dobro

Wojtek Jabczyński Wojtek Jabczyński
28 listopada 2023
Przekazuję dalej dobro

W młodości był harcerzem, organizował wypady turystyczne i pomagał osobom niewidzącym. Zorganizowany wolontariat odnalazł w pracy, gdzie prowadził zajęcia dla dzieci z bezpiecznego korzystania z internetu. Teraz, dzięki jego wsparciu 70 zuchów i harcerzy ma harcówkę.   

Wojtek Dobrowolski pracuje w Orange od 1996 roku i jest ekspertem wspierającym nasze działania marketingowe na rynku hurtowym. Mieszka pod Poznaniem. 

Bezinteresowność wyniesiona z domu

- Pamiętam, że nasz dom odwiedzało wiele osób, które przychodziły po pomoc a potem podziękować za jej okazanie. Moja mama, nauczycielka WF i olimpijka z 1964 roku, wspierała wszystkich bezinteresownie. Zajmowała się wychowywaniem dzieci zawodowo, ale zawsze robiła dla nich więcej niż to wynikało z jej pracy. Zajmowała się m.in. grupą dzieci chorych na chorobę Heinego-Medina - wspomina.  

Wojtek szybko trafił do harcerstwa i został drużynowym. - To była super nauka odpowiedzialności i przywództwa. Nie tylko pożytecznie spędzaliśmy czas, ale uczyliśmy się bezinteresownej pomocy - przekonuje.

Na studiach zaangażował się w organizowanie grup turystycznych i był szefem koła PTTK przy Politechnice Warszawskiej. - Tutaj lekka interesowność już była - śmieje się. - Na jednej z wycieczek kolega powiedziałem mi, że w Telekomunikacji Polskiej szukają ludzi do pracy. Tak trafiłem do naszej firmy.

Wojtek był też krótkofalowcem i tak poznał niewidomego radioamatora. Zaprzyjaźnili się i zaczęli  razem podróżować. Został jego przewodnikiem. Świat można doświadczać na różne sposoby, a osoby niewidzące mają niezwykle wyostrzone inne zmysły.

- Miałem doświadczenie w organizowaniu wycieczek więc mogłem to wykorzystać. Ale sam nie wiedziałem, że moja pomoc będzie miała tak niezwykły finał - opowiada. - Córka mojego przyjaciela - też osoba niewidoma - miała swoją przewodniczkę. Kiedyś spotkaliśmy się wszyscy razem. Zaiskrzyło między przewodnikami i tak znalazłem… żonę.

Pomaganie z Fundacją Orange

- Kiedy dowiedziałem się, że Fundacja Orange szuka wolontariuszy by uczyć dzieciaki bezpiecznego internetu postanowiłem w to wejść. Mam trójkę dzieci i zacząłem od szkoły, do której chodziły. Materiały były dobrze przygotowane, wymagały jedynie adaptacji pod konkretne potrzeby - wspomina.

Od razu okazało się jak niezbędne są takie lekcje. - Podczas ich prowadzenia trafiałem na ukradzione lub utracone konta do gier, na które dzieciaki wpłaciły tysiące złotych poprzez karty zdrapki kupowane w sklepach. Były też sprawy z czatów w komunikatorach, które poleciłem, w porozumieniu z rodzicami, zgłosić na policję - mówi Wojtek.

Dzięki lekcjom udało się zaszczepić młodym ludziom podstawową wiedzę jak się bezpiecznie poruszać w necie. Dowiedziały się też, że nie są same i zawsze mogą poprosić o wsparcie dorosłych. - W szkole zostawiłem masę materiałów i linków do gotowych ćwiczeń. Sądząc po późniejszych plakatach i akcjach nauczyciele kontynuowali moją pracę.

Radość i spełnienie     

Chociaż minęło już wiele lat, Wojtek nie zapomniał gdzie dorastał. - Dzisiaj harcerstwo jest inaczej zorganizowane. Dopadły go typowe, komercyjne problemy. Dlatego teraz pochłania mnie organizowanie wsparcia, aby tam, gdzie mieszkam mogła istnieć harcówka z prawdziwego zdarzenia - opowiada. - Jestem społecznym szefem stowarzyszenia działającego na rzecz tych 70 młodych ludzi, aby mogli funkcjonować. Może uda się to jakoś w przyszłości połączyć z pomysłami Fundacji Orange.

- Oddając się wolontariatowi mam poczucie, że przekazuję dalej dobro, którego sam wiele doświadczyłem od innych ludzi. Pomagając bezinteresownie, niezależnie w jaki sposób, mam też poczucie radości i spełnienia. No i ten uśmiech szczęśliwych dzieciaków. Bezcenny - puentuje Wojtek.

Scroll to Top