Gaming

Xbox Series X po dwóch latach od premiery

16 listopada 2022

Xbox Series X po dwóch latach od premiery

Xbox Series X to konsola, która skradła moje gamingowe serce. Pełni u mnie rolę multimedialnego centrum rozrywki. To na niej sprawdzam najnowsze gry, oglądam netflixowe seriale i słucham muzyki. Od premiery Xbox Series X i Playstation 5 minęły dwa lata. Jak „nowa generacja” konsol sprawdza się w praktyce i czy to dobry czas na zakup?

Dwa lata to czas, w którym deweloperzy przyzwyczaili się już do nowych narzędzi i sposobu produkcjiswoich tytułów na platformy najnowszej generacji. To oznacza, że jest w co grać! Chociaż w przypadku obu platform (PS5/XSX), już w dniu premiery nie było źle.

kontroler xbox one series x orange

Wsteczna kompatybilność ma wady

Obecna generacja charakteryzuje się wsteczną kompatybilnością, co oznacza, że zagracie w większość gier dostępnych na Xboxie One, a nawet 360, czy PS2/3/4. Niestety nie oznacza to zarazem optymalizacji, czyli ich jakość będzie odpowiednia do przestarzałych konsol. Część producentów dostarcza aktualizacje, często darmowe jak np. w przypadku Wiedźmin 3, pozwalające cieszyć się wysokim klatkarzem i rozdzielczością.

Największą z nich jest ograniczanie możliwości nowych konsol do minimum. Baza użytkowników poprzedniej generacji jest ogromna, a nowe gry są kreowane z myślą o działaniu na obu konsolach.Naturalne jest to, że producenci chcą zarobić, a więcej przychodu będą mieli tam, gdzie klientów jest więcej.

Przykładem takiej zagrywki jest nowy God of War: Ragnarok, który zawitał na Playstation 4 oraz Playstation 5. Gra skradła serca recenzentów na całym świecie, ale takie pozycje to jednak rzadkość. Dlaczego? Bo trudnym zadaniem jest stworzenie czegoś, co będzie wyglądać dobrze na 10-letniej
konsoli, a jednocześnie spełni wymagania dzisiejszych graczy. Chylę czoła przed studiem Santa Monica, bo spełniają to wymaganie.

Dostępność, dostępność, dostępność

To niesamowite, że dwa lata po wydaniu produktu nadal jest on towarem „luksusowym”. Zdobycie konsoli nowej generacji wciąż nie jest łatwe, bo popyt jest duży, a podaż niewystarczająca. Jednym z powodów był kryzys na rynku półprzewodników. Trudności minęły, a towar nadal jest słabo dostępny. Zdążają się momenty, w których cena konsol rośnie, zamiast maleć. Ludzie zapisują się w kolejki lub dzielą się okazjami na grupach dla pasjonatów.

Z perspektywy osoby, która czyha na odpowiedni moment, nie wygląda to dobrze. Wydanie 3 tys. zł to nie jest mało. Za tyle można kupić używany samochód albo dobrze ubrać się na zimę. Do zakupu zniechęca również sposób dystrybucji konsol. Zazwyczaj w połowie cyklu życia produktu, pojawia się nowsza, mniejsza i bardziej wydajna wersja SLIM. Tak było w przypadku PS2/PS3/PS4 oraz Xbox 360 Slim/Xbox One X etc.

Na szczęście dla osób, które liczą na grę, a nie na grafikę czy wysoki klatkarz, są rozwiązania jak Xbox Series S, czyli nowa generacja dostępna na wyciągnięcie ręki. To konsola, która jest tańsza, z mocnymi podzespołami, choć słabszymi względem Xbox Series X oraz w pełni zdigitalizowana (bez napędu optycznego). Mimo ograniczeń to nadal dobry sprzęt, przeznaczony do grania w najbardziej wymagające tytuły, lecz z niższą ilością klatek i rozdzielczością. Takie urządzenie możecie kupić w
sklepie Orange (link).

Ta generacja jest inna

Nie boję się stwierdzić, że obecna generacja to nie jest walka pomiędzy podzespołami, a raczej jakością usług. Gaming stał się usługą abonamentową. Od dnia premiery, przez co najmniej rok, gry kosztują ponad 300 zł. To budżet przeznaczony na rozrywkę, wkraczający poza możliwości przeciętnego gracza. Rozwiązaniem są abonamenty na gry wprowadzone przez Microsoft o Sony. Dzięki usługom typu Xbox Game Pass, gracze mają dostęp do setek gier na wyciągnięcie ręki, na dodatek w każdym miejscu na ziemi. Wystarczy stabilne połączenie z internetem. Umożliwia to grę w chmurze, o której pisałem więcej tutaj. To przyjemny dodatek, z którego korzystam, gdy konsola nie jest daleko. U rodziny, na wyjeździe służbowym, czy nawet teraz – w hotelu, przed snem.

Dobry czas na „obecną generację”

Jeśli priorytetem są pieniądze, to jeszcze nie ten moment by kupić konsolę „obecnej generacji”. Koszt jest wysoki. Jeżeli chcecie pograć w najnowsze gry, warto sprawdzić usługi streamingowe Xbox Cloud Gaming. Możecie zaopatrzyć się w niego w ramach Xbox Game Pass, który opłacicie w sklepie Microsoft za pomocą „Płać z Orange”.

Gra w chmurze ma wady np. wysoki input lag, co nie sprzyja w grach multiplayer. W takich przypadkach warto jednak pomyśleć zakup konsoli, która gwarantuje wysoki klatkarz i płynne działanie. Gra w tym wypadku jest zapisana na dysku, więc nie ma mowy o opóźnieniach.

Bywam niecierpliwy, ale nie lubię podejmować głupich decyzji. Teraz jestem w lekkim amoku „hajpu” na God of War, co wzmacnia potrzebę zaopatrzenia się w Playstation 5. Z drugiej strony koszt konsoligry + kolejny abonament na usługi online nie napawa mnie entuzjazmem. Dlatego raczej poczekam na nową odsłonę Playstation 5, co będzie lepszą inwestycją niż zakup pierwszego wydania.Dlaczego? Zrobiłem tak z Playstation 4. Gdy inni cieszyli się w miarę cichą i płynną rozgrywką na PS4 Slim, ja rozpoczynając grę wchodziłem do rakiety odrzutowej, która leciała w kierunku czarnej dziury. W niej załamywał się czas. Ładowanie screenów trwało wieczność, a konsola była niezwykle głośna. Mimo tego, że PS5 nie boryka się z tymi samymi problemami co poprzednik to nadal uważam, że warto poczekać.

Udostępnij: Xbox Series X po dwóch latach od premiery

Innowacje

Z głową w chmurze

8 listopada 2022

Z głową w chmurze

Budują firmę w chmurze. Przenoszą tam firmowe dane i aplikacje. Są cyfrowymi osadnikami, którzy rozpoznają nowy teren i wytyczają szlaki następcom. Cloud experts, czyli eksperci od chmury.

– Migracja, a właściwie transformacja firmy do chmury to zmiana, którą można porównać do wynalezienia maszyny parowej i rewolucji przemysłowej – mówi Marta Skrzynecka, liderka programu Orange Cloud. Nieprzypadkowo używa przy tym określenia „transformacja”. 

– To nie jest tylko „lift and shift”, czyli proste przeniesienie aplikacji do chmury. Migracja zasobów, które do tej pory funkcjonowały na infrastrukturze fizycznej wymaga innego spojrzenia na samą aplikację i na całe jej otoczenie – architekturę, zależności, rodzaj przetwarzanych danych – wyjaśnia Marta.

Architektura to domena Tomka Sucharzewskiego, który w programie Orange Cloud zawiaduje „landing zone team”. Sam siebie nazywa osadnikiem, który w chmurze przeciera szlaki, rozpoznaje teren, wytycza miejsce na obóz i doradza, jak zbudować swoje miejsce.

Robert Sumera, mój trzeci rozmówca jest odpowiedzialny za budowanie w chmurze systemów i aplikacji, które dotychczas funkcjonowały w formie fizycznej, na serwerach. Jakich? Na przykład sieciowych systemów do szybkiego tworzenia usług czy wspierających Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Chmura – po co to komu

– Cloud to Mount Everest technologii. Daje niesamowite możliwości. Ma mechanizmy, które pozwalają wprowadzać głęboką automatyzację, przyspieszać wprowadzanie zmian, ale także dokonywać samonapraw  – wymienia Tomek.

Chmura to ogromny skok technologiczny, ale powodów, dla których firmy decydują się na migrację jest znacznie więcej. Nie bez znaczenia są oszczędności, bo na przykład dzięki tzw. „pay as you go” możemy płacić tylko za faktycznie wykorzystanie chmury. To sprawdza się chociażby w Black Friday.

Marta mówi o sobie, że zmianę ma zapisaną w DNA

– Sklep internetowy musi wtedy obsłużyć kilkaset razy większy ruch niż na co dzień, ale inwestowanie w serwery, które wykorzystują pełnię swoich możliwości tylko przez jeden dzień w roku jest przecież nieopłacalne – tłumaczy Marta.

Szybko jednak dodaje, że aspekt ekonomiczny nie jest w przypadku transformacji najważniejszy.  

– Przejście do chmury to przede wszystkim spłacanie długu technologicznego – przyznają zgodnie Marta i Tomek.

Chodzi o długofalowe myślenie o celach biznesowych firmy. Ilość miejsca na serwerach jest ograniczona. Chmura otwiera nieporównywalnie większe możliwości. To krok milowy w kierunku najwyższych standardów i zaawansowanych technologii.

– To także skrócenie czasu, w którym udostępniamy usługi klientom, czyli tzw. time to market. Wcześniej projekt zajmował nam minimum 12 miesięcy, łącznie z zamówieniem serwerów, pociągnięciem kabli, skonfigurowaniem i wgraniem oprogramowania. Musiałem spędzić w serwerowni wiele godzin, pracować fizycznie. W chmurze możemy ten czas skrócić nawet do 24 godzin. I to w znacznie bardziej komfortowych warunkach – uśmiecha się Robert.

Pionierzy zmian

Program Cloud 2025 wystartował w kwietniu 2021 roku. W czasie zbiegły się wówczas dwa wydarzenia – Orange France podpisała umowę partnerską z Google, a w Warszawie powstała fizyczna lokalizacja chmury Google.

Robert z zespołem tworzą sieciowe systemy do szybkiego budowania usług

Marta jako liderka program transformacji od początku miała przed sobą różne, niełatwe wyzwania (wyzwania, nie ryzyka, jak sama podkreśla).

– Nie mam formalnego zespołu. W programie pracują eksperci z całej firmy: inżynierowie, prawnicy, specjaliści od RODO, bezpieczeństwa, architekci. Teraz jest to na stałe ok. 50 osób. Działamy razem, jako jeden team, ufamy sobie, razem szukamy rozwiązań. A przy okazji burzymy organizacyjne silosy – opowiada Marta.

Największym wyzwaniem było przekonanie całej organizacji, że warto wprowadzać rozwiązania chmurowe i że aspekt finansowy nie jest tu najważniejszy.

– Jeśli coś działa dobrze, to nie widzimy potrzeby, żeby to zmieniać. Musiałam przekonać resztę organizacji, że w dobrych czasach trzeba przygotować się na gorsze scenariusze – wyjaśnia. I podaje przykład Ukrainy, która po wybuchu wojny utrzymała ciągłość działania między innymi właśnie dzięki temu, że wcześniej przełączyła się na chmurę.

Dla Tomka chmura to przede wszystkim ogrom wiedzy do przyswojenia. Kiedy opowiada o jej możliwościach, słychać w jego głosie pasję. Początki nie były jednak łatwe. Wraz z zespołem dołączył do programu w grudniu, a na pierwszy wolny weekend mógł pozwolić sobie dopiero w kwietniu.

– Czuliśmy, że bierzemy udział w przełomowym projekcie. Tworzyliśmy od nowa firmę w chmurze. To jak kolonizacja Marsa – opowiada Tomek.

Dla Tomka chmura to pasja i ogrom nauki

W zespole przyjęli zasadę „let’s get our hands dirty”- zróbmy produkt zamiast o nim opowiadać. Zależało im na tym, żeby stworzyć w chmurze rozwiązania na miarę potrzeb firmy. Przydała się umiejętność programowania i przekrojowa znajomość technologii informatycznych

– Przebyliśmy długą drogę. Na początku nawet nie wiedzieliśmy, od czego zacząć. Krok po kroku doszliśmy do pierwszych wdrożeń, stworzyliśmy bazę wiedzy i powołaliśmy zespół ekspertów tzw. Cloud Center of Excellence. Postawiliśmy na pracę na żywym organizmie. Bardzo szybko zaczęliśmy migrować pierwsze aplikacje do chmury, zdobywając w ten sposób cenne doświadczenie z realnych wdrożeń – wyjaśnia Marta.

Do tej pory w ramach Programu Cloud 2025 do chmury zmigrowano 10 aplikacji. Łącznie z adaptacją całej organizacji, dostosowaniem procesów i podnoszeniem kwalifikacji trwało to 1,5 roku. W organizacjach o tak złożonej strukturze, jak Orange, tego typu procesy trwają zwykle od 2 do 5 lat.

Jak zostać człowiekiem od chmury

Ścieżki zawodowe, które zaprowadziły moich rozmówców do chmury, były bardzo różne. Marta, jak sama o sobie mówi, to „żołnierz niezłomny”. Zawodowo przeprowadza transformacje w dużych organizacjach. Przez 9 lat prowadziła własną firmę, gdzie była sekretarką, księgową, prezesem i zaopatrzeniowcem, a równolegle wspierała rozwój swoich klientów i uczestniczyła w największych wdrożeniach.

Tomek zajmuje się architekturą rozwiązań, ma doświadczenie w migracjach, zna kilka języków programowania. Do projektu chmurowego dołączył, bo jest przekonany, że to technologia przyszłości.

Robert jako magister telekomunikacji zajął się chmurą, bo ciągle chce się uczyć. Jak przyznaje, od sieciowców wymaga się, aby znali się na wszystkim, a od chmury nie ma odwrotu, więc poznanie tej technologii było dla niego tylko kwestią czasu.

Kiedy pytam, jak zostać cloud ekspertem, Tomek przyznaje, że przydają się do tego umiejętności z różnych dziedzin. Ważna jest ciągła chęć zdobywania nowych i rozwijania posiadanych kompetencji. Przydają się szkolenia z chmury publicznej prowadzone przez Google, gdzie można wybrać konkretne ścieżki certyfikacyjne.

– W moim zespole są prawdziwi eksperci w swoich dziedzinach, na przykład w bezpieczeństwie czy w IT. Ale niektórzy z nich swoją przygodę z chmurą zaczynali całkiem od zera. Uczestniczyli w spotkaniach, zadawali coraz trafniejsze pytania i stopniowo uczyli się, na czym polega migracja – opowiada Robert.

Kiedy pytam o to, jak długo potrwa migracja Orange do chmury, Marta zastrzega, że transformacja to nie rewolucja, ale ewolucja.

– Jesteśmy cały czas w procesie adaptacji. Ale to droga, z której nie ma odwrotu. Prędzej, czy później wszyscy spotkamy się w chmurze.

***

Jesteście ciekawi, jakie zawody przyszłości powstają w Orange Polska? Przeczytajcie wcześniejsze wpisy:

Empatyczny strateg korporacji

Ludzie od zielonej roboty

Etyczny haker, czyli bezpiecznik

Zawód przyszłości: IoTowiec

Trenują algorytmy, wytyczają trendy

W poszukiwaniu najświeższych ofert pracy w Orange zajrzyjcie na: orange.jobs

Udostępnij: Z głową w chmurze

Smart City

Technologie pomagają oszczędzać wodę

24 czerwca 2022

Technologie pomagają oszczędzać wodę

Tylko przez 2 lata, w 20 przedsiębiorstwach wodno-kanalizacyjnych wziętych pod lupę przez Najwyższą Izbę Kontroli, było aż 1,8 tys. awarii sieci wodociągowej. Jedna trzecia wody wyciekła z ich sieci zanim trafiła do kranów mieszkańców. Straty kosztowały 21 mln zł. Łatwo można było im zapobiec, stosując nowoczesne rozwiązania smart city.

Ilość wody pitnej na całym świecie kurczy się w zatrważającym tempie. Problem dotyczy także Polski. Na jednego mieszkańca naszego kraju przypada ok. 1,6 tys. m3 wody pitnej rocznie. Według ONZ, jeśli wody jest mniej niż 1,7 tys. m3 na osobę, wchodzimy w tzw. stres wodny, czyli przekroczenie poziomu bezpieczeństwa wodnego. Wśród państw UE jesteśmy na czwartym miejscu od końca pod względem zasobów wody. Gorzej jest tylko w Czechach, na Cyprze i na Malcie. Globalnie ponad 2 mld ludzi nie ma dostępu do czystej wody pitnej. Ten postępujący kryzys wodny to wynik zmian klimatycznych.

Jak kamień w wodę

Jak to możliwe, że tak dużo wody ucieka z sieci wodociągowej? Głównymi przyczynami są z pewnością przestarzała infrastruktura wodociągowa i brak kontroli przepływów wody. Wiele przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych nie potrafi nawet zlokalizować awarii. Oznacza to, że woda wtłaczana do rur wycieka nawet całymi latami, ale nie do końca wiadomo, gdzie i jak. O tym, ile jej zniknęło, wiadomo dopiero gdy porówna się ilość wody wtłoczonej do sieci z ilością wody zafakturowanej, według wskazań wodomierzy odbiorców.

Technologie na ratunek

Rozwiązaniem jest tzw. bilansowanie wody i w nim pomaga system Smart Water od Orange. Jak to działa? Na wodomierzach na tzw. przyłączach głównych montujemy specjalne nakładki z wbudowaną kartą SIM, które przekazują dane przez sieć GSM. Raz na godzinę komunikaty o aktualnym stanie wodomierza są pobierane i przesyłane na serwer. Oznacza to, że mamy dostęp do danych o przepływie wody niemal w czasie rzeczywistym.

Wiemy też, ile jej przepływa przez konkretny wodomierz. Jeśli ilości różnią się między kolejnymi urządzeniami pomiarowymi, przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne natychmiast dostaje alarm. Wiadomo, że coś dzieje się między dwoma konkretnymi urządzeniami pomiarowymi. To może być np. pęknięta rura albo zwykła kradzież. W ten sposób można dokładnie identyfikować miejsce awarii i zapobiec nie tylko stratom wody, ale też kosztownym remontom chodników czy dróg.

Smart Water wyłapuje też nieprawidłowości u użytkowników i alarmuje o zbyt dużym poborze wody. Na podstawie danych z systemu, pracownicy potrafią rozróżnić czy np. w danej szkole pękła rura, czy po prostu… zepsuła się spłuczka. Wtedy wystarczy jeden telefon by uchronić szkolny budżet przed wyższą fakturą.

System Smart Water od Orange pomaga oszczędzać wodę już w 35 miejscowościach. Poczytajcie, jak sprawdza się w Krośnie Odrzańskim oraz w Kłecku i Witkowie

Udostępnij: Technologie pomagają oszczędzać wodę

Odpowiedzialny biznes

Zapraszamy innowatorów na warsztaty

20 maja 2022

Zapraszamy innowatorów na warsztaty

Z Puławskim Parkiem Naukowo – Technologicznym zapraszamy do „Strefy Pomysłodawcy” na warsztaty dla innowatorów. Pierwszym naszym wzywaniem był problem starych telefonów. Teraz szukamy pomysłów, jak włączyć seniorów do cyfrowego świata. Jeśli lubisz wymyślać nowe rzeczy i zmieniać świat – to spotkanie jest dla Ciebie.

Warsztaty z cyklu KIS Design Jam oparte są o metody design thinking
i service design. Podczas spotkania będziemy szukać pomysłów na rozwiązania wybranego problemu społecznego.

Nasze wzywanie: W jaki sposób zachęcić osoby starsze do korzystania z internetu i nowych technologii ?

Miejsce spotkania: Miasteczko Orange, Warszawa

Termin: 31 maja 2022, 9.00-17.00

  • Dołącz do kreatywnego projektu poszerzającego horyzonty, wiedzę i kompetencje, a także spotkaj się praktykami i ekspertami.
  • Poznaj zasady uniwersalnego projektowania i dowiedz się, jak wdrożyć je w swoim codziennym życiu, pracy, szkole lub firmie.
  • Poczuj się innowatorem – rozpoczynając od postawionego problemu poprzez prace zespołowe opracujesz pomysł na konkretny produkt lub usługę.

Dla najlepszego zespołu nagroda – 5000 zł. Każdy z uczestników otrzyma certyfikat.

Szczegóły i formularz zgłoszeniowy znajdziecie na stronie www.strefapomyslodawcy.pl. Na zgłoszenia czekamy do 23 maja.  Liczba miejsc ograniczona.

starsza

Udostępnij: Zapraszamy innowatorów na warsztaty

Innowacje

Zrób to sam, w rozszerzonej rzeczywistości

18 maja 2022

Zrób to sam, w rozszerzonej rzeczywistości

Nie czytam instrukcji obsługi. Wciskam guziki, aż zadziała – wielu z nas mogłoby się podpisać po tymi słowami. Żyjemy w pośpiechu, a o naszą uwagę walczą tysiące spraw.  Wnikliwe czytanie instrukcji to luksus, na który rzadko możemy sobie pozwolić. A gdyby tak przełożyć ją na trójwymiarowy obraz i wrzucić do telefonu?

– Rozszerzona rzeczywistość, czyli Augmented Reality (AR) łączy świat rzeczywisty z tym generowanym komputerowo. Postanowiliśmy wykorzystać możliwości tej technologii, żeby ułatwić naszym klientom proces podłączenia FunBoxa i konfigurację internetu, bez konieczności czekania na wizytę technika – tłumaczy Ania Wójcicka, kierownik Wydziału Customer Journey w Orange.

Zasada jest bardzo prosta – wystarczy ściągnąć ze sklepu Orange bezpłatną aplikację mobilną, zainstalować ją, uruchomić i skierować aparat na urządzenie. Aplikacja rozpozna FunBox i krok po kroku przeprowadzi nas przez proces jego uruchamiania.

Aplikacja jest bardzo intuicyjna i przyjazna. Zanim udostępniliśmy ją naszym klientom, poprosiliśmy o opinię grupę testerów. Ponad 90 proc. z powodzeniem podłączyło urządzenie, postępując zgodnie z wytycznymi w aplikacji. 91 proc. oceniło aplikację jako intuicyjną i prostą w nawigacji, a 89 proc. uznało, że jest pomocna dla osób, które mają problemy z podłączeniem urządzenia lub nie wiedzą, jak to zrobić – wyjaśnia Michał Prusak, główny specjalista Customer Journey w Orange.

Zobaczcie, jak działa aplikacja.

Z aplikacji mogli skorzystać klienci, którzy samodzielnie instalowali model FunBox 3.0 przy zakupie nowej usługi dostępu do internetu oraz ofercie Orange Love Mini.

– Aplikacja była oddana do użytku naszych klientów testowo, na parę miesięcy. Obecnie nie jest dostępna. Jednak widzimy jej potencjał i pracujemy nad komercyjnym wdrożeniem – dodaje Ania Wójcicka.

Aplikacja jest efektem współpracy Orange Polska i firmy Augmented Vision w ramach programu Orange Fab.

***

To kolejny wpis zainspirowany Innovation Day, którego podsumowanie przeczytacie tutaj: Wyjdź z pudełka, spójrz inaczej

Przeczytajcie także o usługach dronowych od Orange: Drony, nowe usługi od Orange

Udostępnij: Zrób to sam, w rozszerzonej rzeczywistości

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej