Jakby spojrzeć w przeszłość, to w niemal półtorej dekady przetestowałem ze 300 telefonów. Zaczynałem od HTC Cha Cha. Potem przez 3 lata zapisywałem każdy model, który trafił w moje ręce. W końcu zrobiło się ich tak dużo, że się poddałem. Chodzi mi o to, że teraz ciężko sprawić, aby jakiś smartfon wyjątkowo mnie zaciekawił. Jednak realme GT 8 Pro, w konkretnej edycji, to się udało.
Marka realme to dla mnie taki trochę, że posłużę się popularnym młodzieżowym memem - “syn koleżanki Twojej starej”. Czołówka smartfonów sprzedawanych na świecie to od lat wymieniające się pozycją lidera Samsung i Apple. Xiaomi nieco za nimi, a te trzy marki w sumie odpowiadają za niemal 75% sprzedaży (Statcounter Global Stats, dane za XI/XII 2025). Po nich jeszcze Motorola, domykająca z lekkim naddatkiem sumę 80%. Od pewnego czasu spotykam się jednak z sytuacją, gdy ktoś w dyskusji o iPhone’ach, czy Samsungach sięga do kieszeni i mówi:
Ej, a ja mam realme. I jest spoko, więcej mi nie trzeba.
Ależ to jest cudo
Choć esteta ze mnie nieprzesadny, gdy zobaczyłem pudełko z realme GT 8 Pro Dream Edition, opadła mi szczęka. Telefon to jedno, ale to jest dodatek do Aston Martina. Najbliżej, jak zwykły człowiek może się zbliżyć do Astona (DB9 to jedno z moich ulubionych aut). Styl, wzornictwo, konsekwencja, dbałość o najmniejsze szczegóły - no wyrwało mnie to z kapci po prostu! “Astonowy” kolor, logo wytrawione w aluminiowych pleckach, odpowiednia animacja ekranów startowego i odblokowania, a nawet kluczyk do karty SIM w kształcie bolidu F1 Aston Martin.
Wow.
Aparaty takie jakie chcesz

No może nie do końca, bo specyfikacji nie zmienimy, ale wygląd - jak najbardziej. W modelu GT 8 Pro możemy zdecydować, czy chcemy, by wyspa aparatów była kwadratowa, czy okrągła. W zestawie sprzedażowym mamy maskownice o obu kształtach i dołączony wkrętak Torx, by odkręcić i przykręcić dwie mocujące je śruby.
Aparaty pod nimi mamy trzy:
- 50 MP, f/1.8 z matrycą 1/1.56"
- 200 MP, f/2.6 (peryskopowe telefoto) z taką samą matrycą i 3-krotnym zoomem optycznym
- 50 MP, f/2.0 (ultraszeroki, kąt 116˚) 1/2.88"
Optyka firmowana jest przez japońską firmę Ricoh, znaną m.in. z serii kompaktowych aparatów Ricoh GR. Ocenę walorów fotograficznych testowanego realme oddałem w ręce eksperta - mojego syna Szymona, ucznia stołecznego Technikum Fototechnicznego:
Nie podoba mi się, że domyślnie w działanie aparatu mocno ingeruje sztuczna inteligencja. Z jednej strony zdjęcia są dobrej jakości, z drugiej „wsparcie” AI potrafi zmienić szczegóły fotografii. Choć zgadzam się, że pewnie znacząca większość użytkowników nie zwróci na to uwagi. Zdjęcia nocne wyglądają ładnie, ale nie oszołomiły mnie drobiazgowością oddania treści.
Po stronie plusów? Na pewno duży zoom, z dobrą stabilizacją. Nominalnie realme GT 8 Pro umożliwia trzykrotne zbliżenie optyczne, ale teleobiektyw dysponuje matrycą 200 Mpix, co pozwala nawet na dwukrotnie więcej bez straty dla jakości.
Czy zastąpiłbym GT 8 Pro mój aparat? No nie. Jest dobry, ale mimo wszystko - to tylko telefon.

„Ojej, zapomniałem naładować GT 8 Pro!”
No dobra, ale ja pamiętam jeszcze czas, gdy mówiąc o telefonie używało się słowa “aparat” w odniesieniu do telefonu właśnie, a nie jego możliwości fotograficznych. W sumie to nieważne jakie ma możliwości, jeśli nie jest w stanie wystarczająco długo wytrzymać na baterii.
Z testowanych przez ostatni rok telefonów, realme GT 8 Pro nie miał sobie równych. Waty i miliamperogodziny to tylko liczby, kluczowe jest to, że zarządzanie baterią w tym telefonie jest na kapitalnym poziomie. Miałem sprzęty z ogniwem 6500, czy 6800 mAh, które musiałem doładowywać w trakcie dnia.
Tymczasem „Astonek” najpierw służył mi rano w drodze do pracy do kończenia oglądania serialu. Potem trochę leżał w pracy, a trochę z niego korzystałem. W drodze do domu połapałem Pokemony (kto nie ma jakiegoś guilty pleasure niech pierwszy rzuci kamieniem), poczytałem newsy i takie tam. Na koniec dnia trochę social mediów w domu i podpinanie telefonu późnym wieczorem do ładowarki nierzadko z przeszło 20% baterii.
To robi wrażenie, tym bardziej, że mamy do czynienia z niemal 6,8-calowym AMOLED-em z odświeżaniem do 144 Hz (ale o dziwo nie LTPO, tylko 5 stałych wartości) o rozdzielczości 3136x1440 px. Mógłby wciągać baterię jak opętany. Ta krzemowo-węgłowa jednostka 7000 mAh to najlepsze z czego korzystałem. Prąd ładowania do 120W powoduje, że nie podpinamy telefonu do ładowarki na przesadnie długo.
realme szybki i nie do zajechania
Snapdragon 8 Elite Gen 5 + 16 GB RAM - to flagowy zestaw, nic więc dziwnego, że zagościł na pokładzie flagowca realme. Nigdy nie odpalam na telefonach żadnych generycznych benchmarków, bo nikt normalny tego nie robi. I może zobaczycie tu analogię do moich opinii o innych flagowcach, które publikowałem na blogu, ale po prostu tego telefonu nie da się zajechać. W czasach, gdy producenci walczą o klienta w segmencie high-end (jednak telefon - w wersji podstawowej, bez „Astona” - za blisko 4000 zł trzeba traktować jako produkt luksusowy) nie można sobie pozwolić, by podwinęła się nam noga. Nawet drobne niedociągnięcie odbije się na sprzedażowych słupkach.
W skrócie, nawet te wymagające gry działają szybko. Aplikacje uruchamiają się płynnie, a wyłączają rzadko. Nic nie „haczy” i nie przysypia.
Brać, czy nie brać
realme GT 8 Pro Dream Edition to bezdyskusyjnie produkt dla koneserów - pasjonatów Formuły 1, czy fanów Astona. Dla ludzi ceniących wyjątkowy, ocierający się o perfekcję design, którzy są w stanie całkiem słono za to dopłacić.
To "po prostu" jeden z najciekawszych flagowców dostępnych na rynku, za jak na ten poziom wyjątkowo dobrą cenę. Znakomita bateria, strona fotograficzna na wysokim poziomie, flagowa wydajność, do tego gwarancja 4 dużych aktualizacji Androida.
A odpowiadając na pytanie ze śródtytułu, napiszę Wam to co zazwyczaj: jeśli szukasz flagowca, to jest sprzęt zdecydowanie wart rozważenia. W naszym sklepie Dream Edition wyprzedał się na pniu i nie wiadomo, czy wróci, ale w wersja „bez-Astonowa” ciągle jest dostępna.

Michał Rosiak