Odpowiedzialny biznes

Uwielbiam być wolontariuszką

11 lipca 2022

Uwielbiam być wolontariuszką

Na Jasełka w domach dziecka pisze scenariusze wierszem. Organizuje pomoc psychologiczną i jest „ciocią”, której można opowiedzieć o pierwszej miłości. Od 10 lat wspiera potrzebujących a wkrótce dołączy do fundacji, założonej przez jej koleżanki wolontariuszki. – Dojrzałam, aby to zrobić – przekonuje.

Marta Sas-Witko zajmuje się klientami biznesowymi w Jeleniej Górze. Kiedy łączymy się przez Skype widzę uśmiechniętą, pełną entuzjazmu dziewczynę. – Dlaczego pomagam? Może to wynika z otaczającej nas rzeczywistości – zastanawia się i szybko dodaje. – Daje mi energię do życia. Pozytywną energię.

Aniołki i diabełki

Pomagać zaczęła dekadę temu. – Nie pracowałam jeszcze w Orange. Koleżanka przekonała mnie, aby zaangażować się w akcję „Moje marzenie”. Chodziło o spełnianie mikołajkowych marzeń wychowanków domów dziecka – wspomina. Kilka lat później trafiła do naszej firmy i od razu wsiąkła w wolontariat. – Spotkałam dużo pomagających osób i dołączyłam się.

Marta jest urodzoną humanistką. Któregoś roku rzuciła pomysł: „Niech role się odwrócą. Napiszę Jasełka i zróbmy własne przedstawienie dla dzieci z domów dziecka”. Pomysł chwycił. Wykorzystali grant od Fundacji Orange.

Stworzyła scenariusz, koledzy i koleżanki wybrali sobie role. Uszyli kostiumy. Próby trwały 6 tygodni. – Dzieci były przeszczęśliwe, a my wykończeni – śmieje się. – Inspiracje do pisania brałam z życia i obserwacji moich współpracowników. Wśród nich są aniołki i diabełki.

Przez lata napisała kilka scenariuszy Jasełek i uczestniczyła w dziesiątkach różnych akcji. – Uwielbiam być wolontariuszką i pomagać – mówi. Niesieniem pomocy „zaraziła” także córki. – Jestem dumna, że są wrażliwe i chcą działać.       

Wyjątkowe miasto        

W Jeleniej Górze i okolicy mieszka dużo naszych wolontariuszek i wolontariuszy. Z zespołu Marty zaangażowana jest połowa pracowników. Od wielu lat skupiają się na pomocy dla domów dziecka.

– Placówki są już dobrze wyposażone. Bardziej potrzebna jest pomoc psychologiczna i nauka życia. Chodzi o to, żeby z młodymi ludźmi pobawić się, pograć w piłkę i słuchać. Jestem dla nich „ciocią”, z którą można o wszystkim pogadać. Z jedną z dziewczyn rozmawiałam o jej pierwszej, młodzieńczej miłości – wspomina. – To nie jest łatwe i dla wszystkich. Trzeba umieć „odkleić” się od własnej rzeczywistości.

Widząc potrzeby, zaangażowała się w przygotowanie wsparcia psychologicznego dla wychowawców pracujących w domach dziecka. Przekonała specjalistki – psycholożkę i pedagożkę, aby zaangażowały się w przygotowanie szkoleń. – Pomogliśmy już dwóm placówkom i chcemy to kontynuować. Wkrótce dołączy do fundacji, skupiającej się na wsparciu psychologicznym, którą właśnie powstała. Będę wspierać jej działania – zapowiada.

Animatorka dla uchodźców

Na Dolny Śląsk przyjechały tysiące uchodźców z Ukrainy, którym trzeba pomóc. Kiedy usłyszała, że Fundacja Orange przygotowała duże granty na pomoc dla naszych gości, szybko miała pomysł i znalazła organizację, której warto pomóc.

– Jak to w wolontariacie, zadziałał łańcuszek dobrych ludzi – przekonuje. – Kilka miesięcy temu pomagałam w organizowaniu pomocy dla 180 dzieci z ukraińskich sierocińców. Kontakty zostały, wystarczyło zadzwonić.

Wrocławski „Klaster COP” wspiera imigrantów w przemyślany sposób. Przygotowuje ich do pracy w Polsce i uczy, jak ją znaleźć. Prowadzi doradztwo prawne. Organizuje  też naukę języka polskiego i zajęcia dla dzieci. Marta będzie jedną z ich animatorek. – Wykorzystam moje doświadczenia w pomaganiu dzieciom. Zapowiadają się ciekawe wakacje – kończy.

***

Spotkanie z Martą Sas-Witko jest kolejnym z cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Uwielbiam być wolontariuszką

Odpowiedzialny biznes

Wolontariat przestawia priorytety w głowie

22 czerwca 2022

Wolontariat przestawia priorytety w głowie

Osoby z niepełnosprawnościami nie chcą siedzieć w domu. Podczas Orange Warsaw Festival widzę wielkie emocje i szczęście, że mogą bawić się razem ze wszystkimi. Nie przeszkadza im nawet, że są podłączeni do aparatury podtrzymującej życie.

Grzegorz Wejkuć zajmuje się w Orange współpracą z innymi operatorami. Tegoroczny Orange Warsaw Festival był szóstym, na którym pracował jako wolontariusz. Lubi muzykę, ale czasu na słuchanie i zabawę ma niewiele.

Z respiratorem na koncert

– Na festiwal przyjeżdża coraz więcej osób potrzebujących szczególnej opieki. Wyławiamy ich zaraz przy wejściu i traktujemy lepiej niż VIP-ów – śmieje się. Ale nie ma w tym cienia przesady. To szczególni goście.

Na Orange Warsaw Festival pracuje kilkudziesięciu wolontariuszy i wolontariuszek. Pomagają na dwie zmiany. – Jesteśmy przeszkoleni przez ekspertów Fundacji Polska Bez Barier. To ważne, aby wiedzieć, czego potrzebuje osoba z niepełnosprawnością i jak ułatwić jej życie na koncertach. Dowozimy ją na specjalną platformę niedaleko sceny, pokazujemy wszelkie udogodnienia, a nawet miejsca, gdzie mogą podłączyć… respirator – tłumaczy Grzegorz.

– Dla mnie największą nagrodą za pracę jest zwykłe dziękuję i świadomość, że dzięki nam osoby, którym jest trudniej w życiu, szczęśliwie spędzają czas na festiwalu.

Pierwsza dekada pomagania

Przygoda Grzegorza z wolontariatem zaczęła się 12 lat temu w Mrągowie, skąd pochodzi. To była Gwiazdka z Fundacją Orange, którą pomógł zorganizować dla dzieci na szpitalnym oddziale oraz w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej.

– Zderzyłem się z emocjami, które ledwo udźwignąłem. Byłem w szoku widząc, jak funkcjonują i przez co przechodzą dzieciaki. Pomoc w takim miejscu na zawsze przestawia priorytety w głowie – przekonuje.

Dlatego postanowił pomagać regularnie i tak zostało do dzisiaj. Nie tylko w Mrągowie, ale też w innych miejscowościach. Przygotowywał bajkowe kąciki w szpitalach, malował sale w domach dziecka, uczył jak bezpiecznie korzystać z internetu, a nawet sadził drzewa przy Domu Opieki Społecznej. – Cień od drzew jest potrzebny osobom poruszającym się na wózkach, aby mogli bezpiecznie odpocząć – tłumaczy.

Po jednych z Jasełek dla dzieci usłyszał życzenia, żeby „Orange miał dużo pieniędzy i mógł dalej organizować przedstawienia i dawać prezenty”. – To było zabawne, ale i symboliczne. Dzięki Fundacji Orange mogę pomagać skuteczniej. Cieszę się, że moja firma mocno otworzyła się na wolontariat i daje granty, dzięki którym możemy działać – mówi.

Jesteśmy lepsi jak pomagamy

Czym jest wolontariat dla Grzegorza? – Otworzył mi głowę na inne osoby. Uważam, że dając bezinteresownie coś od siebie, stajemy się lepszymi ludźmi. To, co robimy często jest małym gestem, ale dla innych ma ogromne znaczenie. Warto o tym pamiętać.       

***

Spotkanie z Grzegorzem Wejkuciem jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska zaangażowanych w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Prawie 1 000 pracowników wspiera ponad 130 różnych inicjatyw, między innymi dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Dodatkowo Fundacja przeznaczyła 75 grantów dla pracowników goszczących w swoich domach uchodźców z Ukrainy.

Tutaj znajdziecie sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Udostępnij: Wolontariat przestawia priorytety w głowie

Odpowiedzialny biznes

Nie wiem skąd biorę czas i energię

10 maja 2022

Nie wiem skąd biorę czas i energię

Od wielu lat pomaga, chociaż sama też potrzebuje pomocy. Dzięki jej determinacji Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Pruszkowie i szkoła w Milanówku mają specjalne sale dla dzieci. Teraz pomaga integrować się mieszkańcom Brwinowa z gośćmi z Ukrainy.

Z Kasią Barys, która pracuje w wydziale relacji z mediami Orange, znamy się ponad 15 lat. Uśmiechnięta, zorganizowana i kreatywna. Wszędzie jej pełno. Kiedy trzeba pomóc, jest pierwsza. W domu trójka dzieci, w tym jedno wymagające szczególnej opieki. – Zawsze zastanawiałem się, jak to wszystko ogarniasz – zagajam.

– Nie wiem skąd biorę czas i energię. Motorek w tyłku mam i taki charakter, że nie usiedzę – śmieje się. – Dlaczego pomagam? Trochę z wdzięczności, że wspiera mnie wiele osób, ale nie jestem wolontariuszką z obowiązku i „że tak mi wypada”. Pomaganie innym jest dla mnie miłe i daje radość. Mam trzecie oko do dostrzegania rzeczy, które są potrzebne.

Sale doświadczania świata i wyciszenia

Zaczęło się osiem lat temu. Kasia zauważyła, że w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Pruszkowie brakuje pomieszczenia, gdzie dzieci z autyzmem mogłyby uczyć się doświadczać świat.

– Skrzyknęłam grupę wolontariuszy i poprosiłam o grant Fundację Orange. Z tych pieniędzy odnowiliśmy salę, zrobiliśmy specjalne oświetlenie i zamontowaliśmy rolety. Dyrektorka poradni była zaskoczona, że wolontariusze i wolontariuszki o wszystko zadbali. To mnie zmotywowało.

Potem była szkoła w Milanówku. To mała placówka, do której uczęszcza sporo osób z niepełnosprawnościami. Kasia wymyśliła zrobienie sali do wyciszenia, której potrzebuje część dzieci. Schemat się powtórzył. Grupa wolontariuszy, grant i remont. – Pomysły przychodzą „z życia” – mówi.

Kasia uczestniczy w akcjach organizowanych przez innych wolontariuszy, Fundację Orange i różne organizacje. Odnawiała sale szkolne, była św. Mikołajem w centrum rehabilitacji, bierze do domu psy ze schroniska na pobyt tymczasowy zanim znajdą się właściciele na stałe. Angażuje przy tym w pomoc swoje dzieci. – W ten sposób nabierają wrażliwości i uczą się naturalnej empatii – przekonuje.

Zagrajmy i poznajmy się

Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie i do Polski przyjechali uchodźcy, w jej domu pojawiła się Ukrainka z dzieckiem. –  Nie wahałam się, to był naturalny odruch. Mogłam pomóc, pomogłam. Miejsca starczyło.

W Brwinowie zamieszkało sporo uchodźców. Do szkoły chodzi wiele ukraińskich dzieci. – Pomyślałam, że warto lepiej się poznać – mówi. Tak zrodził się pomysł integracyjnej gry terenowej. I znów sprawdził się schemat: Grupa wolontariuszy, grant Fundacji Orange i działanie.

– Bałam się o frekwencję – przyznaje Kasia. Niepotrzebnie. W prawosławną, wielkanocną niedzielę zgłosiło się 14 drużyn, łącznie ponad 80 osób. Najwięcej było mieszanych, polsko-ukraińskich. I o to chodziło. Przy grze zaangażowało się 30 wolontariuszek i wolontariuszy. Trzy najlepsze ekipy dostały nagrody – wyprawki szkolne dla dzieci. Reszta – nagrody pocieszenia. Każdy wrócił z czymś do domu.

Okazało się, że niektóre ukraińskie rodziny nie wiedziały, że znalazły schronienie w tej samej miejscowości. Integracja miała więc dodatkowy wymiar. Poznały się nawzajem. Grę zakończyło wspólne ognisko.  

Relacja z gry integracyjnej w Brwinowie

– Kryzys humanitarny będzie trwał jeszcze długo. Teraz chodzi o to, aby podtrzymywać energię w pomocy dla uchodźców. Będzie nam teraz łatwiej, kiedy się poznaliśmy się lepiej – kończy Kasia.

***

Spotkanie z Kasią Barys jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska zaangażowanych w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Prawie 1 000 pracowników wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Dodatkowo Fundacja Orange przeznaczyła 75 grantów dla pracowników goszczących w swoich domach uchodźców z Ukrainy.

Tutaj znajdziecie sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard i Janusza Osiadły.

Udostępnij: Nie wiem skąd biorę czas i energię

Odpowiedzialny biznes

Wolontariusze na czas wojny i pokoju

2 maja 2022

Wolontariusze na czas wojny i pokoju

Ostatnie wiele piszemy o naszych wolontariuszach, którzy z dużym zaangażowaniem włączają się pomoc dla obywateli Ukrainy dotkniętych wojną. Wielu z tych wolontariuszy to ludzie zaangażowani od lat w pomaganie – w swoim środowisku lokalnym i w firmie. Wolontariat pracowniczy w Orange Polska działa już od kilkunastu lat.

Nasze podejście do wolontariatu

Jego początki sięgają 2003 roku. Wtedy zaczęliśmy zapraszać pracowników do włączenia się do akcji społecznych i uruchomiliśmy konkurs grantowy dla wolontariuszy. Z jednej strony stwarzaliśmy okazję do pracy społecznej tym, którzy chcieli zaangażować się w pomaganie innym, ale nie wiedzieli jak, z drugiej dawaliśmy wsparcie tym, którzy już działali w swoich środowiskach lokalnych.

Ta strategia sprawdza się do dziś. Staramy się, aby każdy nasz program zawierał przestrzeń dla wolontariuszy. Nauka robotyki czy lekcje na temat bezpieczeństwa dzieci w sieci to oferta dla wolontariuszy w programach edukacyjnych Fundacji Orange. Podczas festiwali muzycznych wolontariusze pomagają w opiece nad uczestnikami z niepełnosprawnościami, a na Gwiazdkę spełniają zadania św. Mikołaja w placówkach dla dzieci i dla seniorów. Mamy też wyjazdy integracyjne dla zespołów połączone z wolontariatem.

Natomiast konkurs grantowy to okazja dla tych, co sami mają pomysł na pomaganie – opracowują projekt, organizują drużynę a firma pomada finansowo i organizacyjnie. Często wolontariusze współpracują z daną organizacją społeczną czy instytucją od kilku lat. W każdej edycji konkursu mamy ponad 100 projektów.

Program wolontariatu jest zarządzany przez koordynatora w Fundacji Orange. Do dyspozycji pracowników jest też specjalna platforma, gdzie można zgłaszać akcje, szukać innych wolontariuszy do projektu czy zdawać relacje ze swoich działań. Co roku w działania wolontariacie angażuje się ponad 3000 pracowników. Co roku najbardziej zaangażowane osoby nagradzamy odznaką „Razem dla innych”. Jakość zarządzania programem potwierdza Certyfikat „Wolontariat pracowniczy wysokiej jakości”.

W pandemii zasady izolacji zmaniły nieco skalę i sposób działania naszych wolontariuszy. Z uwagi na ograniczenia sanitarne wiele dotychczasowych aktywności nie było możliwych. Ale działaliśmy dalej pomagając ofiarom pandemii.

Teraz także stajemy na wysokości zadania – angażując się w pomoc osobom dotkniętym wojną – przekazując fundusze i inne zasoby, dając produkty i usługi, wiedzę, czas i umiejętności

Wyzwania dla wolontariatu pracowniczego

Niedawno ukazał się Raport Wolontariat Pracowniczy Przyszłości wydany przez Akademię Rozwoju Filantropii i Fundację PNB Paribas. Praktycy wolontariatu – przedstawiciele firm, organizacji pozarządowych, samorządów terytorialnych i wolontariuszy – zastanawiali się, jakie warunki musi spełniać dobry program wolontariatu pracowniczego i jak będzie wyglądał w przyszłości. W Raporcie opisana jest również historia i współczesność wolontariatu pracowniczego w Orange Polska.

Wolontariat pracowniczy teraz i w przyszłości powinien kształtować postawę sza­cunku dla drugiego człowieka (85%), a także empatię (83%) i zdolność do kooperacji (80%).

75% badanych było zdania, że wolontariat powinien służyć pracownikom przede wszystkim do wzmacniania wzajemnych relacji, 69% – że powinien głównie dostarczać wolontariuszom satysfakcji z pomagania potrzebującym, a 58% uznało, że wolontariat po­winien umożliwiać pracownikom pozyskiwanie nowych kompetencji i doświadczeń.

58% badanych wskazało, że główną korzyścią z wolontariatu pracowniczego dla pracodaw­ców jest integracja zespołów pracowniczych, a 43% – wzmacnianie postawy odpowiedzialności wśród pracowników.

Wolontariat to potrójna korzyść – dla firmy, dla pracowników i dla beneficjentów.

Jednym z wyzwań, o jakich mówi Raport to niski poziom zaangażowania społecznego Polaków. Obserwując to, co obecnie dzieje się w sytuacji wojny na Ukrainie i to, jak wszyscy mobilizujemy się, aby pomagać na wiele rożnych sposobów, wierzę, że taka postawa zostanie z nami na dłużej.  

ukraina-flaga-wolontariat

Udostępnij: Wolontariusze na czas wojny i pokoju

Odpowiedzialny biznes

Uczę, aby dać im pewność siebie

13 kwietnia 2022

Uczę, aby dać im pewność siebie

Na jej lekcje języka polskiego przychodzą wnuczka, babcia i prababcia. Kiedy startowała z pomysłem uczenia uchodźców, nikt nie odmówił pomocy. Szkoła udostępniła klasę, kolega grafik zrobił plakaty, drugi je przetłumaczył na ukraiński, a dzieci rozwiesiły na osiedlu. Przyszło 15 osób. Zaczęło się od alfabetu.

Szkoła Podstawowa nr 53 na warszawskich Bielanach w soboty otwiera się dla chętnych uchodźców z Ukrainy, którzy chcą się uczyć języka polskiego. Pomysłodawczynią i nauczycielką jest Renata Niezabitowska – Gerard, która na co dzień pracuje w Orange, gdzie odpowiada głównie za dekodery TV.  

Powrót do szkoły

– Pomagałam, jako wolontariuszka na dworcu. Wtedy zobaczyłam starszego, zagubionego Ukraińca. Nie znał ani jednego słowa po polsku. Nie miał gdzie pójść i co ze sobą zrobić,  a co więcej nie potrafił tego wyartykułować. Nikt go nie rozumiał. Pomyślałam, że można pomóc, dając narzędzie do komunikacji w nowym środowisku – podstawy języka polskiego. Mam doświadczenie w nauce polskiego obcokrajowców, więc długo się nie zastanawiałam – wspomina.

Jeszcze w czasach studenckich Renata zaczęła pracować w Instytucie Kształcenia Obcokrajowców ucząc polskiego m.in. Amerykanów, Szwedów czy Francuzów. Głównie ekspatów, którzy przyjeżdżali pracować w firmach albo robili własne interesy. Dlatego nie było stresu na pierwszej lekcji, choć każda lekcja mimo dokładnego scenariusza to pewna niewiadoma.

– Nie trzeba znać ukraińskiego, aby uczyć. Nasze języki są podobne. Czasami pomaga rosyjski. Pamiętam go ze szkoły, a dla naszych gości często jest podstawowym językiem, którym posługują się w domu – przekonuje. – Nie da się nauczyć polskiego w 3 miesiące, ale podstawy można złapać. Na pewno pomogą w codziennym życiu.

Chcę wrócić do Ukrainy

Lekcje zaczęły się od alfabetu, bo niektórzy znali tylko cyrylicę. Za grant od Fundacji Orange kupiła podręczniki i materiały do nauki. – Cudem udało się dostać „Język polski w 4 tygodnie dla Ukraińców”. Popyt był ogromny. Nic dziwnego – mówi.

Na lekcje przychodzą głównie kobiety. Ich dzieci są wtedy pod opieką znajomych Renaty, bawią się w sali obok. – Dzięki temu dorośli mogą skupić się na nauce. Odgrywamy scenki, wymyślamy dialogi i uczymy się przydatnych zwrotów. Jak to z językiem bywa, zdarzają się śmieszne sytuacje. Kto wie, że warzywa to po ukraińsku owoce – pyta.

– Unikamy rozmów o wojnie i rodzinie. Pamiętam ćwiczenie, gdzie zaczynaliśmy zdanie od „Chciałbym/ chciałabym …”, które trzeba było rozwinąć. Słyszałam jedną odpowiedź: „wrócić do Ukrainy”. Takie momenty ściskają za gardło.

Lekcje trwają 2 godziny i są bezpłatne. Plan jest rozpisany do końca czerwca. To łącznie 30 godzin nauki. Ostatnie zajęcia mają być w Zamku Królewskim. Tam pracuje jako ochroniarka jedna z uczących się polskiego Ukrainka. Jeszcze nie wiadomo jak to zorganizować, ale pomysł jest.

– Najbardziej cieszę się gdy dostaję informację, że ktoś z uczących się nie będzie już chodził na zajęcia, bo wyjeżdża w miejsce, które będzie dla niego lepsze – kończy wolontariuszka.    

***

Spotkanie z Renatą Niezabitowską – Gerard jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska zaangażowanych w pomoc dla naszych przyjaciół z Ukrainy. Prawie 1 000 pracowników wspiera ponad 130 różnych inicjatyw, między innymi dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Dodatkowo Fundacja Orange ufundowała 75 grantów dla pracowników goszczących w swoich domach uchodźców z Ukrainy.

Udostępnij: Uczę, aby dać im pewność siebie

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej