;

Oferta

Instalacja FTTH, czyli NIE zdemolujemy Wam mieszkania ;-) (0)

Piotr Domański

24 lutego 2016

Instalacja FTTH, czyli NIE zdemolujemy Wam mieszkania ;-)
0

Przyznam, że sam się tego obawiałem, gdy zamawiałem internet FTTH czyli Supernova. Obawiałem się wiercenia, kucia, pyłu  W dwóch słowach: domowy Armagedon. Życie jednak potrafi zaskoczyć. Gdy technicy wyszli z mojego mieszkania nie musiałem nawet za bardzo odkurzać – cała operacja zakończyła się sukcesem.

Stwierdziłem, że napiszę na blogu o swoich doświadczeniach. Mogą się one przydać i Wam, przy podejmowaniu decyzji. O kolegach i koleżankach, którzy zaglądają do tego cyklu by poczytać wyłącznie o działaniu sieci nie zapomniałem…  dla Was  post scriptum 😉

Przygotowanie do montażu FTTH

Początek jak zawsze – najpierw umowa (w moim przypadku w salonie), później telefon od serwisantów z propozycją uzgodnienia terminu. Jeżeli zamawialiście usługę telefonicznie – umowę mogą wam również dostarczyć technicy. W Warszawie i Krakowie obowiązują jeszcze przez jakiś (dosłownie tydzień – dwa) czas trzy czterogodzinne „sloty czasowe” czyli po prostu „okienka”, które mogą nam zaproponować technicy. W pozostałych miastach, a wkrótce także w dwóch wcześniej wspomnianych, wprowadziliśmy cztery „okienka” trzygodzinne. Pierwsze zaczyna się o 8:00 i trwa do 11, drugie 11-14, trzecie 14-17, czwarte 17-20. W weekendy – sobota możemy umówić się dwa sloty czasowe – pierwsze zaczyna się od 8:00 i trwa do 11, drugie 13-16. Czyli dla każdego znajdzie się właściwy moment. Gdy umawiałem się, jeszcze w poprzednim systemie „slotowym”, ustaliłem godzinę 16, a już o 14 miałem telefon, z pytaniem czy mógłbym być wcześniej.

Z odpowiednim wyprzedzeniem, najczęściej jednodniowym otrzymacie prośbę o potwierdzenie terminu. Jeżeli zmieniły się wasze plany, przyjeżdża rodzina zza oceanu lub liczne grono znajomych, możecie wizytę techników przesunąć.

Serwisanci w Twoim domu, a więc… montaż

Teraz kilka słów o montażu. Na początku dowiecie się, jak wygląda proces instalacji, a także że w każdym momencie możecie odstąpić od montażu. Potem ekipa rusza na klatkę schodową i do piwnicy, ocenia sytuację i sprawdza drożność peszli – czyli rurek, którymi będą poprowadzone przewody. Może się okazać, że będą one zablokowane, w takiej sytuacji stosujemy inne metody doprowadzenia światłowodu do mieszkania.

3bd6cfa70de401e44a349d978f0040556e6

Gdy już wszystko poza  mieszkaniem będzie sprawdzone, technicy zajrzą do Was i omówią kwestie związane z samym montażem. Jak choćby to, gdzie będą stały modemy,  które gniazdka trzeba będzie wykorzystać do ich  zasilenia. Czasami może się okazać, że między wyjściem peszli w mieszkaniu, a miejscem, gdzie zaplanowaliście ustawienie modemu jest spora odległość. O ustawieniu modemu Wi-Fi pisałem już kiedyś artykuł – warto tam zajrzeć. Wtedy, albo światłowód zostanie zamontowany w niewidoczny sposób np.  za listwami przypodłogowymi, framugami, czy pod sufitem. Możecie się też zdecydować na kucie ścian i ułożenie w nich kabli.

c8584dd3e7fcf8a80aeb721ff82db9f42a4

Gdy już światłowód znajdzie się na swoim miejscu, będziecie mieli okazję zobaczyć bardzo ciekawy proces – spawanie światłowodu. Nie odbywa się on, co prawda, w Waszym mieszkaniu, ale warto wyjść i przyjrzeć się dokładnie 😉 Później, na klatce schodowej  lub w pomieszczeniach piwnicznych  światłowód zostanie podłączony bezpośrednio do sieci Orange, wcześniej zainstalowanej w budynku.

Po nim zostaną podłączone kolejno wszystkie urządzenia – modem i router, i sprawdzone poprawne działanie światłowodu. Serwisanci spędzą chwilę na testach i uruchamianiu usługi na naszych urządzeniach, tak by wszystko po ich wyjściu działało. Ta ostatnia część trwa około 30 – 40 minut. A przynajmniej u mnie tyle trwała 😉

I to koniec. Wszystko działa, serwisanci sprzątają po sobie ewentualny mały rozgardiasz, a Wy możecie się cieszyć internetem w prędkości 100, 300 lub 600 Mb/s.

P.S. Obiecany materiał – Rozmowa Witka Tomaszewskiego z portalu Telepolis, z Michałem Walem z Orange. Nówka, sztuka jak to się mówi, bo z wczoraj. Warto bo Panowie rozmawiają właśnie o FTTH.

Udostępnij: Instalacja FTTH, czyli NIE zdemolujemy Wam mieszkania ;-)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Ciężarówka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Urządzenia

Mamy już Samsung S7 i S7 edge w przedsprzedaży (0)

Piotr Domański

24 lutego 2016

Mamy już Samsung S7 i S7 edge w przedsprzedaży
0

Moim zdaniem, Samsungowi udało się coś niezwykłego – ulepszył przepiękny (i mający świetne parametry) S6 edge. Nic dziwnego, że wielu z Was (i zresztą ja też) czekało na Samsunga S7 i S7 edge z niecierpliwością. Oba modele są już dostępne w przedsprzedaży, a zamówione zestawy będziemy do Was wysyłać 11 marca, czyli w dniu premiery.

Dlaczego zestawy? Gdyż razem z telefonem otrzymacie od nas Gear VR Litle, czyli okulary do wirtualnej rzeczywistości.

Jeżeli ktoś nie wie o co ten cały hałas, oto powody dla których warto się  zainteresować się tymi modelami. Po pierwsze procesor – Procesor Octa Core 4×2.3GHz + 4×1.6GHz, mniej więcej 50% szybszy niż w edge S6. Po drugie bardzo dobry wyświetlacz o przekątnej 5,1 cala QHD Super AMOLED. Po trzecie aparat fotograficzny 12 Mpx, który zdaniem producenta świetnie sprawdza się także w słabym oświetleniu. Do tego jeszcze 32GB wbudowanej pamięci oraz możliwość rozszerzenia kartą mSD do 200GB i 4GB RAM. Przywrócono też możliwość rozszerzenia pamięci i wodoodporność, gdyż nie było jej w poprzedniej wersji.

Gdyby to nie wystarczyło… spójrzcie na te zdjęcie.

3ca868a86ca4394dfca4965d556707ad2e1

Cena telefonu jest dość wysoka (jak na flagowca przystało), jednak nie powala na kolan, jak choćby produkty koncernu z jabłkiem w logo. Waha się między 2859 złotych, które zapłacicie w Smart Planie LTE za 39,99 zł miesięcznie , a 1759 za w Smart Plan LTE Wspólny za 149,99 zł.

Wszystko, co powinniście zrobić teraz, to klinąć w ten link 😉

Udostępnij: Mamy już Samsung S7 i S7 edge w przedsprzedaży
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

;

Urządzenia

Pożegnanie Lumii? (0)

Michał Rosiak

23 lutego 2016

Pożegnanie Lumii?
0
Nikt nie powiedział tego głośno, ale wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że najnowszy telefon pod marką Microsoft, Lumia 650, to ostatni model wypuszczany pod tą stworzoną i upowszechnioną przez Nokię marką. Telefon na pewno wart uwagi, choć w mojej opinii niefortunnie pozycjonowany.
Mam wrażenie, że 650 to najlepiej wykonana Lumia w ostatnich latach. Gustowna aluminiowa ramka, w moim egzemplarzu w kolorze stalowym, „plecki” cienkie jak opłatek, ale mimo to nie kojarzące się z telefonami z niskiej półki, kryjące wymienną, ale zaskakująco wytrzymałą baterię 2000 mAh. Czar nie pryska nawet po spojrzeniu na pięciocalowy ekran – znam takich, którzy parskną śmiechem na matrycę 720p, ale tak naprawdę to ja mógłbym wykonać pełne godności parsknięcie pod ich adresem. Serio komuś to przeszkadza? Niemal 300 pikseli na cal przy takim ekranie absolutnie wystarcza, a relatywnie mała bateria nie starcza na tak długo bez przyczyny. Nie zużywa jej też zbytnio wyświetlająca się bez przerwy godzina i data, dzięki funkcji Glance Screen.
Przyznam szczerze, że przeczytawszy w specyfikacji, iż 650 napędza Snapdragon 212 z czterema rdzeniami po 1,3 GHz chwyciłem się za głowę. Faktycznie idealnie nie jest, ale spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej. Ponad 30 tys. punktów w popularnym benchmarku Antutu jest dowodem – przynajmniej w tej dziedzinie – wyższości mobilnego Windowsa nad Androidem (zastanawiam się, czy z telefonu z zielonym robotem przy tej konfiguracji dałoby się wycisnąć przynajmniej 10 tys. punktów). System operacyjny to – co wcale nie jest tak oczywiste – Windows Phone 10.
Ostatnia Lumia to telefon „codzienny”. Klasyczna, gustowna obudowa, niemal niewyczuwalna masa (zaledwie 122 gramy), pełny mobilny Office, Outlook i możliwość łatwej konfiguracji firmowego konta. Prawdopodobnie dlatego producent wydaje się pozycjonować „650” jako telefon dla biznesu, tymczasem ja widzę ją bardziej w roli terminala „startowego”. Przez pewien czas używał jej mój dziesięcioletni syn, który narzekał tylko na Windowsa (woli Androida), ale sam telefon go nie zawiódł. Zdjęcia z ośmiomegapikselowego tylnego aparatu są całkiem niezłe, gry mu działały, w internecie też mógł znaleźć wszystko, czego chciał, a przy okazji miał pewnie jeden z najładniejszych telefonów w klasie 🙂 A to wszystko na wolnym rynku do kupienia za trzycyfrową kwotę. Jeśli nie wymagamy cudów, okazuje się być całkiem nieźle.
7e470344a375b4f5ffe21cae4012499ff08
Udostępnij: Pożegnanie Lumii?
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej