Odpowiedzialny biznes

Dopingowa kolacja

23 października 2012

Dopingowa kolacja

Lipiec, upalny wieczór w pewnym francuskim hotelu.

Kolarz A: „B” chcesz coś zjeść? – zapytał, stojąc przy otwartej lodówce.
Kolarz B: Nie, dzięki, ale już jak stoisz to przy maśle stoi moja porcja EPO, możesz mi ją przynieść?
Kolarz A: Ok, no problem, już przynoszę. Proszę to Twój podwieczorek, a w zasadzie energia na jutrzejszy etap. Jutro przed nami trudne górskie podjazdy.
Kolarz B: Dla nas nie ma nic trudnego – wycedził przez zęby i w tym samym czasie zacisnął sobie pasek na ręku – żeby tylko żyły na wierzch chciały wychodzić.
Kolarz A: Wiesz „B” niedługo od tych dziur na rękach będę musiał kłuć się po łydkach, bo już miejsca brakuje.
Kolarz B: Kłuj się tam, gdzie efekt będzie najszybszy – po czym wstrzyknął sobie dawkę. – Rany przypudruje nam pewna laska, która dba o nasz wizerunek przed kamerami TV – dodał odciskając, a raz to zaciskając pięść.
Kolarz A: Fakt, naprawdę po tej „mocy” w żyłach można góry przenosić!
Kolarz B: Ba! My będziemy jutro w nich rządzić – zaśmiał się, niemal wrzeszcząc. Ale teraz idziemy spać, kładź się „A”, przecież musimy być wypoczęci. Jutro z rana jeszcze jakaś „kolorowa witaminka”. I pamiętaj trzymać ten tłusty specyfik pod podusią. To w razie czego, jakby zrobili nalot rano. Ale tak bardzo się nie bój, dzwonek w telefonie mam ustawiony na najgłośniejszy. Będą nas ostrzegać przed zajściem, zadzwonią. To tyle, kolarskich snów, i zdobywania gór.
Kolarz A: Śpij zE sPOkojem.

Zbieżność osób, zdarzeń i miejsc zawarta w historyjce jest zupełnie przypadkowa.

Udostępnij: Dopingowa kolacja

Odpowiedzialny biznes

Li(v)estrong?

29 sierpnia 2012

Li(v)estrong?

Za Wielką Wodą, świat sportowy żyje szydzeniem z Lance’a Armstronga. W ostatnich dniach, Amerykanin zapowiedział, że nie będzie już bronił się przed oskarżeniami dopingowymi, co do niego aż nie podobne. Opinie na temat są skrajnie podzielone. Część obserwatorów siedmiokrotnego zwycięzcę Tour de France broni, mówiąc otwarcie, że nie można ponownie odgrzewać kotleta. Inni zaś twierdzą, że czas zrobić z tym porządek.

Teksańczyk od lat prowadzi fundację na rzecz walki z rakiem – Livestrong. I tutaj ciekawostka, pomimo wywołanego skandalu, wpłaty na konto są 25 razy większe.

Amerykańskie media nie przestają szydzić, powstają na ten temat wydzielone galerię. Mnie najbardziej poruszyła ta oto rycina:

c6cb89fd06f10e758a5ebdd25acb0f99318

Źródło: cagle.com

Która Was najbardziej zaszokowała?

Udostępnij: Li(v)estrong?

Odpowiedzialny biznes

Separacja

1 października 2010

Separacja

Musimy się pożegnać Droga mi dyscyplino. Nie wiem, na jak długi okres. Osobiście, chciałbym, żeby powrót nastał jak najszybciej. Ale to wszystko zależy od osób, budujących Cię cegiełka po cegiełce. Ja byłem fair. Oglądałem Cię, pasjonowałem się, wspierałem, a co najważniejsze opisywałem, choć wcale nie jesteś w Polsce tak bardzo popularna.

Jeśli już o Tobie mówią, to tylko doping, doping. Rzadko wspominali o rywalizacji sportowej, a jeśli już to bardzo chłodno, bo ubrana jesteś dyscyplino w doping, doping. Zresztą polska sytuacja jest jeszcze gorsza. Upadasz, a ja na tę agonię muszę patrzeć. W tym wszystkim najgorsza jest bezsilność, bo nie można nic zrobić. W każdym razie polska sytuacja to osobny temat.

W kółko zadaję sobie pytania, męcząc się: po co ten doping wśród kolarzy? Po co te afery? Przecież w ostatnich latach tyle ich było. Czy żadna nic nie nauczyła? Wierzyłem, że małymi kroczkami można odbudować wizerunek. Pomału, ale można było to uczynić. Dziś, stwierdzam, że wszystko zostało zaprzepaszczone. To już prawie koniec. Coraz głośniej mówi się o wykreśleniu Cię z harmonogramu letnich igrzysk olimpijskich. Tak dyscyplino, Ty jedna z tych, która od początku figurowałaś w harmonogramie nowożytnych igrzysk.

Pamiętam początek mojej pasji. Jestem z Tobą blisko dziesięć lat. Od początku zainteresowania wspominam wszystkie wyścigi, ale nie zapominam tej ponurej strony… Bardzo rzadko mogłem cieszyć się z dobrych występów Polaków (może to nie odstraszało). W zasadzie takie znaczące, przeżyłem dzięki Sylwestrowi Szmydowi, który wygrał po wspaniałej wspinaczce pod Mont Ventoux. Na „wzgórzu wichrów”, nigdy też nie zapomnę walki do samego końca Dariusza Baranowskiego. Zawsze marzyłem (marzenie utopijne) o polskim kolarzu, który będzie liczył się w Tour de France. Chyba dlatego często powracam do wspaniałego wyczynu Zenona Jaskuły:

Żegnam Cię moja ukochana dyscyplino. Muszę zaprzestać pisanie o Tobie, bo nie chcę pisać o wiecznych problemach (doping, doping). Jednak wierzę, że to jeszcze nie koniec, że może się podniesiesz. Ja na pewno nie zapomnę.

Udostępnij: Separacja

Odpowiedzialny biznes

Dziękuję Panie Landis

22 maja 2010

Dziękuję Panie Landis

Jako wieloletni miłośnik i obserwator światowego kolarstwa, chciałem najmocniej „podziękować” Panu Floydowi Landisowi, za to, co uczynił dla tego sportu, a raczej jaką opinię mu wypracował. Nie nazwę Pana sportowcem, ani tymbardziej kolarzem.

Oczywiście, nie jest Pan jedynym winnym tej całej sytuacji. Peleton dopingowiczów jest dziś chyba większy, niż ten prawdziwy, sportowy, który przemierza światowe szosy wzdłuż i wszerz. Jednak ostatnie „rewelacje”, wypowiedziane przez Pana są pogrążające. Ale nie pogrążają Pana, lecz sport, którym interesują się tysiące miłośników na całym świecie.

Pan pogrążył się w 2006 roku, po swoim „czarnym” Tour de France. Choć muszę przyznać, że jechał Pan tam „znakomicie”. Wyścig pełen dramaturgii, na jednym z etapów stracił Pan około dziesięciu minut, by na drugi dzień wszystkie te straty zniwelować. Na Polach Elizejskich, na tle Łuku Triumfalnego, to Pan podnosił ręce w geście zwycięstwa największego wyścigu na świecie. Właśnie, jechał Pan tam znakomicie… Tyle, że było to oszustwo. Wyniki wykazały, że był Pan pod wpływem zakazanych środków dopingujących. Tak pięknie mnie Pan nabrał. A oprócz mnie nabrał Pan jeszcze tysiące innych kibiców, którzy wspierali Pana przy szosach, na przełęczach, czy choćby przed ekranem telewizora…

Zapierał się Pan, że to wszystko nieprawda. Że to jakieś nieporozumienie. Przewlekłe sprawy sądowe, na które wydał Pan majątek, by opłacić adwokatów. Posypało się prywatne życie, choć w to nie wnikam. Wreszcie napisał Pan książkę, w której opisuję całą tę machinę przeciwko Pańskiej osobie. Tylko po co to wszystko, skoro teraz „przypomniało” się, że jednak stosował Pan doping? Zdaję sobie sprawę, że frustracja sięga zenitu i skutkiem tego jest hipokryzja. Jednak ta frustracja musi być ogromna, skoro sypie Pan starych, dobrych kolegów. Oj tak, dawne dobre czasy drużyny US Postal. Zgrana ekipa nazywana „Niebieskim pociągiem”. Jeździły same kolarskie gwiazdy: Lance Armstrong, George Hincapie, Tyler Hamilton, Levi Leipheimer i wielu innych. Mówiło się, że każdy z pośród Was może być liderem do wygrania Tour de France. Niemniej, liderem był Armstrong, którego oskarża Pan, także o stosowanie dopingu, jak innych również wymienionych. Dodaje Pan jeszcze do tego Johana Bryneela, dyrektora sportowego, który to rzekomo o stosowaniu dopingu w swojej drużynie doskonale wiedział.

Z tego wynika, że lojalny Pan wobec kolegów za bardzo nie jest. I nie chodzi mi tutaj o krycie kogokolwiek. Dziwne, że wszystkie te dopingowe sprawy, przypomniały się Panu po tylu latach. Po tym wszystkim, co Pan przeszedł teraz dopiero „odświeżyła” się pamięć? Może skutkiem ubocznym, tych wszystkich zakazanych substancji jest właśnie zanik pamięci? Tego nie wiem, ale może podsuwam Panu kolejną możliwość do obrony.

Przez Pańskie „rewelacje” ten sezon praktycznie jest już stracony. Trwa właśnie Giro d’Italia, za ponad miesiąc „Wielka Pętla”. Tylko, co z tego? Rywalizacja sportowa zejdzie na bok (w zasadzie już zeszła), właśnie przez Pana i innych, którzy dopuszczają się stosowania dopingu. Cokolwiek by teraz się nie działo, na pierwszych stronach sensacją będą kolejne dopingowe smaczki. Niech Pan nie mówi, że w ten sposób Pan chcę pomóc kolarstwu, wyjawiając prawdę. Pan nie kocha tego sportu w odróżnieniu do tysięcy miłośników, jeżdżących po całym świecie, wspinających się na strome przełęcze w celu wspierania i podziwiania tego sportu. Po prostu Pan już nie ma nic do zaproponowania kolarstwu. Na koniec dobra rada. Milczenie jest czasem złotem…

Udostępnij: Dziękuję Panie Landis

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej