Urządzenia

Testujemy: Samsung S21, S21+, S21 Ultra

27 stycznia 2021

Testujemy: Samsung S21, S21+, S21 Ultra

Niezależnie od tego, ile firm będzie danego roku przedstawiać swoje nowe smartfony i jak dużo będzie to modeli, dwie rzeczy są od wielu lat pewne. Cały technologiczny świat co roku będzie wbijał oczy w premiery flagowców Samsunga i iPhone’ów. Serię Samsung S21 już poznaliśmy, ale już jutro wszystkie trzy modele pojawią się w sprzedaży w Orange Polska. Spróbowaliśmy przyjrzeć się im nieco inaczej: do Bartka Jadczaka trafił Samsung S21 (na jego kanale YouTube niebawem znajdziecie bardziej rozbudowany test tego smartfona), Karol Owczarek wziął w swoje ręce S21+, ja zaś skorzystałem z dobrej woli kolegów i przez tydzień zająłem się S21 Ultra.

Takie różne, tak podobne

Flagowe Samsungi są trochę jak luksusowe samochody. Jakość wykonania i najnowocześniejsze technologie to jedno, ale tu akurat chciałem nawiązać do… płyty podłogowej. Od bardzo dawna dla oszczędności finansowych w produkcji i R&D koncerny budują wiele swoich aut, korzystając z tej samej platformy. Podobnie nie miałoby sensu budować trzech totalnie różnych smartfonów, stąd recenzując wszystkie S21 najlepiej zacząć od podobieństw.

Oczywiście we wszystkich skorzystacie z #hello5G, ale to już od pewnego czasu wydaje się być oczywiste. Każdy z trójki ma ten sam procesor (w Europie jest Exynos 2100). W S21 i S21+ wzbogacony 8 GB RAMu, zaś w Ultra w zależności od wersji 12 lub 16. Każdy z nich może wpaść do wody i kurz mu niestraszny (IP 68). Żaden nie ma gniazda micro SD i mini-jacka. Na wszystkich działa Android 11 z One UI w wersji 3.1, w każdym możemy skorzystać z bezprzewodowego DEX-a, każdy pokryty jest z przodu szkłem Gorilla Glass Victus. Ufff. A nie, jeszcze jedna dość istotna zmiana – jako agregator newsów na skrajnej lewej stronie zadebiutował Google Discovery. Dla mnie to akurat świetna zmiana, Samsungowe rozwiązanie było zbyt przeładowane informacjami.

Przeczytaj też: Nowy Samsung Galaxy S21 5G – premiera. Czy się rożni od Galaxy S20? Który model wybrać?

Bartek: Samsung S21 – Mały, ale wariat

Jeśli miałbym skrócić tę recenzję do jednego zdania, byłoby to: „Jeśli szukacie niedużego flagowca do 4000 zł, to nie szukajcie dalej”. Niewielkie rozmiary, niska waga i kompaktowość – to pierwsze cechy, które wyróżniają S21 5G. Często narzekamy na coraz większe rozmiary smartfonów, dlatego na „mały” 6,2-calowy może się znaleźć sporo chętnych.

Tym bardziej, że dzięki masie zaledwie 169g czasami zapominamy, że mamy w kieszeni telefon. Dzięki niewielkim rozmiarom i zaokrąglonym krawędziom plecków Samsung S21 bardzo dobrze leży w dłoni i nie ma problemów z obsługą jedną ręką. Głośniczki stereo grają głośno i przyjemnie, takie 7/10, bo dźwięk wydaje mi się trochę przytłumiony, przy porównaniu np. z Note 20 Ultra.

Wyświetlacz to otoczony delikatnymi ramkami płaski ekran Dynamic AMOLED 2X o rozdzielczości FullHD+. Odwzorowanie kolorów, poziom jasności i kontrasty są z najwyższej półki. Rozdzielczość ekranu na ten rozmiar w pełni wystarcza, a brak wyższej rekompensuje odświeżanie 120Hz.

Wspomniany na wstępie Exynos 2100 nie tylko się nie przegrzewa (w końcu!), a jego wydajność pozwala na… cóż, w zasadzie na wszystko. Bateria to z jednej strony tylko 4000 mAh, z drugiej jednak – szybkie 25-watowe ładowanie wypełni ją po brzegi w zaledwie 75 minut. A jeśli nie musimy szukać ładowarki – możemy (w każdym z opisywanych modeli) wykorzystać telefon do zwrotnego naładowania np. słuchawek.

Przeczytaj też: Najsłynniejsze serie telefonów Samsung

Last, but not least – aparaty. Selfie zrobimy 10-megapikselowym “oczkiem”, dającym świetną szczegółowość zdjęć, poprawny balans bieli i odwzorowanie kolorów. Z tyłu dysponujemy trzema obiektywami: ultraszerokie 12 Mpix (f/2.2). Zdjęcia są bardzo zadowalające, zwłaszcza odwzorowanie barw, chociaż czerwień bywa przesycona. Szczegółów też nie brakuje, ale nie podobają mi się zniekształcenia obrazu na krawędziach. W nocy raz zachwyci ilością detali i brakiem szumów, innym razem nieco zawiedzie. Główna matryca to 12 Mpix (f/1.8), świetny, ale zdarza mu się przesycać kolory, co wpływa na naturalność zdjęć. Spodziewam się poprawki aktualizacją. Do tego bardzo dobra ostrość i kontrast, brak szumów w trybie nocnym i świetna, optyczna stabilizacja obrazu. Na koniec 64-megapikselowy teleobiektyw. Do 10-krotnego przybliżenia jest świetnie, potem w grę wchodzą już cyfrowe algorytmy rozpaczliwie starające się wygładzić powierzchnię.

Karol: Samsung S21+ – Większy brat

Samsung S21+ to w zasadzie powiększona wersja podstawowego modelu. Głównymi różnicami są wielkość ekranu, pojemność baterii i rodzaj materiału użytego w tylnej części obudowy. Czy warto dopłacić prawie tysiąc złotych za „większego brata”?

Galaxy S21+ stanowi lepszy wybór, jeśli zależy nam na bardzo dużym wyświetlaczu, a Galaxy S21 Ultra, mający podobne gabaryty, jest już zbyt znaczącym wydatkiem. Podzespoły są właściwie te same, co w Galaxy S21, mamy więc gwarancję wysokiej wydajności i dużych możliwości fotograficznych.

6,7-calowy, płaski Dynamic AMOLED 2X zachwyca jakością obrazu, mimo rozdzielczości nieco niższej niż w ubiegłorocznym S20+. Jednak, choć z 3200×1440 zrobiło się 2400×1080, rożnicy, jeśli chodzi o szczegółowość obrazu, nie powinniśmy zauważyć. Tym bardziej, że w S21+ dodano automatyczną, adaptacyjną częstotliwość odświeżania (48–120 Hz w zależności od rodzaju treści). Działa to perfekcyjnie i w każdej sytuacji widzimy odpowiednio płynny obraz. Wpływa też na mniejsze obciążenie baterii.

Tył S21+ wygląda podobnie jak Samsung S21 – obudowa trzech obiektywów aparatu zlewa się z aluminiową ramką smartfona. Ma to nadawać elegancji, podkreślanej matowym wykończeniem, obecnym w każdej wersji kolorystycznej – czarnej, srebrnej lub fioletowej. Czy to się udaje, kwestia gustu, ale to z pewnością wyróżnik na tle konkurencji. Tylny panel to szkło. Miłe dla oka i przyjemne w dotyku, ale łatwo zbierające tłuste ślady. No ale przynajmniej nie jest plastikiem jak w podstawowym modelu. Smartfon waży niemało, bo 200 g, ale jest smukły i dobrze leży w dłoni.

Przeczytaj też: Samsung – historia telefonów koreańskiego giganta

Wspominany na wstępie Exynos 2100 połączony z 8 GB pamięci operacyjnej zapewnia świetną wydajność i dużą kulturę pracy. Nie ma mowy o przycinaniu się lub przegrzewaniu, również podczas włączania wymagających aplikacji lub gier. S21+ ma nieco większą baterię niż podstawowy model. 4800 mAh pozwala bez większych problemów korzystać ze smartfona przez cały dzień bez ładowania.

Warto zauważyć, że Samsung S21+, podobnie jak Ultra, obsługuje nowatorską łączność ultraszerokopasmową (UWB). To standard komunikacji krótkiego zasięgu, który pozwala określić położenie innych obiektów z dokładnością nawet do 1 cm. Potrzebuje przy tym mniej energii niż Bluetooth czy Wi-Fi. UWB przydaje się choćby do szybkiego wysyłania plików osobom w pobliżu, czy korzystania z Galaxy SmartTag. To drugie to niewielki lokalizator, który możemy przypiąć do kluczy, obroży psa lub walizki. Za pomocą smartfona łatwo namierzymy ewentualną zgubę mającą ten nowoczesny breloczek. Standard UWB w przyszłości umożliwi np. automatyczne otwieranie drzwi samochodu lub domu, może też mieć zastosowanie w rozszerzonej rzeczywistości.

Aparaty w Galaxy S21+ są takie same, jak w Galaxy S21. Szczegółowo napisał o nich Bartek w swojej recenzji, nie będę więc powtarzał jego słów. Dodam jedynie, że możliwości fotograficzne nowych Samsungów to coś, co zrobiło na mnie, zdeklarowanym miłośniku urządzeń Apple, największe wrażenie.

Podsumowując – miałem przez kilka dni do dyspozycji zarówno Galaxy S21, jak i S21+. Od razu wybrałem większy model i to z niego głównie korzystałem. Oglądam dużo materiałów wideo i czytam dłuższe treści w sieci, a rozmiar obudowy nie jest dla mnie przeszkodą, dlatego też Galaxy S21+ wydaje mi się lepszym wyborem.

Michał: Samsung S21 Ultra – Kolosalne możliwości, akceptowalny rozmiar

Już wychodząc z takim pomysłem na recenzję, wiedziałem, że będzie ciężko. Przecież, gdy na koniec nadejdzie pora na mnie, koledzy przetestują i opiszą już wszystko, co łączy wszystkie trzy telefony. Ale z drugiej strony – ci z Was, którzy czytają moje teksty, a w czasach przed pandemią oglądali wideo, wiedzą, że staram się unikać te(k)stów, przeładowanych technikaliami. Lubię patrzeć na gadżety z perspektywy zwykłego użytkownika. Jak więc zwykłemu użytkownikowi korzysta się z 6,8-calowego naładowanego wszystkimi możliwymi technologiami kolosa?

„Ależ to ładnie wygląda, wreszcie ogarnęli!”. To pierwsza myśl, gdy spojrzałem na S21 Ultra własnymi oczami. W ostatnich latach – czego nie ukrywałem – Samsung nie miał pomysłu na wkomponowanie w obudowę „baterii” czterech w tym przypadku obiektywów i gadżetów towarzyszących. Teraz też wystają (z tą całą wypasioną optyką nie da się inaczej). Udało się je jednak gustownie wkomponować. Teraz mamy wrażenie, że przód wraz z „sekcją foto” został jakby nasunięty na resztę telefonu. Mnie się podoba.

Podobnie zresztą jak cały przód, z Dynamic Amoledem 2X 1440×3200 wypełniającym niemal 90% powierzchni. A co do jakości, ten element u Samsunga nie zmienia się od lat. Ich ekrany, były, są i – stawiam bitcoiny przeciwko orzechom – będą obłędne i to do nich wciąż będzie się starać dorównać konkurencja. Nie, iPhone’iarze – nie przekonacie mnie, możecie nawet nie próbować. Co ciekawe, 6,8-calowa bryła po przyzwyczajeniu wcale nie wydaje się być przesadnie wielka. Taka Moto G9 Power (test niebawem na blogu) jest znacznie bardziej masywna.

Samsung S21 Ultra to telefon nie do zajechania. Już wyżej koledzy chwalili wersje słabsze, więc możecie się domyślać, że „dopalenie” Exynosa 12 GB RAMu powoduje, że żadne wymagania mu nie straszne. Co ciekawe – i ważne – za możliwościami telefonu nadąża bateria. Ultra siłą rzeczy wyposażona jest w najmocniejsze, 5-amperogodzinowe ogniwo. Takie, które nawet przy moim trybie korzystania bez problemu wytrzymuje cały dzień. Choć pod tuż przed północą telefon błagalnie mruga do mnie na czerwono, by jednak podłączyć go do życiodajnej QuickCharge’owej ładowarki.

Wiem, że czekacie, aż napiszę o aparatach, wiem. Gdybym miał wybrać jeden wyróżnik Ultry to byłby to właśnie ten wielki placek na plecach telefonu. A w nim: 108 Mpix f/1.8 z dwoma systemami autofocusa, teleobiektyw 10 Mpix f/4.9 (ekwiwalent 240 mm) z 10-krotnym optycznym zbliżeniem, zwykłe tele 10 Mpix f/2.4 z potrójnym zoomem i szeroki (jedyny bez optycznej stabilizacji) 12 Mpix f/2.2. Do tego 40 Mpix do selfie.

Uff, dużo tego. Ale warto. Regularnie za każdym razem piszę Wam, że nie znam się na fotografii. Po prostu jak widzę coś ciekawego to włączam telefon i wciskam guzik migawki. S21 Ultra spełniał się w tej roli świetnie. Przede wszystkim w warunkach domowych, gdy usiłowałem – skutecznie – błyskawicznie uwiecznić wyczyny mojego ośmiomiesięcznego brzdąca, czy też zwijającego się w absurdalnych miejscach w krewetkę kota. Telefon automatycznie dostosowywał ekspozycję. Gdy trzeba – rozmywał tło, a dzięki wielu możliwościom zoomowania pozwalał sfotografować jedną lub drugą istotę bez spłoszenia zbytnim zbliżaniem się 🙂

W stukrotny zoom bym na Waszym miejscu nie wierzył. Trzeba mieć naprawdę dobre oczy, by ze zlewających się wtedy pikseli wyciągnąć cokolwiek rozpoznawalnego. Ale optyczne 10, czy hybrydowe mniej więcej do 30 (ale to w dobrych warunkach oświetleniowych) naprawdę daje radę. Jeśli filmujecie, docenicie tryb reżyserski, z podglądem na wszystkie obiektywy i możliwością zmiany na dowolny z nich jednym kliknięciem (ew. dodania też obrazka z kamery przedniej).

Podsumowanie

Flagowce Samsunga to od wielu lat punkt odniesienia w smartfonowej branży. Tak naprawdę każdy Samsung S21 z serii zasługuje na oddzielny, długi tekst i/albo kilkunastominutowy materiał wideo. To sprzęty kompletne – w aspekcie foto/wideo, muzyki (świetne głośniki stereo we współpracy z AKG), ekranu, wydajności i co tylko moglibyśmy znaleźć. My szczerze możemy Wam powiedzieć, że zdecydowanie warto przyjrzeć się serii S21 i każdy znajdzie model dla siebie. Ale to Wasze gusta i przyzwyczajenia i poziom zasobności Waszych portfeli wpływają na ostateczne decyzje. A jeśli chcielibyście kupić któryś z S21 u nas – zajrzyjcie do sklepu.

Udostępnij: Testujemy: Samsung S21, S21+, S21 Ultra

Informacje prasowe

Oferta tygodnia: Samsung Galaxy Note20 5G

5 listopada 2020

Oferta tygodnia: Samsung Galaxy Note20 5G

Do 11 listopada (do końca dnia) trwa nowa Oferta Tygodnia, w której tym razem możecie ze sporą zniżką kupić nowoczesny Samsung Galaxy Note20 5G. Smartfon ten, w okazyjnej cenie – nawet 816 zł taniej, dostaniecie w Planie Mobilnym 55 i Planie Mobilnym 75, a także w Orange Love Standard, Extra czy Premium.

 

Samsung Galaxy Note20 5G – na czym polega jego fenomen?

Można śmiało powiedzieć, że jest to wszechstronny smartfon. Sprawdzi się nie tylko do grania, oglądania, ale też do kreatywnych i profesjonalnych zadań. Zarówno tych zawodowych, jak i do rozwijania własnych pasji. Dzięki wielofunkcyjnemu rysikowi S-Pen można wygodnie rysować, czy pisać odręcznie, a notatki zostaną automatycznie przemienione w tekst cyfrowy. Wydajny procesor
i aż 12 GB pamięci operacyjnej sprawiają, że Samsung Galaxy Note20 5G świetnie radzi sobie podczas korzystania z wymagających programów. Można też podzielić ekran i używać na raz dwóch aplikacji jednocześnie. Do tego sprzęt działa wiele godzin bez potrzeby ładowania.

Miłośnicy filmów zachwycą się jakością kolorów i obrazu oraz dużym, bezramkowym wyświetlaczem, wykonanym w technologii Super AMOLED. Samemu można też nagrać filmy nawet w 8K, ze wsparciem stabilizacji obrazu Super Steady. Fani fotografii będą mogli cieszyć się dobrym aparatem uchwycającym każdy detal i robiącym piękne nocne zdjęcia, a także kilkoma obiektywami, w tym szerokokątnym czy 10 Mpix – pozwalający wykonać idealne selfie.

Warto dodać, że smartfon ten obsługuje sieć 5G i jest jednym z wielu modeli z #hello5G. Ich aktualną listę można sprawdzić tutaj.

Testujemy sprzęt – dlaczego warto mieć Samsunga Galaxy Note20 5G?

Samsunga Galaxy Note20 5G przetestował też nasz ekspert technologiczny – Michał Rosiak, który nazwał go „komputerem w kieszeni” – pełną recenzję przeczytajcie klikając w link. Zachęcamy też do obejrzenia wideo-recenzji:

Więcej szczegółów Oferty tygodnia poznacie na: https://www.orange.pl/lp/oferta-tygodnia, gdzie
w każdy czwartek przeczytacie o nowych promocjach.

A jeśli nie możecie się zdecydować, który smartfon wybrać, warto sprawdzić propozycje telefonów
w specjalnej porównywarce urządzeń w sklepie Orange.

Udostępnij: Oferta tygodnia: Samsung Galaxy Note20 5G

Urządzenia

Testujemy Samsunga Note 20 Ultra 5G

18 września 2020

Testujemy Samsunga Note 20 Ultra 5G

Ciężka sprawa z tym testem Samsunga Note 20 Ultra 5G. Nie to, żebym narzekał, praca testera jest fajna :), ale weź tu człowieku zmieść tyle „towaru”, by opowiedzieć o wszystkim w zaledwie kilku minutach? „Nadflagowce” koreańskiej firmy to potężne technologiczne kombajny i ten film spokojnie mógłby mieć nawet pół godziny. Pytanie kto by go obejrzał, a poza tym jestem zdania, że kilka minut powinno wystarczyć do zainteresowania (albo nie 😉 ) produktem albo usługą. Przed pandemią i przejściem na home office to chociaż w środkach transportu można było pooglądać.

Stylus przemyślany

Samsunga Note 20 Ultra 5G testowałem przez mniej więcej dwa tygodnie. Zastąpił mi tablet (wiem, że 10 cali lepsze, ale 7 też daje radę), bo do konsumpcji (wciąż jakoś nie podoba mi się to słowo) treści wideo jest urządzeniem idealnym. Inna sprawa, że jeśli chcemy konsumować ich sporo za jednym posiedzeniem, warto zapewnić sobie gniazdo ładowarki albo powerbanka pod ręką. Bateria to jedyne, co mi się w Samsungowym „Ferrari” nie podobało. No dobra, jeszcze wysepka z obiektywami, ale to jestem w stanie jakoś usprawiedliwić, bo jakość zdjęć faktycznie jest odwrotnie proporcjonalna do urody wykonujących je obiektywów.

Wyróżniki tego biznesowego urządzenia, którymi w mojej opinii są rysik i DEX, pozostały na znakomitym poziomie. Bawiłem się jakiś czas temu innym telefonem z rysikiem. Stylusa wyciągnąłem tam raz, z ciekawości. Potem o nim zapomniałem, bo interfejs telefonu nie był doń w ogóle przystosowany. Note 20 Ultra to co innego – boczne menu pojawiające się od razu po wyjęciu rysika podpowiada co możemy z nim zrobić. Ja używałem do zdalnego poprawiania mojemu synowi pracy domowej z angielskiego (fajny „myk”, w zależności od tego, czy wybierzemy marker, ołówek, długopis, czy pióro, rysując słyszymy odpowiedni odgłos; ten zgrzyt stalówki, wow!), zaznaczania fragmentów na screenshotach, przełączania slajdów na prezentacji, czy nawet odręcznego pisania SMSów (z odczytywaniem moich bazgrołów radzi sobie świetnie).

Note 20 Ultra 5G, czyli komputer w kieszeni

Pamiętacie, jak przy poprzednim teście Samsunga pokazywałem wam DEXa? Od tamtego czasu „trochę” się zmieniło i teraz, by ze smartfona, zawstydzającego możliwościami wiele komputerów, zrobić urządzenie desktopowe, nie potrzebujemy nawet kabla. Wystarczy odpowiednio dobry telewizor i kilka kliknięć w telefonie, by w dowolnym miejscu mieć możliwości korzystania z „oszukanego”, bardzo wydajnego desktopa.

A czy ściśnięcie testu do kilku minut spowodowało, że czegoś Wam w nim zabrakło? Zobaczcie sami i podzielcie się wrażeniami w komentarzach! Chętnie przeczytałbym też, test jakiego urządzenia chcielibyście zobaczyć teraz? Może się uda 😉

Udostępnij: Testujemy Samsunga Note 20 Ultra 5G

Oferta

Ruszyliśmy ze sprzedażą serii Galaxy Note 20. To kolejne smartfony z #hello5G

21 sierpnia 2020

Ruszyliśmy ze sprzedażą serii Galaxy Note 20. To kolejne smartfony z #hello5G

Zgodnie z zapowiedzią dzisiaj zaczęliśmy regularną sprzedaż Samsungów Galaxy Note 20 5G i Galaxy Note 20 Ultra 5G. Urządzenia, które zamówiliście w przedsprzedaży powinny już do Was dotrzeć. To 13 i 14 model smartfona, na którym możecie korzystać z #hello5G. Dostępny na nim jest również eSIM, który szczególnie polecam z ofertą Orange Flex. Jak z wakacji wróci nasz blogowy tester Michał Rosiak weźmie na warsztat Note 20 i przygotuje wideo test.

Seria Galaxy Note zawsze kojarzyła mi się bardziej z telefonem biznesowym niż dla klientów indywidualnych. Kiedy rozmawiałem z rzecznikiem Samsunga Olafem Krynickim, przekonywał mnie, że tak już nie jest. Może ulegam złudzeniu, że jak smartfon jest duży, drogi i ma rysik to musi być dla biznesmena. Na pewno będą z niego zadowoleni wszyscy, którzy cenią sobie wysoką jakość zdjęć i robienia filmów. W aparatach ciężko znaleźć słaby punkt. Tak samo głośniki, ekran i bateria – bez zarzutu. Wreszcie rysik S Pen, którym chwilę się pobawiłem i naprawdę został dopracowany. Pisanie na ekranie sprawia przyjemność, a zamiana odręcznego pisma na drukowane nie sprawia kłopotów. Do tego sprawna obsługa różnych formatów dokumentów.

Ofertę przygotowaliśmy dla klientów biznesowych i indywidualnych. Możecie wybrać plan taryfowy lub kupić tylko telefon. Szczegóły znajdziecie tutaj.

Udostępnij: Ruszyliśmy ze sprzedażą serii Galaxy Note 20. To kolejne smartfony z #hello5G

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (33)

6 czerwca 2020

Co w gadżetach piszczy (33)

Kolejny miesiąc samoizolacji to idealny czas nie tylko na odnalezienie odpowiedniego balansu praca-życie, ale też doskonała okazja do testowania gadżetów. Tym razem trzy sprzęty spod znaku: ciszy, wygody/efektywności pracy w domu i jednego z najlepszych na rynku stosunku ceny do jakości. Nie będę przesadnie teaserował 🙂 – to ostatnie to jeden z moich ulubionych smartfonów ostatniego półrocza.

Bose NCH 700 – Odgłosy? Jakie odgłosy?

To już prawie rok, gdy na łamach Bloga – acz w oddzielnym tekście – przetestowałem dwa ciekawe modele słuchawek z aktywnym wyciszaniem szumów. Podsumowując tamten materiał miałem wrażenie, że słyszałem (a w zasadzie… nie słyszałem) w tej materii już wszystko. Jasne – do momentu, gdy pojawił się on, na białym ko… tzn. w ręku kuriera.

Recenzje Bose Noise Cancelling Headphones 700 (NCH 700) czytałem już wcześniej. Ba – w 2016 roku pisałem nawet o modelu Quiet Comfort 35. Wiedziałem, że firma z Framingham w stanie Massachusetts jest wzorcem w segmencie słuchawek z ANC, ale…

Ale kiedy założyłem NCH 700, literalnie opadła mi szczęka. Aplikacja Bose pozwala ustawić dla tych słuchawek poziom redukcji hałasu od 1 do 10, a domyślnie jest to stopień najwyższy. Stopień, przy którym świat cichnie. Serio, totalnie cichnie. Nie ma szumu komputerów, nie słychać stukających klawiatur, otwierających się drzwi w pokoju w robocie, a koledzy, nawiązujący dłuższą i głośniejszą konwersację, wydają się być elementem – bo ja wiem, snu?

Za każdy razem, testując słuchawki z ANC, pisałem, że uwielbiam się wyłączać i nie cierpię dźwiękowego „smogu” ulicy. Spacerując po ulicy z Bose NCH 700 trzeba BARDZO uważać, dochodząc do przejść dla pieszych, bo na najwyższym stopniu naprawdę NICZEGO nie słychać. W metrze (miałem okazję testować Bose jeszcze przed czasami Covida) nie ma czegoś takiego, jak stukot kół pociągu, to wręcz surrealistyczne! Na szczęście aplikacja pozwala zdefiniować trzy poziomy, między którymi możemy się łatwo przełączać. No i – żeby nie było idealnie – w domu, na home office, gdy jednocześnie zdalne lekcje mają 3-, 5- i 8-klasista – i święty Bose nie pomoze 😉

ANC to jedno, ale Bose NCH 700 są też mega wygodne, lekkie (250g), można zapomnieć, że mamy je na uszach. To też pierwsze słuchawki, o których mogłem powiedzieć, że obsługuje się je naprawdę intuicyjnie. Wszystko dzieje się na prawej muszli. Chcemy wyłączyć muzykę, połączyć się albo rozłączyć z rozmówcą? Stukam dwa razy w przednią część. Głośniej? Smyramy palcem do góry. Ciszej? Zgadnijcie 😉 Utwór do przodu? Palec do przodu. Od początku/do tyłu? To samo z palcem. No i pełna integracja z Google Asystentem. Nie musiałem sięgać po telefon – słuchawki informowały o komunikatach, mówiły mi, kto do mnie napisał, a nawet pozwalały odpisać głosem.

Najlepsze jakie miałem. Zastanawiałem się, czy nie udawać przed kurierem, że nie ma mnie w domu 😉

Poly Studio – Wideokonferencja zamknięta w „soundbarze”

Telekonferencja… Dla niektórych codzienność pracy w korporacji, dla niektórych koszmar. Ale coś Wam powiem – w nowym świecie będzie ich jeszcze więcej. A biorąc pod uwagę, że firmy gremialnie zdają się przychylać do częstszej pracy zdalnej, przede wszystkim menedżerowie będą szukać pomysłu na coś, co pozwoli im oderwać się od kamery komputera i – choćby bezprzewodowych – słuchawek.

Kiedy zdarza mi się występować na konferencjach, lubię chodzić. Kamerzyści i oświetleniowcy mają ze mną krzyż pański, bo po prostu nie potrafię ustać na miejscu. I o ile z komputerową kamerą tak się nie da, to z Poly Studio – jak najbardziej. Pamiętam dawno temu, jeszcze w siedzibie TP S.A. na Twardej, pokój „Telepresence”. Specjalne pomieszczenie do zagranicznych wideokonferencji, dedykowana kamera, ściana monitorów… Teraz wystarczy wyjąć z pudełka sprzęt przypominający soundbar, podpiąć przez HDMI do telewizora, przez USB do komputera i… i w zasadzie to wszystko! Oczywiście, gdy zainstalujemy jeszcze odpowiedni soft, co – niestety – dyskwalifikuje komputery z Linuxem.

Poly Studio z założenia – jak sądzę – miało być sprzętem zamieniającym małe korporacyjne klitki, tzw. Huddle Rooms, w wypasione sale do wideokonferencji (tak przynajmniej prezentowano Studio na premierze w warszawskiej siedzibie Poly). Gdy pojawił się pandemiczny wirus, życie nieco zweryfikowało te plany, pozwalając na stworzenie pomieszczenia do wideo ze standardowego mieszkalnego salonu.

Technologia odcinająca szum zewnętrzny i skupiająca się na głosie/ach uczestników konferencji, śledzenie obecnych zarówno wideo, jak i audio, możliwość podłączenia do praktycznie każdego rozwiązania do rozmów grupowych, a do tego intuicyjna konfiguracja (nie trzeba instalować sterowników) i zarządzanie w chmurze. Przyczepić można się tylko do ceny, przeszło 4000 złotych, ale z drugiej strony – to i tak ułamek wartości legendarnego „tepsianego” Telepresence. I bez problemu jestem w stanie wyobrazić sobie ludzi, którym znacząco ułatwi codzienne życie w nowym, popandemicznym świecie.

Samsung S10 Lite – Nie każdy musi mieć flagowca

Przez lata, kiedy testuję niemal wszystkie smartfony w ofercie Orange Polska, strasznie się rozbestwiłem. Gdy tylko na rynku ma się pojawić jakiś nowy flagowiec, rozświetlają mi się oczy i zastanawiam się, kiedy próbka trafi do mnie. I dopiero, gdy „z braku laku” dostałem Samsunga S10 Lite, zacząłem się zastanawiać… po co komu ten pęd do flagowców?

Nie zrozumcie mnie źle, na topowe smartfony i nowe technologie zawsze znajdą się chętni, a ja z radością wezmę się za testowanie kolejnych rewolucyjnych rozwiązań. Gdyby jednak – jak pewnie 99,9% Polaków – stanął przed dylematem „na jaki smartfon na kolejne dwa lata wydać moje ciężko zarobione pieniądze”, myślałbym pewnie raczej o półce średniej. Tym bardziej, że kilka miesięcy z S10 Lite przekonało mnie, że tak naprawdę… niczego mi w tym telefonie nie brakowało, na nic nie narzekałem, a kompromisy, na które w przypadku urządzenia tańszego, trzeba iść – nie stanowiłby dla mnie problemu.

Jakie kompromisy? Dwa kluczowe, ekran i aparaty. Niby to SuperAmoled (z „nie za dużą, nie za małą” przekątną 6,7”), ale w porównaniu do serii S20 wydaje się znacznie bardziej blady i „wyprany”. Zwracałem na to uwagę jednak tylko, gdy obok leżał jakiś topowy smartfon, bo przy zwykłym użyciu to absolutnie nie przeszkadza. Główny aparat to z jednego strony matryca 48 Mpix, z drugiej jednak – światło zaledwie f/2.0. Zgoda, w nocy szału nie ma, pewnie w dzień też można by się było do czegoś przyczepić, ale… no kurczę, jeśli ktoś jest artystą i potrzebuje lepszego aparatu (nawet w telefonie) to go na niego stać. Większość taka matryca wystarczy. Nie ma też ładowania indukcyjnego, ale to też dla wielu raczej fanaberia. No i 5G, ale – cóż – LTE daje radę, można trochę poczekać.

Poza tym to po prostu zgrabny, poręczny, szybki, wydajny smartfon, z nakładką taką samą, jak w flagowcach od Koreańczyków, z ponadprzeciętną, 4,5-amperogodzinową baterią. Nawet ja nie czułem dyskomfortu, używając S10 Lite, wręcz ze względu na zgrabność i poręczność zdarzało mi się wybierać go chętniej, niż testowanego w tym samym czasie S20 Ultra.

Jakbyście szukali, gdzie go kupić, to zajrzyjcie do nas 🙂 I pamiętajcie, że teraz pierwsze trzy raty bierzemy na siebie!

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (33)

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej