Odpowiedzialny biznes

Z czarnego koła: Anita wrzuci młot do znicza (0)

Bartosz Nowakowski

10 sierpnia 2012

Z czarnego koła: Anita wrzuci młot do znicza
0

Marcin, to mieliśmy tekstową sztafetę przez te ostatnie olimpijskie dwa tygodnie. Raz Ty wyrzucałeś tekst z czerwonego koła, raz ja wyrzuciłem periodyk z czarnego. Zauważyłeś, że znicz olimpijski po mału przygasa? Oby Anita Włodarczyk dziś w niego nie rzuciła młotem, niech chwilę jeszcze żarzy ogniem. Chociaż, niech rzuca jak najdalej, nawet za trybuny stadionu. Byle krzywdy nikomu nie zrobiła.

Pisałeś wczoraj o naszej sztafecie 4×400 metrów, jednak nic z tego nie wyszło. Marcin, tak sobie pomyślałem jakbyśmy stworzyli taką blogową sztafetę. Marek, Jarek, Ty i ja. Ciekawe jaki byśmy mieli wynik? Na której zmianie chciałbyś pobiec? Ja wolałbym chyba biec pierwszy, bo może bylibyście w stanie nadrobić za mnie te straty. Poza tym bałbym się, że w środku rywalizacji wypuściłbym pałeczkę, co oznacza automatyczną dyskwalifikację. Opracowalibyśmy (tylko trzeba podpytać o kondycję Marka i Jarka) taktykę, kto zostałby jokerem sztafety.

Pozostaje dziś przy biegach i to przy tych długodystansowych. Marcinie, chwaliłeś się, że przebiegłeś 20 kilometrów to teraz czas na maratoński dystans. Nie wiem, czy Ci o tym wspominałem, ale podczas blogowego zjazdu, uciąłem sobie pogaduchę właśnie o maratonach z naszym czytelnikiem Ryco. Opowiedział mi mnóstwo ciekawostek związanych z tą konkurencją. Między innymi streścił mi swój pierwszy, przebiegnięty maraton. Z perspektywy czasu przyznał, że przygotowania do tego biegu to była „amatorka”. Wiedziałeś, że w maratonie najważniejsze, a zarazem najgorsze jest ostatnie 12 kilometrów?

Marcin, koniec igrzysk zawsze kojarzy mi się z męskim maratonem. Kiedy podawałem wybór czarnego koła, powiedziałem, że będę kibicował sportowcom z Czarnego Lądu. Dlatego mocno będę wspierał Goura Marial’a reprezentanta Sudanu Południowego, który będzie biegł pod flagą olimpijską. Mam jeszcze jedną retrospekcję związaną z maratonem. Zawsze przywołuje te momenty z Aten:

Udostępnij: Z czarnego koła: Anita wrzuci młot do znicza
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Filiżanka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Sieć

Szczery raport z pompowania (0)

Wojtek Jabczyński

10 sierpnia 2012

Szczery raport z pompowania
0

Wczoraj, zgodnie z obietnicą i w odpowiedzi na podaną przez T-Mobile liczbę ich kart SIM po II kwartale, przedstawiliśmy własne wyliczenia w oparciu o ich metodę. Wynik Orange – 16,935 mln; T-Mobile – 15,048 mln. Będziemy tak robić, aż powstanie jedna, wspólna zasada raportowania. Cieszę się, że media zauważyły ten problem, a w myśl zasady „uderz w stół, nożyce się odezwą”, głos zabrał nawet prezes T-Mobile Polska, który w Rzeczpospolitej powiedział, że: „Orange sztucznie nagłaśnia sprawę. Zrobiliśmy tylko to, co wcześniej Plus i Play, czyli dołączyliśmy do standardu rynkowego”. Pozwolę sobie na szybki komentarz. Problem absolutnie nie jest sztuczny, bo dostrzega go nawet DT w swoim raporcie giełdowym, mówiąc wprost, że baza SIM-ów T-Mobile w Polsce jest zniekształcona inną metodą raportowania, a gdyby nie ona, to prawie 2 mln kart nie byłoby wykazanych. Dla wnikliwych badaczy podaję link do tego szczerego wyznania: http://www.telekom.com/investor-relations, a dalej ostatni ich raport, a w nim excel z danymi back-up. Ponadto warto zwrócić uwagę na inne pikujące w dół wskaźniki naszego konkurenta: EBITDA, ARPU, czy MoU (wykorzystane minuty na klienta). Ten ostatni spada regularnie od 4 kwartału 2011, co moim zdaniem najdobitniej świadczy, że baza klientów jest pompowana, bo zwyczajnie nie generuje ruchu. Może i nagłaśniamy sprawę, ale czy rzeczywiście ją sobie wymyśliliśmy…

bd0a5a97c4b34cbb0e97abc60150f6c20d4

Udostępnij: Szczery raport z pompowania
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Samochód. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Odpowiedzialny biznes

Pisz sam – co działo się dalej (0)

Krzysztof Swidrak

10 sierpnia 2012

Pisz sam – co działo się dalej
0

f492c74e50b6ae2aae1bb274f6a6f6cb497

Historia naszych bohaterów – dzięki ziemowemu – ma ciąg. dalszy. I dobrze. O tym, co wydarzyło się w drodze na spotkanie z UFO przeczytacie poniżej. Życząc nowych wrażeń, czekam na kolejny odcinek. Piszcie jak zwykle: krzysztof.swidrak2@orange.com.

„Brzdąc” nie usłyszał wołania swojego kumpla, które nagle się urwało.
Chłopak odwrócił się jednak, by zmotywować swojego przyjaciela do szybszego biegu, ale „Piegowatego” nie było na moście. Nie było mostu!
Zamiast zawalającej się konstrukcji, całą przestrzeń wypełniało lśniące białe światło. Jego strumień wznosił się w górę na kilka kilometrów. Z wnętrza wydostawał się pulsujący dźwięk przypominający mikser do owoców, który co chwilę zmienia obroty.
-Co??!! Co tu się dzieje? – na twarzy „Brzdąca” budowało się zaskoczenie i przerażenie.
– „Piegowaty” gdzie jesteś? „Piegowaty”!  Kompan jednak nie odpowiadał. „Brzdąc” podszedł do skraju rzeki, w miejsce gdzie kiedyś znajdował się most.
– „Piegowaty” !! – powtórzył wołanie „Brzdąc”.
– Jesteś tam? Żyjesz? – tym razem w krzyk „Brzdąca” wypełniony był jedynie strachem.
– Jeśli „Piegowaty” wpadł do środka, to nie mogę go zostawić! A co jeśli on nie żyje i mnie też to czeka skacząc do środka?! Z drugiej jednak strony nie mogę tu zostać, tunel może w każdej chwili zniknąć – przez głowę „Brzdąca” przewijało się tysiące myśli. Nie zastanawiając się jednak zbyt długo „Brzdąc” skoczył w sam środek światła. Pulsujący dźwięk nagle ustał, a białe światło zmieniło się najpierw w żółte, potem w błękitne, a ostatecznie otaczająca przestrzeń pokryła się ciemnością. „Brzdąc” poczuł przenikliwe zimne powietrze. Wiedział, że cały czas spada, ale nie miał pojęcia gdzie i kiedy skończy się ta „podróż”.
– To był zły pomysł! Zginę tu! – próbował wykrzyczeć te słowa, ale uczucie zimna stawało się coraz bardziej intensywne i przeszywające.
Nagle poczuł pod stopami grunt, odczucie zimna zniknęło, a z ciemności zaczęło wyłaniać się światło.
-Tutaj! Tu jestem! Chodź szybko – „Brzdąc” szybko rozpoznał głos „Piegowatego” i pobiegł w jego stronę.

– Co się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Czy to?! To…to…jest przecież…niemożliwe!!!

Udostępnij: Pisz sam – co działo się dalej
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Drzewo. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej