Bezpieczeństwo

Safer Internet po raz 13.

19 września 2019

Safer Internet po raz 13.

13 lat. To kawał czasu nawet patrząc przez pryzmat życia, a co dopiero cyfrowego świata i nowoczesnych technologii. Pierwsza edycja konferencji Międzynarodowej Konferencję „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w internecie”, określanej potocznie jako Safer Internet, miała miejsce, gdy przychodził na świat mój starszy syn, który w tym roku kończy szkołę podstawową!

Garść cyber-historii

Ja akurat na Safer Internet przyszedłem po raz 10., tym niemniej mam okazję obserwować, jak przez lata ewoluowało spojrzenie nauczycieli i fachowców, zajmujących się bezpieczeństwem dzieci, na cyfrowe zagrożenia. A zmiana jest gigantyczna. Choćby dlatego, że w 2006 roku, gdy Safer Internet odbył się po raz pierwszy, nikt nie myślał nawet o systemie Android, którego pierwsza wersja, Apple Pie, miała premierę 23 września 2008! Smartfony, tablety – w życiu! O Facebooku dopiero coś tam się mówiło w USA (5 września 2006 ten mało znany serwis dopiero raczkował) i nikt nie marzył o kontaktowaniu się przez komunikatory. A teraz?

Ach, ta dzisiejsza młodzież

A teraz mamy choćby fake newsy. To nim właśnie swój keynote poświęcił dr hab Marcin Napiórkowski, zajmujący się m.in. badaniem popkulturowych mitów. Pamiętacie szokującą rodziców historie o zabawie w „słoneczko”, gdzie nastoletni chłopcy mieliby uprawiać losowo seks ze swoimi koleżankami ułożonymi w kształcie rzeczonego słońca? Głodne sensacji i klikalności media rzuciły się na takiego newsa (sex sells, od zawsze – niestety 🙁 ). Niestety nie zadały sobie trudu sprawdzenia, że jego źródłem jest licząca kilkadziesiąt lat miejska legenda i informacje z nierzetelnych for internetowych, kopiowane 1:1, z tymi samymi błędami ortograficznymi i składniowymi!

Lalka Momo? Gros światowych mediów wzięło informację o jej rzekomych ofiarach z brytyjskiego tabloidu „The Mirror”. Skąd o tym wiadomo? Bo gdy tamtejszy mediaworker znalazł plotkę w kolumbijskich gazetach, przepisując ją na swoich łamach popełnił literówkę w imieniu rzekomego rządowego oficjela (który okazał się samorządowcem z małego miasteczka). Tę samą literówkę można było potem przeczytać w każdym innym medium… W obu wystarczyłoby poświęcić zapewne maksimum godzinę na sprawdzenie innego źródła. No ale w dzisiejszych czasach liczą się kliki, prawda?

Powiecie: „Przecież to tylko fake newsy, co złego może się stać?”. Ano to, że przesuniemy punkt odniesienia. Przyzwyczaimy „plastyczne” mózgi młodych ludzi do rzeczy drastycznych (mimo, iż totalnie nieprawdziwych) i niejako „odczulimy” na faktyczne, istniejące problemy. Empatia? Zapomnijcie… A przy tym wszystkim będziemy wmawiać i im i sobie, że „kiedyś to było…” i, że „ta dzisiejsza młodzież”. Kto tak nigdy nie pomyślał, niech pierwszy rzuci kamieniem. A potem poczytać o pojęciu Juvenoi, ukutym przez socjologa Davida Finkelhora.

Młodzież nie jest problemem. I nie jest gorsza, niż za naszych czasów. Problemem jest świat, system i nie niebezpieczeństwo, którym się straszy, ale sam fakt straszenia.

„Gdzie są rodzice tych dzieci?”

Wystąpieniem, które mną wstrząsnęło był wykład Łukasza Wojtasika (na zdjęciu) z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Muszę się Wam do czegoś przyznać. Choć czytałem sporo tekstów o patostreamach, widziałem screenshoty, to dopiero na rozpoczynającym wykład Łukasza kilkuminutowym wideo zobaczyłem, co tam się dzieje…

Ciężko cokolwiek powiedzieć. Byłem świadom, że jest źle, ale nie, że AŻ TAK. Jedna sprawa to fakt, że komukolwiek chce się to robić, ale cóż – skoro jest popyt, to jest i podaż. A dzieci i młodzież, stanowiące znaczący odsetek widzów tego typu kanałów, potrafią płacić ich tfu-rcom swoje kieszonkowe, za to, że ci piją, obrzydliwie bluźnią, wymiotują, promują wśród małoletnich zachowania seksualne, używają przemocy…

Nas to szokuje, ale spora część młodych ludzi – jak wynika z badania FDDS – uważa, że to coś normalnego, a nawet śmiesznego (15% ogląda patostreamy regularnie, bo „w szkole trzeba być na bieżąco”! I tu aż się prosi, by wrócić do wykładu dr Napiórkowskiego i tego, iż młode mózgi oglądając regularnie tego typu zachowania zaczną je uznawać za normę… Nie dziwmy się potem, gdy widząc bandytę, kopiącego kogoś w biały dzień na ulicy, wyjmą komórkę i… nie, nie zadzwonią po policję. Zaczną wszystko streamować na żywo w mediach społecznościowych.

I o ile z jednej strony można oburzyć się na tupet bluzgających tfu-rców, bezczelnie odpowiadających na pytania o swoich małoletnich widzów: „A gdzie są rodzice tych dzieci?”, sami powiedzmy, czy nie mają choć trochę racji?

Czy wiesz, co robi w sieci Twoje dziecko?

Właśnie, rodzicu – wiesz? Czy zainstalowałeś mu oprogramowanie kontroli rodzicielskiej i puściłeś „na żywioł”? Czy żelazną ręką racjonujesz wydawanie smartfona, a na noc wyłączasz w domu WiFi? Czy siedzisz obok młodego człowieka zawsze, gdy korzysta z internetu?

Ja, zastanawiając się nad tym, co usłyszałem przez dwa dni konferencji Safer Internet doszedłem do wniosku, że ma idealnego rozwiązania. Czy raczej – żadne z powyższych nie jest dobre, do momentu, gdy nie zaakceptujemy, że internet jest częścią świata naszych dzieci. Limit wieku 13, czy nawet w niektórych przypadkach 16 lat do korzystania z niektórych aplikacji? Przecież to fikcja. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem i wie, że zakazany owoc smakuje najlepiej i każdą formalną przeszkodę da się ominąć. Zamiast demonizować np. coraz popularniejszego w Polsce TikToka, po prostu zainstaluj aplikację, zobacz co tam się dzieje, na czym polega i obserwuj konto swojego dziecka. Nie musisz patrzeć mu przez ramię i analizować raportów z parental controla – wystarczy zapytać mimochodem, co fajnego dziś zobaczyło na Youtubie. Wielu z prelegentów na Safer Internet zaznaczało, że dzieci chętnie… uczą rodziców, wprowadzają ich w realia swojego świata, ciesząc się, że mogą podzielić się swoimi zainteresowaniami!

Mnie, dzięki tego typu rozmowom, udało się wyjaśnić moim synom na samym początku zainteresowania kontem czołowego niegdyś polskiego Youtubera, dlaczego jego tfu-rczość jest bezwartościowa i niewarta oglądania.

Bez nerwów, bez rodzicielskiej „spinki”. Oni naprawdę nie muszą rozumieć, że wyczyny niektórych tfu-rców na Youtubie to działania wyreżyserowane, obliczone na sensację i wyciągnięcie pieniędzy z donate’ów. Że seks, bliskość między ludźmi, nie jest tym, co widać na filmach pornograficznych (48% brytyjskich dzieci i młodzieży w wieku 11-16 lat miało styczność z takimi treściami!). Że niektóre z jakże modnych ostatnimi czasy „challenge’ów” mogą się skończyć wizytą w szpitalu, czy też stałymi przenosinami na cmentarz. No i wreszcie – jakimi jesteśmy wzorami, jeśli sami często nie potrafimy „odkleić” się od naszego smartfona?

Komu zabrać smartfon?

Podczas kończącej konferencję Safer Internet debaty, gdy przyszła pora na rady dla „cyfrowych rodziców”, podobnie jak przez ostatnie lata wielokrotnie padły propozycje o aktywnościach offline, o niekorzystaniu ze smartfonów w domu, pokazaniu świata poza internetem… A ja lubię stawać w kontrze do takich pomysłów i powiem: „Nie”. Nie musimy wracać do jazdy konno, skoro mamy auta, ale nie musimy też naszym „cyfrowym samochodem” wjeżdżać na stół podczas rodzinnego obiadu.

Piszę to od kilku lat, podsumowując Safer Internet, mówię to też rodzicom, podczas moich prezentacji. Nie demonizujmy internetu, nie demonizujmy technologii, nie bójmy się jej. Nauczmy się z nią żyć, postarajmy się, by wniknęła w nasze życie (tego nie unikniemy) na naszych prawach. Internet nie jest siedliskiem zła, Youtube jest pełen wartościowych treści, smartfon może się przydać do wielu ciekawych rzeczy, od szukania materiałów do zadań domowych, do budowania współpracy grupowej przy grze w Fortnite (tak, o nim też było 🙂 ). Bądźmy przy dziecku tak, jak byliśmy 13 lat temu i niech wie, że może na nas zawsze liczyć. Po prostu bądźmy przy nich, tak jak byliśmy w erze offline. A jeśli mamy komuś zabrać smartfon, to zacznijmy od siebie…

 

 

Udostępnij: Safer Internet po raz 13.

Bezpieczeństwo

Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku

15 sierpnia 2019

Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku

Sieć pełna jest badań, dotyczących tego, co dzieci i młodzież robią w internecie. Odrobina szukania i jesteśmy w stanie coraz dokładniej powiedzieć, co młodszych i nieco starszych „kręci” w sieci, co w niej robią, ile z niej korzystają… Ciekawe, jak bardzo to, czego jako rodzice się dowiadujemy, rozbiega się z tym, czego wcześniej oczekiwaliśmy?

Okazuje się, że rozbiega się całkiem mocno, co udowodnili autorzy ogólnopolskiego badania społecznego „Nastolatki 3.0”, przeprowadzanego rokrocznie przez NASK Państwowy Instytut Badawczy. Wpadli bowiem na przewrotny pomysł, poddając w tym roku badaniom nie tylko nastolatków, ale również… ich rodziców. W efekcie uzyskali zderzenie tego, jak my, jako rodzice, widzimy aktywność dzieci w sieci, z tym, jak wygląda ona naprawdę. Zderzenie dość bolesne.

Mobilnie czyli w tajemnicy

2,5 godziny. Tyle średnio dziennie spędza młody człowiek w internecie. W sumie nie jest źle, prawda? Zostaje jeszcze sporo czasu na inne aktywności, których dywersyfikacja w młodym wieku jest wyjątkowo istotna. Byłoby całkiem fajnie, gdyby nie fakt, że to nieprawda… 2,5 godziny to myślenie życzeniowe rodziców – dzieci zadeklarowały 4 godziny i 12 minut dziennie w sieci.

Skąd ta dysproporcja? Z rozwoju technologii, rzecz jasna. Gdyby 10 lat temu ktoś nam powiedział, że nawet średniej jakości smartfon będzie bił wydajnością większość pecetów, a pakiety internetowe od operatorów okażą się być nie do „przejedzenia”, znacząco popukalibyśmy się w czoło. A teraz? Powiedzcie drodzy rodzice, sami przed sobą, jak bardzo jesteście pewni tego, że Wasze dzieci mówiąc „dobranoc” idą spać, a nie przenoszą się w świat wirtualny w zaciszu ciemnego pokoju? Ja pierwszy kamieniem nie rzucę.

Pierwszoklasista na imprezie?

Otwierający prezentację wyników badania minister cyfryzacji Marek Zagórski sięgnął po świetną analogię, która otworzyła oczy nawet mnie. Zapytał bowiem słuchającą go przeszło setkę osób: „Kiedy najwcześniej puścilibyście dziecko na imprezę?”. Tak sobie pomyślałem, że ja moich synów pewnie w liceum. Przecież trzeba wiedzieć do kogo idzie, kto będzie na imprezie, czy rodzice są tego świadomi, kiedy wróci, sprawdzić, czy dobrze się ubrało, zapewnić, że będzie dostępny pod telefonem (tak na wszelki wypadek). Ma sens, prawda? A kiedy pierwszy raz daliśmy dziecku smartfon? Pewnie w pierwszej-drugiej klasie, na komunię już się nie kupuje smartfonu, bo większość dzieci już go ma. No właśnie. Czyli nie czekaliśmy do liceum – wypuściliśmy malucha w nieznany świat, gdzie nie wiemy, z kim będzie spędzać czas, jak się ubierze (np. wrzucając swoje zdjęcia do sieci), kiedy wróci i czy będziemy mieć z nim kontakt… Mnie – wybaczcie kolokwializm – opadła szczęka.

Nie zagub dziecka w sieci

Taką właśnie nazwę nosi rozpoczynana prezentacją opisywanego raportu kampania społeczna Ministerstwa Cyfryzacji. Wiecie, że 60 procent rodziców daje maluchowi smartfona, żeby mieć czas dla siebie? Gdy brytyjscy ojcowie w jednym z badań zadeklarowali, że w aktywne interakcje z dzieckiem wchodzą średnio bodaj przeszło 20 minut dziennie, sporą grupę tamtejszych rodzin poddano dokładnym badaniom. Takim z mikrofonami w domach i badaczami dokładnie analizującymi treści i formę rozmów. To nie było 20 minut. To nie było nawet 10. Ba, nawet 2 minut nie było.

Brytyjscy ojcowie poświęcali czas swoim dzieciom przez… 39 sekund dziennie.

Kto idzie spać, gdy gasną światła?

Co robić, by dziecko nie przesadzało z internetem? Zabierać telefon? To nic nie da, każdy rodzic wie. Każdy z nas był też kiedyś małym chłopcem lub dziewczynką i wie, że po zakazany owoc sięga się 10 razy chętniej, niż po coś, co leży pod ręką. A teraz wielu z nas woli schować głowę w piasek i udawać, że nie wie, że 7,7% dzieci korzysta z telefonu po godz. 22, naiwnie wierząc, że to zaledwie 1,8%. Zaledwie 1 na 5 rodziców zainstalował dziecku filtr kontroli rodzicielskiej (nie chodzi o zabawę w Wielkiego Brata tylko o zwykłe uchronienie przed groźnymi treściami!), niemal 58% dorosłych twierdzi, że ustalili z dziećmi zasady korzystania z internetu, podczas, gdy potwierdza to zaledwie 22,5% nastolatków. Mówimy o tych samych rodzinach, badanych podczas tego samego badania! Rodzice – co się z nami dzieje?

Kto pokaże dziecku świat?

Nie jest łatwo, jako ojciec piąto- i ósmoklasisty bardzo dobrze o tym wiem. W dzisiejszym pędzącym za – w sumie to nie wiadomo za czym? – świecie chyba jednym z najczęściej słyszanych zwrotów jest: „Nie mam czasu”. Jedni w końcu zrozumieją, że każda minuta spędzona z młodym człowiekiem zaprocentuje w tym, jaki będzie, gdy dorośnie, co dla niego będzie priorytetem, jak łatwo będzie mu/jej stać się tym mitycznym „dobrym człowiekiem”, o którym marzy każdy rodzic. Wszystko jest dla ludzi, smartfony też. Co więcej – nie trzeba ich używać tylko jako środka do pozyskiwania wiedzy, nie bójmy się tego, że nowoczesne technologie służą też do zabawy. Czasem można pograć z dzieckiem w sieci w tę samą grę, poprzeglądać Youtube’a (i zobaczyć, co ogląda, by móc odpowiednio wcześniej zareagować, miałem taki przypadek), czy obejrzeć serial na Netflixie. Jeśli jednak nagle dziecko, zapytane, czemu znów patrzy w ekran telefonu, powie: „nudzi mi się” to wiecie, kto będzie temu winny? Nie dziecko. Pan, Pani, ja, społeczeństwo. Bo to my mamy im pokazać, że świat cyfrowy jest fajny, ale życie offline też jest warte uwagi.

Nie zagub dziecka w sieci.

P.S. jeżeli jesteś klientem Orange i chcesz mieć narzędzia, które mogą Cię wesprzeć wejdź na stronę „Chroń dzieci w sieci” gdzie możesz dowiedzieć się o jednym z nich – aplikacji dla rodziców. Warto zajrzeć także na stronę Fundacji Orange, gdzie znajdziesz materiały edukacyjne dla rodziców związane z bezpieczeństwem dzieci w sieci.

Udostępnij: Rodzicu, nic nie wiesz o swoim dziecku

Odpowiedzialny biznes

Czy hejt to poważny problem wśród nastolatków? Znamy wyniki badań

8 marca 2019

Czy hejt to poważny problem wśród nastolatków? Znamy wyniki badań

Mowa nienawiści, agresja, hejt – to częste problemy, na które napotykamy w sieci. Na ile są powszechne? Czy naprawdę jest tego tak dużo, jak nam się wydaje? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w badaniach EU Kids online.

Raport z pełnymi wynikami został ogłoszony wczoraj w siedzibie Rzecznika Praw Obywatelskich. Prof. Jacek Pyżalski, merytoryczny kierownik badań omówił część wyników. Nasza fundacja jest partnerem przedsięwzięcia. Pozwólcie, że przytoczę niektóre fakty.

Kiedy czytamy komentarze na dużych portalach czy w mediach społecznościowych, możemy ulec wrażeniu, że hejtu jest tak dużo, że rozsiewanie negatywnych treści to zajęcie większości internautów. A szczególnie młodych ludzi. Czy tak jest naprawdę? Badacze przepytali w sumie 1249 osób z 90 szkół. Przyjrzyjmy się liczbom:

  • 4,6% to sprawcy tradycyjnej przemocy raz w tygodniu lub częściej,
  • 5,1% to sprawcy przemocy online (tzw. cyberbullyingu) raz w tygodniu lub częściej.

Odsetek agresywnych w realu i w przestrzeni wirtualnej jest podobny. Co z tego wynika? Jak podkreślał prof. Jacek Pyżalski, internet nie jest źródłem problemu, tylko środowiskiem występowania agresji. Zobaczmy, jak to wygląda w przypadku agresji skierowanej przeciwko szczególnym grupom, mniejszościom, czyli mowy nienawiści?

  • 5,9% to sprawcy mowy nienawiści
  • 8,7% badanych doświadczyło jej osobiście
  • co 3 nastolatek natrafił na mowę nienawiści przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku.

W grupie, która przyznaje się do mowy nienawiści, większość osób ma za sobą zaledwie kilka takich wpisów. Ci, którzy publikują je codziennie lub prawie codziennie to margines. Problem nie jest więc powszechny, co nie znaczy, że jest nieważny. W czasach analogowych przemoc ograniczała się do wąskiego grona, czasem zaledwie dwóch osób. Obecnie każdy negatywny wpis, komentarz, każde prześmiewcze zdjęcie może rozlać się w oceanie internetu. Wszyscy tego doświadczamy, ale najmocniej dotyka to nastolatków.

Co możemy zrobić? Jest wiele metod wsparcia atakowanych – zarówno online, jak i offline. Każdy świadek hejtu ma do wyboru jedną z trzech dróg:

  • sprzeciwić się negatywnym głosom,
  • nic nie zrobić,
  • przyklasnąć im, udostępnić czy zalajkować negatywny komentarz.

Trzecia droga to oczywiście przyłączanie się do atakujących i dawanie im pożywki. Ale wielu z nas bez złych zamiarów pozostaje biernymi. Po prostu nie zajmujemy się tymi sprawami. Wyłączamy artykuł, pod którym widzimy morze jadu. Warto jednak czasem zabrać pozytywny głos, sprzeciwić się krzywdzącym komentarzom. Czy wesprzeć niesłusznie atakowanych. Pokażmy wyraźnie, że internetowe trolle i hejterzy to mniejszość! A mamy na to dowód w postaci naszych badań: np. ci, którzy celowo szukali nienawistnych komentarzy, to tylko 8,7% badanych.

Jeśli chcecie pokazać swój sprzeciw wobec hejtu, poświęćcie kilka sekund i weźcie udział w naszej sondzie. Wejdźcie na stronę www.jestnaswiecej.pl i opowiedzcie się, czy jesteście za czy przeciw hejtowi?

Pełen raport jest dostępny na stronie Fundacji Orange. Badania były przeprowadzone w 2018 roku na reprezentatywnej grupie dzieci i młodzieży w wieku 9-17 lat, 1249 uczniach z 90 szkół. Kwestionariusz był wspólny dla wszystkich europejskich krajów biorących udział w badaniach. Polska część badań EU Kids Online 2018 została zrealizowana przez zespół badawczy pod kierunkiem prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza dr hab. Jacka Pyżalskiego wraz z mgr Aldoną Zdrodowską (Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy), dr Katarzyną Abramczuk (OPI PIB) oraz dr. Łukaszem Tomczykiem (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie) w partnerstwie z Fundacją Orange. Jest to druga edycja EU Kids online w Polsce, pierwszą przeprowadzono w 2010.

 

 

 

Udostępnij: Czy hejt to poważny problem wśród nastolatków? Znamy wyniki badań

Bezpieczeństwo

Kara dla TikTok – czy wiesz, co publikuje Twoje dziecko?

28 lutego 2019

Kara dla TikTok – czy wiesz, co publikuje Twoje dziecko?

Dziś będzie krótko i zwięźle. Wpadła mi chwilę temu w oko informacja o „największej w historii karze w USA dla producenta, związanej z naruszeniem prywatności dzieci”. Przyciągnięty clickbaitowym tytułem kliknąłem rzecz jasna od razu. Jakiż był mój smutek, gdy okazało się, że właściciel aplikacji TikTok (a w zasadzie jej części, noszącej przed przejęciem nazwę Musical.ly) musi zapłacić po wyroku Federalnej Komisji Handlu… 5.7 mln dolarów za umożliwianie publikacji krótkich filmików nieletnim (tj. w wieku poniżej 13 lat) użytkownikom. Dodatkowo w TikTok muszą zostać wdrożone mechanizmy kontrolujące dzielenie się treścią przez nieletnich.

Kara jest żałośnie niska. Znając USA, spodziewałem co najmniej dziewięciocyfrowej „rekordowej” kwoty. Jednak fakt, iż  w ogóle zdarzenie miało miejsce, powinien nas (w sensie: rodziców) zdopingować do zastanowienia się nad tym, co robią w sieci nasze dzieci. Gdy dowiedziałem się, że mój dziesięciolatek w ubiegłym roku wrzucił właśnie do TikTok dwa filmy, najpierw włosy stanęły mi dęba, ale po chwili… uśmiechnąłem się i poprosiłem, żeby mi je pokazał. A potem? Cóż, potem po prostu porozmawialiśmy na temat tego, co można umieszczać w sieci, a czego za nic się nie powinno.

Nie bójmy się internetu, nie reagujmy na każdą taką sytuację, jak powyższa, negatywnymi emocjami, stresem, czy blokowaniem dziecku dostępu do wszystkiego, co się da. Przecież jak będzie chciało, to i tak wrzuci. A tak to pokaże, pochwali się, usłyszy od nas dobre słowo. A przede wszystkim nauczy się, czego nie powinno robić w sieci. I samo będzie dbać o swoją prywatność. Wszędzie korzyści 🙂

Udostępnij: Kara dla TikTok – czy wiesz, co publikuje Twoje dziecko?

Odpowiedzialny biznes

Anna Guzik w Pracowni Orange w Rytlu

12 lutego 2019

Anna Guzik w Pracowni Orange w Rytlu

Za nami spotkanie społeczności Pracowni Orange w Rytlu z Anną Guzik, Żanetą z serialu „Na Wspólnej” i główną bohaterką „Heli w opałach”.

Mieszkańcy wzięli udział w konkursie „Nasza miejscowość w 2050”. Ogłosiliśmy go jako część Tygodnia Pracowni Orange, a główną nagrodą była właśnie wizyta ambasadorki Pracowni Orange, Ani Guzik. Jury po długich debatach uznało, że najlepsza była praca przesłana przez mieszkańców Rytla.

Zapewne pamiętacie nazwę tej miejscowości w Borach Tucholskich z doniesień o tragicznej nawałnicy w sierpniu 2017. Cała Polska oglądała wtedy przerażające zdjęcia powalonych domów i drzew. Teraz mieszkańcy stają już na nogi, a doskonale działająca Pracownia Orange jest przykładem ich świetnego zorganizowania. Także film przygotowany przez rytelską młodzież okazał się strzałem w dziesiątkę – i zdobył główną nagrodę Tygodnia Pracowni Orange.

W czasie wesołego spotkania społeczności Pracowni z Anią Guzik nie zabrakło oczywiście autografów i wspólnych zdjęć. Był też czas na prezenty, występy miejscowych grup, pytania zadawane ambasadorce i wspólną zabawę w kalambury. Tak opowiadała o tej okazji liderka pracowni, Małgorzata Kowalewska-Remisz:
Spotkanie z Panią Anią to było ekscytujące wydarzenie i wyjątkowa nagroda. Często powtarzam, że nasza Pracownia jest mała, ale kryje ogromny potencjał! Codziennie organizujemy zajęcia i warsztaty, dbając o kulturę i rozwój cyfrowych kompetencji naszych dzieci, a każdemu spotkaniu towarzyszą wesołe tańce i śpiewy. Prowadzenie Pracowni to świetna zabawa i przy okazji wartościowa misja. Cieszę się, że nasza praca została doceniona.

Ważnymi gośćmi w pracowni byli także Bogumiła Ropińska, wiceburmistrz Czerska i Łukasz Ossowski, sołtys sołectwa Rytel. Zobaczcie kilka zdjęć:

        

A inni laureaci?

To kolejne powody do dumy. Każda z pracowni w inny sposób przedstawiła swoją wizję przyszłości, za co otrzymała odpowiednią nagrodę. W Cieszanowie odbyły się lekcje VR o kosmosie; Nowogard dostał robota Photona EDU, a pracownia w Wysokiem Mazowieckiem – warsztaty z montażu filmów na smartfonie. Wyróżniliśmy także członków pracowni w Zajączkowie, którzy spotkali się z Grzegorzem Kasdepke. Każda z pracowni wniosła do projektu swoją unikalną wartość.

Pozwólcie, że na koniec przytoczę kilka faktów podsumowania:

  • Już drugi raz wspólnie zorganizowaliśmy Tydzień Pracowni Orange.
  • Był to czas, w którym lokalni liderzy ze wzmożoną aktywnością zapraszali do pracowni nowych gości.
  • W Tygodniu Pracowni Orange wzięło udział 40 pracowni z całej Polski.
  • Każda z nich zorganizowała specjalne warsztaty: od kulinarnych, poprzez plastyczne aż po gry terenowe, zajęcia architektoniczne czy przygody z płytką MakeyMakey.
  • 5 pracowni zostało wyróżnionych w konkursie Fundacji Orange „Nasza miejscowość w 2050”.

Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym za świetne pomysły i realizację. Już nie mogę się doczekać Waszych kolejnych projektów!

Więcej szczegółów o pracowniach przeczytacie tutaj.

Zdjęcia: Bartek Bartosiński

Udostępnij: Anna Guzik w Pracowni Orange w Rytlu

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej